Czar II RP z zabójstwami honorowymi.

08.10.20, 11:39
Oczywiscie nie chodzi o mniejszość muzułmańską, ale o polskich katolików-alkoholików.


wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,26353986,pijany-oficer-zastrzelil-taksowkarza-bronil-honoru-munduru.html
Kłaniam się nisko
    • diabollo Re: Czar II RP z zabójstwami honorowymi. 09.10.20, 07:22
      Pijany oficer zastrzelił taksówkarza. Bronił honoru munduru?
      Helena Kowalik

      Mimo że wyrok był bardzo łagodny, jedna z pań obecnych na sali rozpraw zemdlała. Spodziewano się uwolnienia od kary, wszak w grę wchodził "honor oficerski".

      Ciepła noc 29 czerwca 1926 roku. Jest kilka tygodni po przewrocie majowym, w Warszawie tryumfują wierni Piłsudskiemu wojskowi. Już po północy z restauracji „Empire” przy Nowym Świecie wychodzi kilka dam w wieczorowych sukniach, prowadzonych pod rękę przez szarmanckich panów w cywilu. Z uliczki Wareckiej wyjeżdża taksówka, niemal ociera się o krawężnik.

      Jeden z gości „Empire” wyzywa szofera od ostatnich, przecież mógłby ich ochlapać, a gdy ów nie wykazuje pokory, uderza go w twarz. Krzyki słyszy przechodzący policjant i zabiera towarzystwo na komisariat. Nim przystąpiono do spisania protokołu, między uczestnikami awantury wywiązuje się rozmowa.

      – Dlaczego mnie pan uderzył? – Taksówkarz zwraca się do swego prześladowcy. – Czy pan wie, kim jestem?

      – Łobuz jesteś! Szofer! – pada pogardliwa odpowiedź drugiego mężczyzny, który kolejny raz wymierza kierowcy policzek.

      – Sam jesteś łobuz! – ripostuje taksówkarz.

      W tym momencie elegancki gość błyskawicznie wyciąga rewolwer i z odległości półtora metra strzela kierowcy prosto w serce. Potem, rozbrojony przez policjanta, siada na ławie, kryjąc twarz w dłoniach.

      30-letni morderca to kapitan Stefan Pawlikowski, znany lotnik. Dwa tygodnie wcześniej został dowódcą III Dywizjonu Myśliwskiego.

      Szofer nazywał się Stróżyk. „Polska Zbrojna”, która jako jedyna gazeta pisze o tej tragedii, nie podaje o ofierze żadnych innych informacji, nawet jego imienia.

      Pawlikowski odpowiadał przed sądem wojskowym.

      Przyznał się do zabójstwa, wyrażając jednocześnie żal i skruchę z powodu tego, co się stało. Krytycznej nocy za dużo wypił.
      Z wydarzenia niewiele pamiętał, przedstawiali je świadkowie, uczestnicy biesiady w „Empire”.

      Kapitan Konarski zeznał, że po wyjściu z restauracji on z kapitanem Orlińskim szli na przodzie towarzystwa. Za nimi podążał Pawlikowski i żona Konarskiego, następnie mjr Petrarzycki, kpt. Roniewski i płk Karpiński ze swoją żoną.

      – Usłyszałem krzyk, myślałem, że ktoś wpadł pod auto. Podbiegłem. Na rogu Wareckiej i Nowego Światu stała taksówka, brakowało zaledwie kilku centymetrów, aby doszło do zderzenia z przechodniami. Szofer nie tylko nie przeprosił, ale jeszcze ordynarnie odezwał się do kolegi Pawlikowskiego. W odpowiedzi uderzyłem go w twarz. Kiedy znaleźliśmy się w komisariacie, Pawlikowski powiedział mi, że trzeba było tego bezczelnego kierowcę spoliczkować nie raz, ale tysiąc razy.

      Po zabójstwie kapitan prosił mnie, abym dał mu swój rewolwer. Widząc jego wielkie wzburzenie, odmówiłem.

      Opis sytuacji potwierdza świadek major Petrarzycki, którego kapitan Pawlikowski również prosił o rewolwer. Odmówił, obawiając się, że kolega myśli o samobójstwie.

      Świadek kpt. Roniewski, który owej tragicznej nocy również znajdował się w „Empire” przy stoliku Pawlikowskiego, zeznał, że oskarżony pił dużo, co mu wyraźnie szkodziło, gdyż zwykle po trzech kieliszkach jest bardzo podniecony.

      Świadka majora Krzyczkowskiego też niepokoił stan Pawlikowskiego, który po alkoholu wpadał w rozdrażnienie, powinien więc raczej stronić od kieliszka.

      Przyjaciele sławnego lotnika starali się przekonać sąd, że oskarżony wymaga zbadania przez lekarzy, gdyż po wypiciu nie jest sobą.

      CDN...
      • diabollo Re: Czar II RP z zabójstwami honorowymi. 09.10.20, 07:24
        Porucznikowa Jadwiga Wągier, żona przyjaciela Pawlikowskiego, opowiedziała, jak pewnego dnia znalazła się w jego towarzystwie na przyjęciu. Sama, bez męża. Kapitan był podchmielony, ale uparł się, że odprowadzi ją do domu. Byli już w pobliżu miejsca jej zamieszkania, na ulicy Polnej, gdy ni stąd, ni zowąd wyjął rewolwer i zaczął strzelać w powietrze.

        – Chciałam odebrać mu broń – zeznawała – ale nie pozwolił, więc, aby zapobiec dalszym ekscesom, zaprosiłam go do siebie. Kiedy tylko powiesił kurtkę w przedpokoju, wyjęłam z jego kieszeni pistolet, nawet tego nie zauważył.

        Ona dostrzegła natomiast, że z gościem dzieje się coś niedobrego. Siedząc na kanapie, jakby przestał na chwilę oddychać, zbladł, a na lewym policzku pojawiły mu się zielone pręgi. Jego wzrok był nieobecny. Oddech wrócił dopiero po wypiciu wody, powoli też odzyskiwał świadomość. Wychodząc, zauważył brak rewolweru, był oburzony, nazwał to kradzieżą, ale i tak tego wieczoru porucznikowa nie oddała mu broni.

        Inny świadek, też lotnik, opowiadał o incydencie w jego mieszkaniu. Było przyjęcie. Już w chwili rozstania Pawlikowski, mając mocno w czubie, wziął kuzynkę żony świadka za aktorkę kabaretową i w obelżywym tonie zaproponował jej intymne spotkanie. Na drugi dzień nie pamiętał, jak się zachował, i nie widział potrzeby wysłania spostponowanej damie kwiatów z przeprosinami.

        Pawlikowski według policjantów przed oddaniem strzału pouczył szofera, że jest oficerem i nie wolno mu zwracać uwagi.
        O zastrzelonym Stróżyku podczas dwudniowego procesu powiedziano tylko tyle, że – jak twierdził jego brat – był łagodnego usposobienia.

        ***

        Oskarżonego zbadano w szpitalu psychiatrycznym.

        Pułkownik Jan Nelken, psychiatra doskonalący swoje umiejętności w klinikach Zurychu, Paryża i Berlina, biegły tej specjalności, w obszernej ekspertyzie wypowiedział się, że w zabójcy szofera jest jakby „drugi człowiek”; obok spokojnego, popędliwy, awanturniczy, przeczulony na punkcie honoru.

        – Jest on – zrekapitulował swoje obserwacje – niezrównoważonym, drażliwym typem, skłonnym do wybuchów afektywnych. W czasie służby wojskowej Pawlikowskiego jego neuropatyczne usposobienie znacznie się wzmogło. Wpłynęło na pogarszające się coraz trudniejsze tolerowanie alkoholu przez tego pilota.

        Oskarżony w chwili popełnienia przestępstwa znajdował się w stanie silnego wzruszenia psychicznego. Możność kierowania swym postępowaniem została znacznie obniżona, ale sprawca był poczytalny.

        – Zabójca musi ponieść zasłużoną karę – domagał się prokurator wojskowy. – Takiego zachowania bagatelizować nie można.

        W pewnym momencie oskarżyciel zaczął przemawiać w imieniu mundurowych:

        – Otrzymaliśmy przywilej noszenia broni, lecz ma ona służyć do obrony Rzeczypospolitej. Dla tego rodzaju jednostek jak kapitan Pawlikowski nie ma usprawiedliwienia, winny być odcięte od armii.

        Mecenas Paschalski swoją dwugodzinną mowę obrończą zaczął od przedstawienia kariery lotniczej oskarżonego.

        W 1916 roku walczył na froncie francuskim, za co został odznaczony Legią Honorową z palmami i gwiazdami. W czasie wojny polsko-bolszewickiej wyleciał z eskadrą na front w Białorusi, gdzie stały wojska Tuchaczewskiego. Zdołał uszkodzić samolot rosyjski, a także balon obserwacyjny nad Berezyną. W uznaniu zasług bojowych Kapituła nadała mu Krzyż Virtuti Militari V klasy.

        CDN...
        • diabollo Re: Czar II RP z zabójstwami honorowymi. 09.10.20, 07:26
          W 1924 roku, jako dowódca Eskadry Lotniczej im. Tadeusza Kościuszki, wyleciał do Francji po odbiór samolotów myśliwskich. W powrotnej drodze pod jego dowództwem zespół dziewięciu pilotów pokonywał trasę do Polski nad Alpami, następnie przez Włochy, Jugosławię i Austrię. Pawlikowski na skutek silnej mgły zmuszony był w pewnym miejscu do lądowania. Samolot uległ zniszczeniu, a kapitan był mocno potłuczony. Mimo to powrócił niezwłocznie do Paryża, wziął nową maszynę i dogonił całą eskadrę, która lotu nie przerywała. Był to pierwszy wyczyn tego typu w dziejach lotniczych.

          – Dziesięcioletnia służba lotnicza w ekstremalnych warunkach stargała nerwy Pawlikowskiego – dowodził jego obrońca. – Dlatego ta sprawa nie może być rozwiązana starogreckim sposobem: jest zbrodnia, a więc musi być kara. Stefan Pawlikowski był niepoczytalny w chwili popełnienia zabójstwa.

          Zabił, gdyż w swoim przekonaniu został obrażony.
          To nadwrażliwość zniewoliła go do tak tragicznej w skutkach reakcji.

          Mecenas przypomniał wojskowym sędziom, że obowiązkiem oficerów jest nie dopuścić do znieważenia lub obrazy munduru. W praktyce niejednokrotnie dobywali oni w takiej sytuacji broni i to często w stosunku do cywilów. Gdyby nie reagowali, spotkałaby ich anatema ze strony kolegów.

          – Oskarżony był tamtej nocy w cywilu – zauważył prokurator.

          Adwokat odwołał się do uczuć sędziów:

          – Jedna z ofiar dramatu już nie żyje, druga jeszcze żyje. Będę wyrazicielem stanu psychicznego kapitana Pawlikowskiego, gdy powiem, że na nieszczęście jeszcze żyje. Musicie dać wiarę panowie sędziowie zeznaniom kapitana, który imię polskiej armii wzniósł ponad śnieżne Alpy, skrzydłami samolotu zaczepiał o głowy bolszewickie, dla którego front jest jedynym żywiołem, polem cierpień i tryumfów. To ptak skrzydlaty, który walcząc z losem w przestworzach, uległ mu na ziemi.

          – Boleję nad śmiercią pana Stróżyka – powiedział w ostatnim słowie oskarżony.

          18 listopada 1926 roku Wojskowy Sąd Okręgowy, po dwudniowym procesie, skazał Stefana Pawlikowskiego na 3 lata tzw. twierdzy i wydalenie z wojska po pozbawieniu odznaczeń: Krzyża Virtuti Militari, Krzyża Legii Honorowej i Croix de Guerre. Kara twierdzy, która funkcjonowała tylko w kodeksie wojskowym, nie była traktowana jak więzienie. Skazani oficerowie mogli opuszczać cele, spacerować po twierdzy bez straży, przyjmować gości, a po odbyciu kary wrócić do służby czynnej.

          Mimo że wyrok był bardzo łagodny, jedna z pań obecnych na sali rozpraw zemdlała. Spodziewano się uwolnienia od kary, wszak w grę wchodził „honor oficerski”.
          Kapitan Pawlikowski przyjął orzeczenie sędziów spokojnie – informowała „Polska Zbrojna”. Trzy miesiące później prezydent Mościcki ułaskawił skazanego. Pawlikowskiemu został przywrócony stopień wojskowy oraz ordery.

          Po wybuchu wojny w 1939 roku bronił Warszawy, dowodząc Powietrzną Brygadą Pościgową. Później ewakuował się przez Rumunię do Francji.

          Zginął śmiercią lotnika w 1943 roku podczas lotu bojowego nad Francją. Jego Supermarine „Spitfire” został zestrzelony w walce ze zgrupowaniem niemieckich myśliwców. W 1964 roku – rozkazem naczelnego wodza Władysława Andersa – Stefana Pawlikowskiego pośmiertnie mianowano generałem brygady.

          ***

          W 2001 roku w „Roczniku Mińsko-Mazowieckim” ukazał się artykuł ppłk. dr. Aleksandra Garbacza sławiący pilota Stefana Pawlikowskiego. W obszernej publikacji epizod sądowy został opatrzony komentarzem usprawiedliwiającym słynnego lotnika. Autor twierdzi, że do zabójstwa doszło tylko dlatego, iż kapitan musiał bronić honoru munduru i zawodu żołnierskiego, bowiem został znieważony w miejscu publicznym.

          W Wojsku Polskim II Rzeczypospolitej oficerowie często wobec poniżających ich osób używali broni białej lub palnej.
          Dlatego kara nałożona na Pawlikowskiego w żadnym zakresie nie zahamowała jego kariery w służbie lotniczej ani nie zamknęła drogi do awansu.

          Aleksander Garbacz pisze też, że czynem swoim kapitan Pawlikowski zyskał uznanie u kolegów i przełożonych jego pułku.

          CDN...
          • diabollo Re: Czar II RP z zabójstwami honorowymi. 09.10.20, 07:27
            Major Stefan Łaszkiewicz, zasłużony dowódca dywizjonu 308, tak po latach usprawiedliwiał tragiczny impuls i strzał do Bogu ducha winnego szofera:

            Pawlikowski to Kresy. Mińszczyzna. Krew zabijaków i zawadiaków. Natura wilka, temperowana dyscypliną wojskową czasem z powodzeniem, czasem z fiaskiem. […] Po wypuszczeniu z twierdzy niby okiełznał wilka, lecz znać było, że pod ogładą i manierami światowca kryje się dusza watażki […] On mi przypominał bohaterów Sienkiewicza lub Jacka Londona.

            Fragment książki Heleny Kowalik "Przed sądem II RP. Przebiegłe kochanki, pospolite zbiry, zazdrośni mężowie" (Muza).

            wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,26353986,pijany-oficer-zastrzelil-taksowkarza-bronil-honoru-munduru.html
Pełna wersja