Dolewam oliwy do ognia, bo w ogniu płoną kłamstwa

02.09.20, 07:30

Margot: Dolewam oliwy do ognia, bo w ogniu płoną kłamstwa. Powiedz, co my mamy do stracenia?
Wywiad
Z punktu widzenia gróźb, którymi żartowali sobie pracownicy policji, gdy byłam zatrzymywana, że będę wielokrotnie gwałcona w więzieniu, to i tak więzienia są prawdopodobnie bezpieczniejszym miejscem, niż małe miejscowości, z których uciekają osoby queerowe w Polsce. Moja społeczność nie daje rady żyć w szkole, w której jest gnębiona za bycie lesbą i pedałem. Albo we własnym domu, w którym dzieciaki są bite. Ilość osób, które szukają pomocy przed rodziną jest ogromna - mówi Margot Szutowicz.

Dorota Wysocka-Schnepf: Margot, mogę zapytać, ile masz lat?
Margot Szutowicz: - Mam 25 lat, wbrew temu, co twierdzą niektóre media, że mam 22. Wybiło mi ćwierćwiecze.

W zasadzie dopiero wchodzisz w dorosłość i to tak dosyć boleśnie. Powiedz, czy bardzo poobijana psychicznie czujesz się po zatrzymaniu i tych trzech tygodniach w areszcie?
- Nie wiem, czy wchodzę w dorosłość, bo nie mam poczucia, że, jeśli chodzi o jakąkolwiek dojrzałość, to w moim życiu ma miejsce jakaś większa zmiana od wielu lat. I nie - samo zatrzymanie nie spowodowało obicia psychicznego, żadnej krzywdy tego rodzaju. Myślę, że wprost przeciwnie, ostatnie lata, jeżeli mogłyby jakoś przygotować do tego typu sytuacji, to to zrobiły.

Pamiętasz ten piątek, kiedy cię zatrzymano?
- No pewnie! Bardzo dobrze go pamiętam, z gigantyczną ilością detali wręcz.

Opowiesz?
- A od czego mam zacząć? Bo pamiętam ten cały dzień, on dla mnie zaczął się bardzo wcześnie tak naprawdę.

My pamiętamy ciebie, jak widzieliśmy, jak wyciągasz dłonie do policjantów po kajdanki, tak to wyglądało.
- Tak, to był ranek. Wiesz co, stwierdziłam, że ciężko jest mi poważnie traktować funkcjonariuszy policji, którzy nigdy w stosunku do mnie, ani do moich bliskich, nie zachowywali się z szacunkiem. Ani nie respektowali prawa, pozwalali sobie zawsze na jakąś samowolkę, którą potem państwo polskie uznawało post factum. Pomyślałam więc po prostu, że będę bezczelna i będę zachowywała się tak jak mam ochotę w stosunku do nich. Chciałam po prostu dać się skuć, żeby to jedno zatrzymanie było z mojej inicjatywy. Przeważnie jest tak, że nieważne, co robię, czy zachowuję się “prowokacyjnie", czy nic nie robię, czy stoję, często znajduję się na glebie z wykręcanymi rękoma, więc stwierdziłam, że uprzedzę sytuację przemocy. Dzięki temu ona nie miała miejsca, w stosunku do mnie przynajmniej, aż do momentu, kiedy znalazłam się w samochodzie.

Co działo się w tym policyjnym samochodzie?
- Nie powie ci o tym rzecznik policji na pewno, co się dzieje tam, gdzie nie ma kamer i tam, gdzie nie ma dyktafonów, gdy nie patrzy się policjantom na ręce. Policjanci mieli świetną imprezę, byli strasznie podekscytowani, że zaplanowali sobie wcześniej przybycie dowódcy, prawdopodobnie prewencji, który jest znany wśród nich z wyjątkowej brutalności w stosunku do protestujących i nie mogli się doczekać tego, aż zacznie się rzeź. W momencie, w którym policjanci weszli kordonem i zaczęli rozrzucać ludzi na prawo i lewo, kręcili sobie telefonem filmiki, swoimi prywatnymi telefonami, wysyłali to sobie przez WhatsApp-a, do swoich znajomych, rozmawiali z członkami swojej rodziny, "hej, obejrzyj sobie, pewnie jestem w telewizji, skumaj, co się dzieje, te j….e zwierzęta" o osobach LGBT. Na jednym z tych nagrań, w trakcie tego jak policjant po mojej lewej stronie nagrywał tę sytuację, niesamowicie podekscytowany tym, co się dzieje, chciałam mu się chociaż głosem wciąć w kadr i powiedziałam "jeden trzy, jeden dwa", co jest skrótem od "akabu", czyli "wszyscy policjanci są potworami". On na to uderzył mnie w twarz i to musi być na tym nagraniu, które gdzieś tam sobie po ich prywatnych WhatsApp-ach lata. Takie rzeczy się działy. Nie mówiłam w ciągu ostatnich dni np. o tym, że ten dehumanizujący stosunek do policji to jest jakiś absolutny absurd. Gdy policjant, rzecznik policji jest ubrany ładnie w mundur, stoi pięknie przed kamerą i bardzo spokojnie mówi, że policjanci zachowali się adekwatnie, że nie mógł pozwolić na eskalację, że ich zadaniem jest uniemożliwić eskalację. To paradoksalnie jest o tyle ciekawe, że oni wiedzieli o tej eskalacji wcześniej. Zaplanowali ją sobie, czyszcząc dołki i przygotowując specjalny oddział prewencji, który miał się tą eskalacją zająć. Oni prywatnie są jednak zupełnie innymi ludźmi. Nawet jeżeli są elokwentni, to w tym samochodzie obczajają sobie osoby protestujące, młode lesbijki i komentują sobie: "patrz, jakie ta ma z…….e cycki". Wpadłabyś na taki pomysł? Jesteś w trakcie zatrzymania człowieka, wokół siebie masz demonstrację, gdzie ludzie są szarpani, a ty w tym momencie sobie myślisz o jakiejś niepełnoletniej dziewczynie, młodej lesbijce i komentujesz ze swoim drugim heteronormatywnym kolegą w taki sposób.

Trafiłaś później do aresztu, przez pewien czas opinia publiczna nie wiedziała, gdzie jesteś i wiemy też, że twoi pełnomocnicy prawni mieli problem z dotarciem do ciebie. Po jakim czasie udało im się z tobą skontaktować?
- Pierwszy kontakt ze światem zewnętrznym, który nie jest policją i służbą więzienną, miałam w niedzielę, gdy przyszła do mnie osoba z biura Rzecznika Praw Obywatelskich, upewnić się, że żyję, że nic mi się nie stało. To był mój pierwszy i jedyny kontakt przez długi czas. Dopiero mniej więcej po tygodniu udało się adwokatom dotrzeć do mnie.

Trafiłaś do męskiego aresztu. To było dla ciebie dotkliwe czy wszystko jedno?
- Jest mi to absolutnie wszystko jedno, mówiąc szczerze. Szczególnie biorąc pod uwagę, że byłam w zakładzie, który jest zupełnie izolowany. Byłam poddana najwyższemu możliwemu rygorowi, jak tacy niereformowalni przestępcy, którymi ekscytuje się służba więzienna. Miałam codziennie trzepaną celę, nie mogłam się nigdzie ruszyć bez obecności nie strażnika więziennego, ale dowódcy, który w tamtym momencie był na oddziale. Nie mogłam z nikim się zobaczyć, itd. Przy przejściu przez każdą część budynku byłam osobno przeszukiwana. Czasem było to nawet pięć, sześć kroków, podczas których byłam obserwowana i przez monitoring, i przez strażników, i byłam przeszukiwana, przeszukiwana, przeszukiwana, non stop. Nic by mi w takich warunkach nie zmieniło bycie w żeńskim areszcie. Też nie wnioskowałam o to ze względu na to, że jestem osobą niebinarną. Jestem osobą, która nie identyfikuje się przede wszystkim jako mężczyzna, ale nie jestem też osobą transpłciową. Nie jestem osobą, która identyfikuje się jako kobieta, choć zdecydowanie wydaje mi się to bliższe, w dużym uproszczeniu. Ale pomyślałam, że ta sytuacja nie jest o tym, że osoby transpłciowe, które przechodzą przez tranzycję faktycznie, i jest to dla nich ważne, żeby znaleźć się w odpowiednim miejscu w takiej sytuacji. Osoby które przechodzą proces korekty płci, biorą hormony, są pod opieką lekarzy, te osoby zasługują na własną przestrzeń i własną reprezentację w takiej sytuacji. W tym samym czasie, kiedy ja byłam zatrzymywana, Anarchistyczny Czarny Krzyż organizował akcję pisania listów do Weroniki, która była zamknięta w męskim zakładzie, była tam izolowana i w tamtym momencie była bez dostępu do hormonów, które przyjmowała.

CDN...
    • diabollo Re: Dolewam oliwy do ognia, bo w ogniu płoną kłam 02.09.20, 07:31
      W czasie, kiedy przebywałaś w areszcie, mnóstwo znanych ludzi, autorytetów, ludzi szanowanych pisało w twojej obronie. Nie tylko z Polski, z zagranicy też. Jak przyjmowałaś te słowa?
      - Ciężko było mi przyjmować te słowa, bo przez większość tego czasu ich nie znałam. Co jakiś czas dostawałam prasę, ale nie zawsze była aktualna. Śmieszna sytuacja - w więzieniu można było czytać tylko "Wyborczą" albo poradniki modowe z 2016 r. Załapałam się na fragment jednego z listów i gdy zobaczyłam nazwisko Judith Butler, to zrobiło to na mnie wielkie wrażenie i było bardzo miłe. Taka mała anegdotka - w jednym z numerów umieściliście tęczową flagę i na pierwszej stronie była informacja na ten temat i obok była taka malutka tęczowa flaga, 1cm na 2 cm, i zanim dostałam tę gazetę, ktoś bardzo skrupulatnie wyciął ten malutki fragment nożyczkami. Więc to wsparcie psychiczne było ostrożnie dystrybuowane. Ale ostatecznie dotarło.

      Do aresztu trafiłaś za zniszczenie furgonetki zwanej homofobusem. Dzisiaj, jak o tym myślisz, to żałujesz, że do tego doszło?
      - To pytanie zakłada, że zniszczyłam tę furgonetkę. Może nawet chciałabym, żeby tak było. Ale to nie jest trafne rozpoznanie sytuacji. Na ten temat będzie wypowiadał się sąd i będziemy rozmawiać w trakcie rozprawy, jak wyglądała ta sytuacja naprawdę, ponieważ te materiały, które zostały nakręcone tego dnia zostały wyemitowane z bardzo intensywnym i sugestywnym komentarzem. Kto studiował psychologię czy socjologię wie, że to jednak ma wpływ, jak postrzegasz dany obraz, gdy najpierw dostajesz informacje co na nim zobaczysz. Ale czy żałuję tej całej sytuacji tak ogólnie? Ciężko jest żałować rzeczy, które powinny mieć miejsce. Ciężko jest żałować sytuacji, które są motywowane wzajemną troską o siebie, które są motywowane niezgodą na krzywdę. Czy żałuję z perspektywy tego, że straciłam trzy tygodnie życia na siedzeniu w małym pomieszczeniu? Czy że muszę mierzyć się z rosnącym zagrożeniem ze strony państwa, policji? Jeszcze przed zamknięciem myślałam, że lawina gróźb śmierci, które nas dotyka jest duża. Ale nie, to ciągle rośnie. Czy z tej perspektywy żałuję? Wydaje mi się, że to jest jakiś koszt, który po prostu trzeba w takiej sytuacji ponieść. Że głupio byłoby, i to jest wręcz nieprawdopodobne, żeby jako osoba LGBTQ w Polsce być bezpieczną. Ciężko sobie to wyobrazić, więc niespecjalnie biorę to w jakieś kalkulacje, niespecjalnie się tym przejmuję. To jest ta część krzyża, która mi przypada. Myślę, że paradoksalnie nie jest to najcięższa część krzyża, który spoczywa na ramionach osób queerowych w Polsce.

      Te homofobusy nadal jeżdżą po ulicach polskich miast. Są ludzie, którzy próbują je zatrzymać, ale jest też policja, która ochrania te pojazdy. Co ty o tym myślisz?
      - W moim środowisku, jak się obudzisz w środku nocy, to zawsze pamiętasz najważniejsze słowa: "faszyści, policja, jedna koalicja". I ciężko pomyśleć też o tej sytuacji inaczej. Nawet jeśli nie są to działania, które są w jakiś sposób współfinansowane przez państwo, to są wykorzystywane przez państwo do prowadzenia polityki. Więc co mogę myśleć o tym, że istnieją fundacje i organizacje, które z "dobrej woli" realizują program partii? Zdziwiłabym się, gdyby po prostu takich wolontariuszy nie było.

      Pełnomocnik fundacji, która te furgonetki wysyła na ulice chce teraz zaostrzenia zarzutów dla ciebie, by one zostały zakwalifikowane jako usiłowanie rozboju. I z tego artykułu, do którego chcą to w tej chwili przypiąć grozi od 2 do aż 12 lat pozbawienia wolności. Dużo.
      - Pamiętam jak dwa lata temu na 11 listopada z kilkoma przyjaciółkami wyszłyśmy z transparentem "Kobiety przeciwko faszyzmowi". Zostałyśmy wtedy pobite przez członków marszu, przez ochronę tego marszu. Został nam ukradziony ten baner i telefony. Jak możesz się domyślić, sprawy nie było. Nie znalazł się problem. Iluzja tego, że prawo odnosi się do rzeczywistości w sposób adekwatny, ale też obiektywny i sprawiedliwy, może w świecie idei dobrze funkcjonuje, ale w świecie rzeczywistym to nie działa. Fakty mają średnie znaczenie w momencie, w którym sędziowie i prokuratorzy mają konkretnego człowieka, którego oddech czują przy swoim uchu i podejmują decyzje adekwatne do swojego finansowego bezpieczeństwa. Więc nie jestem zdziwiona, nie jestem przestraszona, najwyżej będę miała potężny wyrok kary. Ale też bardzo ufam swojej społeczności, nie mam takiego poczucia, że jestem absolutnie niezastąpiona i też myślę, że moja społeczność coraz lepiej rozumie, jak wiele jest w jej rękach, jak bardzo dużo od niej zależy, od wszystkich osób w Polsce. Myślę, że jeżeli ktoś mi zrobi wakacje od 2 do 12 lat, to walka którą prowadzą osoby queerowe nie skończy się przez to. Wprost przeciwnie - wydaje mi się, że nie odpuści się niesprawiedliwości, po prostu.

      CDN...
      • diabollo Re: Dolewam oliwy do ognia, bo w ogniu płoną kłam 02.09.20, 07:32
        Margot część środowisk LGBT zastanawia się, czy to, co robisz, a może raczej, jak to robisz, nie jest zbyt buntownicze. Czy może nawet zbyt awanturnicze, że to może dolewać oliwy do ognia, dawać paliwo środowiskom homofobicznym. Jak odpowiesz na takie wątpliwości?
        - Te osoby mają absolutnie świętą rację. Jest to dolewanie oliwy do ognia, ale też wynikające z tego, że niewiele mamy do stracenia. W sensie - nic nie mamy do stracenia. Więc z punktu widzenia gróźb, którymi żartowali sobie pracownicy policji, gdy byłam zatrzymywana, że będę wielokrotnie gwałcona w więzieniu, to i tak więzienia są bezpieczniejszym miejscem prawdopodobnie niż małe hipsterskie miejscowości, w których żyją osoby queerowe w Polsce i z których uciekają osoby queerowe w Polsce. Co ma się nam gorszego stać, niż przemoc, która dotyka nas codziennie. Moją społeczność problem depresji dotyka w przerażającym procencie. Większość, lwia część naszej społeczności ma myśli samobójcze, nieadekwatnie więcej niż heteronormatywni rówieśnicy. Moja społeczność nie daje rady żyć w szkole, w której jest gnębiona za bycie lesbą i pedałem. Albo we własnym domu, w którym dzieciaki są bite. Ja nie mam pojęcia, co ja mam z tym zrobić, ponieważ ilość osób, też na naszych forach komunikacyjnych, które szukają pomocy przed rodziną jest ogromna. Przed starym który po prostu cię na.......a w momencie, w którym znajdzie u ciebie w domu tęczową flagę. Przed tym, że dostajesz za to areszt domowy. Powiedz, co my mamy do stracenia?

        Margot, czy tak było zawsze, czy to jest kwestia ostatnich lat, że zrobiło się gorzej? Kiedy wiemy, że jest pewne przyzwolenie dla takich homofobicznych nastrojów? Czy może tak było zawsze?
        - To jest bardzo ciężkie pytanie, ponieważ to, co się zmienia obecnie - tak przynajmniej mi się wydaje, i wielu moim bliskim w społeczności - to nie zmienia się ilość przemocy, ale to, że wreszcie udaje nam się pokazać ją jako taką, nazwać i zidentyfikować. Jest to przerażające doświadczenie, ale to jest bardzo potrzebne, żeby wiedzieć z czym się zmierzyć. Też ciężko w związku z tym, że ta przemoc jest bardzo skrzętnie ukrywana. Też przez szkoły, które bardzo szybko się nauczyły, że w ramach nowoczesnego państwa w UE, lub jeszcze kiedyś aspirującego do bycia w UE, troszkę nie wypada mieć tej homofobii, co nie znaczy, że tej homofobii nie było. To po prostu nazywało się w taki sposób, żeby zwalić to na niezdyscyplinowaną młodzież lub jakieś inne dyskursy, które po prostu upupiały młode osoby. I ukrywano przemoc w stosunku do osób nieheteronormatywnych. Ja z własnego doświadczenia mam jakieś takie przerażające rozpoznanie mimo tego, że teoretycznie byłam honorową członkinią naszej społeczności zanim w ogóle zaczęłam identyfikować własną seksualność. Już ludzie krzyczeli do mnie z samochodów, że jestem pedałem zanim w ogóle wiedziałam, o co chodzi z seksualnością. Ja jestem z Koszalina. W moim środowisku funkcjonowała taka osoba, która mimo tego, że teoretycznie była osobą kobiecą z punktu widzenia jej rodziny, z punktu widzenia jej instytucji, to używała męskich zaimków, męskich końcówek i mówiła o osobie w formie męskiej. My wszyscy to respektowaliśmy w tym moim kręgu, przyjaźniłyśmy i przyjaźniliśmy się i w momencie, w którym ja już uciekłam z Koszalina i zaczęłam studia, po paru latach usłyszałam, że ta osoba przed przed studniówką poszła po prostu na spacer i powiesiła się w lesie. Mimo tego, że już byłam świadomą członkinią społeczności i miałam wiedzę i zajmowałam się problem osób queerowych w Polsce, informacja pomiędzy wiedzą o tym, że osoba popełniła samobójstwo, a skapnięciem się, że "O mój Boże, ja miałam w środowisku młodą osobę trans, która nigdy nie miała słownika do tego, żeby tak się nazwać, my nie miałyśmy słownika, żeby w ogóle wiedzieć, kim jest osoba trans, nie miałyśmy przestrzeni żeby coś zrobić z tą osobą". Skapnęłam się dopiero po paru miesiącach, że była osobą z mojej społeczności. Widziałyśmy się wtedy często, rozmawiałyśmy, przyjaźniłyśmy się, a brak było nam narzędzi do tego, żeby się rozpoznać, wesprzeć i porozmawiać o tych problemach. I dlatego to dolewanie oliwy do ognia. Bo w tym ogniu płoną kłamstwa. W tym ogniu płonie wizerunek szczęśliwego bogatego geja, który jakoś sobie radzi, bo jest najbardziej modnym chłopcem w mieście. Płonie opowieść, że... Ech, nie chcę powtarzać tych wszystkich obrzydliwych opowieści, pod którymi muszą ukrywać się osoby nieheteronormatywne. Bo szkoda na nie czasu. Niech kłamstwa po prostu spłoną. Zmierzmy się z tą rzeczywistością, która jest absolutnie straszna. I w związku z tym, gdy już zobaczymy się wzajemnie, możemy się wzajemnie wesprzeć. Myślę, że to już się dzieje.

        Margot, bardzo dziękuję ci za tę rozmowę i dziękując życzę jednocześnie, żeby jak najszybciej przyszedł taki czas, żebyś czuła się tutaj, w tym kraju, dobrze i bezpiecznie.
        - Czuję się w tym kraju dobrze i bezpiecznie tak długo, jak nie myślę o tym, że jestem w tym kraju. Mam chłopaka oraz partnerkę, które są wspaniałymi osobami. Mam rewelacyjne przyjaciółki. Niczego więcej nie potrzeba do zbawienia, niż wzajemnego miłosierdzia. I tego wszystkim życzę.

        wyborcza.pl/7,82983,26260207,margot-dolewam-oliwy-do-ognia-bo-w-ogniu-plona-klamstwa-powiedz.html#S.DT-K.C-B.2-L.1.duzy
Pełna wersja