diabollo
15.12.20, 07:31
Nikt uczciwy nie zagłosuje na Hołownię i Platformę, jeśli nie odetną się radykalnie od Kościoła.
Gołym okiem widać, że coś się dzieje w polityce. Co, wciąż nie wiemy – obóz władzy jest w defensywie, lecz ciągle może odzyskać inicjatywę; kobiety na ulicach wydają się narzucać temat, ale mogą same ze sobą się skonfliktować jak wielu rewolucjonistów przed nimi albo dać się rozprowadzić przez zawodowych polityków, gdy uliczne postulaty przyjdzie przekuć na koalicje i miejsca na listach. Szymon Hołownia święci sondażowe triumfy, ale wkrótce może się znaleźć w jednym rzędzie z Januszem Palikotem, Ryszardem Petru i Pawłem Kukizem.
Jedno tylko wydaje się pewnikiem – Platforma Obywatelska zupełnie nie zyskuje na społecznym niezadowoleniu. Wyborcy, którzy odpływają z PiS, wcale nie trafiają do największej partii opozycyjnej.
Wśród ważnych przyczyn jest i ta, że dla wielu PO to po prostu PiS light. Tak, PO jest proeuropejska, kulturalna i nie właziła w prawo oraz cudze życie z buciorami, ale jednak to centroprawicowa konserwa.
Gdy PiS miał sojusz z Toruniem, Platforma wymyślała „Kościół łagiewnicki”. Gdy w Krakowie tematem obrad rady miasta miało być in vitro, radna PO mówiła, że nie godzi się o tym rozmawiać w Wielkim Tygodniu. PO przez osiem lat rządów nie potrafiła wyjść naprzeciw związkom partnerskim, nawet heteroseksualnym, zaś wygibasy z refundacją in vitro przypominały popisy człowieka gumy.
Platforma, gdy rządziła, tolerowała nazioli, przymykała oko na kłamców aborcyjnych, którzy ze swoimi plakatami jeździli po Polsce, tolerowała niejasności finansowe imperium Rydzyka i pozwalała, by ten rósł w potęgę, której najnowszy pokaz widzieliśmy podczas ostatnich urodzin Radia Maryja. To prezydent z PO Bronisław Komorowski ustanawiał święto „żołnierzy wyklętych”.
Konserwatywna PO przez lata była jedyną alternatywą dla PiS i udawało jej się wyciągać korzyści z tej sytuacji. Do czasu kampanii Trzaskowskiego. Ta kandydatura rozbudziła wielkie nadzieje. Po raz pierwszy od lat liberalne społeczeństwo jakby się przebudziło. Trzaskowski zaczął przyciągać ludzi z lewej strony i liberalną inteligencję. Ale ruch szybko stał się polityczną sierotą.
Protesty to psucie nastroju przy kolacji
Platforma, gdy rządziła, zrobiła wiele, by zrazić sobie liberalną światopoglądowo inteligencję. W czasach, gdy – jak mawiał Tusk – nie było z kim przegrać, tych kilka procent wyborców było bez znaczenia. Zresztą wielu światopoglądowych liberałów i tak głosowało na PO – jak na mniejsze zło. Zaciskali zęby, ale głosowali.
PO mogła więc przyjmować dla inteligencji niekorzystne rozwiązania fiskalne, a jej polityków mogły w ogóle nie wzruszać dane o malejącej liczbie bibliotek, spadku czytelnictwa lub o zmniejszających się średnich nakładach książek.
PO stawiała na ciepłą wodę w kranie, w której kąpała się polska wersja klasy średniej – ludzie z korporacji, dla których ideałem był dom pod miastem (najlepiej urządzony przez projektantkę), byle z grillem i wielkim telewizorem w środku. W takich domach zazwyczaj brak książek – jeśli są, to skandynawskie kryminały (bo o tym się mówi), jakieś dzieło noblistki lub dobrze wypromowanego i wszechobecnego medialnie autora (bo o tym też się mówi), a najczęściej przewodniki turystyczne i książki kulinarne z zakresu modnej akurat diety. Jeśli jest to nawet kuchnia wegetariańska, to nie dlatego, że żal zwierząt (po co wtedy grill?), ale dlatego, że promuje ją jakiś znany piłkarz lub popularna jurorka z talent show.
CDN...