diabollo
02.11.19, 08:49
Jakub Żulczyk: Czy jeśli rozsądna kobieta słucha Korwin-Mikkego, nie czuje obrazy uczuć religijnych?
wywiad
Natalia Szostak
Co to są właściwie te uczucia religijne poza tym, że wszyscy je mamy, bo każdy z nas wyznaje jakąś religię - demokracja, kapitalizm, humanizm, marksizm to też świeckie religie, które bardzo łatwo w nas obrazić. Jakub Żulczyk o świecie przedstawionym
To książka przeciwko Kościołowi – instytucji, od której czuję zło. Mówiąc: „Kościół”, mam na myśli pewną strukturę ze swoimi urzędnikami, ze swoim państwem, swoim kapitałem, swoimi tuszowanymi zbrodniami. Nie mówię o wspólnocie ludzi. Katolików jest na świecie ponad miliard, są wśród nich ludzie tak dobrzy i szlachetni, że nie byłbym godzien im trampek czyścić - mówi o swojej najnowszej książce "Czarne słońce" Jakub Żulczyk, pisarz, dziennikarz, autor m.in. „Instytutu”, „Ślepnąc od świateł”, „Wzgórza psów”.
Natalia Szostak: Niedaleka przyszłość, w Polsce mamy nowy system – republikę konkordatową, rządzą Ojciec Premier i podlegli mu księża, a Kościół wykorzystuje przywileje do dokonywania i tuszowania rozmaitych zbrodni. Tak zaczyna się „Czarne Słońce”.
Jakub Żulczyk: – To nie jest moja prognoza przyszłości, bo nie sądzę, aby przyszłość przybrała aż tak karykaturalny wymiar. Ale żeby na pewne rzeczy zwrócić uwagę, trzeba je bardzo wyolbrzymić.
Mocna wizja. Nie za mocna?
– Możliwe, że wielu ludzi – nie tylko katolików – poczuje się zaatakowanych i zaczną się bronić. Nie zdziwię się też, jeśli obrażą się lewicowi intelektualiści, wolnościowcy – zarzucając mi, że banalizuję faszyzm, Holocaust, fanatyzm, pornografię przemocy. Chciałem jednak, żeby ta książka była momentami kampowa. Mogłaby być komiksem, filmem klasy B.
A może w „Czarnym Słońcu” szokujące jest to, że narracja religijna i komiksowa są komplementarne? Czytać uczyłem się na „Thorgalu”, „Supermanie” i obrazkowym Piśmie Świętym. Jezus, gdy byłem mały, był dla mnie bohaterem z komiksu. Oczywiście dorosłem, mój stosunek do religii katolickiej, w której się wychowałem, ewoluował. Aż doszedł do tego momentu, w jakim znajduję się teraz. Jestem niewierzący, niepraktykujący i nie wiem, czy w ogóle uznaję się za chrześcijanina. Wiele dogmatów mi głęboko nie pasuje.
Co takiego?
– Głównie idee zbawienia i wybaczenia. Co to znaczy wybaczać? Co to znaczy zbawić? Czy idea boskiej łaski, której starczy dla wszystkich, nie zdejmuje z nas elementarnej odpowiedzialności za świat dookoła i siebie samych? Zadaję te pytania między innymi przez głównego bohatera – Gruza, naziola i faszystę. Zrobiłem z niego największego gnoja, zbrodniarza, personifikację wszystkich naszych lęków. Ale dałem mu szansę na rehabilitację, wręcz na swoiste zbawienie. Czy on naprawdę na to zasługuje? Nie mam na myśli, że „jeszcze dziś będzie w raju”, tylko czy w ogóle może dostać szansę czynienia dobra? A może sacrum to samo istnienie?
W Gruzie najstraszniejsze jest to, że on kieruje się pierwotnymi instynktami. Gniew, wściekłość, poczucie zagrożenia są jego wyłączną motywacją do działania.
Zbrodnicze ideologie: faszyzm, nacjonalizm, ksenofobia, tylko intelektualizują te emocje. To komiksowa postać, ale zawarłem w nim to, co uważam za prawdę o naturze ludzkiej. Prawda o nas jest ssacza, zwierzęca, fizjologiczna, a kultura to nasz system operacyjny.
Nie jest to bynajmniej nihilizm. To nie zwalnia nas wcale z odpowiedzialności za nasze decyzje.
Dlaczego akcję umieściłeś w ultrakatolickiej Polsce rządzonej przez księży?
– Żeby się dowiedzieć, co jest pod spodem tego, co nazywamy katolicyzmem. Gdyby Chrystus przyszedł na świat dziś, byłby małym uchodźcą. Jego męką na ziemi byłoby pozbawienie go domu, traktowanie niehumanitarnie, odebranie elementarnego poczucia bezpieczeństwa. No więc jeśli chciałem pisać o odbieraniu człowieczeństwa, musiałem użyć takiego języka, jakim dziś odbiera się innym podmiotowość.
„Czarne Słońce” jest wulgarne, bo napisane językiem nienawiści. Ale jak on, Gruz, ma mówić? Język nienawiści staje się przezroczysty, słuchany na co dzień, czytany w internecie. Wrzucony do książki może odrzucić, wstrząsnąć i tak ma być.
W Gruzie przegląda się 30 lat polskiego neonazistowskiego folkloru; imaginarium Gruza składa się z książeczek „Poznaj Żyda” wydawanych przez Leszka Bubla, tropiciela esbeckich i komunistycznych spisków Henryka Pająka czy agitek typu „Hitler założycielem Izraela”. Tę ostatnią notabene kupiłem parę lat temu pod kościołem św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, tym samym, gdzie msze odprawiał ksiądz Popiełuszko. Sprzedawca przekonywał mnie, że to biały kruk. W ofercie obok książek miał jeszcze miód lipowy.
A potem Gruz spotyka Jezusa.
– Gdy byłem mały, chciałem, żeby Jezus był moim kolegą.
O tym śpiewał Muniek Staszczyk: „Tak bardzo chciałbym zostać kumplem twym”.
– Pieśń Muńka Staszczyka polega na tym, że on chce mieć partnerską relację z Absolutem, że chce od religii spokoju i przyjaźni, a nie walki, wątpliwości, szarpania. Mnie to nie przekonuje, ale znalazłem jakąś swoją cichą prawdę w buddyzmie zen, który uczy, że praktyka religijna jest drogą pokory, pracy i dyscypliny.
A z Jezusem to po prostu, gdy byłem mały, chciałem, aby był moim kumplem jak Batman czy inny superbohater. Takim z podwórka. Żebym sobie z nim gdzieś tam chodził, rozmawiał, grał na komputerze i w ogóle. To chyba percepcja religii typowa dla dziecka, do której boi się przyznać, bo zaraz go obsztorcują. „Czarne Słońce” jest przedłużeniem tej fantazji. Co by było, gdyby dalej w to wierzyć? Wciąż szarpię się z chrześcijaństwem, a ludzie po lekturze mówią mi, że koniec końców to moralitet chrześcijański.
CDN...