Dodaj do ulubionych

Media każą nam się bać, później wyolbrzymiają...

15.11.20, 09:04
Media każą nam się bać, później wyolbrzymiają nasz strach, a potem z przerażeniem donoszą, jak strasznie się boimy
Maciej Jarkowiec

Łatwiej jest unikać wszystkich węży, niż nauczyć się rozróżniać, które są jadowite, a które zupełnie niegroźne. Nie ma czasu na namysł i przeprowadzenie selekcji. Boimy się więc wszystkich ciapatych. Wszystkich pedałów. Wszystkich pisiorów. Wszystkich lewaków. Wszystkich katoli. Wszystkich feministek

W Halloween 1938 roku program muzyczny na falach CBS został przerwany komunikatem o niewyjaśnionych eksplozjach zaobserwowanych przez naukowców na Marsie. Chwilę później reporterzy donieśli o lądowaniu cylindrycznego obiektu na farmie w okolicach Grover’s Mill w New Jersey. Wedle następnej gorączkowej relacji trwał już desant Marsjan na terenie całych Stanów. Z dachu manhattańskiego wieżowca ich potężna maszyna buchała na miasto śmiercionośnym gazem.

Zanim audycja dobiegła końca, redakcję CBS w Nowym Jorku obległy dziesiątki dziennikarzy. Chcieli wiedzieć, kto wymyślił program, kto za niego odpowiada i jak skomentuje panikę, którą wywołał na terenie całego kraju. W ciągu następnych kilkunastu dni w gazetach ukazało się ponad 12 tys. artykułów opisujących, jak w noc słuchowiska Amerykanie masowo opuszczali swoje domy i miasteczka, zostawiali cały dobytek i zatykali drogi, uciekając nie wiadomo dokąd przed inwazją obcych.

Autor programu Orson Welles, który wykorzystał powieść H.G. Wellsa „Wojna światów”, z dnia na dzień stał się sławny i rozpoczął karierę w Hollywood. Do jego audycji w jednym z przemówień nawiązał Adolf Hitler.

Genialny jak na tamte czasy pomysł Wellesa opierał się na czymś, co dziś nazywamy fake newsem. Autor tak napisał i wyreżyserował audycję, że wydawała się relacją na żywo z prawdziwych wydarzeń. Ale najciekawsza w tej historii jest reakcja nie słuchaczy, tylko mediów. W następnych latach historycy wykazali, że panika w związku ze słuchowiskiem jest legendą. W rzeczywistości zasięg audycji był mały. Zdecydowana większość tych, którzy ją w ogóle usłyszeli, zdawała sobie sprawę z tego, że mają do czynienia z fikcją. Tu i ówdzie ludzie wychodzili przed domy i sprawdzali, czy nie atakują Marsjanie. Najbardziej zaniepokojeni dzwonili do lokalnych komisariatów policji, żeby się upewnić, że nic im nie grozi.

Z kilku odosobnionych przypadków niepokojów dziennikarze ukręcili świetnie sprzedającą się opowieść o narodowej panice.

To był dopiero prawdziwy fake.

Dobra wiadomość to żadna wiadomość
Morał z „Wojny światów”: media każą nam się bać, później wyolbrzymiają nasz strach, a potem z przerażeniem donoszą o tym, jak strasznie się boimy. Stare dziennikarskie porzekadło głosi: Good news is no news – dobra wiadomość to żadna wiadomość. To ma podstawy dowiedzione naukowo.

W jednym z badań w ciągu czterech tygodni 1989 r. w największych brytyjskich gazetach 65 proc. artykułów dotyczących przestępczości opisuje brutalne zbrodnie. W rzeczywistości jedynie w przypadku 6 proc. przestępstw dochodzi do jakiejkolwiek przemocy. Rok później 30 proc. materiałów w amerykańskiej prasie opisujących łamanie prawa zajmuje się morderstwami. Faktyczny odsetek zabójstw pośród wszystkich przestępstw: 0,02 proc. Gdy w następnej dekadzie czołowymi tematami największych mediów w USA są terroryzm i imigracja, think tank CATO Institute wylicza prawdopodobieństwo śmierci w zamachu terrorystycznym zorganizowanym przez przybysza z zewnątrz. Wynik: jeden na 3,64 mld.

Rozwój mediów społecznościowych zwielokrotnia panikę. Ćwierkamy o strachu, czatujemy o strachu, nieprzerwanie wszelkimi sieciowymi kanałami przekazujemy sobie strach.

W 2016 r. facet uzbrojony w dwa karabiny automatyczne, kolta i nóż wojskowy wchodzi do pizzerii w Waszyngtonie, żeby uratować dzieci pożerane tam przez kanibali. Naczytał się o tym w sieci. Udaje się go obezwładnić, zanim zdąży kogoś zabić. W marcu 2020 r. jak świat długi i szeroki przez portale roznosi się wieść, że w związku z rozprzestrzeniającą się pandemią za chwilę zabraknie papieru toaletowego. Rzucamy się do supermarketów i drogerii. Wykupujemy. Uff. Kto zdążył, ma swój zapas.

Jaka jest prognoza dla cywilizacji, która boi się, że kiedy przyjdzie najgorsze, nie będzie się czym podetrzeć?

Czekamy na apokalipsę, jak zawsze
Strach jest narzędziem przetrwania. Ma nas chronić. Jeśli przegapimy szansę na zdobycie pożywienia, za jakiś czas pojawi się kolejna. Zgłodniejemy, ale przeżyjemy. Ale jeśli nie zanotujemy bodźca nakazującego nam uciekać, chować się albo walczyć – drugiej szansy może nie być. Dawno, dawno temu ludzie rozumieli o wiele mniej niż my. Bali się pełni Księżyca, błyskawice były tajemnicą, a łańcuch wysokich gór granicą, za którą rozpościerało się nieznane.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Media każą nam się bać, później wyolbrzymiają 15.11.20, 09:06
      Historyk Wiktor Werner zauważa, że chrześcijaństwo wyzwoliło Europejczyków od wielu lęków, ale przyniosło nowe. Pisze: „Polowania na czarownice nie były ludowym samosądem ciemnego ludu, były świadomym działaniem, podejmowanym przez ówczesne społeczne i intelektualne elity dla odsunięcia od ludu bożego strasznego zagrożenia, jakim mógł być triumf antychrysta”. Faktycznych niebezpieczeństw też nie brakowało: na wsie napadały bandy gwałcicieli i rabusiów, na miasta – obce wojska. Następujące po sobie cyklicznie epidemie wybijały tysiące, nieraz miliony ludzi.

      Strach przed realnym zagrożeniem mieszał się ze strachem przed czymś wyobrażonym. I nic się w tej kwestii nie zmieniło do dziś. Mój kumpel, któremu lockdown wykańczał firmę, powiedział przygnębiony:

      – Stary, teraz biorę pod uwagę wszystkie najgorsze scenariusze. – Łącznie z atakiem zombi.

      Inny znajomy, bogaty, zdobył pozwolenie na broń i nauczył się strzelać. Kupił szwajcarski sejf, napakował go walutą i kosztownościami na czarną godzinę. Miliarderzy z Doliny Krzemowej wykupują działki w Nowej Zelandii i stawiają na nich luksusowe bunkry. Gdy nadejdzie armagedon, ponoć tam ma być najbezpieczniej.

      Czekamy na apokalipsę, jak zawsze. Wizja rychłego końca świata obecna jest w każdej z największych religii, pojawia się w opowieściach wszystkich kultur. W czasie XIV-wiecznej epidemii dżumy franciszkański kronikarz zakończył swój dziennik informacją, że pozostałe białe karty pozostawia do zapisania tym, którzy ocaleją, „jeśli będą tacy”.

      Strach przed COVID-em
      Jak to jest z naszym dzisiejszym strachem przed COVID-em? Po pierwsze, jest polityczny. 66 proc. wyborców republikańskich w USA stwierdziło w badaniu, że pandemia została rozdmuchana przez media, a jej rzeczywista skala jest o wiele mniejsza. Wśród demokratów taki pogląd wyraża 15 proc. respondentów.

      Po drugie, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W badaniu wykonanym przed amerykańskimi wyborami w Niemczech, gdzie służba zdrowia jest prawdopodobnie najlepsza na świecie, 53 proc. pytanych stwierdziło, że ich największa obawa to pogorszenie się sytuacji międzynarodowej ze względu na politykę Donalda Trumpa. W drugiej kolejności wymienili lęk przed obciążeniami finansowymi w związku z kryzysem w Europie. Strach przed zakażeniem koronawirusem znalazł się kilka pozycji niżej – wyraził go co trzeci badany.

      Poziom strachu można ocenić gołym okiem: w dziesiątkach miast całego świata szły demonstracje przeciw obostrzeniom. We Francji w szczycie pandemii tysiące ludzi nie bało się wyrazić jedności, gdy terroryści bestialsko zamordowali nauczyciela. W Polsce setki tysięcy nie przestraszyły się zarazy i wyszły z domu, żeby powiedzieć władzy: „Wypierdalać”. Wirus nie powstrzymał nazioli przed podpalaniem stolicy i wywołaniem bitwy z policją 11 listopada.

      Gdy po pierwszym, wiosennym lockdownie ludziom znów pozwolono się gromadzić, bary pękały w szwach. A przecież zachorowalność w naszym kraju wówczas nie malała, tylko dopiero zaczynała rosnąć.

      Teraz wchodzę do Biedronki kilka chwil po zamknięciu okienka dla seniorów. Ciasny sklep jest pełen starszych ludzi w maskach, dystans między obywatelami z grupy największego ryzyka nie wynosi zalecane przez wirusologów 1,5 metra, tylko zero. Dosłownie ocierają się o siebie. Mój teść na sugestię, że ktoś młody będzie dostarczać mu zakupy, odpowiada, że „nie jest wcale taki stary”.

      Strach jest łatwy
      Teść chce być wolny. Nie chce się poddać lękom. Jego reakcję już dawno zanalizował Freud. W „Cywilizacji i jej niezadowoleniu” (1930) zajął się zderzeniem między naszymi pierwotnymi pragnieniami a normami, jakie narzuca nam społeczeństwo w imię zgody, zdrowia i porządku. Nieustająco powracające pytanie naszych czasów – ile wolności jesteśmy skłonni przehandlować w zamian za bezpieczeństwo – można sparafrazować: jak bardzo damy się przestraszyć.

      Nieprzypadkowo Trump – największy współczesny maestro dyrygujący freudowskimi odruchami społeczeństwa – bierze na celownik antycovidowe maseczki. Zdejmijcie je, mówi, i sam daje przykład, choć jest chory i może zakażać. Nie bójcie się COVID-u. Z jego pomocą chcą wam odebrać wolność. Z drugiej flanki, rzecz jasna, atakuje z użyciem całego arsenału strachów: uchodźców, Meksykanów, muzułmanów, socjalistów, komunistów, anarchistów. W 2016 r. wygrywa wybory dzięki polityce strachu, choć rok 2015 statystycy ogłosili najlepszym w historii świata: ludzie żyli najdłużej, zarabiali najwięcej, chorowali najmniej, głodowali najmniej i najrzadziej zabijali się na wojnach.

      Oczywiście statystyka prawdy nie powie i strachu nie zaleczy. Politycy wiedzą to lepiej niż kto inny. „Strasznie się boję” – powiedziała w tamtym czasie Trumpowi pewna 12-latka. „Sprawię, że wkrótce nie ty, ale to oni będą się bać” – odpowiedział.

      – Strach jest łatwy – mówi Rick Wilson, weteran republikańskich marketingowców, autor reklamówek wyborczych. W jednej z nich, z 2002 r., kandydata Demokratów do Senatu pokazywał w towarzystwie Saddama Husajna i Osamy ben Ladena. – Chodzi o to, żeby przeciwnika powiązać ze strachem, ze zbrodnią, z cierpieniem.

      Wywoływana politycznie histeria umożliwiła Holocaust, ludobójstwo w Rwandzie, zamknięcie tysięcy Amerykanów japońskiego pochodzenia w obozach w czasie II wojny, pogromy w Polsce, przez dekady podtrzymywała ogień pod konfliktem w Irlandii Północnej.

      Teraz napędza nowych populistów. Ale byłoby uproszczeniem stwierdzić, że to oni sieją strach. Raczej żerują na istniejących lękach. Dają im nawóz i podlewają je.

      CDN...
      • diabollo Re: Media każą nam się bać, później wyolbrzymiają 15.11.20, 09:07
        Neurologia przekonuje: im więcej wiemy o mózgu, tym bardziej ewidentne się staje, że jest dużo mniej wyrafinowanym organem, niż nam się wydawało. Jego zasadnicze zadanie jest proste: przetrwać i przedłużyć gatunek. Tymczasem żyjemy w erze, kiedy nasze głowy są bez przerwy bombardowane impulsami strachu. Kiedyś przejścia od jednej do drugiej rewolucji, które odmieniały cywilizację, trwały setki lat. Dziś komputer sprzed dekady jest zabytkiem, z roku na rok zniknęła zima, z dnia na dzień mężczyźni stają się kobietami lub odwrotnie. W takich warunkach zaprogramowane na przetrwanie mózgi dokonują naturalnej generalizacji. Łatwiej jest unikać wszystkich węży, niż nauczyć się rozróżniać, które są jadowite, a które zupełnie niegroźne. Nie ma czasu na namysł i przeprowadzenie selekcji. Boimy się więc wszystkich ciapatych. Wszystkich pedałów. Wszystkich pisiorów. Wszystkich lewaków. Wszystkich katoli. Wszystkich feministek.

        Strach w polskich genach
        „Może to właśnie on – ów główny, podstawowy, hodowany w sercach przez dziesięciolecia, wielki strach przed całkowitym zniknięciem Narodu i Państwa – jest nie tylko ukrytym fundamentem naszego narodowego hymnu, w którym dajemy wyraz zdziwieniu, że naród nasz jakimś cudem wciąż istnieje, skoro my nadal żyjemy – ale i ukrytym fundamentem całej kultury polskiej ostatnich dwóch stuleci?” – zapytuje Stefan Chwin w „Tygodniku Powszechnym”. Wymienia strachy, które nie dawały i nie dają nam spokoju – morowe powietrze, czarownice, heretycy, bunty chłopskie, Krzyżacy, Turcy, Tatarzy, Rosjanie, Niemcy, elity, aborcjoniści, eutanaziści. Przypomina, jak pełne nieustraszonych herosów dzieła tworzyła nasza kultura, aby tym lękom przynosić ulgę.

        Strach w polskich genach? Tak. Tyle że Chwin opublikował esej w sierpniu – kilka miesięcy przed buntem – i pewnie dlatego przegapił młodych. Demonstranci spod sztandaru „Wypierdalać” nie boją się zaborów, nie boją się bombardowań, stanu wojennego, nie boją się Rosji ani Niemiec, nie boją się Żydów ani muzułmanów, nie boją się grzechu, nie boją się Kościoła, nie boją się Boga. Mają w nosie polskiego papieża i nie boją się tego głośno powiedzieć. Są inni. Dla nas, starszych, bywają obcy jak kiedyś, dawno, dawno temu, ci przybysze zza wysokich gór. Dlatego tak wielu z nas, również z obozu przeciwnego władzy, się na nich oburza. Boimy się ich. Lękamy się nowej polskości wyzwolonej z wielowiekowych polskich lęków.

        Jak reagujesz na strach?
        Młodzi mają swoje strachy. Boją się, że przez politycznych bęcwałów nie będą już mogli jeździć na Erasmusa. Że nie będą mogli się kochać, jak chcą. Uczyć się, czego chcą. Że z powodu skręta wylądują na dołku. Boją się, że zaleje ich potop i zmyje z powierzchni ziemi. W 2019 r. 16-letnia Greta Thunberg ubrana w kraciastą koszulinkę, z włosami splecionym w warkocze mówi wbitym w gajery starszym pokoleniom na forum ekonomicznym w Davos: – Nie chcę waszej nadziei. Chcę, żebyście spanikowali.

        Gdy miała 11 lat, zrozumiała, co to jest globalne ocieplenie. Przestała się odzywać i wychodzić z domu. Dopadła ją depresja klimatyczna. Nauka dopiero próbuje opisać to coraz powszechniejsze zjawisko dotykające ludzi w różnym wieku, ale najczęściej młodych. Wiadomo na pewno, że nie jest to choroba psychiczna, bo lęk wywołują w tym przypadku racjonalne powody. Ludzie boją się realnego scenariusza przedstawianego przez naukowców: jeśli nie uda nam się zatrzymać zmian klimatycznych przed pojawieniem się punktów krytycznych, nastąpi kumulacja zjawisk, które w ciągu pokolenia zlikwidują większość populacji Homo sapiens.

        Po pożarach w Australii 90 proc. młodych Australijczyków mówi w sondażu, że boi się klimatycznej zagłady. 70 proc. stwierdza, że myśli o niej codziennie. W jednym z badań w Stanach 77 proc. milenialsów i 67 proc. młodych z pokolenia Z mówi, że zmiany klimatu mają zły wpływ na ich zdrowie psychiczne.

        Greta Thunberg doszła do siebie, wyszła z domu i usiadła pod szwedzkim parlamentem z transparentem „Strajk”. Przestała jeść mięso i nabiał, kupować ubrania, podróżować. Pytanie: ile Gret Thunberg chodzi dzisiaj po świecie? Ilu jest ludzi, których reakcją na strach jest odmiana własnego życia? Ilu podwija rękawy i bierze się do pomagania i ratowania, jak doktor Rieux z „Dżumy” Camusa – nie oglądając się na nic.

        CDN...
        • diabollo Re: Media każą nam się bać, później wyolbrzymiają 15.11.20, 09:07
          Czy młodzi ze strajków klimatycznych i strajku kobiet poza tym, że nieraz pokrzyczą na ulicach, na co dzień nie chcą żyć jak my wszyscy: kupić ciuch, obejrzeć serial, zjeść hamburgera? Czy od depresji klimatycznej powszechniejszy nie jest dużo obszerniej opisany przez psychiatrów FOMO – fear of missing out, czyli strach, że coś nas omija? Że życie nam umknie, wystygnie. Że nie zajdziemy jeszcze wyżej. Nie kupimy jeszcze więcej. Nie pojedziemy jeszcze dalej. Niewystarczająco zalajkujemy i niewystarczająco nas zalajkują. Że nam się wszystko znudzi.

          Viktor Frankl, austriacki neurolog i psychiatra, ocalały z Holocaustu więzień Auschwitz – interesowały go m.in. przypadki Niemców, którzy pomagali Żydom. Wyłamywali się oni z powszechnego w hitleryzmie zjawiska racjonalizacji zła: nie sprzeciwiam się mu, bo mogę sobie śmiertelnie zaszkodzić, poza tym nic ode mnie nie zależy, inni zachowują się tak samo biernie lub o wiele gorzej. Frankl pisał: „Między bodźcem a reakcją jest przestrzeń. Tam manifestuje się siła naszego wyboru. Od naszej reakcji zależy nasz rozwój i nasza wolność”.

          Tylko od nas zależy, jak reagujemy na impuls strachu, który chce w nas wzbudzić polityk. Od nas zależy, jak reagujemy na przerażające przeświadczenie, że zmiany klimatu mogą zabić nasze dzieci i wnuki. Od nas będzie zależeć, jak zareagujemy na doświadczenie pandemii.

          W „Wojnie światów” H.G. Wellsa ludzkość ocalała, bo Marsjanie okazali się nieodporni na ziemskie bakterie. Może koronawirus też nas uratuje? Każe nam przemyśleć nasze nałogi, pragnienia, lenistwo. Nasze lęki. A może po prostu zaraza się skończy i dalej będzie, tak jak było. Coraz straszniej.

          wyborcza.pl/magazyn/7,124059,26507637,media-kaza-nam-sie-bac-pozniej-wyolbrzymiaja-nasz-strach-a.html#weekend#S.W-K.C-B.4-L.1.maly
    • diabollo Re: Media każą nam się bać, później wyolbrzymiają 15.11.20, 09:47
      Zgadzając się z ogólnymi tezami autora, zacząłem się zastanawiać czy jestem katolikożercą, bo się boję katolików?
      Odpowiedź brzmi oczywiście: nie.
      Nie boje się katolików. Boję się konsekwencji politycznych katolickich postaw. Z resztą to działa wszędzie i dotyczy wszystkich zabobonów.

      Po pierwsze doskonale wiem, że katolików w sense deklarujących się jako katolicy będzie w Polsce może z 80% społeczeństwa, przy czym dla zdecydowanej większosci to nie jest żadne wyznanie religijne, wyznanie wiary, lecz wyznanie polityczno-tożsamościowe. Jestem katolikiem bo wychowałem się w rodzinie katolickiej na tej samej zasadzie jestem kibicem Legii, bo mój ojciec i dziadek byli kibicami Legii, czuję się lepiej podczepiony pod moją "tradycję", to moja (polityczna) tożsamość.
      Jest to oczywiście postawa kretyna (kretyni niestety zawsze stanowią większość populacji), bo jest zupełnie oderwana od kontentu ideologiczno-politycznego. Nie ważne jaka jest polityka koszczuja katolickiego, nie ważne jaka ideologia stoi za kibicowaniem Legii: to wszystko bez znaczenia jestem katolikiem, jestem kibicem Legii.

      Oczywiście ta bezmyślna deklaracja najczęściej nie pociąga za sobą żadnych konswencji opórcz jakiś rzadkich rytuałów.

      I dalej jakoś tam regularnie uczestniczy w katolickich obrzędach i rytuałach zaledwie 30-35% społeczeństwa.

      I jest jeszcze to jądro katolicyzmu, Prawdziwie Naprawdę Mocno Wierzący Katolicy, którzy (szacuję) stanowią tak z ok. 10-15% społeczeństwa.

      Do klasycznego kretynizmu tożsamościowego dochodzi u nicyh coś jeszcze gorszego i jeszcze głupszego: zabobon religijny naprawdę dostarcza im mentalnych i psychicznych benefitów głównie własnie jako kompensacja strachu. Strachów wszyscy mamy co nie miara, ale taki Prawdziwie Naprawdę Mocno Wierzący Katolik wierzy, że Anioł Stróż i Dobre Mizmu go chronią, a jak nie chronią to jak zgarnia bęcki od życia to Dobre Mizmu i tak wie co robi, bo ma dla niego Wielki Plan.

      Oczywiście największym i najbardziej atawistycznym strachem człowieka jest strach przed śmiercią. I taki PNMW katolik naprawdę glupio wierzy, że jeden heros (półbóg) dwa tysiące lat temu trzy dni po śmierci zmartwychwstał i obiecał, że jego followersi też po śmierci zmartwychwstaną i będą żyć wiecznie w wielkiej szczęśliwości w raju.

      I tutaj dochodzi oprócz głupoty coś wiecej. Chodzi o gigantyczą megalomanię, narcyzm i pychę. Tylko gigantyczny megaloman i narcyz musi być tak zdesperowany, żeby chwytać się absurdalnych bajek aby skompensować sobie ból wizji takiej, że jego egzystencja jest niezwykle ograniczona i wkrótce się banalnie zakończy nicością. Pyszałkowaty narcyz nie może pogodzić się z własną nicością.

      Wbrew pozorom Prawdziwie Naprawdę Mocno Wierzący Katolicy w niczym nie są lepsi od kolejniej kategorii, czyli niewierzących katolików cyników, którzy z zabobonu katolickiego żyją, czy tez katolicyzm się im jakoś opłaca - do tej kategorii należą księżą i biskupi, politycy prawicowi, premier, prezes i wszyscy, którzy biorą śluby katozabobonne i chrzczą dzieci, żeby teściów nie rozgniewać, bo mieszkania mogą nie przepisać.

      Sztuka radzenia sobie ze swoimi strachami to miara dojrzałości naszego czlowieczeństwa.
      Banalnie można sparafrazować Talleyranda, że tego, czego powinniśmy się najbardziej bać to głupoty.
      Swojej i innych.

      Kłaniam się nisko.
      • oby.watel Re: Media każą nam się bać, później wyolbrzymiają 15.11.20, 10:54
        diabollo napisał:

        > Sztuka radzenia sobie ze swoimi strachami to miara dojrzałości naszego
        > czlowieczeństwa.
        > Banalnie można sparafrazować Talleyranda, że tego, czego powinniśmy się
        >najbardziej bać to głupoty.
        > Swojej i innych.
        >
        > Kłaniam się nisko.

        Każda ideologia niesie za sobą śmiertelne zagrożenie gdy przeradza się w fanatyzm. Mówiąc o katozabobonie, katotalibanie mówisz o garstce fanatyków. To oni odpowiadają za to, co się dzieje. Niegroźni i groteskowi w normalnych czasach i normalnych krajach stają się niebywale groźni tam, gdzie albo sprawują władzę, albo cieszą się jej względami. Przecież hitlerowcy pozwalali sobie na terror właśnie dlatego, że mieli zagwarantowaną bezkarność. Zważ, że w czasach minionych uprzywilejowane były wszelkiej maści związki i zrzeszenia z socjalizmem w nazwie. Na szczęście były trzymane na w miarę krótkiej smyczy. Teraz Polska Zjednoczona Prawica Rozmodlona otworzyła puszkę Pandory, a szaleniec na czele resortu "sprawiedliwości" siedząc na beczce z prochem odpala race. Przyznasz, że najbardziej frustrująca i wybuchowa jest własna bezradność i bezczelność władzy.
        • diabollo Re: Media każą nam się bać, później wyolbrzymiają 15.11.20, 11:56
          Tak, czcigodny Obywatelu.

          Za rządy ideologiczne katozabobonu w Polsce nie odpowiadają tylko fanatycy, ale cała klasa polityczna, postsolidarnościowa inteligencja i postsolidarnościowe elity polityczne. To nie kryzys czy jakiś przypadek wywołany krzykliwą garstką fanatyków, to rezultat świadomej decyzji i świadomej polityki elit politycznych przez ostatnie 40 lat.

          Jeżeli chodzi o obecną PISdowładzę, to jej degeneracja pokazuje absurd rządów populistycznych, u nas katolickofaszystowskich łapania się prawą ręką za lewe ucho przez dupę.

          Katofaszyści jak wszelkiej maści populiści są nieźli w diagnozowaniu patologii liberalnej demokracji.
          Jednak jeżeli dopchają się do koryta to żadnych patologii nie likwidują, tworzą własną oligarchię, własne patologie i efekt ich rządów to w najlepszym przypadku chaos, w najgorszym zniszczenie i armageddon.

          Polski elektorat to w większości elektorat tchórzliwy, zabobonny, niewykształcony i zdziecinniały, na razie kompromitację PISdowaładzy u kryta kompensuje sobie przerzucaniem poparcia na księdza Hołownię, tudziedż neonazioli na bosaka.

          Kłaniam się nisko.
    • oby.watel Re: Media każą nam się bać, później wyolbrzymiają 15.11.20, 10:37
      Wszystko cacy, tylko dlaczego Jarkowiec sięga po przykłady sprzed stu lat zza oceanu zamiast po prostu przyjrzeć się rodzimym mediom z Wyborczą na czele? Media od dawna przestały relacjonować rzeczywistość, a zaczęły ją kształtować. Pamiętasz drogi Diabollo krótki okres w dziejach Wyborczej, gdzie wyraźnie oddzielano informację od komentarza? Potem uznali, że lepiej zarobią preparując informacje i łącząc je komentarzem żeby czytelnik od razu wiedział co ma o sprawie myśleć.
      • diabollo Re: Media każą nam się bać, później wyolbrzymiają 15.11.20, 10:53
        Gazeta Wyborcza, którą czytam od poczatku popełniła bardzo wiele błędów, które wynikały z podstawowego błędu ideologicznego jej redaktora naczelnego, pana Adama Michinika. Mianowicie błędu, że główną ideologią Narodu Polskiego jest/będzie/powinien być Katolicyzm Otwarty.
        Błąd takiego myślenia pana Michnika polegał na tym, że Katolicyzm Otwarty nie istenieje i nigdy nie istniał.

        A poza tym, GW była i jest po prostu ciekawa do czytania. To znaczy zawsze można było tam przeczytać coś naprawdę ciekawego.
        Już kiedyś Wam wyznałem, że prenumerowałem internetowe wydania magazynu Polityka, i musze powtórzyć, że generalnie prawilne, słuszne i ugładzone, ale niestety nudne. Dlatego zrezygnowałem z prenumeraty.

        A z prenumeraty GW nie zrezygnowałem i na razie nie zamierzam.

        Kłaniam się nisko.
        • oby.watel Re: Media każą nam się bać, później wyolbrzymiają 15.11.20, 11:18
          Ja prenumerowałem papierowe wydanie. I bardzo żałuje, że musiałem się pozbyć kilku pełnych roczników. Teraz byłby dowód na to, że wtedy czytało się Wyborczą jak powieść, od deski do deski, nawet mniej ciekawe materiały były podane tak, że z przyjemnością się je czytało. Potem cena rosła, jakość spadała, ciekawych, na wysokim poziomie materiałów było coraz mniej. Gdy doszło do tego, że kilka złotych dostawało się jeden, dwa ciekawe materiały, a reszta była mdła i podana na poziomie gazetki szkolnej przestałem kupować ten periodyk. Owszem, co jakiś czas można tam znaleźć coś ciekawego. Wielokrotnie prosiłem Cię o skopiowanie. Ponieważ zachwalałeś więc postarałem się o dostęp i... Przez miesiąc znalazłem może tuzin, może ciut więcej materiałów, z którymi zapoznałem się z zainteresowaniem. Reszta... A przecież płodzą tego całkiem sporo. Oczywiście można do sprawy podchodzić filozoficznie i uznać, że na bezrybiu i rak ryba, ale z drugiej strony... Kto zdecydowałby się wykupić abonament na połów ryb na pustyni?

          Ocena medium zależy od tego, czego od niego oczekujemy, czego w nim szukamy. Ja szukam informacji, nie komentarza. Wiele razy zdarzyło mi się przyłapać czołowe media na nierzetelności, na preparowaniu wiadomości pod tezę. Jeśli nie wiesz co mam na myśli, to zerknij na stronę TVP.info. Informacje tam pomieszczone są prawdziwe, ale tak spreparowane, żeby ich wydźwięk budził określone, pożądane skojarzenia i prowadził do ściśle określonych wniosków. Niestety, Wyborcza często stosuje te same metody.
        • oby.watel Media uprawiają ohydną propagandę 15.11.20, 12:20
          Żeby daleko nie szukać manipulacji przykład z dziś. Portal gazeta.pl witał (szybko zmienionym) tytułem: "Kolejny dzień ze spadkiem zakażeń". Po chwili tytuł zmienił się na "Dzień ze spadkiem zakażeń". Artykuł z kolei nosi tytuł "Koronawirus w Polsce. Ministerstwo Zdrowia: 21 854 zakażenia koronawirusem", a w leadzie można przeczytać, że "W niedzielę resort zdrowia poinformował o 21 854 zakażeniach koronawirusem. Jest to spadek tej liczby w porównaniu z sobotnimi danymi." Niestety, są to informacje zaliczające się do trzeciej prawdy Tischnera — gówno prawda. Nie ma spadku zakażeń, jest spadek liczby wykonanych testów. Wczoraj wykonano 56 tysięcy, dziś o 10.000 mniej. Policzmy:

          Wczoraj: 56.084 wykonanych testów → 25.571 zakażonych. Stosunek: 2,19
          Dziś: 46.600 wykonanych testów → 21 854 zakażonych. Stosunek: 2,13
          Przyjmując na okrągło z naddatkiem, że iloraz wynosi 2,5, (choć widać, że rośnie) to 10.000 brakujących testów da 4.000 dodatkowych zakażonych. Czyli nie 21.854 lecz co najmniej bez mała 26.000.

          Otwarte pozostaje pytanie czy gdyby któregoś dnia nie wykonano ani jednego testu, to nierzetelny szmatławiec odtrąbiłby zwycięstwo polskiego rządu nad epidemią? Dlaczego portal nie wspomina o kolejnym cudzie nad Wisłą jakim niewątpliwie jest fakt, że w niektórych województwach (podkarpackim i opolskim) udział wyników pozytywnych w tygodniowej liczbie testów wyniósł odpowiednio 132% i 138%? Czyli każde 100 testów dało ponad 130 pozytywnych wyników! To oczywiście nie jest cud. To jest rozporządzenie przygotowane z myślą o zrzuceniu odpowiedzialności za wzrost zakażeń na protestujące kobiety. Niestety, zabieg się nie udał, choć cuda się dzieją.

          Pytanie: Jak to się dzieje, że tak grubymi nićmi szytej manipulacji nie nagłaśniają media? A może była o tym fenomenie wzmianka w Wyborczej, ale została przeoczona ze względu na to, że została starannie ukryta za paywallem? Diabollo? Mógłbyś to sprawdzić?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka