oby.watel
14.10.19, 16:16
Opozycja przegrała. Wygrali ci, co pchają nasz kraj ku Rosji. Niestety, wielu wyborców wciąż nie wie, że PiS to narzędzie Kremla. Milczą o tym niezależne media i opozycyjni politycy. Są zbyt zastraszeni lub zagubieni, żeby zmierzyć się z prawdą. Wobec tego do walki musimy stanąć my – Obywatelki i Obywatele, Aktywistki i Aktywiści. Na szczęście mamy w ręku potężną broń, którą wzgardzili liderzy opozycji.
Jarosław Kaczyński chwali się, że wygrał mimo zaciekłości „totalnej opozycji”. Jak zwykle, kłamie. Nie ma żadnej zaciekłości, nie ma żadnej totalnej opozycji. Jest strachliwa pół-opozycja, która jedną ręką zwalcza PiS, a drugą zasłania sobie oczy ze strachu. Są też pół-niezależne, zastraszone media, które krytykują obóz rządzący – ale tak, żeby mu nie zaszkodzić. W kampanii wyborczej na marginesie znalazły się tematy dla PiS niewygodne. Takie, które mogły:
– najskuteczniej zmobilizować wyborców opozycyjnych i niezdecydowanych;
– dotrzeć do części zwolenników rządu.
Opozycyjna Koalicja Obywatelska niewiele mówiła o smogu i służbie zdrowia. Pominęła również ustawodawcze oszustwo PiS wobec frankowiczów (ujawniony na krótko przed wyborami kruczek prawny, który pozwala bankom wyzyskiwać kredytobiorców nawet w przedawnionych sprawach).
A przede wszystkim, opozycja pominęła temat najtrudniejszy dla PiS, czyli udokumentowane związki tej partii z Kremlem. Albowiem od 2016 r. publikowane są twarde dowody na to, że:
– liderzy PiS mają powiązania z rosyjską mafią i rosyjskim wywiadem;
– Kaczyński rządzi z łaski Moskwy, gdyż afera taśmowa z 2014 r., która dała mu zwycięstwo rok później, stanowiła operację rosyjskich służb specjalnych;
– rząd PiS wspiera putinowską Rosję na arenie międzynarodowej (np. w sprawie unijnej dyrektywy gazowej lub prawa głosu dla Rosji w Radzie Europy);
– ultraprawicowa ideologia PiS łudząco przypomina kremlowską i rozsiewana jest przy użyciu tych samych metod, których używają propagandyści Kremla;
– PiS cieszy się wsparciem tych propagandystów (kremlowskich trolli i portali publikujących kremlowskie fake newsy).
Dowody te są skrajnie kompromitujące i niewygodne dla PiS, ponieważ:
– według sondaży co najmniej 50 proc. Polaków (w tym wielu wyborców PiS) obawia się rosyjskiego dyktatora, Władimira Putina;
– sam PiS karmił swoich zwolenników antyrosyjską propagandą przez całe lata, zanim przestał to robić w 2015 r.
Nic więc dziwnego, że PiS boi się informacji o swoich kremlowskich powiązaniach. O strachu świadczy brak pozwów ze strony PiS i PiS-owskich polityków pod adresem dziennikarzy ujawniających te związki. Zamiast pozwów, widzimy niemerytoryczne, histeryczne reakcje w PiS-owskich mediach. A na jednego z dziennikarzy doniesiono do prokuratury wojskowej zarzucając mu… terroryzm. Autor tego donosu, wiceprezes PiS Antoni Macierewicz, do dziś nie odważył się na pozew cywilny wobec rzekomego “terrorysty” (czyli niżej podpisanego autora książki “Macierewicz i jego tajemnice“).
A jednak politycy opozycji okazali jeszcze większy strach. Mimo starań kilku posłanek i posłów (Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Tomasza Siemoniaka, Krzysztofa Brejzy, Adama Szłapki, Bogdana Klicha i Elżbiety Radziszewskiej) opozycja parlamentarna pomijała kremlowskie związki PiS w kampanii wyborczej. Najdziwniejsze stanowisko zajął opozycyjny lider Grzegorz Schetyna, który wychwalał… Kornela Morawieckiego.
Tak, chodzi o tego samego Kornela Morawieckiego, który nawoływał do sojuszu Polski z Kremlem. Chodzi o tego samego Kornela Morawieckiego, który w latach 80. rozbijał jedność antykomunistycznego podziemia przy użyciu założonej przez siebie organizacji Solidarność Walcząca. Jej liderzy znajdowali się pod ochroną Biura Studiów SB – elitarnej jednostki komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Jednostka ta ściśle współpracowała ze służbami specjalnymi Kremla i zajmowała się… rozbijaniem jedności antykomunistycznego podziemia.
Dodajmy, że Grzegorz Schetyna wypowiadał swoje pochwały nie tylko po śmierci Kornela Morawieckiego (choć i ona powinna być raczej powodem do zadumy niż komplementów). Robił to również wtedy, gdy:
– Morawiecki-senior żył i prowadził swoją prokremlowską działalność;
– opublikowana została książka „Morawiecki i jego tajemnice” zawierająca dowody esbecko-kremlowskiego uwikłania liderów Solidarności Walczącej (łatwe do sprawdzenia, gdyż dostępne w Instytucie Pamięci Narodowej);
– lider antykomunistycznego podziemia lat 80. Władysław Frasyniuk oświadczył, że Solidarność Walcząca powstała, aby osłabić to podziemie: „SW musiała wzbudzać sympatię u radzieckich towarzyszy, tak jak dziś Kornel Morawiecki wzbudza sympatię na Kremlu”.
Frasyniuk oznajmił to w maju. W tym samym miesiącu Grzegorz Schetyna bronił publicznie Kornela Morawieckiego i atakował… Władysława Frasyniuka. Powiedział „Gazecie Wyborczej”, jakoby Solidarność Walcząca funkcjonowała lepiej niż podziemie Frasyniuka (czyli NSZZ „Solidarność”, największy ruch antykomunistyczny w historii PRL i całego imperium sowieckiego). Według Schetyny, u Frasyniuka „złe (…) były systemy bezpieczeństwa. Nie pilnowali konspiracji”.
Skąd taka postawa Grzegorza Schetyny? „Chcę wierzyć w jego /Kornela Morawieckiego – red./ szlachetność. Nie chcę analizować oskarżeń, które dzisiaj się pojawiają” – tak powiedział „Wyborczej”.
Chcę wierzyć, nie chcę analizować… Podobny niedowład ogarnął niezależne media. Tu przyczyną był strach. Strach tak potężny, że postanowiono zignorować nawet książkę Grzegorza Rzeczkowskiego „Obcym alfabetem. Jak ludzie Kremla i PiS zagrali podsłuchami”.
W książce tej dziennikarz tygodnika „Polityka” prześledził i udokumentował działania Rosjan, którzy:
– zorganizowali aferę taśmową z 2014 r.;
– podarowali partii Kaczyńskiego zwycięstwo w wyborach 2015 r.
Rzeczkowski zidentyfikował nie tylko agenturalnych współpracowników Kremla, którzy brali udział w tej operacji. Po nazwisku wskazał nawet funkcjonariusza rosyjskich służb, który pomagał zacierać ślady działalności podsłuchowej!
Niemal wszystkie media książkę Rzeczkowskiego zbojkotowały. Jest jednak w Polsce pewien względnie odważny dziennik. Dziennik ten po dłuższej rozterce odważył się opublikować recenzję z książki. Wtedy jeden z jej „bohaterów” (polsko-rosyjski gangster-miliarder) zagroził dziennikowi pozwem zawierającym żądanie wielomilionowego odszkodowania-haraczu. Spotkałem się wówczas z kierownictwem redakcji. „Tomek! My wiemy, że to gangster i że robi dla ruskich! Ale zrozum: jak wytoczy nam pozew, to musimy zamrozić w banku jedną dziesiątą kwoty, której zażądał. Giełda zareaguje na to fatalnie, fatalnie… Będziemy więc szukać ugody! Wycofamy z internetu wzmianki o tym osobniku!” – oto, co usłyszałem.
Taka jest rzeczywistość, w której żyjemy. Ale może to dobrze, że ludzie nieskuteczni boją się wziąć skuteczną broń do ręki. Albowiem skuteczną broń powinni mieć w rękach ludzie skuteczni! A w Polsce jest wielu takich ludzi. Na krótko przed wyborami zjeździłem cały kraj – byłem w Augustowie, Białymstoku, Elblągu, Katowicach, Olsztynie, Piotrkowie, Sieradzu, Zamościu… Wszędzie spotykałem działaczki i działaczy społecznych, aktywistki i aktywistów opozycji pozaparlamentarnej oraz ulicznej. Wszędzie widziałem inteligencję, energię i zapał.
Niestety, opozycyjni politycy woleli stronić od tego potencjału. Podobnie jak obawiali się użyć faktów ujawnionych przez Grzegorza Rzeczkowskiego i innych autorów Wydawnictwa Arbitror, które publikuje również moje książki.
Cóż, skoro politycy nie chcą z nas skorzystać, to skorzystajmy z siebie sami! Zorganizujmy się na nowo i przystąpmy do walki – tym razem po to, żeby zwyciężyć.
To znaczy, że musimy wyzbyć się złych nawyków takich jak:
– walka z PiS za pomocą argumentów od Sasa do lasa;
– szermowanie pomniejszymi skandalami, które obecnie mało kogo obchodzą;
– okazywanie wrogości wyborcom PiS (w ten sposób zaganiamy ich w objęcia liderów tej partii, a tego przecież nie chcemy).
>>>