Dodaj do ulubionych

Niech tysiące umrą...

04.04.20, 11:46
wyborcza.pl/magazyn/7,124059,25844809,orlinski-niech-tysiace-umra-zeby-miliony-mogly-zyc-to-tak.html

--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Niech tysiące umrą... 10.04.20, 09:27
      Niech tysiące umrą, żeby miliony mogły żyć? To tak nie działa

      Wojciech Orliński

      Czy chcemy zabijać w imię czystości rasowej czy wzrostu gospodarczego, dostaniemy tylko jeszcze więcej trupów

      Filozofia to nie chemia – trudno coś udowodnić czy obalić. W szczególności w etyce – tu wszystko zależy od arbitralnie przyjętych założeń. Doświadczenie XX-wiecznych totalitaryzmów coś jednak udowodniło: nie wolno instrumentalnie traktować ludzkiego życia. Ktokolwiek dochodzi do wniosku, że „warto poświęcić kilka tysięcy ludzi dla większego dobra”, zbuduje zło, choćby miał jak najszlachetniejsze intencje.

      Dlatego ze zdumieniem słucham tych, dla których śmierć kilku procent populacji jest akceptowalną ceną za ocalenie PKB. Albo że jeśli świetlana postkapitalistyczna przyszłość wymaga bankructwa tysięcy drobnych przedsiębiorców, to niech bankrutują.

      Dla myślicieli, którzy ukształtowali moją osobowość, najważniejszym punktem odniesienia była druga wojna światowa. Wielu z nich, jak Stanisław Lem, nie mogło otwarcie pisać o stalinizmie, choć z perspektywy czasu wyraźnie widać, że gdy odnosili się oni do hitleryzmu, to pisali o wszystkich dyktaturach, które obiecywały budowę lepszego jutra przez stawianie obozów zagłady.

      W swojej pierwszej powieści, pisanej na gorąco pod wpływem doznań wojennych – „Szpitalu przemienienia” – Lem zawarł swoje etyczne przekonanie tak jednoznacznie, że złośliwy krytyk mógłby mu wręcz zarzucić przesadną łopatologię. W tytułowym szpitalu psychiatrycznym umieścił postać doktora Kautersa, chirurga, który traktował pacjentów skrajnie instrumentalnie.

      U jednego z nich rozwija się guz mózgu. Kauters mógłby mu pomóc, operując, ale czeka, aż guz urośnie.

      Robi tak – według jego własnych słów – by poszerzyć wiedzę medyczną. Być może uratuje w ten sposób życie tysiącom pacjentów w przyszłości. Czy ten szlachetny cel nie usprawiedliwia skazania jednego człowieka na śmierć w męczarniach?

      Widzimy jednak, że Kautersowi chodzi tak naprawdę tylko o karierę. Hoduje dorodnego guza, żeby mieć materiał do publikacji. Tymi mitycznymi „tysiącami pacjentów w przyszłości” gardzi tak samo jak tym jednym.

      Lem wprawdzie pozwala Kautersowi na głoszenie swoich argumentów, ale żeby czytelnik nie miał żadnej wątpliwości, co autor sądzi o swoim bohaterze, w finale uczynił go hitlerowskim kolaborantem. W ekranizacji gra go Henryk Bista – to nie była decyzja Lema, ale świetnie podkreśla, jakim człowiekiem jest Kauters: tylko Bista potrafił grać postacie aż tak odrażające!

      W światowej literaturze chyba najbardziej wpływowym wyrażeniem tej samej tezy był „Eichmann w Jerozolimie” Hannah Arendt. Odwołała się tam do procesu Rudolfa Kastnera, szefa węgierskiego judenratu, który po wojnie bronił się, mówiąc, że czasem trzeba poświęcić jednostki, by ratować tysiące. „Ściślej rzecz biorąc, dr Kastner uratował dokładnie 1684 osoby kosztem około 476 tysięcy ofiar” – napisała Arendt.

      Książka wzbudziła liczne kontrowersje. Czy ludzie, którzy nie stali przed tak strasznymi wyborami, mają prawo do moralnych ocen?

      Nie będę w to wnikać, bo bardzo mi się podoba rozstrzygnięcie procesu Kastnera, iście salomonowe. To nie on był podsądnym – on był obywatelem wolnego kraju, który bronił swojego dobrego imienia przed oszczercami.

      Kastner przeżył wojnę, ale w 1953 r. rozpoznał go na ulicy Malchiel Gruenwald cudem ocalały z pogromu, w którym został straszliwie okaleczony. Gruenwald rozpętał przeciwko Kastnerowi kampanię, którą dziś nazwalibyśmy hejtem – nazywał go zbrodniarzem, zdrajcą i mordercą.

      Kastner wygrał proces, ale sąd przyznał mu tylko jeden szekel zadośćuczynienia, bo zgodził się, że Gruenwald nie miał prawa do takiego słownictwa, ale wykazał też zrozumienie dla jego racji.

      Tak samo było ze zbrodniami stalinowskimi, co świetnie w swoich książkach pokazuje choćby Anne Applebaum. Stalin miał na Zachodzie wielu obrońców, jak Walter Duranty (w filmie Agnieszki Holland „Mr Jones” gra go Peter Sarsgaard), który spopularyzował w tym kontekście niesławne powiedzonko o omlecie, którego nie da się zrobić bez rozbicia jajek.

      A więc: trochę ludzi musi umrzeć z głodu, z wycieńczenia, może nawet na torturach, no trudno, to wszystko uzasadnione jest industrializacją, lepszym jutrem, budową świetlanego ustroju, który raz na zawsze uwolni całą ludzkość od widma głodu i tortur.

      CDN...

      --
      Religia jest dla ludzi bez rozumu.
      /Józef Piłsudski/
      • diabollo Re: Niech tysiące umrą... 10.04.20, 09:29
        Nieortodoksyjny marksista, rumuński pisarz Panait Istrati odpowiedział na to znakomitą ripostą: widziałem wiele zbitych jajek, ale gdzie jest ten omlet? Dyskusję ostatecznie rozstrzygnął Czarnobyl, który pokazał, że ustrój budowany na pogardzie dla ludzkiego życia i pogardzie dla procedur bezpieczeństwa nie jest też w stanie budować dobrych reaktorów atomowych.

        Stalin umiał tylko mordować dla samego mordowania. Najlepiej wychodziły mu bezsensowne inwestycje, jak pozbawiony gospodarczego znaczenia Kanał Białomorski, przy którego budowie ok. 25 tysięcy ludzi zginęło – właściwie po nic.

        I to jest najważniejsza lekcja XX wieku: niczego się nie da zbudować na trupach. Czy chcemy zabijać ludzi w imię czystości rasowej czy wzrostu gospodarczego, dostaniemy w rezultacie tylko jeszcze więcej trupów.

        W chrześcijaństwie reakcją na tę lekcję był personalizm, czyli filozofia stawiająca w centrum nienaruszalną wartość ludzkiej osoby – z automatu potępiająca wszelkie próby instrumentalnego traktowania ludzi. Początkowo, po 1945 r., był to prąd dość niszowy, ale zrobił ogromną karierę, bo jego czołowym propagatorem był krakowski biskup Karol Wojtyła.

        Mnie kształtowały książki trochę innych autorów, często dziś zapomnianych: Jan Strzelecki, Julian Hochfeld, Maria Ossowska, Jan Józef Lipski. Po wojnie stworzyli lewicowy odpowiednik personalizmu, czyli humanizm socjalistyczny. W PRL ich status był trochę dziwny. Ich działalność nie była zakazana, podobnie jak działalność teologów katolickich, ale funkcjonowali jakby obok systemu.

        Etyka ortodoksyjnego marksizmu-leninizmu była prosta jak konstrukcja obozu zagłady – cel uświęca środki. Jeśli w imię budowy komunizmu musisz zdradzić swoich rodziców, zrób to. My, żyjący tutaj i teraz, mamy do spełnienia tylko rolę nawozu, na którym wyrosną piękne kwiaty.

        Humanizm socjalistyczny taką postawę całkowicie negował. Głosił, że pierwszym i zasadniczym celem jest służba człowiekowi. Nie jakiemuś mitycznemu w przyszłości, ale tu i teraz.

        Dobro człowieka jest w tym systemie wartością nadrzędną. Wszystkie inne: wzrost PKB, zrównoważenie budżetu, huta Katowice, rozbudowa Gdyni i inne fetysze polityków są dobre tylko wtedy, gdy człowiekowi służą.

        Autorzy ci nie mogli oficjalnie polemizować z ideologią, więc stosowali wybiegi: „piszemy o Hitlerze, ale chodzi nam o Stalina” albo „potępiamy imperializm amerykański, ale tak naprawdę radziecki”. Gdy już pojawił się drugi obieg – w czym spore zasługi miał Jan Józef Lipski – mogli pisać bardziej otwarcie, ale wiele tych sporów miało już znaczenie historyczne.

        Intelektualnym przywódcą tego nurtu był Jan Strzelecki, który zginął tragicznie tuż przed transformacją, podczas której humanizm socjalistyczny wyda się już czymś zamierzchłym. W 1989 r. światopoglądowy wybór sprowadzał się wyłącznie do liberalizmu, konserwatyzmu i różnych ich hybryd.

        Nie mogąc wprost skrytykować marksizmu w wydaniu moskiewskim, autorzy związani z humanizmem socjalistycznym często powoływali się na historyczne nurty socjaldemokracji, takie jak austromarksizm. Nim został rozgromiony w faszystowskim puczu w 1936 r., zdążył zrealizować piękne utopijne projekty, jak osiedla komunalne w Wiedniu albo Amalienbad, kąpielisko dla klasy robotniczej, architektoniczna perła z roku 1926.

        Samo pojęcie austromarksizmu poznałem z pism Juliana Hochfelda i wydawało mi się wtedy uroczą, ale zamierzchłą utopią. Kiedyś próbowali, ale im się nie udało, jak zawsze.

        Ale to przecież nieprawda. Te osiedla w Wiedniu stoją, po wojnie budowano kolejne, są napisy: „Osiedle wzniesione przez gminę dzięki podatkowi na budowę mieszkań (Wohnbausteuer)”, a na koniec pływając w basenach Amalienbad, będziemy mogli podziwiać fantazję lewicowych architektów, którzy w 1926 r. zaprojektowali to jak pałac dla proletariatu. Nawet Hitler nie odważył się tego zburzyć.

        Dzięki temu Wiedeń dziś praktycznie nie zna problemu bezdomności ani nawet spekulacyjnej bańki nieruchomości. Duża podaż tanich komunalnych mieszkań stabilizuje rynek – wiedeńczycy nie są skazani na łaskę i niełaskę deweloperów, jak my.

        Austrią rządzą dziś konserwatyści, ale reakcja ich rządu na pandemię bardziej przypomina humanizm socjalistyczny niż nasze wyobrażenia o konserwatyzmie czy liberalizmie. Rząd porzucił hasło „równoważenia budżetu”, bo – jak to ujął minister finansów Gernot Bluemel – najważniejsze są „zdrowie i miejsca pracy Austriaków”. Czyli nawet dla ministra finansów ludzie są ważniejsi od cyfrowych wskaźników.

        Bank Austrii prognozuje dla tego kraju przyszłość w postaci krzywej typu „V” – czyli ostry spadek, po którym nadejdzie ostre odbicie. Gdy się to wszystko skończy, Austriacy wyjdą ze swoich komunalnych mieszkań i rozkręcą gospodarkę, wydając to, co w izolacji zarobili lub dostali w postaci zasiłku.

        Polski rząd przepowiada nie krzywą „V”, tylko krzywą „U”. Kiedy się skończy pandemia, większość Polaków będzie zrujnowana.

        Tak się właśnie żyje z rządem, dla którego „zrównoważony budżet” jest ważniejszy od dobra człowieka. A przecież to najważniejsze zadanie polityków: służyć ludziom, nie rynkowi, PKB, milionom ton stali.

        Czy jakiemuś prezesowi.

        wyborcza.pl/magazyn/7,124059,25844809,orlinski-niech-tysiace-umra-zeby-miliony-mogly-zyc-to-tak.html


        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka