Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą?

04.08.19, 10:46
Nie dosyć iż nie jest cnotą, to jeszcze jest bardzo nieetyczna!
Niestety otumanieni zabobonami ludzie tego nie rozumieją!, - oto kilka przykładów:

www.majewska-opielka.pl/akceptacja-siebie/
michalpasterski.pl/2009/07/akceptacja-klucz-do-pewnosci-siebie/
lekcjemilosci.pl/akceptacja-siebie/
A przecież nie od dziś wiadomo: Akceptacja siebie to jakaś herezja, gdyż akceptując siebie jakim się (tj, ze swymi wadami = "Jakim żeś mnie Panie stworzył, takiego mnie masz!" jest to brak ambicji by się doskonalić na przestrzeni całego życia. To jest zakonserwowanie swego stanu na stałe, bez możliwości wyjścia z takiej matni.
Przecież widać jak na dłoni: Nawet wady swego ciała np. otyłość, człowiek w większości przypadków przy wielkim samozaparciu może zminimalizować, a co dopiero z wadami ducha.

Zapraszam bardzo do ciekawej i kulturalnej dyskusji.

Łączę obie poły gorącego lata.: www.youtube.com/watch?v=sdytkFL9b4o
    • suender Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 04.08.19, 11:12
      A tu taki wpis:

      "Teraz, niestety, kobietom "samoakceptacja" kojarzy się przede wszystkim z ich otyłością, żylakami na nogach, cellulitisem, krzywymi zębami, pajączkami na ciele, rzadkimi włosami, etc.. Z tego powody chcą wcisnąć wszystkim, że są piękne, a pracy nad sobą się brzydzą ....."
    • leda16 Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 04.08.19, 12:29
      Częściowo masz rację, ale nie chodzi tu tylko o akceptację swoich wad, lecz również poczucie dumy z własnych zalet. Akceptacja siebie nie musi od razu wykluczać ambicji i pracy nad sobą. Z jednej strony kompleksy stanowią potężny zastrzyk dla nieskutecznego psychobiznesu i psycho-kitu wciskanego ludziom w gabinetach psychoterapeutycznych, z drugiej generują wiele ludzkich dramatów.
      Niestety, w pewnym wieku każda kobieta musi zaakceptować żylaki, zmarszczki, wypadanie włosów żadna "praca nad sobą" nie doprowadzi do pozbycia się synonimów upływającego czasu. W ogóle, na każdym etapie życia musimy akceptować to, czego nie jesteśmy w stanie zmienić. Kalekie dziecko, chorobę, która zmieni nas w monstrum (np. nowotwór twarzy, miastenię), ubóstwo, jeżeli mimo najlepszych chęci nie nadajemy się na wysoko płatne stanowiska, itp. Czymś innym były ambicje Jaśka Meli a czym innym brak dwóch kończyn. pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Mela. Ambicję trzeba rozwijać u dziecka niemalże od niemowlęctwa. Nie jest to coś, z czym się człowiek rodzi. Jeśli do psychoterapeuty przyjdzie człowiek bez ambicji ale z kompleksami, pomóc mu nie można, bo w życiu kieruje się bezowocnym chciejstwem. W Biblii jest piękna "Opowieść o talentach", na której wychowały się moje dzieci i którą ja zawsze się kierowałam w życiu. Ona przede wszystkim powinna być podstawą psychoterapii.
      • suender Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 04.08.19, 20:18
        leda16 04.08.19, 12:29

        > Częściowo masz rację, ale nie chodzi tu tylko o akceptację swoich wad,
        > lecz również poczucie dumy z własnych zalet.

        Miło mi to czytać, ale coś jak: "mieć dumę z własnych zalet" występuje u ludzi co nie wiedzą o samoakceptacji. Z tego wynika iż taka duma nie potrzebuje takowej "akceptacji".

        > Akceptacja siebie nie musi od razu wykluczać ambicji i pracy nad sobą.

        Trudno mi to zrozumieć, bo jak akceptuje się swoje nieudacznictwo, czy też wady przyrodzone, to jest to automatyczne dobrowolne godzenie się z taką sytuacją. Prawda?

        > Niestety, w pewnym wieku każda kobieta musi zaakceptować żylaki
        > , zmarszczki, wypadanie włosów żadna "praca nad sobą" nie doprowadzi do pozbycia
        > się synonimów upływającego czasu.

        Nie do końca tak jest. Moja siostra w wieku 72 poszła na operację żylaków na obydwu nogach i jest w miarę zadowolona. A słyszała o tzw. sprytnym maskowaniu niedoskonałości urody u kobiet w okresie przekwitania i dalej?
        Moja śp. teściowa też miała po wypadaniu włosów prawie 80% gołej czaszki, ale sprawiło się jej gustowną perukę i mało kto to zauważał. Natomiast na zmarszczki są stosowne kremy i inne medykamenty korekcyjne. No i salonów urody dal pań jest bez liku!

        > W ogóle, na każdym etapie życia musimy akceptować to, czego nie jesteśmy
        > w stanie zmienić.

        Z tym, że to względne czego nie potrafimy zmienić, a zakładanie z góry iż coś się nie da zmienić od razu nastawia pesymistycznie do pracy nad zmianą tej niekorzystnej sytuacji.
        Popatrz: Każde niezadowolenie (ale w miarę rozsądne) ze stanu obecnego jest motorem postępu w nauce i technice, a także w życiu codziennym.
        naszeblogi.pl/52604-niezadowolenie-jest-motorem-postepu
        "Postęp techniczny – w tym postęp organizacji społeczeństwa - nie jest efektem zadowolenia z istniejącego stanu rzeczy. Przeciwnie, stymuluje go bunt przeciwko status quo, chociaż większość populacji boi się zmian.

        Wszystkie wynalazki ułatwiające nam życie i ubogacające jego treść brały się z niezadowolenia z dotychczasowych metod działania. Gdyby tak nie było, nadal żylibyśmy w plemionach parających się zbieractwem pokarmu roślinnego oraz ganianiem z kamieniami za dziką zwierzyną dla pozyskania mięsa i skór."


        > Jeśli do psychoterapeuty przyjdzie człowiek bez ambicji ale z kompleksami,
        > pomóc mu nie można, bo w życiu kieruje się bezowocnym chciejstwem.

        Tylko sęk w tym, że człowiek który zaakceptował siebie takim jakim jest np. z kompleksami, to nie przyjdzie po pomoc do terapeuty, bo uznał iż tak z nim musi być i się z tym pogodził. Natomiast, a jakże, do terapeuty przyjdzie osoba niezadowolona ze swego stanu, by go jej pomógł zmienić. Mylę się?

        > W Biblii jest piękna "Opowieść o talentach", na której wychowały się moje
        > dzieci i którą ja zawsze się kierowałam w życiu.

        - Zgadzam się, ale w niej nie ma nic o samoakceptacji, a raczej o lenistwie/gnuśności tych których swych talentów pomnażać nie chcieli.

        - W sumie to jednak bardzo dziękuję za skomentowanie mojego wątkowego wpisu.

        Dziękuję za uwagę i mile pozdrawiam.
        • leda16 Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 05.08.19, 11:27
          suender napisał:
          coś jak: "mieć dumę z własnych zalet" występuje u ludzi
          > co nie wiedzą o samoakceptacji. Z tego wynika iż taka duma nie potrzebuje takow
          > ej "akceptacji".

          Raczej nie myślą w takich kategoriach. Bardziej koncentrują się na zadaniach a nie na sobie, ale w swojej skórze czują się dobrze.



          > Trudno mi to zrozumieć, bo jak akceptuje się swoje nieudacznictwo, czy też wady
          > przyrodzone, to jest to automatyczne dobrowolne godzenie się z taką sytuacją.
          > Prawda?


          Niekoniecznie. Przecież winą za swoje nieudacznictwo zawsze można obciążyć innych - ja jestem genialny, tylko sitwa z zawiści mnie utrąciła. Wówczas do głowy im nie przyjdzie jakakolwiek samokrytyka. To znany mechanizm obronny, występuje często.


          >
          > Nie do końca tak jest. Moja siostra w wieku 72 poszła na operację żylaków na ob
          > ydwu nogach i jest w miarę zadowolona.


          I miała szczęście, bo przecież drobny skrzep wystarczy...Inna ma więcej przezorności i wyobraźni, więc woli się z żylakami pogodzić niż życie stracić. Niebo zawsze może poczekać smile

          A słyszała o tzw. sprytnym maskowaniu ni
          > edoskonałości urody u kobiet w okresie przekwitania i dalej?
          > Moja śp. teściowa też miała po wypadaniu włosów prawie 80% gołej czaszki, ale s
          > prawiło się jej gustowną perukę i mało kto to zauważał. Natomiast na zmarszczki
          > są stosowne kremy i inne medykamenty korekcyjne. No i salonów urody dal pań je
          > st bez liku!


          Tak Suenderze, naciągaczy jest bez liku. Ale zastanów się, czy córka Twojej teściowej kochała ją bardziej w gustownej peruce, pozbawioną zmarszczek, niepotrzebnie wypacykowaną drogimi kremami, bo jednak zegara biologicznego nie oszukasz? Pewnie, na ulicy widok łysej głowy u starej kobiety jest nieestetyczny, podobnie, jak krótkie spodenki i toples na plaży. Ale czy to takie ważne? Jest to zresztą również kwestia konwencji społecznej. Łysi mężczyźni jednak peruk nie kupują i nie są postrzegani jako mniej atrakcyjni niż owłosieni.


          > Z tym, że to względne czego nie potrafimy zmienić, a zakładanie z góry iż coś s
          > ię nie da zmienić od razu nastawia pesymistycznie do pracy nad zmianą tej nieko
          > rzystnej sytuacji.


          Ale co możesz zmienić, jeśli masz np. raka prostaty? Walczyć? A z czym, z własnym układem odpornościowym? Ach, pewnie napiszesz, że możesz się modlić. Ale i tak umrzesz i z tym musisz się pogodzić.


          > Popatrz: Każde niezadowolenie (ale w miarę rozsądne) ze stanu obecnego jest mot
          > orem postępu w nauce i technice, a także w życiu codziennym.

          Możliwe, ale jeśli nie ma w tym ambicji, to się siedzi i tylko narzeka.


          > [i]"Postęp techniczny – w tym postęp organizacji społeczeństwa - nie jest ef
          > ektem zadowolenia z istniejącego stanu rzeczy. Przeciwnie, stymuluje
          > go bunt przeciwko status quo
          ,
          chociaż większość populacji boi się zmian


          Rewolucja Październikowa była motorem postępu? A ten wielki głód w Rosji w którym zginęło chyba z 2 mln. ludzi też? Oni wszyscy byli zadowoleni z istniejącego stanu rzeczy? Teraz Palestyna - ci luzie od 70 lat są mordowani. Co Twoim zdaniem powinni "zmienić"?
          > .


          >
          > Tylko sęk w tym, że człowiek który zaakceptował siebie takim jakim jest np. z k
          > ompleksami, to nie przyjdzie po pomoc do terapeuty,


          Przyjdzie, bo mimo, że zaakceptował siebie, nie akceptuje swojego złego samopoczucia.


          > - Zgadzam się, ale w niej nie ma nic o samoakceptacji, a raczej o lenistwie/gnu
          > śności tych których swych talentów pomnażać nie chcieli.


          Ale wystarczy, żeby dziecko zrozumiało, że lenistwo jest grzechem, które nie podoba się ani rodzicom ani Bogu i tylko od niego zależy, co zrobi ze swoimi talentami.

          > Dziękuję za uwagę i mile pozdrawiam.

          Po zdrówko wzajemne.
          • suender Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 05.08.19, 15:51
            eda16 05.08.19, 11:27

            > Bardziej koncentrują się na zadaniach a nie na sobie, ale w swojej skórze czują się dobrze.

            Tak, czy tak, ale musisz przyznać, że człowiekowi do dumy z pozytywnych cech nie potrzeba samoakceptacji, wystarczy tylko prosta świadomość owych dobrych cech.

            > Przecież winą za swoje nieudacznictwo zawsze można obciążyć innych - ja jestem genialny,
            > tylko sitwa z zawiści mnie utrąciła.

            Zgadza się, bo to jest znana linia samoobrony.

            > I miała szczęście, bo przecież drobny skrzep wystarczy...Inna ma więcej przezorności
            > i wyobraźni, więc woli się z żylakami pogodzić niż życie stracić.

            Słusznie prawisz, że zadbała jednocześnie o swoje zdrowie oraz o wygląd nóg i w końcu prezencję ogólną.

            > .... Niebo zawsze może poczekać

            Ale to jest inny rodzaj czekania ...........

            > Ale zastanów się, czy córka Twojej teściowej kochała ją bardziej w gustownej peruce,
            > pozbawioną zmarszczek, niepotrzebnie wypacykowaną drogimi kremami,

            Moja żona (jej córka) z "kochania" ku matce mi się nie zwierzała, tym nie mniej była zadowolona że inni ludzie mą teściową odbierają ciut-ciut młodziej i jakby z większą atencją. Moja mama powtarzała: "Den ersten Augenblick" jest najważniejszy, - po tym jesteś oceniany w towarzystwie.

            > Ale co możesz zmienić, jeśli masz np. raka prostaty? Walczyć? A z czym, z własnym układem
            > odpornościowym? Ach, pewnie napiszesz, że możesz się modlić.
            > Ale i tak umrzesz i z tym musisz się pogodzić.

            Jest mnóstwo rożnych (mniej lub bardzziej skutecznych) sposobów obronnych, z modlitwą włącznie. Poddawanie się bez walki tragicznemu biegowi wypadków (akceptowanie takiego fatum) dla mnie jako Chrześcijanina jest rzeczą najgorszą z możliwych [„Życie to wielka walka z trudnościami, które wciąż na nowo odradzają się w najróżniejszej postaci. Żyć to znaczy walczyć” (Witold Gombrowicz) ]
            Od powyżej 6 lat żyję w komforcie zdrowotnym pogorszonym o 70% (w stosunku do tego przed ca. 10 laty), ale wiąż walczę. Nie za bardzo liczę jednak na wygraną w mym zmaganiu się z ową straszną przeciwnością, - a wiesz dlaczego chcę walczyć do końca?
            Bo dla mnie życie to ustawiczna walka i tylko sama walka liczy się, a nie tryumf z wygranej tu na ziemi.
            Zbawiciel powiedział krótko: "Kto wytrwa do końca będzie zbawiony!"

            > Możliwe, ale jeśli nie ma w tym ambicji, to się siedzi i tylko narzeka.

            Ambicję zabija samoakceptacja ......

            > Rewolucja Październikowa była motorem postępu? A ten wielki głód w Rosji w którym zginęło
            > chyba z 2 mln. ludzi też? Oni wszyscy byli zadowoleni z istniejącego stanu rzeczy?
            > Teraz Palestyna - ci luzie od 70 lat są mordowani. Co Twoim zdaniem powinni "zmienić"?

            - Nie rozumiesz mej natury: Brzydzę się ZŁEM kocham DOBRO, mimo żem niedoskonały moralnie.
            Jetem przekonany: DOBRO nigdy się nie zamieni w ZŁO! Natomiast cząstka ZŁA zawsze się zamieni w DOBRO.
            Dlatego w każdej ZŁEJ sprawie potrafię znaleźć iskierkę potencjalnego DOBRA, które docelowo zabłyśnie jasnym płomykiem. Radzę Ci też robić podobnie.

            - Straszliwy głód Ukrainy w tamtych latach na pewno też spowodował iż przynajmniej cześć tamtejszych ludzi zreflektowała się iż nie jest dobrze oddawać władzę despotom i manipulantom. Na razie ta nauczka zadziałała do dziś dnia, a kiedy za kilkanaście lat się powtórzy coś podobnie złego, znaczyć będzie iż suweren za mało dostał w tyłek.

            - Rejon Palestyny i Israela to teren od lat niespokojny. Ludzie giną po obydwu stronach barykady.
            Palestyńczykom pomagają doradcy z rożnych krajów (np. z Rosji) i co, - druga potęga militarna świata żadnej dobrej rady nie wymyśliła.
            Gdzieś pisało, że Palestyńczycy powinni znać swoje miejsce w cywilizowanych krajach szeregu. Powinni wiedzieć, że są silnie zacofani technicznie i gospodarczo i nie rzucać się z motyką na słońce, bo zamiast coś osiągnąć to tylko guzów sobie nabiją. Izraelici tę pochodzą od siermiężnych hodowców kóz, a do czego doszli !! Fakt intelekt Żydów jest duużo większy, ale Palestyńczyki z ich skromnym IQ też w przyszłości mogą nieco więcej znaczyć w ich regionie, jak skumają się z Zachodem i wybierać będą rozsądne rządy. Póki co są oni jeszcze daleko w lesie.

            > Przyjdzie, bo mimo, że zaakceptował siebie, nie akceptuje swojego złego samopoczucia.

            Złe samopoczucie człowieka jest integralną i nieodłączną częścią jego "JA" więc musiał ową dolegliwość zaakceptować!
            No dobrze, jeżeli uznajesz samoakceptację jako godzenie się tylko z własnymi cechami pozytywnymi (od których płyną tylko przyjemności), a odrzucasz te składniki jestestwa nieprzyjemne (ból cierpienie, ciężkie problemy) to owa "samoakceptacja" jakaś dziwacznie nieetyczna, a wręcz niepotrzebna. Mam nadzieję iż rozumiesz co mam na myśli .....

            > Ale wystarczy, żeby dziecko zrozumiało, że lenistwo jest grzechem, które nie podoba się ani rodzicom
            > ani Bogu i tylko od niego zależy, co zrobi ze swoimi talentami.

            Pełna zgoda!

            Łączę obie poły lata, - gorącego lata.: www.youtube.com/watch?v=sdytkFL9b4o
        • gaika Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 05.08.19, 22:32
          suender napisał:

          >Natomiast na zmarszczki
          > są stosowne kremy i inne medykamenty korekcyjne. No i salonów urody dal pań je
          > st bez liku!

          https://pics.me.me/jesus-helen-you-cant-go-on-the-beach-like-that-8031940.png
          • walmart.ca Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 06.08.19, 05:38
            Ha, ha... Boobies vs moobies.
      • walmart.ca Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 04.08.19, 21:11
        "W Biblii jest piękna "Opowieść o talentach", na której wychowały się moje dzieci i którą ja zawsze się kierowałam w życiu."

        A którą się zawsze kierowałaś? Bo są dwie, jedna w ew. Mateusza i druga - Łukasza, i się znacznie między sobą różnią.

        A tak na marginiesie - dzieci też takie chamowate głąby jak mamuśka?
        • leda16 Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 05.08.19, 10:46
          walmart.ca napisał:
          > A tak na marginiesie - dzieci też takie chamowate głąby jak mamuśka?


          Nie martw się, w tym zakresie nikt z mojego otoczenia tobie nie dorówna. A tak na marginesie - podesłać ci jeszcze parę linków na temat antysemickich zbrodni na palestyńskich dzieciach?
          • oby.watel Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 05.08.19, 12:16
            leda16 napisała:

            > Nie martw się, w tym zakresie nikt z mojego otoczenia tobie nie dorówna.

            Godna uznania skromność!

            > A tak na marginesie - podesłać ci jeszcze parę linków na temat
            > antysemickich zbrodni na palestyńskich dzieciach?

            Więc powiadasz, że jeśli bandyta gwałci i zabija, to prawdziwy chrześcijanin też może sobie pofolgować, natenczas dekalog na kołku zawieszając tekstem do ściany? Na czym w takim razie polega przewaga moralna i cywilizacyjna chrześcijan skoro barbarzyńcy są dla nich źródłem inspiracji?
          • walmart.ca Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 05.08.19, 12:50
            To ta wersja 'pięknej przypowieści o talentach' tak cię kręci?
            Ewangelia wg św. Łukasza, R.19
            26 "Powiadam wam: Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma4. 27 Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach"».
            28 Po tych słowach ruszył na przedzie, zdążając do Jerozolimy.
            • suender Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 05.08.19, 18:55
              walmart.ca 05.08.19, 12:50

              > Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi,
              > przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach"

              A cóż jest takiego nadzwyczajnego w w/w słowach?
              Zbawiciel jest przecież Panem życia i śmierci każdego człowieka (Walmart.ca też będzie przez Niego swego czasu zabity i ani nie piśnie!).
              Jeżeli zatem powiedział o ścięciu, to pewnikiem taka była Jego wola.
              Widocznie maił zamiar skrócić ich grzeszne życie, a nie wykluczone iż przed śmiercią ich natknął łaską nawrócenia (takie proste dwa w jednym!).
              Cbdo.

              Łączę obie poły lata, - bardzo gorącego lata.: www.youtube.com/watch?v=sdytkFL9b4o
            • oby.watel Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 05.08.19, 19:28
              Ateiści winni docenić finezyjność, przewrotność z jednej strony i głęboki humanitaryzm z drugiej jednej z najsroższych kar bożych — karnego odebrania rozumu. Ukarany niewiele rozumie, nie czuje, że coś utracił, nie wie, że czegoś mu brakuje, ale wie, że musi bezkrytycznie wielbić i wypełniać polecenia. Których zresztą też nie rozumie. Nie wie czego bozia od niego oczekuje, więc w swej bezrozumnej nadgorliwości przekonuje na przykład, że nieistniejąca ideologia LGBT sprzeniewierza się Dekalogowi, albo że bozia ustanowił prawa, których sam nie przestrzega, więc i człowiek może sobie wybierać tylko takie, które mu w danej chwili i sytuacji pasują. Bezrozumni ukuli nawet dogmat, zgodnie z którym Biblii nie należy odczytywać dosłownie.
              • suender Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 05.08.19, 20:14
                oby.watel 05.08.19, 19:28

                > Nie wie czego bozia od niego oczekuje,

                Demonem jest ta "bozia", a najwięcej oczekuje od ateuszy!
                Cbdo.

                Łączę obie poły lata, - gorącego lata!: www.youtube.com/watch?v=sdytkFL9b4o
                • oby.watel Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 05.08.19, 21:22
                  > oby.watel napisał:
                  > Nie wie czego bozia od niego oczekuje,

                  suender nie zrozumiał:
                  > Demonem jest ta "bozia", a najwięcej oczekuje od ateuszy!
                  > Cbdo.

                  Diagnoza okazała się trafna i chwała bogu!
          • gaika Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 05.08.19, 22:41
            leda16 napisała:

            > A tak
            > na marginesie - podesłać ci jeszcze parę linków na temat antysemickich zbrodni
            > na palestyńskich dzieciach?

            A cóż mają okrucieństwa wojen i konfliktów do tego, jak się tutaj prezentujesz? Żaden kamuflaż nie pomoże.
          • walmart.ca Re: Dlaczego akceptacja siebie nie jest cnotą? 06.08.19, 05:35
            leda16 napisała:

            > walmart.ca napisał:
            > > A tak na marginiesie - dzieci też takie chamowate głąby jak mamuśka?
            >
            > Nie martw się, w tym zakresie nikt z mojego otoczenia tobie nie dorówna.

            No ba!

            > A tak
            > na marginesie - podesłać ci jeszcze parę linków na temat antysemickich zbrodni
            > na palestyńskich dzieciach?

            Koniecznie! Antysemickie zbrodnie na palestyńskich dzieciach - to brzmi jak... mega scoop
Pełna wersja