Dodaj do ulubionych

Aborcja po polsku.

09.04.20, 08:50
Aborcja po polsku. Odesłać, utrudnić, przeciągnąć termin albo zakazać całkowicie
Michalina Bednarek, Ewa Furtak

Gdy wszyscy zajęci są walką z epidemią koronawirusa, do Sejmu wraca projekt ustawy o zaostrzeniu zakazu aborcji. Zapytaliśmy szpitale, ile takich zabiegów wykonały w zeszłym roku.

Na kolejnym, 10. posiedzeniu Sejmu, które zaplanowano na 15 i 16 kwietnia, odbędzie się pierwsze czytanie dwóch obywatelskich projektów ustaw. Chodzi m.in. o zakaz przerywania ciąży w przypadku ciężkich wad płodu.

Pierwszy projekt, którego autorką jest Kaja Godek, zakłada zmiany w ustawie aborcyjnej z 1993 roku. Godek domaga się usunięcia z ustawy zezwolenia na przerwanie ciąży w przypadku, gdy płód jest ciężko uszkodzony lub ma wady letalne. Autorzy projektu argumentują, że ta zmiana "zlikwiduje dyskryminację chorych dzieci poczętych poprzez zapewnienie im tej samej ochrony prawnej, która przysługuje obecnie zdrowym dzieciom poczętym".

Historie kobiet, które znalazły się w takiej sytuacji, nie są już tak proste, jak uzasadnienie projektu.

Miałam wrażenie, że traktuje się mnie jak morderczynię
Iwona Pocha z Rybnika, w 19. tygodniu ciąży dowiedziała się, że u jej płodu zdiagnozowano zespół Edwardsa. Nawet jeśli dziecko przeżyje, choć szansa jest nikła, to albo umrze tuż po porodzie, albo będzie skazane na opiekę w hospicjum. Lekarz powiedział jednak pani Iwonie: „Dziecko z zespołem Edwardsa rodzi się z krzywymi nogami lub dużymi uszami, ale może nawet pójdzie do szkoły?”.

Pani Iwona zdecydowała się przerwać ciążę. – Dostałam skierowanie do Wojewódzkiego Szpitala nr 3 w Rybniku, ale miałam wrażenie, że traktuje się mnie jak morderczynię. Żaden z lekarzy nie zgodził się przeprowadzić zabiegu. Nic nie zrobiono, zostałam sama. Wróciłam do domu i zaczęłam przeszukiwać internet. Prawnik poradził, żebym wróciła do szpitala, bo placówka musi mi wskazać inne miejsce, gdzie przejdę zabieg oraz musi dać mi pisemne oświadczenie z uzasadnieniem odmowy - mówi pani Iwona. Lekarze z Rybnika napisali tylko: „Brak możliwości do usunięcia ciąży”.

Pani Iwona sama zaczęła szukać innego szpitala – w Krakowie, Warszawie, w Łodzi. - Wszędzie mnie odsyłano, choć z dokumentacji medycznej jasno wynikało, że moje dziecko nie przeżyje porodu. W szpitalu w Rudzie Śląskiej odmówili mi trzy razy, dopiero za czwartym razem zgodzili się pomóc, gdy w mojej sprawie zainterweniowała Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Polki przerywają ciąże, ale za granicą
W Polsce kobieta może legalnie dokonać aborcji jedynie w trzech przypadkach: gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety, badania wskazują na ciężkie i nieodwracalne upośledzenie płodu albo nieuleczalną chorobę lub gdy ciąża powstała w wyniku gwałtu.

Z badania CBOS „Doświadczenia aborcyjne Polek” z 2013 roku wynika, że co trzecia kobieta w wieku produkcyjnym przyznała, że przerwała ciążę. Nawet 15 proc. wszystkich aborcji może być dokonywanych poza granicami Polski. Polacy zgadzają się na tzw. kompromis aborcyjny, ustanowiony przez Sejm ustawą o zakazie aborcji z 7 stycznia 1993 roku. Według badania CBOS z 2016 roku, większość Polaków jest zdania, że aborcja powinna być dopuszczalna w sytuacji, gdy ciąża zagraża życiu matki (84 proc.), jej zdrowiu (76 proc.) oraz gdy ciąża jest wynikiem gwałtu (74 proc.).

CDN...


--
Religia jest dla ludzi bez rozumu.
/Józef Piłsudski/
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Aborcja po polsku. 09.04.20, 08:50
      Tymczasem Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny dotarła do danych, z których wynika, że w 2017 roku wykonano 1061 zabiegów przerywania ciąży w polskich szpitalach, w tym 1039, gdy badania wskazywały na uszkodzenie płodu. To kilkuprocentowy spadek względem 2016 roku. Liczba aborcji z powodu zagrożenia zdrowia lub życia kobiety zmalała za to aż o 60 proc. (22 przypadków w 2017 i 55 w 2016 roku), osiągając najniższy poziom od 1993 roku, gdy w życie weszła ustawa o zakazie aborcji. – W obliczu zagrożenia swojego zdrowia lub życia, kobiety nie chcą ryzykować bezprawnej odmowy lekarzy i wyjeżdżają na zabiegi poza granice Polski. Jeszcze trudniej o legalną aborcję w przypadku, gdy dziecko pochodzi z gwałtu. W 2017 roku nie przeprowadzono ani jednego zabiegu z takich wskazań.

      Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia (CSIOZ) policzyło, że w 2018 roku wykonano w sumie 1076 zabiegów przerwania ciąży, w tym 25 z powodu zagrożenia życia lub zdrowia kobiety, a jeden z powodu gwałtu, chociaż liczba wszczętych postępowań w sprawie przestępstw seksualnych wynosiła ponad 5 tysięcy! Wynika z tego, że 98 proc. terminacji jest efektem uszkodzenia lub nieuleczalnej choroby płodu, w tym 23 proc. aborcji wykonano z powodu zespołu Downa.

      Najtrudniej na ścianie wschodniej
      W raporcie „Przemoc Instytucjonalna w Polsce” z końca 2019 roku, działaczki Federacji ujawniają, że w 2017 roku legalne zabiegi przerwania ciąży przeprowadzono w 45 szpitalach, a to zaledwie 9 proc. wszystkich 478 placówek objętych umowami z NFZ. O zabieg przerwania ciąży najtrudniej na całej tzw. wschodniej ścianie, czyli w województwach podkarpackim, lubelskim, podlaskim i warmińsko-mazurskim.

      Autorzy raportu, przyglądając się m.in. interwencjom NFZ i rzecznika praw pacjenta, dowiedzieli się, że najczęściej powodem odmowy jest brak jednolitej procedury w szpitalach. Lekarze nie informują też pacjentek o ich prawie do przerwania ciąży. Kolejny problem to stawianie pacjentce dodatkowych wymogów, choć prawo przewiduje tylko dwa warunki: zaświadczenie od lekarza i przeprowadzenie zabiegu przez lekarza innego niż ten, który wystawia zaświadczenie.

      Szpitale starają się obejść ustawę – wydłużają procedury aż do przekroczenia możliwego terminu usunięcia płodu. Najczęściej dzieje się tak poprzez zlecanie wciąż nowych, nieistotnych badań. - Każą takie badania powtarzać, przedłużają czas oczekiwania na wyniki, wymagają dokumentów trudnych do zdobycia, np. zaświadczenia od krajowego konsultanta ds. ginekologii i położnictwa. Niektóre szpitale kierują kobiety nawet na badania psychologiczne – wymieniają autorzy raportu. Czasem szpitale odmawiają też ze względu na tzw. rejonizację, choć żaden szpital nie ma prawa odesłać pacjentki z innego województwa.

      W ostateczności już nie tylko lekarze, ale całe szpitale powołują się na klauzule sumienia. Komitet Bioetyki PAN przypomina, że to działanie bezprawne. Klauzula sumienia dotyczy lekarzy, a nie placówek medycznych. Co więcej, szpital ma obowiązek odesłać kobietę do innej placówki, w której zabieg może zostać przeprowadzony. - Nagminną praktyką, szczególnie we wschodniej Polsce, jest odmowa wydania orzeczeń o wskazaniu do przerwania ciąży – czytamy w raporcie. NFZ może w takim przypadku nałożyć na szpital kary umowne, ale rzadko to robi. Zresztą w zestawieniach prowadzonych przez NFZ brakuje informacji o nielegalnych aborcjach, o migracjach pacjentek między województwami, a także o przypadkach powoływania się na klauzulę sumienia czy liczbie odmów przerwania ciąży.

      Zabiegi wykonują nieliczne szpitale
      Katowicki oddział Narodowego Funduszu Zdrowia nie odpowiedział na nasze pytanie o liczbę aborcji wykonywanych na terenie województwa śląskiego. „Wyborcza” poprosiła więc o dane z lat 2014-2019 w ponad 20 szpitalach na terenie województwa śląskiego. Odpowiedzi dostaliśmy zaledwie z kilku placówek. Szpitale, które odpowiedziały, miały zaledwie po kilka przypadków terminacji ciąży.

      Na Oddziale Położniczo-Ginekologicznym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju w 2014 roku odbyło się siedem takich zabiegów, rok później dwa, a w 2016 nie przeprowadzono ani jednej aborcji. W 2017 roku przeprowadzono tam trzy terminacje ciąży, a w 2018 roku – sześć. Rok później legalnie przerwano ciążę pięć razy. Szpital ma procedurę postępowania w takich przypadkach. - Pacjentki poddawane zabiegowi muszą mieć komplet badań prenatalnych oraz konsultację genetyczną kwalifikującą do przerwania ciąży. Ponadto pisemnie zwracają się do nas z prośbą o przerwanie ciąży – mówi inż. Marcelina Kowalska, rzecznik prasowa szpitala.

      Bożena Majewska ze Szpitala Bonifratrów w Katowicach zapewnia, że tamtejszy oddział ginekologii i położnictwa jest przygotowany do świadczenia wszystkich procedur objętych kontraktem z NFZ. Ale na szczęście nie musi wykonywać zabiegów przerywania ciąży. - Od 2014 roku do Szpitala Bonifratrów nie zgłosiła się ani jedna pacjentka ze skierowaniem do takiego zabiegu, w związku z czym nie wykonano ani jednej takiej procedury – mówi Majewska.

      Joanna Bojda ze Szpitala Wielospecjalistycznego w Jaworznie wyjaśnia, że wskazania do przerwania ciąży oceniane są w każdym przypadku przez lekarza. - Szpital nie ma ogólnych procedur w tym zakresie – mówi Bojda. W 2014 roku wykonano tam jeden zabieg z powodu zagrożenia życia lub zdrowia matki. W dwóch kolejnych latach takich zabiegów nie było, w 2017 i 2018 wykonano po jednym zabiegu w związku z wynikami badań prenatalnych. W 2019 znów nie doszło do żadnego zabiegu.

      Natalia Stefańczyk z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego im. prof. K. Gibińskiego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach przekazała nam, że w ciągu ostatnich lat przeprowadzono tam osiem legalnych aborcji - pięć w 2014 roku, dwie w 2015 roku i jedną w 2016 roku. Powodem były ciężkie i nieodwracalne uszkodzenia płodów albo nieuleczalna choroba zagrażająca życiu dziecka.

      CDN...

      --
      Religia jest dla ludzi bez rozumu.
      /Józef Piłsudski/
      • diabollo Re: Aborcja po polsku. 09.04.20, 08:52
        Szpital wymaga pisemnej zgody kobiety na terminację płodu. W przypadku ciężkiego upośledzenia płodu muszą być wykonane badania prenatalne z orzeczeniem dwóch lekarzy. Kobieta musi też złożyć pisemne oświadczenie i zaświadczenie o odbytej konsultacji z lekarzem.

        W Centrum Zdrowia w Mikołowie poinformowano nas, że w roku 2014 wykonano cztery zabiegi tzw. indukcji poronienia, podobnie jak w 2015 i w 2016 – wszystkie z uwagi na wynik badania prenatalnego. W 2017 roku wykonano dwa takie zabiegi, w 2018 – cztery, a w 2019 – trzy. Ani jednego zabiegu nie wykonano ze względu na podejrzenie gwałtu czy zagrożenie życia lub zdrowia kobiety. - Rozważymy kwestię wprowadzenia szczegółowej procedury, ale takie zabiegi są jednostkowe i do tej pory nie było problemów. Pacjentka musi pokazać w szczególności badanie ultrasonograficzne oraz konsultację lekarza specjalisty z zakresu genetyki – dowiedzieliśmy się w szpitalu.

        Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku ma inne statystyki. W 2019 r. przeprowadzono tam 71 zabiegów aborcji, a w 2018 – 85. To jedyny szpital z takimi danymi w województwie pomorskim. Może dlatego, że pozostałe szpitale w regionie zabiegów aborcji nie przeprowadzają.

        Szpital nie chce podać danych
        W 2017 roku przed Szpitalem Wojewódzkim w Bielsku-Białej odbywały się protesty organizowane przez Fundację Życie i Rodzina. Obrońcy życia stawali z kolorowymi banerami, przedstawiającymi zakrwawione płody. Przechodnie mogli się dowiedzieć, że od 2010 roku dokonano w tym szpitalu 29 aborcji. Na tle fotografii szpitala umieszczono napis: „Tu pracują aborterzy!”.

        - Pod koniec zeszłego roku poprosiliśmy o informację na temat liczby aborcji przeprowadzanych w tym szpitalu. Otrzymaliśmy dane dotyczące z ostatnich sześciu lat i są alarmujące. Okazało się, od 2010 roku dokonano tu 29 zabiegów, z czego większość w ostatnich dwóch latach. W 2015 i 2016 odbyło się tu aż 18 aborcji, a więc ta skala zabijania mocno wzrosła. Niestety, nie otrzymaliśmy informacji na temat przesłanek tych aborcji, ale posiadamy dane z innych terenów Polski, z których wynika, że większość aborcji w naszym kraju dokonywana jest z przyczyn eugenicznych. Zabija się bezbronne dzieci ze względu na ich stan zdrowia. Najczęstszym wykrywanym schorzeniem jest zespół Downa - mówił „Gościowi Niedzielnemu” Mariusz Piotrowski, jeden z uczestników pikiety i zarazem koordynator regionalny Fundacji Życie i Rodzina w województwie śląskim.

        Od zeszłego roku bielskim szpitalem kieruje Sabina Bigos-Jaworowska, wcześniej dyrektorka szpitala w Oświęcimiu, przyjaciółka Beaty Szydło. Ile aborcji wykonuje się w szpitalu pod jej zarządem? Placówka odmawia odpowiedzi i odsyła nas do Ministerstwa Zdrowia. „Szpital Wojewódzki nie widzi możliwości podania jednostkowych danych za każdy rok prowadzenia działalności, także tych dotyczących ostatnich pięciu lat, gdyż mogą one prowadzić do wypaczenia komentarza i poglądu na temat przerywania ciąży w tej konkretnej placówce. Informacje te nie powinny być interpretowane w oderwaniu od regulacji prawnych, obowiązujących w aktualnie funkcjonującym systemie ochrony zdrowia w Polsce. Stoimy na stanowisku, że interpretowane wybiórczo dane dotyczące zabiegów przerywania ciąży mogą stanowić naruszenie dóbr osobistych lekarzy pracujących na Oddziale Ginekologiczno-Położniczym Bielsku-Białej, a także naruszać dobre imię Szpitala Wojewódzkiego” - czytamy w przesłanym nam oświadczeniu placówki.

        Aborcja za granicą
        Na Słowacji obowiązuje ustawa dopuszczająca wykonanie zabiegu na życzenie kobiety - do 12. tygodnia ciąży. Aborcja z przyczyn innych niż medyczne jest odpłatna, ale jednocześnie państwo refunduje środki antykoncepcyjne. Z roku na rok liczba zabiegów dokonywanych przez obywatelki tego kraju maleje. W ostatnich latach przybywało za to pacjentek z Polski.

        „Wszystko, co musi zrobić kobieta, to uzgodnić z nami termin zabiegu. Pacjentka przyjeżdża do kliniki rano w wyznaczonym dniu. Nie musi przedstawiać żadnych dokumentów, pozwoleń lub wyników badań – wszystkie badania zostaną wykonane w naszej klinice. Z reguły pacjentka może opuścić klinikę już po południu” - zachęca jedna ze słowackich klinik, oferując transport z każdego miejsca Polski oraz opiekę polskojęzycznego personelu. Łączny koszt to 390 euro.

        W Austrii przerwanie ciąży na żądanie kobiety jest legalne, jeśli przeprowadzone jest przed 16. tygodniem ciąży. Kobieta nie musi podawać przyczyn, dla których decyduje się na aborcję. Dane osobowe nie są przekazywane do kasy chorych ani do żadnej innej instytucji. Kobiety same płacą za zabieg, chyba że jest wykonywany z przyczyn medycznych.

        Magda, która opiekuje się pacjentkami z Polski w jednej z wiedeńskich klinik, mówi, że od roku jest ich mniej. Możliwe, że coraz więcej kobiet zna angielski lub niemiecki i nie potrzebują jej pośrednictwa. Zgłaszają się bezpośrednio do kliniki. - Bardziej prawdopodobne jest jednak, że mniej Polek decyduje się na przyjazd do nas. Propaganda działa. Widzę to w zachowaniu Polek. Zawsze były poddenerwowane, ale od dwóch lat prawie wszystkie są spanikowane - mówi Magda. - Opowiadanie o wyrywaniu nóżek i rączek płodom miesza ludziom w głowach. Nawet wykształcone kobiety ulegają zbiorowej paranoi. Myślę, że większość Polek woli obecnie metody farmakologiczne. Zamawiają tabletki z zagranicy i przeżywają w domu poronienie same, bez opieki lekarza. Ale nie są narażone na spotkanie twarzą w twarz z lekarzami i pielęgniarkami, którzy patrzą na nie z potępieniem - mówi Magda.

        katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,25840431,aborcja-po-polsku-odeslac-utrudnic-przeciagnac-termin.html?_ga=2.10560628.1925110974.1586243274-66682764.1584340826#S.main_topic-K.C-B.1-L.1.duzy
        --
        Religia jest dla ludzi bez rozumu.
        /Józef Piłsudski/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka