diabollo
27.07.20, 11:25
Chile: epidemia kończy słynny system emerytalny Pinocheta
Maciej Stasiński
Parlament pozwolił wycofać Chilijczykom część oszczędności z prywatnych funduszy emerytalnych. To klęska prawicowego rządu i początek końca systemu wprowadzonego przez dyktaturę gen. Pinocheta.
Dwa tygodnie gorączkowych zabiegów prawicowego rządu prezydenta Sebastiana Pinery, by zatrzymać reformę systemu emerytalnego, nic nie dały. Do kilkunastu zbuntowanych posłów rządzącej prawicy dołączyło kolejnych 22 oraz pięciu senatorów - i w czwartek w ostatecznym głosowaniu w obu izbach projekt centrolewicowej opozycji przeszedł większością aż 2/3 głosów.
Prezydent uznał porażkę, nie zawetował ustawy, ani nie zaskarżył jej do trybunału konstytucyjnego, tylko zapowiedział gruntowną reformę systemu emerytalnego.
Koniec systemu, który był wzorem
Reforma, która pozwala Chilijczykom wycofać 10 proc. wkładów emerytalnych, żeby ratować domowe budżety wobec ciężkiej zapaści gospodarczej spowodowanej epidemią koronawirusa, na pozór wygląda na doraźne lekarstwo na kryzys, ale jest w istocie fundamentalną zmianą ustrojową.
System emerytalny był oczkiem w głowie chilijskiej prawicy od czasu jego wprowadzenia w 1981 r. przez juntę gen. Augusto Pinocheta i - wraz z narzuconą wówczas krajowi konstytucją, do której został wpisany - jednym z trwałych składników spuścizny jego 17-letniej dyktatury.
System wymyślił brat obecnego prezydenta i minister Pinocheta Jose Pinera, a junta wprowadziła go pod osłoną czołgów i tajnej policji politycznej, gdy opozycja została wyjęta spod prawa, a związki zawodowe rozpędzone.
System narzucał wszystkim Chilijczykom obowiązkowe odkładanie 10 proc. zarobków na konta prywatnych funduszy emerytalnych, które pieniędzmi zarządzały i obracały. Rząd obiecywał, że indywidualne oszczędzanie na emerytury zapewni Chilijczykom spokojną starość.
Dla wielu krajów chilijski system stał się wzorem do naśladowania jako przykład liberalnej strategii o wiele skuteczniejszej niż publiczne systemy emerytalne.
Głodowe emerytury dla 80 proc. kończących pracę
Ale z biegiem lat okazało się, że znakomita większość Chilijczyków dostaje w chwili przejścia na emeryturę nędzne świadczenia i tylko garstka najwięcej zarabiających pobiera przyzwoite pieniądze. Aż 80 proc. Chilijczyków dostaje bowiem na emeryturze mniej, niż wynosi płaca minimalna (ok. 400 dol.), co stanowi nie więcej niż 30-35 proc. ich ostatniej pensji. Tylko 20 proc. pracowników, którzy zarabiali najwięcej i oszczędzali najdłużej, dostaje ok. 70 proc. ostatniej pensji. Tymczasem siedem funduszy, które zarządzały oszczędnościami Chilijczyków, notuje wielkie zyski.
System był systematycznie krytykowany za utrwalanie nierówności społecznych i materialnych, ale demokratyczne rządy centrolewicy po upadku dyktatury w 1990 r. nie były go w stanie zmienić. Wraz z innymi zasadami ustroju został bowiem wpisany do konstytucji, której nienaruszalności strzegł system kwalifikowanej większości niemożliwej do uzyskania w półdemokratycznej ordynacji wyborczej.
Rząd usiłował naprawić jawne defekty systemu emerytalnego, wprowadzając w 2008 r. dodatkowy filar w postaci państwowych subwencji dla pracowników najmniej zarabiających.
Nie zmieniło to jednak zasadniczo sytuacji. System emerytalny obok systemu edukacji (opartego na komercyjnych kredytach na studia) był coraz ostrzej atakowany jako jeden z głównych reliktów dyktatury.
Epidemia zmienia reguły gry
Kiedy jesienią ubiegłego roku wybuchły w Chile największe w dziejach kraju protesty uliczne, prawicowy rząd Sebastiana Pinery cofnął się i obiecał referendum, w którym Chilijczycy mieli zdecydować o zastąpieniu pinochetowskiej konstytucji nową. Referendum nie odbyło się z powodu wybuchu epidemii koronawirusa i zostało odłożone do jesieni.
CDN...