diabollo
22.06.20, 07:40
Solidarność społeczna? Wręcz przeciwnie. Po koronawirusie nadejdzie ultraliberalizm, czyli gra w gorące krzesła
WYWIAD Katarzyna Wężyk
- Proszę sobie wyobrazić: rodzic jest bezrobotny, a dziecko boli ząb. Weźmie każdą pracę, prawda? Brak usług publicznych sprawia, że człowiek tanieje. I traci wolność. Porządek społeczny mamy wtedy, gdy w pracy nie walczę o zęby dla siebie, dla dziecka. Mam komfort, mogę zachować godność i wolność.
Małgorzata Jacyno - socjolożka z Uniwersytetu Warszawskiego
Katarzyna Wężyk: Churchill powiedział, że nie można pozwolić dobremu kryzysowi się zmarnować. Komu posłuży ten?
Małgorzata Jacyno: Widzimy przyspieszenie dotychczasowych polityk. Pandemia stała się alibi dla wprowadzenia różnych niepopularnych rozwiązań, dotyczących zwłaszcza pracy i instytucji publicznych: ochrony zdrowia czy szkoły. Nie przewiduje się zwiększenia nakładów finansowych na usługi publiczne.
Mimo że pandemia pokazała konieczność większych wydatków na zdrowie?
– Większość rządów, niezależnie od tego, jak przebiegał kryzys, przedstawia wdrożoną politykę jako sukces. I w żadnym kraju UE według mojej wiedzy nie planuje się dofinansowania publicznej ochrony zdrowia. Co najwyżej lekarzom rozdaje się medale.
Kiedy zaczęła się pandemia, pojawiły się przewidywania, jak będzie wyglądał świat po koronawirusie – pogłębią się nierówności czy zostaną zasypane. Pani nie należy do optymistek?
– Nie. Nie zgadzam się jednak z twierdzeniem o rosnących nierównościach. Bardziej prawdopodobne jest to, że będą się zmniejszać.
Te między Jeffem Bezosem a resztą świata akurat rosną.
– Te są oczywiste. Mam na myśli nierówności między klasą ludową a klasą średnią i średnią wyższą. Dwóch pierwszych nie ma już z czego wywłaszczać, ich egzystencja jest coraz bardziej prekarna. Pozostaje jeszcze klasa średnia wyższa.
Pierwszym etapem tego wywłaszczenia jest niedofinansowanie usług publicznych i przyzwolenie na prywatne szkoły, leczenie. Niepubliczne placówki oferują wówczas wyższy standard, co ma potwierdzać, że prywatyzacja może rozwiązać wszystkie problemy edukacji i ochrony zdrowia. Wówczas można przystąpić do kolejnego etapu prywatyzacji – umożliwienie chętnym wypisanie się z systemu ubezpieczeń społecznych. Można tę strategię zaobserwować w Ameryce Południowej, ale także w niektórych krajach Unii Europejskiej.
A co z solidarnością społeczną?
– Skoro od trzech dekad ciągłych reform nikt nie jest zadowolony, to można zaproponować reformę gruntowną. Wolne zawody albo obywatele osiągający określony poziom dochodów, od lat ubolewający, że utrzymują niezaradnych i leniwych, zostaną od tego przykrego obowiązku uwolnieni przez wyjście z systemu. A jeśli ktoś będzie niezadowolony z usług prywatnego ubezpieczyciela, to przecież może pójść do sądu. Jeśli przegra sprawę, bo klinika zatrudnia 20 prawników, którzy się w takich pozwach specjalizują – to kto mu zabroni zatrudnić 25?
Stany Zjednoczone mają podobny system i Amerykanie boją się chorować, bo oznacza to też bankructwo.
– Wdrażanie modelu amerykańskiego to jedna z pierwszych reakcji na kryzys. Tak, ludzie są rozczarowani jakością usług publicznych, w pandemii wszyscy zobaczyliśmy, jak jesteśmy biedni i bezbronni. Ale to, że państwo zostało przyłapane in flagranti, wcale nie sprawi, że teraz zmieni kurs. Nie wiem, skąd się bierze ta pewność, że nastąpi odwrót od polityk realizowanych w ostatnich trzech dekadach.
Bo doszliśmy do ściany? W USA postulat publicznej służby zdrowia, jeszcze cztery lata temu uznawany za bolszewicki, wszedł do mainstreamu.
– Ponad 60 procent Brytyjczyków uważa, że trzeba opodatkować najbogatszych. 52 procent Francuzów uważa, że w ramach systemu kapitalistycznego nie ma możliwości radzenia sobie z kryzysem klimatycznym. Ale konserwatyści w parlamencie brytyjskim już odpowiedzieli na wyniki tego sondażu: nie przewidują zwiększenia podatków najlepiej zarabiającym. Partia Pracy? Też nie. Nie słyszałam również, żeby Francja zmierzała w stronę ekosocjalizmu.
Dominującą reakcją na pandemię jest przyspieszenie ultraliberalnej polityki.
Ultraliberalizm?
– Odchodzenie od solidarności społecznej. Przypomina weselną zabawę w gorące krzesła. Każdy chce usiąść, więc ludzie siadają sobie na kolanach, podkładają nogi.
I cytując panią profesor, sankcjonuje sadyzm w relacjach społecznych.
– Nacisk na wydajność, śrubowanie norm i intensyfikowanie konkurencji sprawiają, że popadamy w moralny chaos. Określa się normę rozumianą jako efektywność, ale nie daje środków pozwalających na jej osiągnięcie.
Wybór strategii należy do ludzi. Oni decydują, do czego się posuną.
We Francji głośna była sprawa 23-letniego chłopaka, który pracował jako kurier i umarł z wyczerpania. I po to są instytucje publiczne – żeby wytworzyć minimum porządku moralnego.
Żeby mieć luksus podejmowania moralnych decyzji, muszę mieć elementarne poczucie bezpieczeństwa?
– Proszę sobie wyobrazić: rodzic jest bezrobotny, a dziecko boli ząb. Weźmie każdą pracę, prawda? Brak usług publicznych sprawia, że człowiek tanieje. I traci wolność.
Porządek społeczny mamy wtedy, gdy w pracy nie walczę o zęby dla siebie, dla dziecka. Bezpieczeństwo, jakie daje polityka społeczna, nie eliminuje oczywiście podłości i cynizmu, ale sprawia, że możemy mieć na uwadze zasady moralne. Mam komfort, mogę zachować godność i wolność. Jeśli firma zachowuje się nieetycznie, to poszukam innej pracy. I albo od razu ją znajduję, albo szukam przez rok i nie umrę w tym czasie z głodu. Ale jeśli nie mam możliwości wycofania się, to wpadam w chaos moralny. I milczę o nadużyciach.
CDN...