Dodaj do ulubionych

Katolicyzm - ideologia władzy bezżennych mężczyzn

29.06.20, 07:41
wyborcza.pl/7,75968,26075880,katolicyzm-ideologia-wladzy-bezzennych-mezczyzn.html#S.main_topic-K.C-B.2-L.1.glowka
Obserwuj wątek
    • suender Re: Katolicyzm - ideologia władzy bezżennych mężc 29.06.20, 14:50
      O tym, że się Obirkowi kończy amunicja antykościelna (dobry objaw) jest jego zaplątanie się w wiedzy teologiczno-historycznej.
      Poza tym "Katolicyzm - ideologia władzy bezżennych mężczyzn" jest nadużyciem Stasia, gdyż Kościół Powszechny = Katolicki ma długi okres bezcelibatowy (przed ca. rokiem 1000) i taki okres na raty już wraca.

      Zaś co do samego Obirka, to kiedy się do końca wystrzela, to ze skulonym ogonem powróci na łono KK, oczyści się ze swych herezji i zemrze z imieniem Zebaoth na ustach drżących.
      Identyczny los czeka T. Bartosia.
      Cieszmy się, bo Najwyższy da im w końcu pić ze źródła wody ŻYWEJ!

      Pozdrawiam etycznie.
    • diabollo Re: Katolicyzm - ideologia władzy bezżennych mężc 30.06.20, 07:37
      Stanisław Obirek

      Katolicyzm - ideologia władzy bezżennych mężczyzn

      Gender to tylko kulturowy namysł nad ludzką seksualnością i postrzeganiem roli płci, a nie ideologia. Kryteria ideologii spełnia natomiast katolicyzm.

      Prof. dr hab. Stanisław Obirek – były duchowny, jest antropologiem kultury, teologiem i historykiem. Pracuje w Instytucie Ameryk i Europy Uniwersytetu Warszawskiego.

      Prezydent Andrzej Duda, przemawiając 13 czerwca w Brzegu, stwierdził, że „LGBT to nie są ludzie, tylko ideologia”. A jeśli ktoś ma co do tego wątpliwości, to powinien "zajrzeć w karty historii" i sprawdzić, "jak wyglądało budowanie ruchu LGBT".

      Trudno dociec, jakie karty historii ruchu LGBT studiuje prezydent Duda, ale nie jest wykluczone, że punktem odniesienia jego wiedzy są dokumenty kościelne, znany jest bowiem z gorliwego przestrzegania zasad wiary katolickiej. Postanowiłem właśnie do nich zajrzeć. I mnie nauka katolicka nie jest obca. Powiem więcej – od dziesiątków lat próbuję ją zgłębić. Na podstawie zdobytej wiedzy twierdzę z pełnym przekonaniem, że to ona właśnie spełnia definicyjne wymogi ideologii.

      Co to takiego „ideologia”
      Słownikowa definicja ideologii brzmi następująco: „Jest to ogólny system pojęć i postaw, który charakteryzuje społeczeństwo w danej epoce; do tak rozumianej ideologii należałoby wszystko, co nie jest częścią materialnej sfery życia, a więc wszelkie formy myśli: filozofia, religia, nauka, koncepcje moralne i prawne”.

      Idąc dalej za encyklopedycznym ujęciem tego zjawiska, „ideologię rozumie się jako zespół symboli, mitów, schematów myślowych i struktur językowych, które kształtują komunikację między ludźmi, odzwierciedlając istniejące polityczne i kulturowe hegemonie; z drugiej strony widzi się w niej strategię zmian oraz zespół ideałów nadających kierunek politycznemu i społecznemu działaniu”.

      Niektóre ideologie to nie tylko spójne konstrukcje teoretyczne – szczycą się też tym, że wykluczają innych. Jeśli warunki polityczne to umożliwiają, wykluczonym odmawia się prawa do życia na obszarze zarezerwowanym dla zwolenników danej ideologii. Na przykład ogłasza się miasta, gminy, a czasem nawet państwa jako „wolne od …” – i tu podstawia się dowolną grupę społeczną, etniczną czy religijną.

      W moim przekonaniu to raczej Kościół katolicki spełnia wymogi powyższej definicji, a nie dość mglista teoria gender, nie wspominając już o niejednorodnym ruchu LGBT.

      Jakiej ideologii katolickiej służyłem
      Ideologii katolickiej służyłem przez wiele lat w przekonaniu, że jest to system, który najlepiej spełniał – wtedy, kiedy mu służyłem – obietnice realizacji szczęścia ludzi, i to zarówno tutaj, na ziemi, jak i w życiu przyszłym. Ważny jest czas, kiedy byłem zdeklarowanym zwolennikiem katolicyzmu: od połowy lat 70. minionego wieku do roku 2005. Wtedy katolicyzm, jaki poznałem i jakiemu służyłem, był ideologia otwartą na inne wyznania i inne religie. Co więcej – postrzegał również ludzi niewierzących jako równoprawnych partnerów w budowaniu dobra wspólnego. Te założenia zostały zapisane w dokumentach soboru watykańskiego II, zwłaszcza w dwóch deklaracjach: „Nostra aetate”, o stosunku katolicyzmu do innych religii, i „Dignitatis humanae”, o wolności religijnej. Jeszcze mocniej te wartości były akcentowane w dokumentach zakonu jezuitów, do którego w tamtych latach należałem. To był wspaniały czas twórczego zaangażowania w budowanie lepszej przyszłości i tolerancyjnego, otwartego społeczeństwa obywatelskiego.

      W odróżnieniu od późnego PRL-u, który wykorzystywał wszystkie dostępne środki perswazji i przymusu, by narzucać społeczeństwu „jedyną słuszną prawdę”, katolicyzm, jaki znałem i jakiemu z pełnym przekonaniem służyłem, był otwarty na inspirację z zewnątrz i zmieniał swoje spojrzenie na świat i innych ludzi na podstawie danych empirycznych falsyfikujących niektóre błędne założenia z przeszłości. Tak było z teorią ewolucji Karola Darwina, którą Jan Paweł II uznał „za coś więcej niż tylko teorię”, czy w przypadku koncepcji kosmologicznej Kopernika i Galileusza, której odrzucenie w przeszłości zostało przez tego samego papieża uznane za błąd.

      Również Jan Paweł II w 1986 roku, organizując wspólną modlitwę z przedstawicielami innych religii w Asyżu, uznał, że wszystkie religie są równoważną drogą do zbawienia. Bardzo trafiała do mnie również rozwijana przez wielu jezuitów teologia wyzwolenia czy dialog z kulturą współczesną, w tym z niewierzącymi.

      Teorie Dale O’Leary zainfekowały Kościół
      Jednak ten mój Kościół pod koniec XX wieku zaczął rezygnować z otwarcia i na nowo, jak to robił przez stulecia aż do połowy lat 60. XX wieku, zaczął szukać wrogów. Chcąc pozostać wierny samemu sobie, nie mógł tych wrogów szukać w innych religiach, więc pospołu z radykalnymi wyznaniami protestanckimi w USA znalazł ich w dość mało precyzyjnych teoriach, które zaczął na swój sposób definiować i stygmatyzować jako wrogie chrześcijaństwu za pomocą dość nieprecyzyjnego sformułowania „cywilizacji śmierci”.

      U początków tej osobliwej histerii były publikacje mało znanej katolickiej dziennikarki amerykańskiej Dale O’Leary, która od połowy lat 90. ubiegłego wieku zaczęła pisać o „genderowym establishmencie kontrolującym świat”. Jej książka „The Gender Agenda. Redefining Equality” służy również nadwiślańskim „ekspertom” do demonizowania teorii gender.

      CDN...
      • diabollo Re: Katolicyzm - ideologia władzy bezżennych mężc 30.06.20, 07:38
        Manipulacjami związanymi z problematyką gender i wykorzystywaniem jej przez różne organizacje religijne i przez polityków prawicowych od lat zajmują się w Polsce Agnieszka Graff i Elżbieta Korolczuk. Podstawowe teksty na temat manipulowania przez Watykan problematyką „ideologii gender” zostały napisane przez amerykańską teoretyczkę prawa z Chicago Mary Anne Case. Od lat wskazuje ona na Josepha Ratzingera, obecnego papieża emeryta, który już od połowy lat 80. minionego wieku propaguje ideologię nazwaną później „antygenderyzmem”. Najbardziej pojętnym spadkobiercą tej ideologii jest obecny papież Franciszek. Nie dziwi więc jej popularność w krajach katolickich, takich jak Polska (choć to chyba jedyny wymiar pontyfikatu tego papieża, który się w Polsce przyjął). Jednak jej wpływ wyraźnie słabnie wraz z osłabieniem wpływów samego katolicyzmu. Niektórzy (na przykład francuska filozofka Elsa Dorlin) ideologię katolicką nazywają agnotologią, czyli manipulowaniem danymi naukowymi, a nawet celowym utrzymywaniem zwolenników w ignorancji.

        Oczywiście teza O’Leary od początku była pozbawiona jakiejkolwiek podstawy naukowej, co nie przeszkodziło w błyskawicznej wręcz karierze jej myśli w środowisku katolickim i przejęciem jej przez Watykan. Papież Franciszek w egzortacji posynodalnej „Amoris laetitia” z 2016 r. również podjął temat „różnych form ideologii, ogólnie zwanej »gender«, która zaprzecza różnicy i naturalnej komplementarności mężczyzny i kobiety”. To właśnie stwierdzenia z tego dokumentu stały się osią „antygenderowego” dokumentu Kongregacji ds. Wychowania katolickiego z 2019 r. Zgodnie z poetyką watykańskich dokumentów nie ma w nich żadnych odniesień do naukowych ustaleń, jest tylko jednoznaczne potępienie wyimaginowanych zagrożeń wynikających z rzekomej „antropologicznej dezorientacji”.

        Cenię wspaniałych katolików, sprzeciwiam się ideologii
        Znam wielu katolików, którzy są naprawdę wspaniałymi ludźmi. Jednak nie należy mylić konkretnych wspaniałych ludzi z ideologią. Nawet jeśli ta ideologia ma dwa tysiące lat, to nie przestaje być ideologią. Jak wspomniałem, sam przez kilkadziesiąt lat byłem na służbie tej ideologii, a większość mojej rodziny nadal ją wyznaje. Nie widzę w tym nic złego. Po prostu jest im ona do życia potrzebna, jakoś to życie organizuje, nadaje mu sens i spójność, ale to wcale nie oznacza, że przez to katolicyzm przestaje być ideologią.

        Na przykład wspomniany papież Franciszek od 2013 roku reformujący ideologię katolicką jest mi bardzo bliski, jednak jego nierozumne wykorzystywanie wątpliwych tez sformułowanych przez fanatyków religijnych wydaje mi się zwyczajnie szkodliwe. Od lat moimi przyjaciółmi są liczni wspaniali księża amerykańscy piszący fantastyczne wręcz książki i artykuły. W tych publikacjach pokazują, jak można inteligentnie dekonstruować katolicką ideologię, która wielokrotnie w przeszłości pokazywała swoje ponure oblicze - dominujące i wykluczające. Niektórzy z nich od kilkudziesięciu lat walczą o prawa ofiar nadużyć seksualnych dokonanych przez przestępców w sutannach, których czyny do tej pory nie zostały rozliczone. Wszyscy ci moi przyjaciele to jednak konkretni ludzie, a nie ideologia, jaką w swej istocie jest katolicyzm. Zdaję sobie sprawę z tego, że dla wielu ludzi to stwierdzenie może być przykre, a nawet obraźliwe. Jednak muszą stanąć wobec tej rzeczywistości w pełnej prawdzie i ją po prostu przyjąć.

        Katolicyzm – ideologia władzy bezżennych mężczyzn
        Katolicyzm jawi się jako bardzo precyzyjnie zdefiniowana ideologia, która główną władzę daje w ręce bezżennych mężczyzn. Ich orientacja seksualna nie ma znaczenia, ale według różnych szacunków, podawanych zresztą przez socjologów katolickich, takich jak Andrew Greeley i Donald Cozzens, orientacja homoseksualna jest wśród nich przeważająca. Jeden z socjologów francuskich przeprowadził bardzo gruntowne badania w książce pod znamiennym tytułem „Sodoma” i w pełni potwierdził te szacunki. Dodając, że im wyżej w karierze kościelnej, tym procent homoseksualistów większy, a w Watykanie dochodzi ponoć do 70 procent. Choć przez wiele lat byłem w tej ideologii zanurzony po uszy, nie mogę tych wyników ani zdementować, ani potwierdzić, po prostu nie wiem.

        Ale to nie wszystko. Ci mężczyźni trzymający władzę przeważnie są wyświęconymi księżmi, biskupami, kardynałami, a jeden z nich jest papieżem. To właśnie ten jedyny (wybierany zresztą z grona najbardziej zasłużonych kardynałów) nadaje ton całej ideologii. On ją trzyma, by uciec się do kolokwialnego wyrażenia, w garści. Niekiedy jest to po prostu żelazny uścisk. Tak było na przykład w XIX wieku za papieża Piusa IX, który wręcz zmusił innych do ogłoszenia dogmatu o jego osobistej nieomylności. Stało się to wprawdzie dość dawno, bo w 1870 roku, ale do dzisiaj niektórzy teologowie uważają ten dogmat za wspaniałe zwieńczenie ideologii katolicyzmu. Tak na pewno uważał św. Jan Paweł II, który dla wzmocnienia tego wrażenia nieomylności zrobił bardzo dużo. Być może miał rację, bo dzięki temu ta ideologia trzyma się mocno. Na przykład jak do tej pory nie udało się przełamać monopolu władzy mężczyzn (oczywiście tych wyświęconych przez innych wyświęconych na kapłanów i biskupów) i żadna kobieta nie dostąpiła zaszczytu święceń, choćby na najniższym stopniu władzy, jakim są święcenia diakonatu (a te, które zostały wyświęcone, po prostu ze wspólnoty wykluczono).

        W niektórych krajach, np. w Polsce, ta ideologia otrzymała nieoczekiwane mocne wsparcie polityków. Przywołanie przez nich ideologii katolickiej ma służyć zjednaniu konserwatywnego elektoratu katolickiego. Nie ma w tym nic złego. Politycy często to robią. Na przykład Donald Trump chętnie odwołuje się do ideologii ewangelikalnej, korzystając ze wsparcia zwłaszcza białych zwolenników tej ideologii. Bo na przykład ewangelikalni protestanci, którzy są Afroamerykanami albo Latynosami, już tak bardzo urzędującego prezydenta USA nie popierają, a po zamordowaniu George’a Floyda 25 maja w Minneapolis to wsparcie jeszcze bardziej osłabło.

        Gender zajął miejsce Żyda
        Reasumując: teoria gender nie wypełnia kryteriów definiujących ideologię. Owszem, jest to wielokierunkowy i krytyczny namysł nad kulturowym wymiarem ludzkiej seksualności, który w wielu punktach narusza kategorie ustalone wielowiekową tradycją. Jednak zajmującym się tą problematyką nie przychodzi do głowy, by kogokolwiek wykluczać, jak to się notorycznie przydarza ideologii katolickiej.

        Mam nieodparte wrażenie, że jednym z powodów ideologicznego wzmożenia, jakie obserwuję od końca lat 60. minionego wieku w niektórych fundamentalistycznych instytucjach religijnych i w populistycznych grupach prawicowych, jest brak refleksji krytycznej nad ludzką seksualnością.

        Jeśli zaś chodzi o Kościół katolicki, to mam wrażenie, że z chwilą gdy zrezygnował na soborze watykańskim II z odwiecznego wroga, jakim był Żyd, powstała w nim ideologiczna pustka, którą od pewnego czasu skutecznie wypełniły „ideologia gender” i ruchy LGBT. Ten wyobrażone wróg jest też używany przez niektórych polityków.

        wyborcza.pl/7,75968,26075880,katolicyzm-ideologia-wladzy-bezzennych-mezczyzn.html#S.main_topic-K.C-B.2-L.1.glowka

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka