Dodaj do ulubionych

W wojnie polityków z komikami zawsze wygrają komic

09.10.20, 07:30
Wojciech Orliński

W wojnie polityków z komikami zawsze wygrają komicy [USA. GOL TYGODNIA]

Jim Carey parodiuje znakomicie Bidena, Alec Baldwin - Trumpa. Biden się nie obraża. Trump okłada Baldwina na Twitterze

Gdybym był Amerykaninem, głosowałbym na Joe Bidena po prostu po to, żeby częściej oglądać Jima Careya, parodiującego go w programie sieci NBC „Saturday Night Live”. Program nadawany jest od roku 1975 i do jego tradycji należy przedrzeźnianie urzędujących prezydentów. Na pierwszy ogień poszedł Gerald Ford, którego grał Chevy Chase.

Co cztery lata amerykańscy telewidzowie czekają w napięciu, kto będzie grał ewentualnego następcę. Zazwyczaj ten jest im objawiany w skeczu, który jest parodią telewizyjnej debaty kandydatów. W 1976 r. tak właśnie w roli Jimmy’ego Cartera pojawił się Dan Aykroyd.

Ten drugi aktor jest wtedy w ciekawej sytuacji. Jeśli „jego” kandydat wygra, on przez następne cztery czy osiem lat będzie go grać na okrągło – a jeśli przegra, ta rola będzie już tylko ciekawostką. W 1988 r. na przykład Jon Lovitz stworzył wspaniałą kreację, parodiując Michaela Dukakisa – oponenta George’a Busha (seniora). Bush wygrał, więc Lovitz do roli Dukakisa już nie wracał.

Tradycyjnie amerykańscy prezydenci nie gniewali się na te parodie, przeciwnie. Gerald Ford zgodził się zrewanżować pięknym za nadobne i nagrać na użytek programu swoją parosekundową parodię Chevy’ego Chase’a.

Ustępując ze stanowiska, George Bush senior obdzwaniał polityków i dyplomatów, z którymi mile mu się współpracowało. Zadzwonił także do parodiującego go aktora, Dany Carveya (najwięcej sławy przyniosła mu rola „tego drugiego” w komediach z serii „Świat Wayne’a”). Z tradycją zerwał – jak zwykle – Donald Trump, który wielokrotnie atakował na Twitterze parodiującego go Aleka Baldwina. Ten nie pozostawał mu dłużny.

Jim Carey sportretował Bidena złośliwie, może nawet bardziej złośliwie, niż Baldwin parodiuje Trumpa. Coś mi jednak mówi, że wygrana Bidena oznaczać będzie powrót do tradycyjnej przyjaźni między prezydentem a „jego” aktorem z „Saturday Night Live”.

W wojnie polityków z komikami na dalszą metę przecież zawsze wygrają komicy. Tak jak w tym tygodniu Jim Carey.

wyborcza.pl/magazyn/7,124059,26381371,w-wojnie-politykow-z-komikami-zawsze-wygraja-komicy-usa-gol.html#S.raport%20ze%20swiata-K.C-B.1-L.1.maly
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka