Dodaj do ulubionych

Kościół katolicki stał się ksenofobiczną sektą

20.12.20, 10:25
Kościół katolicki stał się ksenofobiczną, antysemicką sektą

lodz.wyborcza.pl/lodz/7,44788,26609513,prof-obirek-kosciol-katolicki-stal-sie-ksenofobiczna-antysemicka.html?_ga=2.123042638.419022863.1608368578-2086356677.1551012865#S.main_topic-K.C-B.2-L.3.maly
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Kościół katolicki stał się ksenofobiczną sekt 21.12.20, 07:16
      Prof. Obirek: Kościół katolicki stał się ksenofobiczną, antysemicką sektą
      WYWIADLena Gontarek

      - Zamiast przykazania miłości mamy spójny i odrażający sposób fałszowania tego najważniejszego chrześcijańskiego przesłania. To właśnie biskupom o pokrętnej moralności zawdzięczamy rosnącą przepaść między Kościołem i społeczeństwem.

      Rozmowa z prof. Stanisławem Obirkiem, teologiem, antropologiem kultury, byłym jezuitą

      Lena Gontarek: Rozmawiamy dzień po 39. rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Wtedy Kościół był ostoją, miejscem schronienia dla znacznej części społeczeństwa. Teraz, kiedy ludzie wychodzą na ulicę, to krzyczą: "Panie biskupie, mamy cię w dupie". Co się zmieniło od tamtego czasu?
      Prof. Stanisław Obirek: Ludzie. A Kościół został tam, gdzie był 40 lat temu.

      To znaczy?
      - Te ostatnie 40 lat to czas radykalnych przemian politycznych, społecznych, kulturowych, religijnych. Stan wojenny to była przerwa w tym procesie demokratyzacji i upodmiotowiania społeczeństwa, dramatyczna, ale zaledwie kilkuletnia. Kiedy w Polsce po 1989 roku eksplodowała demokracja, zaczęło dochodzić do epokowych zmian: dołączyliśmy do struktur NATO, do Unii Europejskiej, kilka milionów Polaków wyemigrowało do pracy na rynkach europejskich. To były prawdziwe wstrząsy sejsmograficzne, które zmieniły nas jako społeczeństwo.

      Tymczasem Kościół katolicki pozostał jedyną instytucją, która ich nie odnotowała. Jedyne, co faktycznie zauważył, to, że z organizacji marginalizowanej stał się instytucją wyjątkowo uprzywilejowaną - z jednej strony ze względu na konkordat, z drugiej - poprawę poziomu życia członków kleru, hierarchów kościelnych, na których w żaden sposób nie odbiły się negatywne skutki transformacji. Kościół jest dziś więc w zupełnie innym miejscu niż społeczeństwo, te dwie przestrzenie nie przystają dziś do siebie. I ludzie to zauważyli. Dlatego wyszli na ulicę i - czasem w sposób radykalny i wulgarny - artykułują swoje niezadowolenie.

      Mówił pan, że za czasów PRL-u Kościół był taką kolorową alternatywą dla szarej rzeczywistości. Dziś już tego nie możemy powiedzieć.
      - Żartuję czasem, że dwie rzeczy w życiu zrobiłem sensowne. Jedną, wstępując w 1976 r. do zakonu, i drugą - występując z niego prawie 30 lat później. W tych decyzjach wyrażają się doświadczenia mojego pokolenia.

      Jako młody człowiek faktycznie widziałem w Kościele przestrzeń wielobarwną, otwartą, co kontrastowało z przaśnym, prowincjonalnym, wrogim światem PRL-u. Dzięki zakonowi poznałem na Zachodzie Europy katolicyzm, który zmieniał się razem z tym, jak zmieniał się świat. Wydawało mi się, że w Polsce będzie tak samo. Myślę, że dlatego tak długo trwałem w zakonie, bo miałem nadzieję, że to się stanie.

      Ale się nie stało.
      - Dostrzegałem, niestety, w polskim katolicyzmie rodzaj regresji, która trwa nadal. Okazuje się np., że to, co na początku lat 90. wydawało się jakimś egzotycznym marginesem - ksenofobiczny, antysemicki przekaz, jaki zaczął się pojawiać w Radiu Maryja i w mediach z nim związanych - po 20-30 latach jest dla wielu hierarchów, księży, na tyle atrakcyjne, że stało się wręcz mainstreamem katolickim. To przekaz polaryzujący społeczeństwo, szerzący mowę nienawiści. To nie był już mój katolicyzm. Poczułem ulgę, że nie będę dłużej kojarzony z tą ksenofobiczną, antysemicką sektą, jaką się stał Kościół katolicki w swej dominującej formie.

      Ksenofobia, antysemityzm... Gdzie w tym wszystkim przykazanie miłości? Jak to możliwe, że najważniejsi duchowni w tym kraju, zamiast mówić "kochaj bliźniego swego", nazywają go "tęczową zarazą"?
      - Abp Jędraszewski, którego Łódź z ulgą pożegnała, uosabia wszystkie nadzieje, które sam łączyłem z katolicyzmem w latach 70., i jednocześnie najgłębsze rozczarowanie, jakie mnie ze strony tej instytucji spotkało. Pamiętam go jako młodego wykładowcę, świetnie wykształconego intelektualistę, który ukończył uniwersytety w Rzymie. Przyjechał do Polski w latach 80. z doświadczeniem uniwersalnego Kościoła, otwartego i, wydawałoby się, dysponował wszystkimi narzędziami, które pomogłyby polskiemu Kościołowi poradzić sobie w tej zmieniającej się rzeczywistości.

      CDN...
      • diabollo Re: Kościół katolicki stał się ksenofobiczną sekt 21.12.20, 07:17
        Kiedy jednak w 2002 r. na jaw wyszła sprawa molestowania seksualnego kleryków i księży przez abp. Juliusza Paetza, stało się dla mnie jednoznacznie jasne, że tak nie będzie. Jędraszewski był wtedy biskupem pomocniczym w Poznaniu. Zamiast potępić arcybiskupa, co powinni byli zrobić jego pracownicy, bronił go, idąc w zaparte, zbierał podpisy lojalności pod listami, łamał kręgosłupy księży. Stał się twarzą Kościoła, który nie chce się rozliczyć z ciemną stroną własnej historii.

        A potem został biskupem łódzkim i krakowskim.
        - I przyjął bez mrugnięcia okiem tezę o zamachu smoleńskim. Stał się symbolem Kościoła upolitycznionego, popierającego bez żadnych zastrzeżeń rząd, który od 2015 r. niszczy naszą demokrację. Coś nie zadziałało w Watykanie, który takich ludzi, moralnie dwuznacznych, promował.

        Więc gdzie to przykazanie miłości?
        - Zamiast przykazania miłości mamy spójny i - według mnie - odrażający sposób fałszowania tego najważniejszego chrześcijańskiego przesłania, pochylenia się nad ludźmi w potrzebie. Jezus nic innego nie robił, jak tylko zbliżał się do tych najsłabszych, marginalizowanych, wykluczonych. I uczył, żeby to robić. Tymczasem w większości wypadków jesteśmy świadkami zaprzeczania ewangelicznemu językowi w przestrzeni publicznej ze strony hierarchów podobnych Jędraszewskiemu. To właśnie takim biskupom o pokrętnej moralności zawdzięczamy rosnącą przepaść między Kościołem i społeczeństwem, które wychodząc na ulicę i protestując przeciwko zakłamaniu w polityce i w Kościele, kieruje się odruchami przyzwoitości.

        CZYTAJ TAKŻE: 27 duchownych w obronie ofiar ludzi Kościoła. Nagrali film. "Nie będziemy się oglądać na bierność hierarchów"

        Czy tak silne związki z partią polityczną nie są krótkowzroczne? Coraz mniej osób uczestniczy w życiu Kościoła, coraz więcej natomiast mówi o apostazji lub przestaje wysyłać dzieci na lekcje religii.
        - Upolitycznianie religii jest nie tylko krótkowzroczne, bo przecież po zmianie władzy pojawi się coś więcej niż niechęć, ale wręcz głęboko niechrześcijańskie. I wielu duchownych już to widzi. Pod koniec października powstał list zwykłych księży, którzy wskazali na to, że nie zgadzają się na związanie Kościoła z PiS-em. List podpisuje coraz więcej duchownych, mimo że inicjatywa jest zwalczana przez niektórych hierarchów i przełożonych zakonnych, którzy próbują wyciszyć ten oddolny protest. Przykładem osoby, która podkreśla, że utożsamienie Kościoła z partią rządzącą jest drogą donikąd, jest też abp Grzegorz Ryś. To jest iskierka nadziei, że w samym Kościele jest chęć zmiany.

        Problem w tym, że najbardziej słyszalne są głosy krzykliwe, jak głos o. Rydzyka, wspieranego przez polityków, którzy co rusz składają mu w Toruniu czołobitne wizyty. Ale znów - po jego skandalicznej wypowiedzi w sprawie biskupa Janiaka zdymisjonowanego przez papieża Franciszka, poniosły się głosy krytyczne. I to trzeba dostrzegać.

        Biskup Edward Janiak został odsunięty przez papieża Franciszka od kierowania diecezją kaliską z powodu oskarżeń, że tuszował przypadki pedofilii wśród księży. Z tego prawdopodobnie największego grzechu Kościół wciąż się nie rozliczył. Czemu ma tak wielki problem, żeby dokonać rachunku sumienia?
        - To nieprzepracowanie ciemnych kart historii Kościoła nie jest tylko problemem polskim, to problem globalny. Przyczyny szukałbym po pierwsze w głębokim zakłamaniu Kościoła jako instytucji.

        Przez setki lat pojawiły się celibat, patriarchat, wykluczający kobiety z kluczowych pozycji w Kościele, drobiazgowa kontrola nad zachowaniami seksualnymi ludzi. Mimo tak wyśrubowanych ideałów moralnych wielu przedstawicieli kleru dopuszcza się całkowicie niemoralnych zachowań, dobrze zresztą udokumentowanych.

        Kościół koncentrował się na deklaracjach lojalności i ortodoksji, a jednocześnie przymykał oczy na zachowania absolutnie zbrodnicze drapieżców seksualnych.
        Dowodzi tego m.in. ostatni raport dotyczący kardynała McCarricka czy raporty Thomasa Doyle'a, dominikanina, który opisywał sprawę Maciela Degollada.

        Te wszystkie dokumenty pokazują jednocześnie, że silne wyparcie i niechęć do przyznania, że do takich przestępstw w Kościele dochodziło, to głęboko zakorzeniona kultura klerykalizmu. I to jest druga przyczyna unikania rozliczenia - najważniejsze jest dobre imię biskupów, hierarchów, ich dobry odbiór społeczny. I trzeba zrobić wszystko, żeby to wyobrażenie o świętości kleru obronić.

        Dlatego tak trudno jest wielu Polakom pogodzić się z tym, że Jan Paweł II nie był tak krystaliczną postacią, za jaką go mieli?
        - Byłem świadkiem, jak w latach 80. na Zachodzie, w USA krytycznie były postrzegane różne posunięcia Jana Pawła II. Te głosy były absolutnie niedopuszczane do debaty publicznej w Polsce. Tutaj słychać było jedynie zachwyty, bez refleksji. Ten mit Jana Pawła II był tworzony przeszło 40 lat, i to nie tylko przez Kościół, ale też media, polityków, a w końcu wiernych. To, że przedstawiciele mojego pokolenia mają trudność w akceptacji tej ciemnej strony papieża, wynika z tego, że nie chcą pozbawić się mitu, który sami współtworzyli.

        CDN...
        • diabollo Re: Kościół katolicki stał się ksenofobiczną sekt 21.12.20, 07:19
          Po śmierci Stalina wielu płakało szczerymi łzami. Gdy Chruszczow ogłosił raport o jego zbrodniach, ludzie nie chcieli w to uwierzyć, prawda przebijała się przez lata. Sprawa Jana Pawła II to oczywiście zupełnie inny kontekst i nie mamy do czynienia ze zbrodniami na wielką skalę, ale tutaj - podobnie jak w przypadku Stalina - dochodziło do przemilczania wstydliwych, a jednocześnie bardzo ważnych spraw. Jeśli jednak ewidentne zbrodnie z takim trudem przebijały się do świadomości publicznej, to nie powinno nas dziwić, że ludzie nie chcą, aby runął mit tworzony przez ponad 40 lat.

          Kiedy odważymy się z tymi rysami na wizerunku Jana Pawła II zmierzyć?
          - Coś już zaczyna się zmieniać, zwłaszcza wśród młodych katolików, którzy dystansują się od tej bezkrytycznej apologetyki wokół polskiego papieża. Coraz częściej mówi się o "odjaniepawleniu".Ten neologizm oznacza, że mit musi zostać zdekonstruowany. I im szybciej się z tym rozprawimy, tym lepiej. Chodzi o to, żeby umieć zastosować krytyczne rozeznanie.

          Owszem, Jan Paweł II był wielki ze względu na jego otwartość na inne religie, na ekumenizm, ale jednocześnie był dzieckiem swojego czasu, kultury przemilczania, wypierania, chronienia biskupów i księży za wszelką cenę. Jak słusznie powiedział ks. Adam Boniecki, który nie podpisał listu w obronie papieża, prawda jest najlepszą sojuszniczką Jana Pawła II. Pozwólmy faktom mówić.
          A co jest potrzebne, aby zmienił się Kościół?
          - Mój przyjaciel Zygmunt Bauman widział światło w tunelu w pontyfikacie papieża Franciszka. Jego otwarcie na najbardziej potrzebujących: imigrantów, uchodźców, jego dramatyczne stanięcie po stronie ofiar pedofilii, mogą realnie zmienić Kościół katolicki. Pytanie, jak bardzo jego nauczanie, gesty, docierają do polskiego statystycznego katolika. Czy chętniej Polak słucha tego, co mówi ojciec Rydzyk, a nie papież Franciszek.

          Kościół boi się nadchodzących zmian?
          - Wszyscy się ich boimy. Ale to jest Kościołowi potrzebne. Kiedy Jezus przyszedł na świat, dokonał radykalnej zmiany w sposobie pojmowania Boga. Być może Kościołowi trzeba o tym przypomnieć. To, co jest, musi obumrzeć. Kościół w takiej formie, w jakiej istnieje dzisiaj, musi zniknąć, bo jest instytucją absolutnie szkodliwą, niepomagającą ludziom budować przyszłość. Na jego miejsce musi powstać coś, co zmieni radykalnie nastawienie kleru, biskupów, papieża.

          Jak dzisiejszy Kościół potraktowałby Jezusa, gdyby urodził się w najbliższe Boże Narodzenie?
          - Zachowałby się dokładnie tak jak wielki inkwizytor z "Braci Karamazow" Fiodora Dostojewskiego, który aresztował Jezusa i powiedział mu: "Nie przeszkadzaj nam. My wiemy dokładnie, jak ludzi uszczęśliwić".

          lodz.wyborcza.pl/lodz/7,44788,26609513,prof-obirek-kosciol-katolicki-stal-sie-ksenofobiczna-antysemicka.html?_ga=2.123042638.419022863.1608368578-2086356677.1551012865#S.main_topic-K.C-B.2-L.3.maly

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka