Dodaj do ulubionych

Prawdziwa polska innowacja

01.08.20, 11:00
Stanisław Skarżyński

Prawdziwą polską innowacją jest nie głupota, ale niezwykle wydajne nią rozporządzanie

Rzetelnie i z poświęceniem zasuwają pokolenia polskich nienawistników, wypychając - podstępem, przemocą, nieznośnością życia nad Wisłą - w świat kolejne tuzy biznesu, kultury, polityki, nauki, filozofii, muzyki, wojskowości, medycyny

Opowiedział mi kiedyś przyjaciel, jak pewna elegancka dama podczas przyjęcia w Londynie słuchała historii o jakimś oszałamiającym sukcesie. Historia uzupełniona była uwagą, że autor owego sukcesu jest polskim Żydem. – And who isn’t? – wzruszyła dama ramionami.

Przypomniała mi się ta anegdota niedawno, gdy czytałem jedno z tych rytualnych utyskiwań nad brakiem innowacyjności polskiej gospodarki. Już nie pomnę, kto tak zrzędził, ale czytelnik jest pewnie znakomicie zaznajomiony z tą melodią, że 30 lat wolnego rynku za pasem, a nadal nie ma polskiego Apple’a ani polskiej Tesli.

I dalej: choć młodzież warszawska ma tak móżdżki rynkiem zlasowane, tak nasiąknęła myśleniem o logo, że nie odróżnia bogini zwycięstwa od trampek i pomnik to dla niej „najki walcząca”, to nic z tego nie wynika: na niczym, co świat zna, nie jest napisane „Made in Poland”. Włoska kuchnia, niemiecka solidność, hiszpańska żywność, bomby amerykańskie, zamordyzm rosyjski, chińskie wszystko, a polskie nic.

Można by tu odbić piłeczkę, gdyż przed paru laty, zwiedzając z żoną przypadkowe norweskie miasteczko portowe, 5 m pod lustrem krystalicznie czystej wody zobaczyliśmy tylko jeden śmieć, którym była puszka po polskim piwie – oznaczona flagą i firmy takiej, że nie dało się go kupić po drodze. Ktoś to musiał wieźć 1,5 tys. kilometrów, by tam pyrgnąć do norweskiej wody.

Jego pobratymiec, wedle krążącej wśród Polonii anegdoty, napisał „Żydy won!” na szybie meczetu w Manchesterze. Skandalu udało się uniknąć nie tylko dzięki pomyleniu religii, ale przede wszystkim dlatego, że nasmarował to ten debilek nasz wiotki po polsku, więc napis zmyto, nim się ktoś połapał. Niestety, nie wiadomo, czy ktoś ratował honor ojczyzny, czy zwyczajnie umył szybę, ale troszkę jednak szkoda, bo był to najprawdziwszy metr z Sèvres imbecylizmu.

Ale na takie odegranie poszukiwacze zaginionej innowacyjności odbiją smeczem z woleja: głupota nie jest wyłącznym polskim hitem eksportowym. Dowodem sprawa ze Świnoujścia, gdzie policja zatrzymała trzech pijanych Anglików, którzy kradzionym samochodem krążyli w nocy po mieście, poszukując domu publicznego. Przyczyna zatrzymania: jazda pod prąd, to jest lewym pasem jezdni. Czyli po angielsku.

Inteligencja tylko na eksport
Prawdziwą innowacją polską jest nie głupota, ale niezwykle wydajne nią rozporządzanie. Gdzie jak gdzie, ale w Polsce głupoty się nie marnuje. Nasza obecna władza kontynuuje tradycje niebywałe: co najmniej od początku XVIII wieku, jak kraj długi i szeroki, praca wre w wielkiej fabryce, która generuje ten rozchwytywany na całym świecie polski eksport, czyli ludzi z talentem i potencjałem wiejących z kolejnych wcieleń Polski gdzie pieprz rośnie.

Pieprz w sposób nieunikniony rośnie przede wszystkim w ziemi i rzeczywiście, pierwsze miejsce na liście odbiorców polskiego eksportu zajmują zaświaty, gdzie Polska konsekwentnie pchała swój „kwiat młodzieży”, swoją inteligencję i wszelkie zalążki elit.

Ale zaraz za zaświatami są te wszystkie miejsca – czyli reszta planety – gdzie lądowali polscy Żydzi.

Weźmy takiego Izydora, najmłodszego z synów szewca Samuela Millera z Radomyśla Wielkiego, który w wieku lat siedmiu sam przejechał cały świat, by dołączyć do rodziny, która dla Nowego Jorku porzuciła Galicję (dziś jest tam Podkarpacie).

Czytać i pisać Izydor nigdy się nie nauczył, ale jakiś tam sukces musiał zrobić, skoro 70 lat później był na przyjęciu urodzinowym prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna Fitzgeralda Kennedy’ego.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Prawdziwa polska innowacja 01.08.20, 11:01
      Zabrała go na tę imprezę niejaka Marilyn Monroe – to podczas tej imprezy zaśpiewała „Happy Birthday, Mr. President” – która nazywała Izydora „tatą” i przyjaźniła się z nim do końca życia. A poznali się, bo amerykańska gwiazda była żoną najstarszego z synów Izydora, Arthura, który pisać i czytać z kolei się nauczył, i to zupełnie przyzwoicie – w 1949 r. dostał Nagrodę Pulitzera i należy do najwybitniejszych dramaturgów XX wieku.

      Izydor – wówczas już Isidore – zdjęcie z prezydentem trzymał w portfelu do końca życia. Patrząc raz na nie, a raz, jak jego syn podbija świat, pewnie myślał sobie: „Baruch Hashem, żeśmy nawiali z tego galicyjskiego zadupia”.

      Bo Polska we wspomnieniach rodziny nie zapisała się szczególnie, Arthur Miller w autobiografii pisał: „Radomitzl, gdzie pogromy i opowieści o pogromach były wplecione w samo niebo nad głowami, a tylko austriacki cesarz Franciszek Józef i jego armia uniemożliwiali Polakom, urabianym przez ich nienasyconych księży, wymordowanie każdego, do ostatniego Żyda w kraju”.

      No i miał rację. 19 lipca 1942 r. Niemcy wymordowali 500 radomyskich Żydów, a dwie i pół setki uciekło, by paść ofiarą ludowego polowania. „Nie wystarczyło im wygonić Żydów z ich chałup, oni ich ścigali, nawet tych, którzy się chowali w lasach i polach, ściągając z nich ostatnią koszulę. Jeżeli oni sami ich nie zabili na miejscu, oni donieśli na nich na policję, która ich dobiła. Większość Żydów, która ukryła się w wioskach w dniu deportacji, została zabita tego samego wieczora, inni zaś w przeciągu następnych 10-ciu dni” – zeznawała po wojnie Chaia Rosenblatt z Radomyśla.

      Dobrze wybrał szewc Samuel – a on, jego syn Isidore z prezydentem, wnuk Arthur z Pulitzerem i żoną seksbombą (w tamtych czasach to było najważniejsze) to tylko jeden przykład efektów ciężkiej pracy polskich antysemitów.

      Rzetelnie i z poświęceniem zasuwają pokolenia polskich nienawistników, wypychając – podstępem, przemocą, nieznośnością życia nad Wisłą – w świat kolejne tuzy biznesu, kultury, polityki, nauki, filozofii, muzyki, wojskowości, medycyny, co to założą państwo Izrael, koncern samochodowy Citroën lub informatyczny Commodore, wytwórnię filmową Warner Bros., wynajdą język esperanto albo szczepionkę przeciw polio, dostaną całą górę Nobli – ekonomia, chemia, matematyka, fizyka, literatura, pokojowa – skomponują „Czerwone maki” i ruszą na podbój kosmosu.

      Ktoś mógłby pomyśleć, że to jakieś nieporozumienie, bo oni wszyscy mogli tworzyć kolejne polskie państwa podziemne i naziemne, a nawet wyobrażać sobie komputery marki Jabłko, świetne samochody Cytryna i świat co roku czekający w ekscytacji, kto dostanie literackiego Tuwima. No ale za jaką to byłoby cenę! Gdyby Polska nie zasilała całego świata talentem, to mógłby glob nam stanąć w miejscu.

      Ludzie Made in Poland
      Dlatego z ulgą trzeba przyjąć, że Polska znów wybrała politykę wzmacniania eksportu. Dostrzeżono, że jeśli władza nie będzie pielęgnować rozmaitych Międlarów i Rybaków, to skłonienie jakiegoś zdolnego Żyda lub Żydówki do wyjazdu jest mało prawdopodobne. Nie ze względu na niską jakość nienawiści, ale na brak zasobów ludzkich, bo Żydzi zostali już prawie tylko niemożliwi, którzy tak Polskę kochają i za swój dom uważają, że ich żadne prześladowania do wyjazdu nie skłonią.

      CDN...
      • diabollo Re: Prawdziwa polska innowacja 01.08.20, 11:02
        W tej sytuacji partia rządząca stawia na zwiększenie kwot w innych obszarach, gdzie nacisk na przełamanie chęci mieszkania w Polsce może być skuteczniejszy. Ociągają się z wyjazdem kobiety? Lepiej będą wiać, jak dowali im się zaostrzeniem prawa antyaborcyjnego oraz udoskonaleniem polskiego programu ochrony nad przemocą domową i przestępców seksualnych, skoro ochrony nad alimenciarstwem poprawić się bardziej już nie da.

        Wspiera się też inicjatywę oddolną. „Strefy wolne od LGBT” i odmawianie gejom człowieczeństwa efektywnie wzmacnia eksport talentu, choć widać nie dość, bo władza zamierza swój firmowy program „Wolność od” rozszerzać, uwalniając gminy i województwa od niezależnych mediów, wymiaru sprawiedliwości, kultury i medycyny, ze szczególnym uwzględnieniem szczepień.

        To działa. Pakują walizki ludzie wykształceni i przedsiębiorczy – lekarze, pielęgniarki, prawnicy, inżynierki – a rząd konsekwentnie kontynuuje trend, rujnując edukację na każdym szczeblu i obezwładniając wszelki opór nauczycielski, uczniowski i rodzicielski. Miasta truje się smogiem, wieś odcięciem komunikacyjnym, projektując równocześnie gargantuiczne lotnisko, żeby wyjeżdżać było jeszcze łatwiej.

        Coraz bliżej jesteśmy wiernej inscenizacji stanu wojennego, co ma pchnąć w świat tysiące, a na razie rząd wiele sobie obiecuje po strefach wolnych od mycia zębów. Pierwsza jest już w pilotażu na partyjnych szczytach władzy.

        Wyniki są ponoć szalenie obiecujące, a Europa i świat już zacierają ręce na myśl o tych wszystkich ludziach Made in Poland.

        wyborcza.pl/magazyn/7,124059,26172158,prawdziwa-polska-innowacja-jest-nie-glupota-ale-niezwykle-wydajne.html
        • diabollo Re: Prawdziwa polska innowacja 01.08.20, 11:05
          Jak się sikało w majtki nad genialnością pierdoletów Jana Pawła Olbrzymiego, jak się pakowało miliardy w koszczuj katolicki, a agitację jego ideologii wprowadziło za państwowy hajs od przedszkola do hospicjum, to nie ma się co dziwić, że po 30 latach znowu naród w większości swojej nasiąkł katolicką głupotą.

          Kłaniam się nisko.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka