Dodaj do ulubionych

Jeszcze nigdy nie pofrunęliśmy Ryanairem na Ibizę.

22.02.20, 08:47
wyborcza.pl/magazyn/7,124059,25713712,jeszcze-nigdy-nie-pofrunelismy-ryanairem-na-ibize-a-juz-jakies.html

--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Jeszcze nigdy nie pofrunęliśmy Ryanairem na I 22.02.20, 13:15
      Jeszcze nigdy nie pofrunęliśmy Ryanairem na Ibizę, a już jakieś mądrale nam mówią, że mamy zapomnieć o tym marzeniu!
      Wojciech Orliński

      Szlag może trafić! Rozumiem to, bo 30 lat mojego życia upłynęło na marzeniach, by konsumować tak jak ludzie na Zachodzie

      Nigdy nie czułem się tak rozdarty jak teraz, gdy słucham ekologów mówiących o potrzebie ograniczania konsumpcji. Tak bardzo chciałbym się z nimi nie zgadzać! Wbrew sobie muszę im jednak przyznać rację.

      Epoka tanich podróży lotniczych, parkowania za darmo, nadmiaru względnie taniej żywności z całego świata, taniej energii właśnie się kończy. W najgorszej sytuacji są ci, którzy nie zdążyli się załapać. Jeszcze nigdy nie pofrunęli Ryanairem na Ibizę, a już im jakieś mądrale mówią, że mają zapomnieć o tym marzeniu. Szlag może trafić!

      Rozumiem to uczucie, bo jakieś pierwsze 30 lat mojego życia upłynęło na marzeniach, by kiedyś konsumować jak ludzie na Zachodzie. Moi rówieśnicy doskonale pamiętają, jak w dzieciństwie wysyłaliśmy do zachodnich koncernów prośby sformułowane niby-angielszczyzną – „Dear Sirs, I am very interested in Your products, please send prospects and naleps”.

      Zwrotną pocztą nadchodziły pachnące Zachodem katalogi samochodów, komputerów, napojów chłodzących, ubrań czy płyt – a także nalepki, którymi dekorowaliśmy nasze rowery Wigry i magnetofony Kasprzak. Co komu przysłali z Volkswagena, a co z Coca-Coli – to były wtedy najgorętsze tematy podwórkowych rozmów.

      Kto mi nie wierzy, niech od niechcenia rzuci hasło: „Dear Sirs, send naleps” na imprezie towarzyskiej z udziałem moich rówieśników. Szpakowaci starsi panowie i utapirowane damy nagle się ożywią i zaczną wspominać tę jedyną namiastkę zachodniego przepychu, jaką mogliśmy mieć w PRL.

      W najlepszej sytuacji byli ci, którzy mieli okazję wyjechać na Zachód albo odwiedzał ich jakiś wujek emigrant. „Stary, oni tam mają 20 gatunków jogurtu!” – wyznał mi kolega, który wyjechał z rodzicami na podróż po Włoszech. To, co zobaczył w supermarkecie, zrobiło na nim wrażenie bardziej piorunujące od tych wszystkich głupich skorup w muzeach, przez które go rodzice przegonili w ramach obowiązkowego programu zwiedzania.

      Nalepka na dziurze
      Gdy 4 czerwca 1989 r. głosowałem na drużynę Lecha, nie chodziło mi o wolność słowa ani pluralizm partyjny. Chciałem po prostu mieć 20 gatunków jogurtu w sklepie za rogiem – i to akurat dostałem. Myślę, że w dużym stopniu dlatego moje pokolenie gotowe jest stać murem za Balcerowiczem i bronić osiągnięć III Rzeczypospolitej, bo przy całej swojej niedoskonałości spełniła to marzenie.

      Nie od razu i tylko częściowo. Lata 90. upłynęły przecież pod znakiem, jak to nazywa Olga Drenda, autorka książki o nostalgii za PRL, duchologii.

      Dostaliśmy wtedy raczej miraż zachodniej konsumpcji niż ją samą. Na nowego mercedesa nadal mało kogo było stać, zaklejaliśmy więc nalepkami „Turbo Racing GTI” dziury w karoserii zardzewiałego opla – ale to też był postęp w porównaniu z PRL.

      Na początku balcerowiczowskich reform obiecywano nam, że w najbardziej optymistycznym scenariuszu w ciągu 30 lat dogonimy najbiedniejsze kraje starej Unii. Wychodziło z tego, że około pięćdziesiątki będę już bogaty jak Portugalczyk Osculati!

      To się w końcu wydarzyło. Kilka lat temu Polska rzeczywiście prześcignęła Portugalię i Grecję, jeśli chodzi o PKB per capita oraz siłę nabywczą przeciętnego obywatela.

      Do Szwecji czy Niemiec nadal daleko, ale nie tak jak 30 lat temu. Zachodni poziom konsumpcji nie jest już duchologicznym mirażem, można się zadłużyć po uszy i kupić nowego volkswagena albo pofrunąć samolotem na wakacje.

      I właśnie teraz jacyś bezczelni ludzie z Zachodu mówią nam, że mamy zaciskać pasa? Niech sami zaciskają! My się jeszcze nie zdążyliśmy nacieszyć!

      Od suszy do rewolucji
      Doskonale rozumiem taką postawę. Uwielbiam dalekie podróże lotnicze i samochodowe, a więc te najbardziej nieekologiczne. Uwielbiam też cieszyć się 20 smakami jogurtu (i nie tylko!), a także zmieniać różne gadżety na nowszy model. Bardzo bym chciał nie dożyć czasów, w których będę musiał zrezygnować z tych ekscesów.

      Tak naprawdę jednak już dożyłem. Wszyscy dożyliśmy, tylko część z nas ciągle się oszukuje.

      Unia Europejska chwieje się w posadach z powodu kryzysu migracyjnego z 2015 r. Pośrednio przyczynił się do brexitu i wzrostu popularności ugrupowań populistycznych – może więc doprowadzić nas także do wypierpolu, po którym szybko spadniemy znów poniżej poziomu życia Grecji czy Portugalii.

      CDN...


      --
      Religia jest dla ludzi bez rozumu.
      /Józef Piłsudski/
      • diabollo Re: Jeszcze nigdy nie pofrunęliśmy Ryanairem na I 22.02.20, 13:17
        Głównymi praprzyczynami tego kryzysu były wojna domowa w Syrii i wielka wojna afrykańska trwająca w różnych konfiguracjach w zasadzie od drugiej połowy lat 90. Obie są bezpośrednio powiązane z naszą rozpasaną konsumpcją.

        Wojnę domową w Syrii wywołała długotrwała susza, która zrujnowała syryjskie rolnictwo w połowie pierwszej dekady XXI wieku. Pozbawieni środków do życia rolnicy migrowali do miast, gdzie stali się paliwem podsycającym polityczne zamieszki, bo – jak to bywa w dyktaturze – uprzywilejowana mniejszość alawitów popierających reżim Baszara al-Asada nie tyle nie biedniała, ile na kryzysie się wzbogacała, przejmując opuszczoną ziemię za bezcen.

        Wypuszczając do atmosfery CO2, pośrednio przyczyniliśmy się do wojny w Syrii. Skutki odczuwa cała Europa – elitarny klub państw, które mają 20 gatunków jogurtu w każdym sklepie, może się na naszych oczach rozpaść.

        Niewolnicy iPhone’a
        Jeszcze bardziej niesamowity związek z naszą konsumpcją ma wielka wojna afrykańska (co do liczby ofiar i zaangażowanych państw porównywana do drugiej wojny światowej). Trwa od połowy lat 90. Stawką jest władza nad Kongiem i jego zasobami koltanu – minerału, z którego uzyskuje się m.in. niob i tantal. Bez tych pierwiastków nie da się produkować naszych ukochanych gadżetów – ani laptopa, na którym piszę te słowa, ani telefonu, na który redakcja przysyła mi ponaglające SMS-y.

        Wielka wojna w Afryce zaczęła się od lokalnego konfliktu między Rwandą i Burun. Takich wojen Afryka widziała już wiele, zazwyczaj samoistnie wygasały – świat oczekiwał, że w końcu wygaśnie i ta. Minęło ćwierć wieku i końca nie widać.

        Dlaczego? Otóż akurat kiedy bojówkarze Hutu ruszyli mordować Tutsi, bo od tego się zaczęło, na Zachodzie technologiczne korporacje pokazały pierwsze modele telefonów komórkowych, które można było produkować tanio i masowo, a w dodatku mieściły się w kieszeni.

        W ciągu kilku lat telefon komórkowy przestał być drogim gadżetem do profesjonalnych zastosowań – stał się naszą ukochaną zabaweczką, której używamy dziś do wszystkiego, coraz rzadziej do dzwonienia. To nie byłoby możliwe bez pierwiastków, które opłaca się wydobywać tylko w Kongu i okolicach.

        Za każdym razem, gdy Steve Jobs wychodził na scenę i mówił niby od niechcenia: „Och, jeszcze jedna rzecz...”, a potem pokazywał nam iPoda, iPhone’a czy iPada, pochodziły one z samego jądra ciemności w kongijskiej dżungli.

        Te gadżety może i projektowali zachodni inżynierowie, ale produkują je w warunkach półniewolniczych robotnicy w Chinach. A minerały wydobywają już nawet nie pół-, tylko po prostu niewolnicy – porwani ze swoich wiosek, zapędzeni kałasznikowem do pracy w kopalni koltanu.

        Ludzie, którzy nie chcieli być porwani, uciekali przed tą wojną do sąsiednich państw. Destabilizowali je, przez co wojna o Kongo rozniosła się na prawie cały kontynent.

        Na końcu tego domina są uchodźcy, którzy próbują z Afryki przedostać się do Europy. Na ich widok snujemy gorące debaty na Twitterze i Facebooku, jedni chcą ich witać, drudzy do nich strzelać. Wszyscy korzystają z tantalowych kondensatorów napędzających ich smartfony.

        Nauka nurkowania
        Na dalszą metę po prostu nie możemy utrzymać obecnego poziomu konsumpcji. To nie jest kwestia woli politycznej. Możemy sobie powiedzieć, że nic nas to nie obchodzi, ale konsekwencje uderzą nas w taki lub inny sposób.

        Za chwilę kolejne kraje znajdą się w kryzysie z powodu zmian klimatycznych. Następny w kolejce jest na przykład Bangladesz, któremu grozi zatonięcie. Czego oczekujemy po jego mieszkańcach? Że wzruszą ramionami, powiedzą: „No cóż, taki los”, i z godnością wydadzą z siebie ostatnie: „Bul, bul, bul”? Część pewnie nie będzie miała innego wyjścia, nie zdąży uciec, zginie ze swoim krajem. Ale inna część ruszy do USA i Europy.

        Prawicowi politycy mówią, że zamiast wpuszczać uchodźców, trzeba im pomagać na miejscu. Co to oznacza w przypadku kraju, który zatonął? Nauczenie nurkowania?

        „Minerały konfliktu” występują nie tylko w Afryce, ale też w Ameryce Łacińskiej i Azji. Polityczna destabilizacja, którą dziś widzimy w Brazylii, Kolumbii, Meksyku czy Wenezueli, może doprowadzić do tego, że tam też pojawią się samofinansujące się bojówki, których główną racją bytu będzie utrzymywanie kopalń rzadkich pierwiastków.

        I znów: czy mur Trumpa, którego fragment przewrócił się ostatnio od porywu wiatru, będzie w stanie zatrzymać falę uchodźców z Brazylii, jeśli wybuchnie w niej wojna domowa taka jak w Kongu?

        Wstydliwe bogactwo
        W historii najnowszej świat musiał dwukrotnie już pogodzić się z ograniczeniem konsumpcji – pod koniec lat 20. i pod koniec lat 60. Za pierwszym razem wystarczył jeden dzień: „czarny poniedziałek” 28 października 1929 r., gdy amerykańska giełda odnotowała rekordowy spadek.

        Fale uderzeniowe odczuły wszystkie kraje kapitalistyczne, w tym Polska. To był koniec ryczących lat 20.

        Efekty widać było nawet w modzie, wzornictwie przemysłowym i architekturze. W latach 20. wszyscy chcieli być sexy, mężczyźni i kobiety pokazywali się w kreacjach, które nawet dziś uznalibyśmy w niektórych okolicznościach za zbyt śmiałe.

        Chyba najpiękniejszy literacki portret tej epoki stworzył F. Scott Fitzgerald w „Wielkim Gatsbym”. Fitzgerald był taką ówczesną Gretą Thunberg, w wywiadach ciągle powtarzał, że ten stan jest niestabilny, nie utrzyma się wiecznie – wyraził to w powieści pokazującej efemeryczny wzlot i upadek głównego bohatera. W Polsce to samo próbował w „Przedwiośniu” zasugerować Żeromski.

        Lata 30. to już inna dekada. Moda zrobiła się skromna i stonowana. Tym, którzy zachowali bogactwo, nie wypadało się nim chwalić. Kultura zaczęła się pochylać nad ludzką biedą – to czasy „Gron gniewu” Steinbecka i „Drugiego życia doktora Murka” Dołęgi-Mostowicza.

        W polityce przekładało się to na głęboki kryzys demokracji. W wielu krajach po prostu upadła – najbardziej spektakularny i najtragiczniejszy w skutkach przykład to Republika Weimarska, której ostatni demokratyczny rząd upadł w 1930 r., potem zaś, aż do 1945 r., formalnie trwał stan wyjątkowy.

        W wielu krajach, jak USA, Dania, Szwecja czy Francja, demokracja jednak ocalała. Władzę objęły tam ugrupowania lewicowe, które postawiły swoich wielkich Gatsbych przed prostym wyborem: albo się godzą na podatki przekraczające 90 proc., z których sfinansuje się wielkie programy wyrównywania nierówności społecznych, albo demokracja upadnie i u nich.

        Po 1945 r. podobne rozwiązania przyjęto w krajach odzyskujących demokrację. Wprowadziłby je w Polsce po 1945 r. zdominowany przez PPS rząd londyński – gdyby nie Jałta.

        Wyśmiany joker
        Istotą ograniczenia konsumpcji w 1945 r. było to, że jego ciężarem obciążono głównie najbogatszych. To oni mieli zaciskać pasa, to ich przyduszano podatkami.

        To całkiem nieźle działało do końca lat 60., gdy kraje kapitalistyczne zaczął dręczyć nowy rodzaj kryzysu: stagflacja. Przedtem kapitalizm miotał się między dwiema skrajnościami: albo miał deflację połączoną z recesją, jak choćby w wyniku kryzysu z 1929 r., albo boom połączony z inflacją, jak po 1945 r.

        Nagle dopadły go dwie zmory naraz: inflacja i recesja. Było to mniej spektakularne niż w 1929 r., bo nie dokonało się w jeden dzień, ale indeks Dow Jones spadł od grudnia 1969 do maja 1970 r. z 985 do 631. Skutki były podobne.

        W kulturze znów zaczęły dominować opowieści o upadku dotychczasowego ustroju. Wtedy pokazywały to filmy takie jak „Mechaniczna pomarańcza” Kubricka (1971) czy „Taksówkarz” Scorsesego (1976).

        Dzisiaj do nastroju tamtych lat nawiązuje obsypany wieloma nagrodami „Joker” Todda Phillipsa. Film wprawdzie dzieje się w fikcyjnym Gotham City, ale realistycznie pokazuje narodziny reagonomiki.

        CDN...

        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/
        • diabollo Re: Jeszcze nigdy nie pofrunęliśmy Ryanairem na I 22.02.20, 13:19
          Zło zaczyna się, gdy po cięciach wydatków na opiekę społeczną nieudany komik traci dostęp do leków psychiatrycznych. Biznesmen Thomas Wayne kandyduje na burmistrza Gotham, powtarzając hasła z kampanii wyborczych Ronalda Reagana i Margaret Thatcher: że jeśli komuś się w życiu nie powiodło, to jest klaunem i zasługuje nie na współczucie, tylko na wyśmianie.

          Tym razem recepta na uratowanie kapitalizmu i demokracji była odwrotna. Teraz zaciskać pasa mieli biedni. Za to poluzowano go bogatym – obniżono im podatki, zniesiono różne biurokratyczne ograniczenia. Hulaj dusza! Regulacji nie ma.

          W krajach komunistycznych śledziliśmy to z daleka. Oglądaliśmy te filmy, ale nie rozumieliśmy przesłania. Ważniejsze były dla nas nalepki, którymi dekorowaliśmy kasprzaka odtwarzającego piosenkę, że w Wielkiej Brytanii nie ma przyszłości.

          „No future?”. Może. Liczyła się jednak teraźniejszość: że mają 20 gatunków jogurtu, a my najwyżej dwa: naturalny i owocowy, a i tak w sklepie często nie było ani jednego, ani drugiego.

          Katastrofalna miłość do pieniędzy
          Skoro w 1930 r. ograniczeń oczekiwano od najbogatszych, a w 1980 od najbiedniejszych, to ze zwykłej sukcesji wynikałoby, że znów kolej na najbogatszych. Czas najwyższy!

          Najlepiej to pokazać na przykładzie korporacji, które nieprzerwanie istnieją od dziesięcioleci, jak Boeing. W 1950 r., gdy od bogaczy oczekiwano wyrzeczeń, Kongres nałożył na korporacje specjalny podatek od wzbogacenia się na wojnie w Korei. Wyliczono im średnie dochody w czasach pokoju (1946-49). Od każdego dolara zarobionego powyżej tego w czasie wojny miały zapłacić aż 80 centów!

          Boeing był wtedy firmą głównie zbrojeniową. W czasach pokoju ledwie wychodził na swoje. Wojna przyniosła duże zamówienia, ale okazało się, że większość pochłonie podatek. W tej sytuacji ówczesny prezes Bill Allen podjął decyzję, która do dziś opisywana jest w podręcznikach jako jedna z najlepszych w historii biznesu: zainwestował te pieniądze w prace nad prototypem pasażerskiego samolotu odrzutowego, który od 1957 r. zaczął latać jako Boeing 707.

          Latające do dzisiaj modele 727, 737 i 747 to jego technologiczne potomstwo. Wszystkie od koncepcji do oblatania doprowadził ten sam prezes – Bill Allen, regularnie wymieniany w różnych rankingach typu „10 najlepszych liderów biznesu wszech czasów”.

          Dla kontrastu – Dennis Muilenburg, prezes Boeinga w latach 2015-19, ma zagwarantowane miejsce w rankingach „10 najgorszych”. To on odpowiada za fiasko modelu 737 MAX, który zabił 346 osób i może się przyczynić do upadku tej legendarnej firmy. Ale mimo to odszedł z pakietem pożegnalnym wartym około 60 mln dol.

          „Staliśmy się swoim własnym najgorszym wrogiem” – powiedział jego następca, obecny prezes David Calhoun. Gdy Boeingiem kierowali ludzie kochający technologię, firma robiła rzeczy wielkie. Od kiedy zaczęli nią rządzić ludzie kochający pieniądze, zaczął się upadek.

          I podobnie to wygląda w innych firmach technologicznych.

          Pięć smaków wystarczy
          Tym razem jednak wkurzyliśmy jako ludzkość prawa nie tylko ekonomii, ale także fizyki. Działania takie jak sprzed 50 czy 90 lat mogą nie wystarczyć – cała ludzkość musi zmienić sposób myślenia o konsumpcji.

          Nie musi być bardzo źle. Te 20 rodzajów jogurtu pojawiło się stosunkowo niedawno, za życia obecnego pokolenia – jako uboczny skutek subsydiowania rolnictwa w USA i Europie Zachodniej.

          Te subsydia prowadzą do tego, że w produkcji żywności stawia się na ilość, a nie jakość. To nie do utrzymania na dalszą metę, ale zmiana tej polityki nie musi oznaczać masowego głodu. Po prostu zamiast 20 rodzajów będzie pięć, ale zdrowszych i lepszej jakości.

          Powszechne tanie latanie to też niedawne zjawisko. Jeszcze 30-40 lat temu najbogatsze elity nazywano „jet set” (piosenka Alphaville pod tym tytułem pochodzi z 1985 r.!), czyli „odrzutowym towarzystwem”.

          Zwykłym śmiertelnikom pozostawał pociąg, ale kogo tam można było poznać! Na płycie „Trans-Europe Express” grupa Kraftwerk opisuje, jak na dworcu Düsseldorf City spotykają Iggy’ego Popa i Davida Bowiego.

          Płyta pochodzi z lat 70., gdy sieć TEE łączyła 130 miast zachodnioeuropejskich, od Danii po Włochy i od Hiszpanii po Wiedeń. Wygaszano ją w latach 90., bo politycy woleli promować transport lotniczy.

          Nie, to nieprawda, że taki był swobodny wybór podróżnych. Przewozy lotnicze są korzystniej opodatkowane od przewozów kolejowych.

          Załóżmy, że poziom życia cofnie się do poziomu Davida Bowiego w latach 70. Z samolotów przesiądziemy się do pociągów – to może być nawet wygodniejsze. Smaków będziemy mieć mniej, ale mogą być smaczniejsze.

          Ponieważ jednak dołączyliśmy do świata Zachodu, przegoniliśmy Portugalię z Grecją, to nie możemy dalej udawać, że to nie są nasze problemy, niech bogatsi się tym zajmują. Jesteśmy już w klubie bogatszych. To my jesteśmy teraz „dear sirs”, to nasza kolej, żeby „sendować nalepsy”.

          wyborcza.pl/magazyn/7,124059,25713712,jeszcze-nigdy-nie-pofrunelismy-ryanairem-na-ibize-a-juz-jakies.html
          --
          Religia jest dla ludzi bez rozumu.
          /Józef Piłsudski/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka