diabollo
02.07.20, 07:22
Monika Płatek
Prof. Płatek: Tym razem prezydent postąpił słusznie, udzielając aktu łaski
Z tekstu ułaskawienia wynika, że gdy skazany był pozbawiony wolności, dziecko osiągnęło pełnoletność, odwiedzało skazanego, wybaczyło mu i nie ma nic przeciwko temu, by zamieszkał w tym samym domu.
Prof. Monika Płatek jest prawniczką, specjalistką prawa karnego i kryminologii.
Opozycja domaga się wyjaśnienia od prezydenta Andrzeja Dudy, jak doszło do ułaskawienia osoby, którą określa mianem pedofila. Ma prawo. Warto jednak przy okazji nie wylać dziecka z kąpielą. Nie wątpię w szczere oburzenie, ale nawet wtedy zasługujemy na to, by politycy uważali na słowa.
Co wiemy? Że konkretny człowiek, wobec którego zastosowano akt łaski, został skazany za kazirodczy gwałt na dziecku poniżej 15. roku życia (art. 197 par. 2 i 3 kk), znęcanie się nad członkiem rodziny (art. 207 par. 1 kk) oraz za uszczerbek na zdrowiu poniżej siedmiu dni (art. 156 par. 2 kk). Wiemy, że otrzymał wieloletni wyrok. Wiemy, że wyrok odbył w całości. Wraz z karą, jak wynika z treści ułaskawienia, orzeczono wobec niego środek karny w postaci zakazu zbliżania się do ofiar. Zakaz taki orzeka się na wiele lat lub nawet dożywotnio (art. 43 kk w zw. z art. 41a kk).
W czasie, gdy skazany był pozbawiony wolności, dziecko osiągnęło pełnoletność, odwiedzało skazanego, wybaczyło mu i nie ma nic przeciwko, by zamieszkał w tym samym domu. To dziś mówi już dorosła osoba. Podobne stanowisko mają pozostali członkowie rodziny. Nie odrzucili bliskiego. Potępili jego czyny, ale nie jego. Odbył wyznaczoną mu karę. Ma prawo powrócić do społeczeństwa.
Te wielkie słowa sprowadzają się do miejsca, gdzie można mieszkać, pracować, być z bliskimi na tyle dobrze, by znów nie popłynąć w alkoholizm i szkodzenie innym. Te wielkie słowa oznaczają również, że liczymy się z uczuciami i wolą rodziny. Chcą być ze swoim bliskim. Nawet z kimś, kto w przeszłości dopuszczał się czynów strasznych i molestował dziecko? Tak, nawet z kimś takim.
Nie róbmy takich wielkich oczu. Gros dzieci jest molestowanych i gwałconych w rodzinach; gros sprawców nigdy za to nie odpowiada. Żyjemy na co dzień z gwałcicielami pod jednym dachem. Do tego tworzymy prawo, które gwałcicieli chroni, zwłaszcza gdy mają znaczące role lub/i noszą sutanny (patrz: próba usunięcia art. 199 par. 2 z kodeksu karnego). Społeczeństwo, które stać zaledwie na święte oburzenie i obojętność wobec zjawiska krzywdzenia dzieci, nie pomaga powrotowi do życia zgodnego z prawem i dobrymi normami społecznymi tym nielicznym, którzy odpokutowali za swoje zbrodnie.
Może nas dziwić reakcja rodziny, ale nie mamy prawa sugerować, że zostali do przebaczenia zmuszeni lub że dotknięci są syndromem sztokholmskim. Syndrom sztokholmski nie istnieje. Istnieje nasz brak zrozumienia sytuacji osoby w skrajnej deprywacji wolności. Nie dziwią nas namolne żądania, by wybaczać księżom, którzy gwałcą dzieci i pozostają bezkarni, a pozwalamy sobie lekceważyć wolę rodziny skazanego, która chce go z powrotem? Nie tędy droga.
Uważajmy też na słowa. Ci, którzy gwałcą dzieci, najczęściej nie są dotknięci pedofilią. Są dotknięci przyzwoleniem płynącym z góry, od władzy, by dzieci traktować jak rzeczy. Krzywdzeniem dzieci zagraża mówienie, że „należą do” rodziców, a klapsy i bicie je wychowują. Władza i uprzedmiotowienie, lekceważenie i brak szacunku dla małego dziecka – to, a nie pedofilia – są najczęstszymi przyczynami ich krzywdzenia seksualnego.
CDN...