Dodaj do ulubionych

Czesi, Węgrzy, Jugosłowianie na Zachodzie tak się

11.05.19, 10:30
Szczerek: Czesi, Węgrzy, Jugosłowianie na Zachodzie tak się nie wstydzili. "Co oni o nas pomyślą", to polska specjalność

Ziemowit Szczerek

Nasi ojcowie handlowali "zigaretten" i dżinsami, żeby posłać dzieci na angielski, zbudować dom. My wyzywamy ich od koderów i lemingów.

Ziemowit Szczerek – ur. w 1978 r., pisarz, publicysta, zdobywca Paszportu „Polityki”, nominowany do Nike za „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian” i „Tatuaż z tryzubem”. Niedawno ukazało się jego „Międzymorze. Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową” i dystopijna powieść o rozpadzie Europy „Siwy dym albo pięć cywilizowanych plemion”
To oni cieszyli się najbardziej z tego, że nie trzeba już wozić paszportów. Oni, wcześniej nazywani obywatelami nowej, otwartej Polski, a później lemingami i – w końcu – kodziarzami. Pierwsze negatywne określenie pochodziło z prawej strony, a drugie – i z prawej, i z lewej.

Nazywa się ich też „beneficjentami transformacji”, także z prawej i z lewej, choć to bardzo naciągane i w gruncie rzeczy szczujące. Jak każdy, radzili sobie, jak mogli. I ci z prawej, i ci z lewej. Raz lepiej, raz gorzej, i trzeba funkcjonować na wysokim poziomie odklejenia, by mieć o to do kogokolwiek pretensje, ale przecież nie o to chodzi w budowaniu tarcz strzelniczych, żeby jakoś wybitnie przypominały rzeczywistość.
A radzili sobie, między innymi, wyjeżdżając. I handlując. I to jeszcze przed transformacją, bo paszporty w domu można było już mieć od 1984 roku.


Tak, kiedyś mało się o tym wyjeżdżaniu i handlowaniu mówiło, wszyscy jednak trochę się wstydzili. Tylko Big Cyc coś wspominał o „Berlinie Zachodnim”, gdzie „stoi Polak co drugi chodnik”, albo w serialowych „Tygrysach Europy” pojawiała się fraza: „Zigaretten nach Berlin”. A i tak głównie po to, żeby wyśmiać te tygrysy.

To oni, późniejsze lemingi, kodziarze, beneficjenci transformacji, byli pierwszym pokoleniem, które się rzuciło na paszporty, kiedy tylko zaczęto je wydawać. Jak już nie trzeba było pisać wielometrowych podań z załącznikami, tylko ot tak, można było iść i brać. I nie oddawać.
I Janusze też tam oczywiście byli, i Grażyny. Wszyscy wyjeżdżali razem – i polska inteligencja, i polski zmysł handlowy, i polska zaradność, i polskie kompleksy, i polska buńczuczność, bo wiadomo: im więcej kompleksów, tym więcej hałasu, by je przykryć. Nie ma co się dziwić: człowiek dostaje ten wymarzony paszport, zachodnie media pieją z zachwytu nad „nowymi Europejczykami”. Człowiek przełyka to sformułowanie: „nowi Europejczycy”, bo jaki on tam nowy, ale okej, niech będzie. Kochają nas, Klaus Meine ze Scorpionsów śpiewa „Wind of Change”, wszyscy mówią, że granice otwarte, a więc jedzie ten człowiek natchniony na ten wyśniony Zachód spełniać swój sen o Europie, przełyka pierwsze upokorzenia, bo niemiecki celnik patrzy jak na borostwora i obszukuje od stóp do głów, austriaccy otwarcie mówią, że gdyby to od nich zależało, toby nie wpuszczali, ba, nawet czescy, którym gospodarki i porządnej środkowoeuropejskiej formy nawet komunizm nie rozwalił w drobiazgi, śmieją się z Polaczków, że wąsaci, że w dżinsie cali, że wjeżdżają do Republiki Poczciwości i Obytakzawszości tymi swoimi maluszkami z bagażami na dachach.


A w bagażach – cały świat! Bo Polak zawsze z jakimś towarem: do ZSRR się już dawno woziło dżinsy, do Jugosławii bodajże pepegi, do Rumunii papierosy i kawę, z Bułgarii szkło i zastawę. I tak dalej. A teraz cały Zachód otwarty. Więc do Niemiec – papierosy, ubrania, które sprzedaje się z przebiciem kilkunastokrotnym, bo to przecież jeszcze przed Balcerowiczem i urealnieniem wartości złotówki.

W każdym razie – wyjeżdża ten inteligent polski powietrzem Zachodu odetchnąć, podaje paszport do kontroli, taki dumny z tego paszportu, jeszcze wtedy granatowego, przejeżdża jakoś przepuszczony, przez dawne NRD przeciska się z duszą na ramieniu, bo podobno neonaziści obrzucają kamieniami samochody z czarnymi polskimi rejestracjami, dojeżdża do tego Berlina, dawniej Zachodniego – a tu przy chodnikach stoją jego rodacy i handlują, czym się da! Kociołkiem, papierosem, tym, owym. I tłoczą się, nawet nieubrani – jak ten inteligent – na ten Zachód jak na niedzielę do kościoła, tylko świecący tymi ciuchami polskimi, wschodnimi. Teraz to inteligentom wstyd pewnie, ale tak było, tak było!
I patrzy ten inteligent o duszy wypieszczonej na rodaków, czyta napisy w sklepach na Berlin Zoo, że „każda kradzież będzie zgłaszana na policję”.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Czesi, Węgrzy, Jugosłowianie na Zachodzie tak 11.05.19, 10:31
      Czyta napisy we włoskich hotelach, żeby nie podłączać do delikatnych włoskich kontaktów tych wulgarnych polskich grzałek do herbaty. I to są jedyne napisy po polsku na całym Zachodzie.

      I obraca się przeciwko braciom swoim, przeciw rodakom, przeciw handlującym, przeciw tłoczącym się, pijącym najtańsze piwo na skwerkach jak królowie, sikającym po parkach i wyje: to przez was! To wasza wina! Polskie buraki, chamy! Nie umieją zachować się u gości, u wyrafinowanych!
      My się do tych państwa nie przyznajemy
      Tyle te pięknoduchy. A cała reszta z kolei miała to gdzieś. Epatowała nawet czasem, bo im bardziej cisną, tym bardziej epatujesz.
      Wozili się więc po Europie jak po swoim, handlowali. I z góry patrzyli na tych wszystkich pucusiów z Zachodu, którzy mieli więcej farta niż ich koledzy znad Wisły. Buce, co to z jednej strony śpiewają „Wind of Change”, ale z drugiej mówią: lepiej, żeby się ta dzicz trzymała z daleka, z tym sikaniem do rowów przy autostradach, z tymi brzydkimi samochodami marki polonez, z tą jumą i brzydkim oddechem z ust, który dopiero teraz zaczynają zmieniać za sprawą pasty do zębów, co kolory ma trzy, i pastylkami do sztucznych szczęk, które poprawiają oddech z siłą wodospadu.
      Więc pili na pokaz, pokazywali, jacy to oni gieroje. I wyrabiali inną legendę: Polaka cwaniaka, co to Francuza czy Włocha dwadzieścia razy przekręci, że Niemca okraść – to właściwie reparacje wojenne, że i beemkę da się wyprzedzić dużym fiatem, trzeba tylko chcieć.

      Nie wiem, czy ktoś aż takie kompleksy miał na Zachodzie jak Polacy. Czesi ani Węgrzy aż tak bardzo się siebie nie wstydzili, tak bardzo nie epatowali, bo nie czuli, że muszą; opaleni, wykarmieni, modnie ubrani Jugole też nie, przynajmniej z początku. Może Rumuni, może Albańczycy, zadziorni zawsze, bo po bałkańsku, ale teraz dodatkowo – jak ci posłowie do Rzymu sarmaccy, co specjalnie złote gubili podkowy na włoskim bruku – obowiązkowo ze złotem na nadgarstku i w mercedesie, co z tego, że pamiętającym późnego Willy’ego Brandta.
      Ale te oczy w słup i „my się do tych państwa nie przyznajemy” – to była polska specjalność. To, „co o nas pomyślą ci Niemcy, Francuzi, Włosi, Anglicy (i tak dalej, niepotrzebne skreślić)”.
      No, jeszcze Poradziecjanie tak mieli. I chyba tylko oni tak ostro na handel wyjeżdżali jak Polacy.
      My w ogóle więcej wspólnego z Poradziecją mamy niż z braćmi z Europy Środkowej, ale wypieramy. No trudno, widocznie jest co. W każdym razie Poradziecjanie też trochę mieli tak jak my: wyjeżdżają, rozglądają się – i płacz. „Bo u nas nigdy nie będzie aż tak kulturno”. Na przykład taki Jurij Andruchowycz, który większą część swojej twórczości poświęcał relacji Ukrainiec – Europejczyk, ale on przynajmniej szukał rozwiązania. Poją go Europejczycy winem szlachetnym – to on im daje balsam ukraiński. Lokalny specjał. Śpiewają mu Włosi pieśni włoskie – to on im dorzuca pęk swoich, huculskich. Bo my nie gorsi.
      A Polak, niestety, jest rozciągnięty od nieba po błocko. Przecież on już dawno był awangardą albo przynajmniej w mocnym czubie duchowego, intelektualnego i w ogóle peletonu, więc szydzi z ariergardy, przez którą wlecze się w europejskim ogonie. Bo „gdyby nie te chamy, nie te buraki – toby nas w tej Europie poważali, a ja przecież lepszy jestem od tego polactwa w dresiwie, co siarę robi!”.

      A potem obraża się na Czechów czy Węgrów, którzy patrzyli na Polskę tak samo jak on na rodaka w dresie i też mówili: to wszystko przez tych Polaków, wszystkich nas wrzucają do jednego worka, gdyby nie oni, to przecież już dawno byśmy byli w EWG, a tak, to musimy czekać, aż sobie te brudasy drogi jakieś za jałmużnę europejską wybudują, aż standardy jakości mleka poprawią!
      Ale po drugiej stronie też się zdarzali intelektualiści. Oni, rzecz jasna, walili w tych zawstydzonych. Rafał Ziemkiewicz na przykład pisał w „Polactwie”, że Polak to sam siebie nie uszanuje, że co z nim ta komuna zrobiła, jak go przemieliła, a Michnik i „Wyborcza” tylko kompleksy utrwalili.
      Tylko że tu z kolei w drugą stronę poszło. Polski kompleks wybił jak szambo w drugą stronę: nie było miejsca na jakąkolwiek krytykę, bo krytyka – krzyczeli zakompleksieni – to dowód na zakompleksienie!
      I tu mylił się Ziemkiewicz, niebożę. Bo ten wstyd to był przecież na długo przed komuną i Michnikiem. Co on, nie czytał wspomnień sprzed wojny? Zawsze to lizanie tyłka – a to Anglii, a to Francji, zawsze to wdzięczenie się, pokazywanie, cały Gombrowicz jest o tym, o tym „doceńcie nas”. I to właśnie była propozycja Ziemkiewicza. I to jest właśnie propozycja Kaczyńskiego. „Doceńcie nas, błagamy”. #Respectus, bo będziemy tupali nogami.
      Trudno tu było zachować jakiś idealny środek. Trudno było mieć do siebie szacunek, a jednocześnie nie włazić w dupy tym zachodnim czyścioszkom i oceniaczom. Ale paszporty były – trzeba było jeździć.

      Czy Ziemkiewicz pije latte

      Później wizy zniesiono, paszporty wymieniono na czerwień głęboką jak najczerwieńsze wino, na granicach coraz częściej już tylko ręką machali: a, Polak, jedź. Może dlatego, że Polacy lepszymi już samochodami wjeżdżali. Co też, swoją drogą, było wymowne – Czesi i Słowacy, którzy nie mieli aż tak złego (a więc nie musieli mieć też aż tak dobrego) zdania na temat swoich ojczyzn, nie wstydzili się siebie aż tak bardzo: dojeździli te swoje skody favoritki, a nawet sto piątki, i dopiero wtedy zaczęli na kredyt brać zachodnie. A Polacy, jak się tylko systemy argentyńskie, a potem kredyty po bankach pojawiać zaczęły, huzia! Na renówki dziewiętnastki, na twingo, na lanosy!
      Na audice 80, beemy trójki i ople kadetty, po niepalącym emerycie, co to Niemiec płakał, jak sprzedawał!
      Ale jeździło się. I nabierało się dystansu. Już nie tylko „Zigaretten nach Berlin”. Taki na przykład – Andrzej Stasiuk w „Taksim” próbował przekuć negatywny stereotyp Polaka handlarza w coś choćby neutralnego. Stworzył „Polaka idealnego”, który nie ma figury Brada Pitta ani uśmiechu Toma Cruise’a, w ogóle nie ma nordyckiego typu urody, ale mu to dynda; jest, jaki jest, i taki jest nie bez przyczyny, bo nie widzi powodu, by być pawiem i papugą.
      Potem nakręcono „Jumę” o tym, jak to Polacy z ziem zachodnich jeździli kraść do Niemiec. Wcześniej się tylko o nich bąkało jako o złodziejach, co to nam reputację psują, albo o Janosikach, co to „grabią zagrabione”. Teraz coraz częściej mówimy o nich jak o kowbojach napadających na pociągi na Dzikim Zachodzie – może i nieładnie, ale co za zawadiacka przygoda! No i te reparacje... Włączy się TVP i od razu byłemu jumakowi lżej na sercu: przecież on tylko o sprawiedliwość dziejową walczył.

      CDN...
      • diabollo Re: Czesi, Węgrzy, Jugosłowianie na Zachodzie tak 11.05.19, 10:32
        A później – cóż. Się zaczęło. Janusze i Grażyny – już dorobieni, już po obejrzeniu seriali i filmów o tym, jak to na Zachodzie wygląda, już po podpatrzeniu, jak to i owo robią sąsiedzi – zaczęli wyjeżdżać masowo już nie na handel, ale też na wczasy. Kto mógł, ten po winnicach, rozumiecie, Toskanii czy Prowansji, kto mógł, ten na narty do Austrii, Włoch czy do Francji, ten i ów na wyspy do Grecji albo na Costa del Sol do Hiszpanii. Albo na wczasy do Tunezji, do Hurghady. I się śmiali dawni Janusze z nowo mianowanych Januszów, że ładują na talerze ze stołu szwedzkiego, ile wlezie, bo przeca już się zapłaciło i nie można być stratnym. Janusze z Januszy, Grażyny z Grażyn, a wszyscy razem z Ruskich, że my to już w zasadzie Europa, już w NATO, zaraz w Unii, tylko patrzeć, a patrzcie na tych tam, w rogu! Przecież to od razu widać, że Ruscy! Patrz, ile wędliny na talerzu, kiedy oni to zjedzą!
        To właśnie oni stanowią podwalinę nowej polskiej klasy średniej.
        Nowi Janusze założyli lepsze garnitury, już nie tylko oni na Zachód, ale także Zachód do Polski przyszedł, i to bez paszportu: inaczej ulice zaczęto urządzać, inaczej się ubierać. Nawet Ziemkiewicze jakoś nie protestowali przeciwko przejmowaniu wzorców, tylko nosili te same dżinsy co w Reichu, a teraz piją w tych samych kawiarniach to samo latte co lemingi. I ubierają się w te same ładnie skrojone garnitury.
        Nie wstydzę się skarpet do sandałów
        A tymczasem klasa eks-Januszów się rozszerzała i kolejni wyśmiewani sami zaczynali wyśmiewać. Ale już nie handlarza w tureckim sweterku, bo wszyscy w winnicach Toskanii i na stokach Solden z tego sweterka wyrośli, więc handlarz coraz częściej miał coś w rodzaju szacunku, ironicznego czy nie.
        Obiektem beki stał się ferdynando-kiepskoid z rozpadającej się poniemieckiej kamienicy, Seba z bloku albo, co często wychodziło na jedno, letnik w Hurghadzie w skarpetach pod sandały, co to bije brawo jak samolot czarterowy ląduje. „Polaki cebulaki”.
        Beki, a nie dramatycznego wstydu, bo już byliśmy w tej Europie i nie tak znów z tyłu. Zlikwidowano granice, weszliśmy do Schengen, synowie i córki dawnych Januszów, już dobrze wykształceni i w zasadzie nie do odróżnienia od rówieśników z Zachodu, jeździli, gdzie chcieli, jedni na truskawki, żeby zarobić, inni do Berlina na techno. Jedni uważali się za lewicowców, inni za prawicowców, ale i jedni, i drudzy toczyli bekę równo.

        Bekę z rodaków mieli jak zwykle, ale też – pospołu eks-Janusze i neo-Janusze – zaczynali się już po cichutku podśmiechiwać z gospodarzy. A to, że Niemcy zacofani, kartą w warzywniaku nie zapłacisz i netu nigdzie nie ma, a to, że Angole mają ciepłą wodę osobno, zimną osobno i jak chcesz sobie ręce umyć po wyjściu z toalety, to trzeba napuszczać, że im tam w tych domach tapety obłażą, a we Francji, jak się wejdzie w bramę, to „czasem nie lepiej niż u nas”. Że Czesi nie umieją robić sałatek do tych swoich knedli z gulaszem, tylko pokroją ogórki, pomidory i zadowoleni, że u Włochów zimno w zimie, bo toto ogrzewania nie zna, że Francuzi języków nie znają i nadęci prowincjusze, że Hiszpanie niehumanitarni i byki zabijają, a my mamy schroniska dla psów, że Grecy leniwi, ciągle tylko by strajkowali, a my ich musimy utrzymywać, a Brytole to piją nie mniej od nas, a agresywni jak nasi kibole.

        Tyle że równocześnie emigracja na Zachód poszła. I tam znów się powtórzyło ustawienie z początku lat dziewięćdziesiątych. Jedni pracowali, a liberalne media się cieszyły, że tak naszych za granicą chwalą, że tak świetnie nasi się spisują przy tych pracach, których nikt na miejscu już nie chce wykonywać. A inni, jak ten nieszczęsny ziomuś gdzieś w Anglii, co go na YouTubie wszyscy oglądali, bo dał się nagrać, siedzieli w samochodach, w dresach, palili przywiezione z Polski czerwone marlboro i załatwiali interesy przez telefon: du ju kurwa hew de moni kurwa bikoz aj łil not łejt kurwa bifor ju łil pej mi kurwa ty. I pili polskie piwa na angielskich ulicach, i nosili złote łańcuchy, i w ogóle. I wykazywali tendencje nacjonalistyczne, uważając, że Polska dla Polaków, a Brytania dla Brytoli. I dla Polaków. W każdym razie nie dla ciapaków. I obnosili po czerwonocegłych osiedlach Brytanii odzież patriotyczną, orły, wilki i napisy, których nikt poza nimi samymi nie rozumiał.
        Więc ci emigracyjni normalsi bardzo się z tych ziomeczków epatujących śmiali. I wszystko było niby inaczej, ale jak zawsze.
        Nie wolno się śmiać z nikogo
        I wtedy padł strzał z boku.
        Ci, co się śmiali, dowiedzieli się, że są lemingami, którzy gardzą solą tej ziemi, naszej ziemi, polskiej ziemi. Ci, co obnosili koszulki z orłami, dowiedzieli się, że wcale nie są niezaradnymi przegrywami, że musieli wyjechać przez tych złych, którzy odebrali im szanse, ale ci źli już nie rządzą i państwo ich kocha. No i że już się nie wolno śmiać. Z Polaków.

        CDN...
        • diabollo Re: Czesi, Węgrzy, Jugosłowianie na Zachodzie tak 11.05.19, 10:34
          Ale to nie było tak, że nagle się zakazano śmiać ze wszystkich, nie. Nie było tak, że ogólnie szyderstwo niefajne. Z nich wolno się było śmiać. Z lemingów, kodziarzy, co mają kompleksy wobec Zachodu. I albo naśladują, wyjeżdżając, albo nie noszą orłów w koronie na koszulkach Red is Bad, gdy już wyjechali.
          Wszyscy się dowiedzieli, że ci, którzy wyjeżdżali dawniej, za czasów granatowych paszportów, na handel, ci, którzy się dorabiali, łamiąc wstyd, uprzedzenia, własne kompleksy, jeżdżąc po całej Europie, by sprzedać kilka par butów, a potem wracali i apiać to samo, ci, którzy przełykali pogardę niemieckiego albo austriackiego celnika, żeby podreperować budżet na budowie, i w końcu zaczęli się dorabiać, inwestować, zasilać szeregi klasy średniej, zakładać firmy, brać domy na kredyty – nagle stali się lemingami.
          I nagle teraz można się było z nich śmiać.
          Jeszcze ciekawiej się zrobiło, kiedy raz dwa do tej szydery radośnie dołączyła lewica. Często dzieci tych, z których się teraz śmiały, że tylko pęd do pieniędzy, Balcerowicz, „zausz firme” i tak dalej. Oczywiście beka lewicowa nie śmieje się już z Januszów i Grażyn, nie wypada, raczej się ich propsuje.
          Za to, ile wlezie, wali się w kodziarzy, drze łacha z ich nieporadnych memów i mało śmiesznych, pełnych emocji rysunków wrzucanych na Fejsa.
          Z politowaniem zżyma, że nic nie kumają i choć walą w Kaczora, że dyktator i konserwa, to ich własne wpisy ociekają czymś, co w oglądzie wysoko intelektualnej lewicy jest czystym klasizmem, a bywa, że i seksizmem.
          I nikomu nie przeszkadza, że lewicowa bańka propsowanych Januszów – którzy jeszcze bardziej ociekają uprzedzeniami, „ale to nie ich wina, gdyż…” – w ogóle nie zna. Nie rozmawia, nie dociera, nie rozumie. Mniej więcej tak samo jak z wyobrażonym islamem, „bronimy słabszych”, i słusznie, ale w realu nie bardzo umie nawet się dogadać z w miarę oswojonymi konserwatystami, tylko ich bezradnie wyśmiewa.

          No, ale z lemingów beka jest, jakby całe to jeżdżenie na zarobek na granatowych paszportach było tylko po to, żeby później można było śmigać do Hurghady na bordowych.
          I okazało się, że ci – którzy dostawszy te nieszczęsne paszporty, wyjechawszy na Zachód, zobaczywszy go, zarobiwszy na nim, pozbywawszy się stopniowo kompleksów, poczuli się w końcu w Polsce dobrze – są lemingami, które zamieniły się w kodziarzy. Po dwakroć przeklęci. W swoich mieszkaniach i samochodach na kredyt, ze swoim lajfstajlem, który śmieją mieć, są – jak to ujmuje Rafał Woś na przykład – tyranizującą inne klasy klasą średnią. Są najgorszym syfem ziemi, tej ziemi.
          Po czym bez zająknięcia w następnym poście dzieci eks-Januszów, lemingów i kodziarzy napiszą: nie wolno szydzić!
          W sumie nie wolno, w porządku. Nie ze słabszych, ze znajdujących się w nieciekawej sytuacji społecznej. Ale nagle okazuje się, że nie wolno się śmiać z nikogo.
          Z moherowych staruszek, z fanów disco polo, z łysych krzykaczy. Bo to sól ziemi.
          Historycznie upokarzana. Trochę tak, jak gdyby w Stanach nie wypadało pisać negatywnych recenzji płyt gangstarapowych, na których goście ze złotymi zębami poklepują nagie dziewczyny myjące ich wielkie samochody, liżące ich wielkie pistolety – bo oni z tych „mających problemy ze społeczną integracją”.
          A tymczasem zaczęli wyjeżdżać patrioci
          Często już bez paszportu, bo Schengen. Bez upokorzeń, których doświadczały pokolenia inteligentów, eks-Januszów, lemingów, kodziarzy, bez tego trzepania na austriackim cle, bez podejrzliwych spojrzeń w Aldiku. Niezłymi samochodami i wypasionymi autobusami z proszalnymi napisami #respectus. Zaczęli wyjeżdżać na placówki kulturalne i wmuszać w obcokrajowców polską klasykę w ujęciu klasycznym i polski patriotyzm, i nie rozumieli, jak można nie rozumieć, że Polska jest najlepszym krajem na świecie. Zaczęli jeździć i tłumaczyć Francuzom, że to my żeśmy ich widelcami jeść uczyli. Wrzeszczeli, że Polska, Polskę, Polską, że my najbardziej, że my nieskalani, że my niezłomni, a wszyscy inni – banda kretynów i ignorantów, cieniasów i naśladowców. Słowem, robili w gruncie rzeczy to samo co ci pierwsi Janusze za granatowych paszportów. To było to samo, co tamto sikanie do fontann.

          Patrioci pili wódkę na placach, fikali do ciemnoskórych i krzyczeli: „Polska, Polska, eja, eja o”, żeby epatować, żeby pokazać. Że ja się ciebie, Zachodzie, nie boję, bo mam schowane naboje. Po dziadku.
          To ta sama logika. Oni z nas – to my z nich. Nie naprawiamy świata, po prostu oddajemy policzek. Tylko że trochę mało przekonująco, bo jeśli chcesz, żeby cię szanowali, nie wystarczy być małym i chudym i wejść do baru, i wrzeszczeć na karków: „Szanujcie mnie!”. A jeśli się jest w porównaniu z tymi karkami nadal mimo wszystko mniejszym i chudszym, to trzeba trochę dopakować, zamiast afirmować samego siebie: „Jestem wielki i dopakowany”.
          I tak to się toczy. Kaczyński śmieje się z Tuska, że niby pochodzi z podwórka, a tak naprawdę „z lepszych miejsc”, po czym jedzie między lud, który mu urabia na trzech głównych kanałach specjalista od ciemności, i mówi w tym duchu, że kto podnosi rękę na disco polo, ten ma kompleksy i temu władza tę rękę odrąbie. Wtedy hejterzy disco polo podnoszą rwetes: to ty masz kompleksy, bo fikasz i epatujesz! A młodzi lewicowcy mają ambaras, no bo coś w tym jest, ale przecież przy okazji uszczypnie się propsowanego Janusza, a nie wypada.
          I nikomu nie przyjdzie do głowy powiedzieć: wszyscy, cholera, mamy kompleksy. Więc może wyjdziemy z piaskownicy i coś z tym zrobimy?
          ***

          wyborcza.pl/magazyn/7,124059,24772830,szczerek-czesi-wegrzy-jugoslowianie-na-zachodzie-tak-sie.html#S.srodkowaNajwieksza-K.C-P.-B.5-L.1.maly

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka