diabollo
20.09.20, 09:51
Homofobiczna intryga Himmlera. Szef SS uważał, że homoseksualiści chcą zniszczyć Niemcy
Bartosz T. Wieliński
W III Rzeszy za "przeciwny naturze nierząd" groziła śmierć w obozie koncentracyjnym
– Powiedziałem mu, że nazywam się Kröger i jestem komisarzem policji kryminalnej. Zażądałem dokumentów, pokazał mi legitymację wojskową, na której widniało nazwisko von Fritsch – Otto Schmidt, wielokrotnie karany oszust, szantażysta i alfons, kolejny raz zeznawał w centrali Gestapo przy Prinz-Albrecht-Strasse 9. W pokoju przesłuchań opowiadał o tym, co w listopadzie 1933 r. wydarzyło się na berlińskim dworcu kolejowym przy Potsdamer Platz. Przyczaił się tam i szukał wśród przechodniów mężczyzn wyglądających na homoseksualistów. Przy wejściu na peron rozmawiali oficerowie marynarki i cywil, który go zainteresował, bo szczególnie zwracał uwagę na chłopców. Tak, to był homoseksualista szukający przygody z męską prostytutką. Gdy podszedł do niego Bayern-Seppl (Bawarski Józek), znany Schmidtowi chłopak oferujący swoje usługi, mężczyzna poszedł z nim do toalety. I właśnie kiedy z niej wyszli i mężczyzna był już sam, Schmidt przedstawił się jako oficer policji. Zażądał 2,5 tys. marek za przymknięcie oczu na „przeciwny naturze nierząd”, za który w myśl paragrafu 175 kodeksu karnego Rzeszy groziło więzienie i utrata praw obywatelskich. Pieniądze odbierał w ratach. Wtedy na dworcu dowiedział się, że jego ofiara nazywa się von Fritsch i jest oficerem.
To nazwisko zelektryzowało SS-Obersturmbannführera Josefa Meisingera, przesłuchującego Schmidta trzy lata po tym zdarzeniu. Generał pułkownik Werner von Fritsch, członek arystokratycznego rodu, od 1935 r. był dowódcą niemieckich sił lądowych. Jeśli potwierdziłoby się, że korzystał z usług męskiej prostytutki, skandal wstrząsnąłby nie tylko armią, ale też całym państwem.
Rozprawa z SA
Meisinger od 1936 r. stał na czele Centrali Rzeszy ds. Zwalczania Homoseksualizmu i Aborcji, który tropił homoseksualistów w partii nazistowskiej i aparacie państwowym. Represje wobec nich napędzała obsesja Heinricha Himmlera, szefa SS, który w przyszłości miał przejąć kontrolę nad służbami policyjnymi i bezpieczeństwa w całym kraju. Himmler uważał, że homoseksualiści, którzy przeniknęli do instytucji państwowych, zawiązali spisek i chcą zniszczyć Niemcy.
Za głównego spiskowca uważał Ernsta Röhma, bliskiego współpracownika Hitlera, przywódcę SA, którego orientacja seksualna nie była żadną tajemnicą. W czerwcu 1934 r. Röhm został na polecenie Hitlera aresztowany wraz z innymi przywódcami SA i rozstrzelany. Prawdziwym powodem był ostry spór z Hitlerem o tempo i zasięg narodowosocjalistycznej rewolucji, który propagandowo został przykryty sprawą orientacji seksualnej kierownictwa SA. – O mały włos, a krajem rządziliby sodomici – komentował Himmler, dając sygnał do ataku. Zaczęły się naloty na kluby, w których spotykali się homoseksualiści, i rewizje w mieszkaniach osób podejrzewanych o odmienną orientację. Aresztowano setki mężczyzn. W Berlinie i Hamburgu, miastach, które do spraw obyczajowych podchodziły liberalnie, a kary za „przeciwny naturze nierząd” pozostawały tam na papierze, wybuchła panika. Wystarczył fałszywy donos, by znaleźć się w obozie koncentracyjnym. Karę za homoseksualizm zaostrzono do dziesięciu lat więzienia.
W 1936 r. nagonka zelżała z powodu igrzysk olimpijskich w Garmisch-Partenkirchen i Berlinie. Niemcy bali się, że nieprzychylne komentarze w światowej prasie zniechęcą międzynarodową publiczność. Po igrzyskach Himmler przykręcił homoseksualistom śrubę. Meisinger i jego śledczy mieli odkryć rozmiar homoseksualnego spisku i zdemaskować zaangażowane w niego osoby. Od skazanych z paragrafu 175 wyciągano informacje o innych homoseksualistach. Przesłuchiwano też ludzi z półświatka, którzy siedzieli za inne przestępstwa. W ciągu kilku lat kartoteka podejrzanych o homoseksualizm rozrosła się do 40 tys. nazwisk.
Gorące nazwisko
Tak w rękach Meisingera znalazł się 30-letni Schmidt, po raz kolejny złapany na próbie szantażu. Gdy na policji zeznał, że wymuszał pieniądze od kilkudziesięciu homoseksualistów, zgodnie z przepisami przekazano go Centrali ds. Zwalczania Homoseksualizmu i Aborcji.
Schmidt opowiadał o prominentach – szefie policji w Poczdamie, który był członkiem SS, czy Walterze Funku, zastępcy Goebbelsa, który później został ministrem gospodarki – licząc, że Gestapo wyciągnie go z więzienia. Przesłuchujących interesowało tylko jedno nazwisko: von Fritsch. Sprawą była zainteresowana wierchuszka tworzonego właśnie aparatu nazistowskiego terroru. Himmler i jego prawa ręka Reinhard Heydrich dążyli do konfrontacji z Wehrmachtem, który postrzegali jako konkurencję dla SS. Zdemaskowanie dowódcy sił lądowych jako homoseksualisty rzuciłoby cień na całą armię. Fritsch, pruski arystokrata, żołnierz starej daty, który służył jeszcze za panowania kajzera, uosabiał tradycje dawnego państwa, które naziści chcieli wykorzenić. To, że był współtwórcą odbudowanego wbrew zawartym w traktacie wersalskim zakazom Wehrmachtu, nie miało znaczenia.
CDN...