diabollo
26.04.19, 11:39
pięknie i jasno zarysowana przez pana Hartmana, była linkowana od lat wielokrotnie:
hartman.blog.polityka.pl/2013/02/09/faszysci-badzcie-soba/
A teraz przyjrzyjmy się słowom przemówienia I sekretarza partii władzy, aktualnego naczelnika Polski:
"Państwo musi być emanacją wspólnoty. (...) Niezależnie do tego, czy ktoś jest wierzący, czy niewierzący, musi akceptować chrześcijaństwo, bo polska kultura wyrosła z chrześcijaństwa i nie ma żadnej innej powszechnie znanej aksjologii, powszechnie znanego systemu wartości, niż ten, który wyrasta z chrześcijaństwa, a którego głosicielem i - można powiedzieć - dzierżycielem jest kościół katolicki. Kwestionowanie pozycji kościoła katolickiego w Polsce ma po prostu charakter niepatriotyczny".
forum.gazeta.pl/forum/w,103528,168007297,168007297,Hold_lenny_biskupa_Meringa.html
Oczywiście osobiście naczelnik to cyniczny agnostyk używający katolickiego zabobonu jako narzędzia władzy (podobnie jak każda rozsądniejsza klecha od prałata w górę).
Nie naczelnik tutaj jest szokujący.
Yntelygencja od 40 lat tak mocno zapadła w janiepawlizm, że państwo III RP, które zbodowała było z katozabobonem wręcz zrośnięte.
Dzisiaj takie zagrywanie katozabobonem wydaje się "naturalne" i dla cynicznego niewierzącego naczelnika jest wyborem oczywistej oczywistości.
Gdyby yntelygencja porzuciała katozabobon, a za nią katozabobon stałby się passe dla ludu, naczelnik pierwszy kopnąłby katolickiego trupa w dupę i zaczął opowiadać o nieudanej "dekomunizacji w katokościele", itp.
Kłaniam się nisko.