diabollo
31.10.20, 15:49
Konserwatysta chce, żeby rozwydrzona kobieta czuła ból i strach
Głupio mu, że inni nie są tak zahamowani jak on sam
WYWIADKrystyna Romanowska
Jak to jest urodzić ciężko chore dziecko? Wyobraź sobie, że było ukrzyżowanie, było prześladowanie chrześcijan, ale nie było zmartwychwstania. Była klęska i nikt nie poszedł do raju. Cierpieli i umarli, cierpiąc - mówi Paweł Droździak, psycholog i terapeuta.
Krystyna Romanowska: Wszyscy są zaskoczeni energią i rozmachem – małe miasta! – i poetyką – wyp…! – tego protestu. Co leży u jego podstaw najgłębiej?
Paweł Droździak: Cechą sporów ideologicznych jest niejasność przekazu: coś innego formułuje się oficjalnie, a coś innego jest faktycznym motorem działań. Spór o aborcję przedstawiany jest jako spór o status istoty, czyli czy płód jest człowiekiem, albo spór o ciało kobiety: kto ma nad nim władzę. Tak naprawdę motorem tego konfliktu jest kwestia seksualności człowieka. Do niedawna uprawianie seksu kończyło się ciążą. Ciąży nie dało się odwrócić, nawet usunięta nie była nigdy nieistniejącą ciążą. Mieliśmy popęd, ale także koszt tego popędu. Stąd pomysł małżeństw. Uprawiasz seks, ale tylko w tych ramach, dzięki czemu dzieci zostają przypisane do tej konkretnej pary. Reszta seksu została uznana za złą i zbudowano złożony system wyparć, kontroli. Aż pojawiło się coś, czego nikt nie przewidział: nauka oddzieliła seksualność od prokreacji. Antykoncepcja podkopała cały system wpływów, władzy, kontroli i wyparcia.
Jak wyglądałaby rzeczywistość bez pigułki?
– Przychodzi do nas córka i mówi: „Poznałam chłopaka, chcemy razem pomieszkać kilka miesięcy. Dłużej nie, bo on wraca do siebie do Kanady. To nic takiego, lubimy się po prostu”. Jako rodzice będziemy zaniepokojeni: „Ale co zrobisz, jak on pojedzie do tej Kanady, a ty zostaniesz w ciąży?”. Argumentacja na poziomie racjonalnym, ale w skali społecznej to tak nie działa. Społeczeństwo tworzy automat. Tabu, które działa, nawet kiedy nikt nie wie, o co chodzi. Tworzy się formuła „mieszkanie z chłopakiem bez ślubu jest nieprzyzwoite”. Dzięki temu, że dziewczyna nie chce być „nieprzyzwoita”, nie dochodzi do sytuacji z dzieckiem i Kanadą. Kiedy pojawia się pigułka, autopilot wysiada. Co to w ogóle znaczy „nieprzyzwoite”, mamo? Zdefiniuj mi to. Matka nie wie, co powiedzieć, i system kontroli się sypie.
System kontrolowania seksualności wymaga wbudowania w człowieka wielu elementów – lęku, poczucia winy, zawstydzania, straszenia. Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego spełnia wszystkie kryteria.
– Strona konserwatywna składa się w dużej mierze z osób, które mają silnie rozwiniętą popędowość: mają znakomity dostęp do uczuć agresywnych, rywalizacyjnych. Akceptują hierarchiczność, walkę. Ale jednocześnie mają nałożony silny system wyparć i zaprzeczeń na kwestie seksualne.
Realizują więc swój popęd, jednocześnie gardząc osobą, z którą to robią – przemieszczają na nią pogardę do siebie za to, że uległy popędowi.
Stąd zjawisko fascynacji „brudnym seksem” – taki obiekt jednocześnie przyciąga i oburza.
To bardzo ważny punkt, bo postać kobiety, która używa sobie, korzystając z dobroci antykoncepcji, jest bardzo mocno zmitologizowana przez ludzi z seksualnymi barierami. Tworzy się w ich umysłach mityczna postać współczesnej kobiety, z dużego miasta i wykształconej, „rozwydrzonej”, pozbawionej wszelkiego poczucia winy, aspołecznej, bezlitosnej. Jednocześnie przyciąga i budzi nienawiść. Chce się bardzo, żeby taka osoba nie miała łatwo, jak rzekomo ma. Żeby nie mogła tak sobie „pozwalać”. Żeby ponosiła jakieś koszty. Bała się czegoś. Żeby wisiał nad nią jakiś miecz. Inaczej życie ze świadomością, że ktoś może to, czego my nie możemy, byłoby absolutnie nieznośne. To było widać w pierwszych reakcjach na AIDS – wielu konserwatywnych komentatorów z trudem ukrywało satysfakcję: rozwydrzeni poczują w końcu, co to ból.
A mokry sen skrajnej konserwy to zgwałcona „nieprzyzwoita” kobieta, która rodzi i wychowuje niepełnosprawne dziecko. Perwersyjny szczyt szczęścia.
– Przyjęcie na siebie cierpienia miałoby tu być rodzajem „przekroczenia ograniczeń własnego ja” i mogłoby być popędowym ekwiwalentem seksu.
Tego nikt wprost nie mówi, ale to się czuje: im bardziej coś jest intuicyjnie niemożliwe do zaakceptowania, tym bardziej fascynuje stronę konserwatywną.
Nie tylko jako praktyczny sposób, by zatrzymać tę współczesną kobietę i sprawić, aby wiedziała, że życie to nie jest bajka, ale – co więcej – niech przeżyje coś skrajnego, co przekracza granice pojmowania i co ją złamie. Po tej przemianie wyjdzie całkiem inna i jakoś lepsza. Taka fantazja może być dla jej autora popędowym ekwiwalent innej sceny. Takiej, w której ona powiedziałaby: „nikt mi tak jeszcze nie zrobił”
Zamiast tego mówi się o „świętości życia”. Co nie wydaje się szczere, ponieważ strona konserwatywna wcale nie stoi na stanowisku chronienia życia wszelkiego i za każdą cenę. Strzela się na wojnie także do niewinnych, bombarduje się miasta i bomby czasem trafiają w ciężarne. Nie znam wypowiedzi konserwatywnej, która głosi, że należy rozwiązać armię, ponieważ istnienie artylerii może narazić jakiś płód na śmierć.
Pamiętam dyskusję prof. Andrzeja Zybertowicza ze studentem – tam wprost padły słowa: – Pan chce tylko żyć, ale są rzeczy ważniejsze niż życie. Ofiara. Poświęcenie. Heroizm i tak dalej. Mniej więcej wtedy Janusz Palikot opowiadał, że życie jest najważniejsze i w związku z tym, gdyby Polskę napadnięto, nie należałoby się bronić, ponieważ obrona prowadziłaby do ofiar w ludziach. To przekreśliło jego szanse w polityce na zawsze.
CDN...