supernowa
31.05.19, 14:22
PiS zniszczył wiejskie elity. Odwrócił narrację poprzedników, że trzeba równać do Europy i oświadczył: wy, prosty lud, jesteście fajni tacy, jacy jesteście. Wasz związek z Kościołem nie jest śmieszną dewocją, tylko fundamentem naszej tożsamości. Prymitywne obyczaje to nie obciach, tylko kwintesencja polskości - analizuje Janusz A. Majcherek, socjolog kultury, filozof, publicysta, wykładowca Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.
Magdalena Kursa: Wszystko już przesądzone? Antypisowska opozycja przegra jesienią, bo o wyniku wyborów decyduje dziś wieś, a ta kocha Jarosława Kaczyńskiego, jego szacunek do Kościoła i 500 plus?
Janusz A. Majcherek: Sytuacja Koalicji Europejskiej jest bardzo trudna, ale nie beznadziejna. Potrzebna jest pewna reorganizacja, strategia wyborcza, koncepcja programowa. Grzegorz Schetyna, pozostając liderem, powinien dać większe pole do popisu młodym, energicznym ludziom. Na przykład Bartosz Arłukowicz osiągnął znakomity wynik na Pomorzu Zachodnim, bo w kampanii odwiedził każdą wieś, każdy powiat, fotografował się z członkiniami kół gospodyń wiejskich, odwiedzał festyny ludowe, rozmawiał z mieszkańcami na targu w powiatowym miasteczku. To też jest jakaś metoda.
Dziś wszyscy wysyłają polityków PO czy Nowoczesnej w teren. W Małopolsce ciężko im chyba liczyć na ciepłe przyjęcie.
– W regionach czy wsiach, gdzie PiS otrzymuje prawie 80 proc. głosów, może im być bardzo trudno znaleźć kogokolwiek, kto będzie chciał z nimi rozmawiać. Ale są wsie, gdzie kandydaci PiS mają przewagę, ale nie monopol, gdzie są środowiska, z którymi można dyskutować. Największą przeszkodą jest jednak to, że PiS zniszczył lokalne elity. To klęska o wymiarze społecznym. W każdym małym środowisku były zawsze osoby opiniotwórcze: nauczyciele, lekarze, urzędnicy, którzy wpływali na opinię mieszkańców. Po tym, jak nauczyciele zostali potraktowani przez PiS w trakcie strajku, ich autorytet legł w gruzach. PiS ma projekt inżynierii społecznej, polegający na wymianie elit. Nie ukrywa tego. Zwłaszcza na wsi to widać wyraźnie, bo tam te elity są stosunkowo wąskie. W dużym mieście wymiana całego establishmentu intelektualno-naukowo-artystycznego to operacja na dużą skalę, w małej mieścinie takie elity można szybko zdezawuować.
W jaki sposób PiS zniszczył wiejskie elity?
– PiS odwrócił narrację poprzedników, którzy od 1989 roku mówili, że musimy dorównać Europie. PiS oświadczył, że to nieprawda, i powiedział: Jesteście fajni tacy, jacy jesteście. Wy – prosty lud, sól tej ziemi. W was tkwią fundamentalne wartości. Wasz związek z Kościołem to nie jest śmieszna dewocja, tylko fundament naszej tożsamości. Wasze naiwne, prymitywne obyczaje to nie obciach, tylko kwintesencja polskości. I tak dalej, i tak dalej. Ludzie usłyszeli to, co w gruncie rzeczy chcieli usłyszeć. O ile przez wiele lat elity polityczne usiłowały polskie społeczeństwo podnieść na jakiś wyższy poziom mentalno-obyczajowo-kulturowy, o tyle PiS powiedział: takich was, jacy jesteście, chcemy reprezentować. Nie bądźcie Europejczykami.
W ostatnich wyborach powtarzały się hasła, że to Europa powinna się od nas uczyć
– No tak. To my będziemy rechrystianizować Europę i przypominać jej o wartościach. Nie damy się porwać szaleństwu brukselskich elit – jak powiedziała Beata Szydło, rekordzistka w zdobywaniu głosów. Bądźcie więc Polacy tacy, jacy jesteście, bo jesteście lepsi od tej zdegenerowanej Europy przesiąkniętej genderyzmem, LGBT i wszelkimi miazmatami współczesnego neomarksizmu.
Przekaz okazał się skuteczny
– Perfidnie skuteczny. Bo jeśli mówi się komuś: musisz się postarać, popracować, to jest to postulat domagający się wysiłku. Wygodniejsze jest słyszeć, że jest się fajnym i nic nie trzeba zmienić. Dziwię się, że ten przekaz o Polsce jako najzdrowszej części Europy mówią nawet niektórzy intelektualiści z profesorskimi tytułami i biegle władający kilkoma językami.
Ten przekaz byłby możliwy, gdyby Polska była centrum kulturowym Europy, Paryżem XXI wieku. Nie jesteśmy też bardzo bogatym krajem. Owszem, w ostatnich 30 latach wiele osiągnęliśmy, być może był to najlepszy czas od XVI wieku, ale to nie znaczy, że jesteśmy w Europie na czołowym miejscu. Ale niektórzy twierdzą, że to nie jest ważne, bo górujemy duchowo, a religijnie jesteśmy bardziej nasyceni niż inni.
Bo jesteśmy bardziej religijni niż inne europejskie narody?
– Tak, ale z mojego punktu widzenia ta polska religijność w plebejskim, masowym wydaniu nie jest atutem, ale obciążeniem.
Jarosław Flis mówił na naszych łamach, że jedną z przyczyn porażki opozycji było to, że elity traktują prostych ludzi z góry. Trudno, by wyborcy kochali środowiska, które mówią im: wasza religijność jest obciążeniem.
– Jeżeli zwraca się do klasy ludowej z arogancją czy pogardą, to oczywiście trudno liczyć na jej sympatię, ale z drugiej strony schlebianie prymitywnym gustom, afirmacja prostactwa intelektualnego i mentalnego, chwalenie głupoty, jest jednak sprzeniewierzeniem się ideałom czy etosowi, który powinien ożywiać ludzi, którzy coś osiągnęli.
Ale pan też wpisuje się w tę poetykę obśmiewania. Używa określeń: prymitywne obyczaje, śmieszna dewocja. Jeśli ludzie są tak charakteryzowani przez intelektualistów, to buntują się i odcinają od partii, które uważają za związane z elitami.
– To dylemat elit od niepamiętnych czasów: czy chama nazywać chamem, czy nie. A prostaka prostakiem, czy dewocję dewocją. Mamy z tym problem. Ja osobiście mam z tym problem. Ale np. kicz religijny, który nas zalewa, jest dla mnie nie do zaakceptowania.
Granica między kiczem a obrzędowością, wynikająca z czyjejś wiary, może być cienka.
– Trzeba by było teraz przeprowadzić wykład, ilustrowany bogato przeźroczami, jak wygląda polska religijność, jak wyglądają kapliczki, rzeźby, zwłaszcza Jana Pawła II. Wystarczy zresztą wpisać w internecie hasło: najszkaradniejsze pomniki JPII. To one kształtują gust estetyczny polskiej prowincji, tam nie ma innych rzeźb. Pani mówi, że użyłem obraźliwych epitetów. Zawsze jest ten problem, czy głupotę nazywać mądrością, pokraczność – wyrafinowaniem, a kicz – sztuką.
cdn.