diabollo
08.05.19, 07:30
Pięć powodów, dla których PiS idzie na religijną wojnę
Paweł Wroński
Chaotycznej i pozbawionej wyraźnej dominanty kampanii wyborczej PiS - miotającego się od "piątki Kaczyńskiego" przez program "krowa plus" - wojna religijna nadaje sens i znaczenie poprzez umieszczenie rywalizacji w kategoriach gorącego "sporu cywilizacyjnego".
Dlaczego w poniedziałek rano policja wspierana przez ministra Joachima Brudzińskiego wkroczyła do mieszkania Elżbiety Podleśnej? Nadgorliwość? Głupota? A może polityczny zamysł, próba wywołania w Polsce zimnej wojny religijnej na ostatnim zakręcie kampanii wyborczej? To Prawu i Sprawiedliwości odpowiada.
Działania Brudzińskiego łatwo kojarzą się z przemówieniem prezesa Jarosława Kaczyńskiego w Pułtusku, gdy głosił, że ręka podniesiona na Kościół jest ręką podniesioną na Polskę. Była to reakcja na wystąpienie publicysty „Liberté!” Leszka Jażdżewskiego przed wykładem Donalda Tuska. Jeszcze wcześniej prezes grzmiał: „wara od naszych dzieci” i sugerował, że podpisanie przez prezydenta Warszawy karty LGBT jest w istocie zapowiedzią deprawacji dzieci oraz wprowadzaniem ideologii gender do domu i zagrody. W ten sposób PiS chce się przedstawić jako obrońca polskiej tradycji przed złymi miazmatami płynącymi ze zgniłego Zachodu.
Wcześniej w tej wojnie PiS, jak się wydaje, nie miał amunicji. Teraz sam prowokuje wybuch. Formuła jedynego i ostatniego obrońcy wiary w Polsce jest dla PiS wygodna z kilku powodów:
1. Zachęca i tak w większości współdziałający z partią rządzącą Kościół instytucjonalny do agitacji na rzecz ugrupowania rządowego. Kościół polski, poobijany ostatnimi skandalami pedofilskimi, może się przedstawić jako ofiara ataku sił lewackich, progresywnych.
2. To forma mobilizacji sił tradycyjnych, najczęściej z mniejszych ośrodków, do tej pory niechętnych udziałowi w wyborach do europarlamentu. Bo jeśli ten elektorat nie zostanie postawiony w stan rozgorączkowania i zagrożenia, to do urn nie pójdzie.
3. Pozwala przesunąć dyskusję z tematów niewygodnych dla zmęczonej władzą partii rządzącej: problemów nauczycieli, służby zdrowia, rolników, wynagrodzeń urzędników państwowych, „taśm Kaczyńskiego”, pazerności i niekompetencji ludzi władzy, nieudolnego zarządzania państwem.
4. Rola jedynych obrońców wiary i tradycji daje szansę zdominowania dyskursu politycznego po prawej stronie sceny politycznej i odebrania tlenu Konfederacji oraz ugrupowaniom narodowym będącym konkurencją dla PiS, a także wprowadzenia w konfuzję elektoratu PSL.
5. Chaotycznej i pozbawionej wyraźnej dominanty kampanii wyborczej PiS – miotającego się od „piątki Kaczyńskiego” przez program „krowa plus” – nadaje sens i znaczenie poprzez umieszczenie rywalizacji w kategoriach gorącego „sporu cywilizacyjnego”.
W kampanii faktycznie antyeuropejskiej, bo traktującej UE jako źródło zagrożenia, PiS przedstawia się jako partia proeuropejska. To myślowy szpagat, ale szpagat, który elektorat PiS jest w stanie znieść.
Sprawa Madonny w tęczowej aureoli nie jest błaha z punktu widzenia opozycji. To jeden z najważniejszych sporów demokracji, czyli w jakim kraju chcemy żyć po wyborach? W państwowo-kościelnej inkwizycji, w której obywatele prześladowani są za przekonania, a policja wpada do nich bladym świtem, czy w państwie wolności z wiążącymi się z tym konsekwencjami?
wyborcza.pl/7,75398,24761559,piec-powodow-dla-ktorych-pis-idzie-na-religijna-wojne.html#S.srodkowaNajwieksza-K.C-P.-B.3-L.1.glowka