diabollo
13.08.20, 06:32
"Jak wytresować lorda" to jedna z najbardziej makabrycznych książek, jakie czytałem [ORLIŃSKI]
Wojciech Orliński
Trudno się nie śmiać, czytając o przyszłym premierze, który musiał w szkole połykać żylaste mięso, heroicznie powstrzymując wymioty. I nie zapytać, czy po tym można rozsądnie rządzić innymi?
To jedna z najbardziej makabrycznych książek, jakie czytałem, muszę więc zacząć od ostrzeżenia. Polski tytuł „Jak wytresować lorda”, podobnie jak tytuł oryginału „Stiff Upper Lip”, sygnalizuje kolejną satyrę na obyczaje brytyjskiej klasy wyższej.
„Sztywna górna warga” to bowiem żartobliwe określenie odnoszące się do jej akcentu, snobizmu i emocjonalnego chłodu. Członkowie grupy Monty Pythona ostentacyjnie usztywniali sobie górne wargi w skeczach takich jak „Konkurs na przygłupa z klasy wyższej”, zespół AC/DC miał autoironiczną piosenkę „Stiff Upper Lip”, była też brytyjska komedia obyczajowa z sir Peterem Ustinovem pod takim tytułem. Krótko mówiąc: po książce oczekiwałem podobnych klimatów.
Jakże się myliłem!
Autor, dziennikarz Alex Renton, opisuje w niej swoje uprzywilejowane dzieciństwo, które upłynęło mu w elitarnych szkołach, ze słynnym Eton na czele. Jest synem barona i wpływowego brytyjskiego polityka, który kierował klubem Partii Konserwatywnej w czasach rządów Margaret Thatcher i za te zasługi dostał dożywotni fotel w Izbie Lordów.
Myślałem, że dzieciństwo jego syna powinno być słodkim, pełnym przywilejów raźnym marszem od jednego do drugiego. Przecież nawet w cyklu „Patrick Melrose” Edwarda St Aubyna (i kapitalnej serialowej adaptacji) traumatyczne doznania Patricka mieszają się z willami w Prowansji, biletami w pierwszej klasie, pięciogwiazdkowymi hotelami.
W tej książce tego nie znajdziecie.
Najlepiej podsumowuje ją cytat. Gdy Renton poprosił innych absolwentów Eton o podzielenie się wspomnieniami z tej uczelni, pisarz John Julius Norwich odpowiedział mu następująco: „Chłopiec popełnił samobójstwo, więc kierownik zebrał cały dom i spytał, czy ktoś może wie, dlaczego tak się stało. Mały David Ormsby-Gore podniósł rękę i powiedział: »Czy to możliwe, że z powodu jedzenia, proszę pana?«”.
Ze strony Davida Ormsby-Gore’a (który zresztą też został potem wpływowym politykiem Partii Konserwatywnej, baronem Harlech, ambasadorem w USA i członkiem Izby Lordów) był to oczywiście gorzki żart. Mało śmieszny, prawda? A to i tak bodaj najzabawniejsza scena w książce, bo jak inaczej próbować oswoić coś tak strasznego jak samobójcza śmierć dziecka, jeśli nie za pomocą czarnego humoru?
Eksterminacja misiów
Alex Renton pokazuje elitarne brytyjskie szkoły jako system zinstytucjonalizowanego sadyzmu. Prowadzona w nich „edukacja” polega na łamaniu osobowości z pomocą wymyślnych kar, bezsensownych obowiązków i bezinteresownej złośliwości, z którą uczeń styka się każdego dnia.
Wciskanie pod przymusem złego jedzenia stanowi jedną z tych złośliwości. Może się zdawać, że Renton przesadza. Kto pamięta PRL, ten na ogół ma jakieś przykre wspomnienia ze stołówek szkolnych czy przedszkolnych, z obozów czy kolonii.
Wtedy to kiepskie jedzenie było jednak prostą pochodną biedy. A pomimo biedy organizatorzy stołówek czasem jednak próbowali czymś osłodzić szarą codzienność. Spora część mojego dzieciństwa przypadła na czasy tego czy innego kryzysu gospodarczego, co miało tę dobrą stronę, że w stołówkowym menu pojawiały się czasem przysmaki z paczek od zachodnich organizacji charytatywnych.
Obrzydliwość posiłków w szkołach, w których czesne przekracza 30 tys. funtów rocznie, nie wynika oczywiście z niedostatku. Jest po prostu kolejnym aktem bezinteresownego okrucieństwa.
Aktorka Selina Cadell opowiedziała Rentonowi następującą historię o swoim pierwszym dniu w elitarnej szkole z internatem. Miała osiem lat, na miejsce zawieźli ją rodzice. Podczas wstępnej rozmowy kierowniczka sali dziewcząt (matrona) zapytała, czy jest coś, czego Selina nie lubi. „Mleka”, odpowiedziała mama. Gdy tylko rodzice odjechali, matrona przyszła z kubkiem mleka.
PRZECZYTAJ TEŻ: Olimpiada zdominowana przez wychowanków elitarnych szkół. Sport tylko dla elity?
Ze wspomnień samego Rentona, z przytaczanych przez niego literackich relacji oraz ze wspomnień jego rozmówczyń i rozmówców wynika jednoznaczny wniosek: program nauczania w tych elitarnych szkołach jest nastawiony nie na przekazywanie dzieciom jakiejś wiedzy czy wartości, tylko na prowokowanie ich do płaczu czy protestu, żeby pod tym pretekstem karać je na różne wymyślne sposoby.
Zakonnice w elitarnych szkołach dla dziewcząt z lubością podkreślały, że uczennice znalazły się tutaj po prostu dlatego, że rodzice ich nie lubią. A rodzice ich nie lubią dlatego, że Bóg też ich nie lubi. Co za tym idzie, zakonnice też ich nie lubią, bo jakże mogłyby na jakąkolwiek sympatię zasługiwać dziewczynki niebudzące jej w samym Stwórcy?
CDN...