diabollo
18.05.19, 08:25
Dziś ludzie uczestniczący w mszach legitymizują władzę Kościoła. Z pełnych po brzegi świątyń hierarchowie czerpią siłę i bezkarność
Maciej Jarkowiec
Czy gdyby na wsiach zabrakło nagle proboszczów, polscy chłopi zaczęliby dźgać się nawzajem widłami? Czy mieszkańcy metropolii, zamiast niedzielnych spacerów do kościoła, zaczęliby plądrować nieczynne centra handlowe? Dźgać się nożami w kolejkach do kraftowych lodów?
Co dalej z Kościołem katolickim w Polsce? Jak się zmieni? Czy przetrwa? Kto szkodzi Kościołowi: film braci Sekielskich, nienawistnicy z lewicy, hierarchowie?
Już widzę, jak poniższy głos i podobne w debacie po premierze „Tylko nie mów nikomu” dostają nalepkę zbyt radykalnych, lewackich, antyklerykalnych. Czyli nieważnych.
Na wstępie więc wyjaśnię: wiem, że są tysiące wspaniałych księży, którzy robią wspaniałą robotę. Miliony polskich katolików to ludzie uczciwi i dobrzy, o otwartych głowach. Nie zgadzam się z nimi w niektórych fundamentalnych sprawach, ale ich szanuję. Wielu podziwiam.
Muszę jednak stwierdzić szczerze: guzik mnie obchodzi, co dalej z Kościołem w Polsce. A może raczej obchodzi mnie bardzo. Nie mam wątpliwości co do tego, że dla naszego wspólnego dobra Kościół powinien zniknąć. Jako temat do debaty. Jako problem społeczny.
Publicysta Jarosław Gugała w Radiu TOK FM: - Kościół jest bardzo potrzebny Polakom. Jeśli go stracimy, jako społeczeństwo stracimy wszelakie hamulce. I tu się będą działy straszne rzeczy.
Zastanawiam się, o co chodzi Gugale i myślącym tak jak on. Jakie straszne rzeczy będą się dziać, gdy puszczą hamulce? Czy gdyby na wsiach zabrakło nagle proboszczów, polscy chłopi zaczęliby dźgać się nawzajem widłami? Pod ukryciem nocy odkręcaliby sąsiadom z dachów anteny satelitarne? Przestaliby uruchamiać traktory i kombajny? W kraju zabrakłoby żywności? Groziłby nam głód?
Czy mieszkańcy metropolii, zamiast niedzielnych spacerów do kościoła, zaczęliby plądrować nieczynne centra handlowe? Dźgać się nożami w kolejkach do kraftowych lodów? Na elektrycznych hulajnogach taranować bliźnich? Naród polski pozbawiony kościelnej opieki zacząłby jeszcze bardziej łamać przepisy drogowe? Jeszcze bardziej przeklinać? Pić więcej wódki?
A może stwierdziłby, że nikomu nie stanie się krzywda, jeśli geje będą mogli brać śluby? Adoptować dzieci? A kobiety zdobędą prawo decydowania o własnym ciele? Może społeczeństwo bez duszpasterskiego przewodnictwa doszłoby do groźnego przekonania, że Polska nie jest mesjaszem narodów i ostatnią deską ratunku dla chrześcijańskiej Europy, tylko mało istotnym kraikiem na peryferiach świata?
Przykład Irlandii odmieniany jest dziś przez wszystkie przypadki. Zbrodnie Kościoła wyjaśniono tam sumiennie i do końca. Opublikowany w 2009 r. raport na ten temat miał 2,5 tys. stron, jego przygotowanie zajęło dziesięć lat. - Też byśmy chcieli stworzyć taki raport - powtarzają wszyscy po tzw. oświeconej stronie.
Ale czy na pewno chcielibyśmy tych wszystkich innych rzeczy, które stały się w Irlandii?
Już tylko 30 proc. irlandzkich katolików deklaruje, że chodzi do kościoła co tydzień. W referendach zalegalizowano tam małżeństwa jednopłciowe i aborcję. Gejowskie i lesbijskie pary mogą adoptować dzieci. 17 proc. populacji kraju to ludzie urodzeni poza Wyspą. Obcy nie najechali tylko Dublina, Galway czy Corku. Są wszędzie, w każdej, najmniejszej nawet mieścinie. Premierem kraju jest Leo Varadkar, homoseksualista, syn imigranta z Indii. W konstytucji pojawił się zapis o „harmonijnej, przyjaznej koegzystencji wszystkich ludzi dzielących terytorium Irlandii, reprezentujących pełną różnorodność tożsamości i tradycji”.
Czy to są właśnie te rzeczy straszne, które dzieją się, kiedy zabraknie hamulców?
A jeśli zgodzimy się, że nie, jeśli zgodzimy się, że zeświecczenie Irlandii nie zaszkodziło jej społeczeństwu, jej tradycji i kulturze, to dlaczego mielibyśmy twierdzić, że nam może zaszkodzić?
Kraje najbardziej zlaicyzowane, gdzie w starych kościołach zamiast mszy odbywają się koncerty jazzowe - takie jak Holandia, Dania czy Norwegia - są najczęściej wymieniane jako wzorce demokracji, dobrobytu, nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Podajemy je jako przykłady najwyższych standardów edukacji, służby zdrowia, ochrony środowiska, transportu publicznego itd. Czy radykalne zmarginalizowanie roli instytucjonalnej religii w życiu tych społeczeństw nie jest również znakomitym, godnym do naśladowania standardem? Jakie wskaźniki pokazują, że obywatele w krajach o silnej roli Kościoła w życiu społecznym mają się lepiej i są szczęśliwsi od tych w krajach totalnie świeckich?
CDN...