Dodaj do ulubionych

Jeżeli nie będziemy radykalni, nic się nie zmieni

01.10.20, 07:33
Jan Radomski

Nie powinniśmy unikać odważnych poglądów i gestów, tylko tak możemy wpłynąć na debatę publiczną. To mit, że świat można zmienić, gryząc się w język. Historia ruchów feministycznych czy LGBT+ pokazuje, że radykalizm jest niezbędnym elementem walki o prawa człowieka.

Walka o prawa człowieka zawsze i pod każdą szerokością geograficzną wiązała się z terapią szokową. Dzieje się tak, ponieważ na początku obie strony konfliktu nie są sobie równe. Źródłem przemocy są potężne struktury – państwowe czy religijne – za wszelką cenę dążące do dyskryminacji tych, którzy są dla nich niewygodni. W takiej sytuacji jedynym sposobem manifestacji własnej podmiotowości pozostaje sięgnięcie po rozwiązania, które wywracają dotychczasowy porządek, o czym świetnie wiemy z naszej historii.

Polscy aktywiści i aktywistki LGBT+ wciąż sięgają po łagodny repertuar. Dlatego tak niezrozumiałe jest oburzenie (nie tylko ze strony prawicy), jakie wywołało wywieszenie tęczowych flag w przestrzeni publicznej – gest łagodny i nieszkodliwy, który nie był manifestacją siły, ale próbą nawiązania dialogu ze światem hegemonicznych symboli. W przypadku grupy, która poddawana jest trwałemu i brutalnemu uciskowi, całkowicie zrozumiałe byłoby podjęcie znacznie bardziej radykalnych działań. Powinniśmy się oswoić z myślą, że wkrótce tak się stanie.

Historia nie zna przypadków, w których zachowawczość byłaby, jak chcieliby niektórzy, skuteczną odpowiedzią na przemoc. Wywalczenie własnych praw wiąże się z odebraniem dotychczasowych przywilejów: społecznych, politycznych czy ekonomicznych. Taka zmiana nie może się wydarzyć subtelnie. Mityczne krainy, w których pokorni geje i taktowne lesbijki grzecznie, kroczek po kroczku, wywalczali swoje prawa, po prostu nie istnieją.

Emancypacja nieodłącznie wiąże się z radykalnymi gestami
Sufrażystki nie wywalczyły praw kobiet pokojowo. Brytyjki rozbijały szyby w oknach konserwatywnych polityków sprzeciwiających się nadaniu kobietom praw wyborczych, podpalały państwowe i kościelne budynki. Legendarna feministka Leonora Cohen rozbiła gablotę z klejnotami koronnymi - najważniejszym symbolem brytyjskiej monarchii. W Bristolu czekający na pociąg Winston Churchill, wówczas minister spraw wewnętrznych i przeciwnik praw wyborczych dla kobiet, został schłostany batem, przez co niemal zginął pod kołami pociągu.

Przez pierwsze dekady ubiegłego wieku setki sufrażystek raz za razem trafiały do więzień i aresztów za mniej lub bardziej wywrotowe gesty. Zaledwie szesnaście lat po tym, jak Emmeline Pankhurst – jedna z liderek ruchu – opuściła po raz ostatni areszt, jej pomnik został odsłonięty przez konserwatywnego premiera Stanleya Baldwina. Przynajmniej dwóch poprzednich premierów Wielkiej Brytanii sufrażystki próbowały zamordować.

W kontekście polskiej dyskusji warto przyjrzeć się historii ruchu LGBT+ w Holandii. Jeszcze trzy pokolenia temu Holandia była konserwatywnym, katolickim krajem, w którym gejom i lesbijkom nie żyło się łatwo. W latach 70. aktywiści i aktywistki podczas holenderskich świąt narodowych składali wieńce upamiętniające gejów i lesbijki, za co regularnie byli aresztowani przez policję i krytykowani przez opinię publiczną. Takie jest tło powstania Homomonumentu – odsłoniętego w 1987 roku pomnika, który upamiętnia osoby homoseksualne i jest jedną z największych atrakcji Amsterdamu.

Różowa Sobota – holenderski odpowiednik Gay Pride – po raz pierwszy odbyła się w Roermond, w prowincji Limburg przy granicy niemiecko-holenderskiej. Biskupem był tam Joannes Gijsen – demoniczny duchowny, którego Watykan promował ze względu na jego krytykę zbyt postępowego Kościoła katolickiego w Holandii. W 1979 roku Gijsen udzielił wywiadu, w którym stwierdził, że osoby homoseksualne nie mogą pełnoprawnie należeć do Kościoła, a także zasugerował, że powinny być wykluczone z sakramentów.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Jeżeli nie będziemy radykalni, nic się nie zm 01.10.20, 07:34
      Aktywiści i aktywistki Różową Sobotę zorganizowali 14 kwietnia, w dniu katolickiej Wielkiej Soboty. Wówczas symbolem homoseksualnej społeczności był różowy trójkąt, a Roermond – jako miasto biskupie – z okazji świąt udekorowane było różowym kolorem. Jak można przypuszczać, pomysł marszu wzbudził ogromne kontrowersje: protestowali nie tylko katolicy i katoliczki organizujący w mieście modlitewne procesje, ale też lokalni przedsiębiorcy, którzy odmówili organizatorom i organizatorkom wynajęcia lokali. Nawet część lokalnych policjantów zadeklarowała, że nie ma zamiaru chronić protestujących osób!

      Ostatecznie Różowa Sobota się odbyła, a przez miasto przeszło kilkakrotnie więcej osób, niż ktokolwiek przypuszczał. Niespodziewanie do protestujących dołączyło wielu mieszkańców i mieszkanek, którzy byli zirytowani tym, co w ich mieście robi Gijsen. Jednym z symboli tamtych wydarzeń jest modlitwa trojga uczestników przed pomnikiem Jezusa. Trzy lata później w Limburgu po raz pierwszy powstał oddział COC (najstarszej organizacji LGBT+ na świecie), a w 1986 roku oficjalnie wsparły go władze regionu.

      Holenderski scenariusz nie jest wyjątkiem
      Historie Stonewall i White Night są dobrze znane. We Francji opinię publiczną w latach 60. szokował Front homosexuel d'action révolutionnaire, którego hasłem było „Proletariusze wszystkich krajów, masturbujcie się!”. W Szwecji przez wiele tygodni okupowano budynek Krajowej Rady ds. Zdrowia i Opieki Społecznej, domagając się wykreślenia homoseksualizmu z listy chorób. W Hiszpanii pierwszy marsz w obronie praw osób LGBT+ odbył się niecałe dwa lata po śmierci Francisco Franco i został rozgoniony przez policję, a Katalońskiemu Frontowi Wyzwolenia Gejów zarzucano ekstremizm i wywrotowość.

      Radykalizm skutecznie zmienia świat. Sufrażystki w ciągu niecałego pokolenia z chuliganek stały się bohaterkami. Organizatorzy i organizatorki Różowej Soboty dzisiaj mają po siedemdziesiąt lat – Holandia stała się symbolem tolerancji, a tamtejsza policja ma specjalny oddział (Pink in Blue), którego celem jest ochrona społeczności LGBT+. Małżeństwa jednopłciowe wraz z adopcją dzieci są legalne w Stanach Zjednoczonych, Francji i Hiszpanii. A Szwecja jako pierwszy kraj na świecie uznała, że homoseksualizm nie jest chorobą.

      Tylko dzięki odważnym działaniom możemy przedefiniować język, którym się posługujemy, a w konsekwencji naszą narrację i wartości. Sukcesem sufrażystek czy ruchu LGBT+ są nie tylko prawa kobiet czy homoseksualistów i homoseksualistek, ale także osłabienie europejskiego imperializmu i patriarchalizmu. Tak samo osoby nieheteronormatywne w naszym kraju walczą nie tylko o swoje prawa, ale też o zmianę mentalności społeczeństwa, czego skutkiem może być odsunięcie od władzy autorytarnej prawicy.

      Jeżeli nasze społeczeństwo również czeka happy end w walce o prawa człowieka, stanie się tak dzięki tym, którzy dzisiaj nazywani są radykałami i radykałkami. Powinniśmy stać z nimi w jednym szeregu, zapewniając im przestrzeń do działania. Inaczej nic się nie zmieni. A jeżeli nie mamy odwagi, po prostu się nie odzywajmy.

      Jan Radomski – działacz pozarządowy, publicysta, z wykształcenia filolog polski i socjolog. Doktorant na Wydziale Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, zajmuje się analizą dyskursu. Publikował m.in. w „Kulturze i Społeczeństwie” oraz „Krytyce Politycznej".

      wyborcza.pl/7,75968,26354380,jezeli-nie-bedziemy-radykalni-nic-sie-nie-zmieni.html#S.main_topic-K.C-B.2-L.2.glowka
      • oby.watel Re: Jeżeli nie będziemy radykalni, nic się nie zm 01.10.20, 11:18
        Doprawdy powinniśmy być bardziej radykalni? Takie brednie może wygadywać głupiec. Dowód? Przecież nowy mini ster edukacji in spe głosi radykalne poglądy! I co z tego wynika? Ano tylko tyle, że postępowcy nie posiadają się z oburzenia. Bo są postępowi i uważają, że ich radykalizm jest cacy a nie ich be. Podobno nie wolno mówić, bo jak się mówi, to rośnie przemoc. Ale postępowcom wolno mówić. Od ich mowy przemoc nie urośnie? Nie będzie mordobicia?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka