diabollo
07.09.20, 07:39
Marek Beylin
Czy ktokolwiek przytomny nazwałby "wojną kulturową" pogromy Żydów?
Jedno łączy homofobów z PiS i przeciwników homofobii. Po obu stronach używa się ochoczo terminu "wojna kulturowa". Tyle że kariera tego sformułowania mającego obrazować to, co PiS wyprawia z mniejszościami LGBT+, świadczy o sukcesie propagandowego kłamstwa władzy.
Czy ktokolwiek przytomny nazwałby „wojną kulturową” pogromy żydowskie? Albo uznałby za jej przejaw rasistowskie napaści na ludzi o odmiennym kolorze skóry w Polsce czy innych krajach? Oczywiście, że nie, bo nie ma tu żadnej obustronnej wojny, jest tylko brutalne użycie siły przeciw słabszym i bezbronnym.
Podobnie z LGBT+. Gdy państwo Kaczyńskiego uderza w te bezbronne mniejszości, mamy do czynienia z polityką pogromową, a nie „wojną kultur”, w której obie strony mają siłę i możliwości jej użycia.
PiS używa tego terminu, żeby wprowadzić fałszywy symetryzm: oto ścierają się dwie moce: nasza, polska, skierowana ku dobru, i potężna, nihilistyczna, genderowo-elgiebetowska. Tę straszliwą moc opisał Mikołaj Pawlak noszący tytuł rzecznika praw dziecka, choć faktycznie pełni funkcję rzecznika mowy pogromowej: „wszystko wolno, wartości nie ma, Boga nie ma, Ojczyzny nie ma. Możesz być, kim chcesz: kobietą czującą się kobietą, kobietą czującą się mężczyzną, kobietą nieczująca się kobietą czy kim tam może być jeszcze kobieta. Kto odważył się bronić zdrowego rozsądku, stawał się moherem, zaściankiem. Dzisiaj Polska powiedziała temu: stop! I wybuchła prawdziwa wojna kulturowa” – wywodził w portalu DoRzeczy.pl.
Wskazanie na „prawdziwą wojnę” z zagrażającą Polsce nihilistyczną siłą ma precyzyjny cel: w takich warunkach państwo może używać drastycznych środków. Bić, gnoić, upokarzać, pakować do ciupy. W dodatku ukazywanie środowisk LGBT+ (czy feministycznych) jako agresywnej potęgi zmniejsza zasięg sympatii i empatii wobec nich w społeczeństwie.
Tak odtwarza się klasyczny antysemicki propagandowy schemat: Żydzi to agresywna potęga, której dobrzy Polacy muszą powiedzieć „stop!”. I wydać jej wojnę „kulturową” bądź fizyczną. Takich podobieństw między homofobią a antysemityzmem jest więcej. Jedno z nich efektownie ujawnił tenże Pawlak, gdy oskarżył edukatorów seksualnych, że podają dzieciom tabletki na zmianę płci. Pawlak zapożyczył fałszywą legendę antysemicką o przerabianiu dzieci chrześcijańskich ma macę i przekształcił ją w fałszywą legendę homofobiczną o przerabianiu zdrowych polskich dzieci na elgiebetowskie, czyli niepolskie, stwory. Obie te legendy mają moc pogromową.
Toteż termin „wojna kulturowa” skierowany przeciw ludziom LGBT+ ma przede wszystkim, jak niegdyś antysemityzm, utrwalać ich dyskryminację i zastraszać czającym się pogromem.
Dlatego apeluję do przeciwników dyskryminacji środowisk LGBT+, by zaprzestali mówić o niej jako o „wojnie kulturowej”. Bo używając tej formuły, bezwiednie wspierają homofobię władzy.
wyborcza.pl/7,75968,26273146,czy-ktokolwiek-przytomny-nazwalby-wojna-kulturowa-pogromy.html#S.main_topic-K.P-B.3-L.4.glowka