diabollo
05.09.20, 10:50
Jerzy Urban: Jestem jak Edith Piaf minus głos. Niczego nie żałuję
WYWIADGrzegorz Wysocki
5 września 202
Nigdy nie dawałem i nie dam spętać sobie języka. W dupie mam taką lewicę, którą obraża sformułowanie "pedalskie flagi". Rozmowa z Jerzym Urbanem
W rozmowie udział bierze żona Jerzego Urbana Małgorzata Daniszewska, która na wstępie zadeklarowała, że „chce tylko słuchać”
GRZEGORZ WYSOCKI: Co to za głupoty pan opowiada na mieście, że już udzielił ostatniego wywiadu?
JERZY URBAN: No dobrze, pomyliłem się o jeden. Może się pan poczuć jak lekarz, który odbiera zgon, a pacjent okazuje się wciąż żywy. Teraz mi się poprawiło i jestem w nastroju odrobinę mniej wisielczym.
No to wyobraźmy sobie przez chwilę, że jest pan ponownie piękny i młody...
– Bardzo łatwe do wyobrażenia. Wysoki i muskularny mężczyzna...
Podobno był pan przystojnym młodzieńcem z piękną czupryną.
– Czuprynę rzeczywiście miałem, ale sięgała ona dziewczętom do pachy.
No to jest pan dzisiaj znowu w pełni sił i dostaje drugą szansę na rządzenie telewizją publiczną. Zostaje pan głównym doradcą Jacka Kurskiego.
– Mogę pana zapewnić, że kiedy miałem TVP przed Kurskim...
30 lat przed nim.
– ...to nic w niej nie mogłem zrobić, więc żadnego pożytku by ze mnie dzisiaj nie było.
Był pan malowanym prezesem?
– Choćby dlatego, że zupełnie nie potrafię kierować wielkimi strukturami. Do tego kompletnie nie wiedziałem, co robić. To była jedyna posada w moim życiu, na której się nudziłem.
I gdy pan się nudził, TVP rządziła się sama?
– Nie, rządziła nią cała ogromna hierarchia, z którą ja nie mogłem dać sobie rady. Bo jak, dajmy na to, chciałem – tak jak dzisiaj Kurski – porozmawiać z autorem, żeby zrobił mi np. reportaż, który da w dupę „Solidarności”, to wzywałem go do siebie, zlecałem, ale taki autor nie mógł nic zrobić. Bo jeden z jego przełożonych nie dał wozu, drugi studia, a trzeci pieniędzy. I cała ta struktura działała jak głuchy telefon.
Żona: Ja pamiętam z tamtego okresu tylko tyle, że tam w biurze Jurka była bardzo niewygodna wersalka. Byłam twoją ówczesną narzeczoną i od czasu do czasu tam wpadałam...
No to trzeba było zrobić porządki w tej stajni Augiasza. Czy pan już wtedy nie miał żadnego znaczenia i nikt pana nie chciał słuchać?
– Nie, proszę pana. Po prostu nie miałem zdolności Kurskiego ani nawet najmarniejszego z jego naśladowców.
Zaraz mi pan powie, że wielce Kurskiego podziwia.
– Owszem. Podziwiam jego zdolności propagandowe, podziwiam jego efektywność i skuteczne docieranie do ludu, podziwiam jego „Wiadomości” i jego słynne paski u dołu ekranu.
A czy jak Kurski już przestanie być szefem TVP, to spotka go taki ostracyzm jak pana w czasie stanu wojennego i później, kiedy to koledzy nie podawali ręki, udawali, że pana nie znają?
– Nie spotka go nic takiego. A i ja po 1990 roku nie miałem już żadnego ostracyzmu. Przeciwnie, miałem wielkie wzięcie dzięki tygodnikowi „NIE” i „Alfabetowi Urbana”.
O, myślałem, że wszyscy w nim opisani śmiertelnie się na pana obrazili.
– Przecież nie opisywani, tylko czytający stanowią opinię publiczną. Poza tym obraziła się jedna osoba. Barbara Wrzesińska, aktorka.
Bardzo treściwe hasło: „Nie spałem z nią nigdy. Nie każdy może to o sobie powiedzieć”.
– I ona się o to obraziła!
Nie wierzę, że tylko ona. O Małgorzacie Niezabitowskiej pisał pan: „Niezabitowska jest dobra od pasa w dół. Złośliwa telewizja uporczywie pokazuje niewłaściwą jej połowę”. O Hannie Banaszak: „Pamiętajcie, ludzie, była to dziewczyna, która nie dała Rakowskiemu”. O Bronisławie Geremku: „Nosi się jak monarcha, na oczach milionów wręcz puchnie od ważności. (…) Jednym słowem, facet wyjęty jakby z prowincjonalnego teatrzyku, który nieudolnie i mozolnie udaje kogoś, kim jest rzeczywiście”. Albo z brawurowego hasła o Irenie Dziedzic: „Ta królowa kołtunów starszej generacji jest nieśmiertelna, ponieważ coraz nowe pokolenia, starzejąc się, bogacą, głupieją i wkraczają w obręb jej panowania”.
– O, Dziedzic nie znosiłem! Może się obraziła, bo była bardzo obrażalska, ale nie miałem z nią kontaktu, więc nic o tym nie wiem.
STRACH PRZED WIESZANIEM
To skoro już jesteśmy przy alfabecie. Pisze pan w 1990 roku: „Michnik znów jest wcieleniem politycznego zła – teraz dla narodowo-katolicko-fundamentalistycznej prawicy i Wałęsy. Czuję się z nim bardzo związany w tym rozumieniu, że kiedy jego życie znów potoczy się normalnie, to znaczy Michnik pójdzie siedzieć, zaraz potem ja pójdę wisieć”. Skoro z tą nienawiścią wobec Michnika się sprawdziło, to...
– Z moją nienawiścią wobec Adama?!
Nie pańską, tylko narodowo-katolickiej prawicy. W związku z tym chciałbym spytać o to, czy pan naprawdę się w latach 80. bał, że przyjdzie „Solidarność” i pana powiesi na pierwszej gałęzi?
– Bałem się tego, ale tylko w 1981.
Jeszcze przed stanem wojennym.
– Tak, tuż przed stanem wojennym. Był 12 grudnia. Zadzwonił do mnie znajomy z SB, nazywał się Smoleński i był kapitanem. I powiedział: „Jurek, nie wiem, co ma być, ale lepiej nie nocuj w domu”. No jak człowiek z ministerstwa od Kiszczaka puszcza farbę... Z łatwością sobie wyobraziłem, że tej nocy „Solidarność” idzie na nas.
Zabijać?
– No tak. Wobec tego zadzwoniłem rządowym telefonem, specjalną szyfrowaną linią, do Rakowskiego i mu powtórzyłem, żeby nie nocował w domu. Na co on: „Podaj mi natychmiast nazwisko tego informatora, to ja zadzwonię do Kiszczaka, żeby go wsadził”.
Wtedy też panu było do śmiechu?
– Wtedy nie. Zadzwoniłem do informatora. Spotkał się ze mną na stacji benzynowej i powiedział, że nie wie, ale coś się na tę noc szykuje, bo jesteśmy skoszarowani w gmachu ministerstwa. Zostałem w domu i nasłuchiwałem. Przed dwunastą zadzwonił Rakowski i wezwał mnie do gmachu rządowego, gdzie asystowałem przy jego czynnościach pomocniczych przed wprowadzeniem stanu wojennego. A Jaruzelski wtedy w nocy nie dowodził żadnym stanem wojennym, tylko pisał wiadome przemówienie.
Żona: Czy ja mogę się tu wam wpierdolić?
Proszę.
– Pytasz, czy to był rzeczywisty lęk. Jak najbardziej. Jak komuna upadła, to myśmy mieszkali na parterze w Wilanowie. I pamiętam, że kładłam się do łóżka i myślałam o tym, jak przemycić moje dziecko do gosposi, która mieszkała w innej klatce.
CDN...