Dodaj do ulubionych

Nic nie jest dane raz na zawsze

01.01.21, 19:54
wyborcza.pl/7,75399,26645602,nic-nie-jest-dane-raz-na-zawsze.html#S.DT-K.C-B.2-L.1.duzy
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Nic nie jest dane raz na zawsze 02.01.21, 11:49
      Nic nie jest dane raz na zawsze
      Joseph E. Stiglitz

      To "lider wolnego świata" Donald Trump, który zdemolował wszelkie normy, dał nam tę lekcję. Należy mu podziękować.

      Tekst z "Turning Points: Global Agenda 2021" - magazynu "NYT" i "Wyborczej"

      Joseph E. Stiglitz – ekonomista, badacz polityki, profesor Columbia University i główny ekonomista w think tanku Roosevelt Institute. W 2001 r. dostał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii

      PUNKT ZWROTNY: W środku szalejącej pandemii rekordowa liczba Amerykanów oddała swój głos – i wybrała na prezydenta Josepha R. Bidena juniora. To koniec ery Donalda Trumpa. Jednak urzędujący prezydent odmówił zgody na spokojne przekazanie władzy, jeszcze zanim przegrał wybory

      Jak wielu Amerykanów byłem przerażony, kiedy prezydent Trump odmówił zgody na pokojowe przekazanie władzy w razie swej przegranej 3 listopada. Obwieścił to w październiku, kiedy przegrywał w kolejnych sondażach z przyszłym zwycięzcą, byłym wiceprezydentem Joem Bidenem.

      Oliwy do ognia dolał republikański senator Mike Lee, członek senackiej komisji ds. sądownictwa, który zatweetował: „Demokracja nie jest celem, celem są wolność, pokój i dobrobyt. Chcemy, by ludzie prosperowali. Przerosty demokracji mogą to udaremnić”.

      Przerosty demokracji? Zaletą tej wypowiedzi jest tylko to, że republikański polityk ujawnił wreszcie szczerze swoje myśli, co może być punktem zwrotnym w naszej narodowej narracji i politycznym dyskursie.

      Bez pokojowej, płynnej zmiany warty w Białym Domu, kiedy ludzie pokroju senatora Lee dopinają swego, a my odwracamy się od demokracji, zmienia się nasze życie i nasza wizja Stanów Zjednoczonych jako bastionu demokracji i praw człowieka.

      Rok z górą temu w książce „Społeczeństwo, władza i zysk: kapitalizm postępowy w dobie niezadowolenia” rozważałem dylemat Partii Republikańskiej. Zaciekle broni rozwiązań odrzucanych przez rosnącą większość Amerykanów, którzy chcą powszechnej opieki zdrowotnej, szerszego dostępu do edukacji, wyższych płac minimalnych, ściślejszej kontroli dostępu do broni itp. Jedynym, co przy takim podejściu do zmian społecznych pozwoli Republikanom utrzymać władzę, jest polityka de facto antydemokratyczna – ograniczanie realnych praw wyborczych (wyłączanie pewnych grup wyborców), polityczne ubezwłasnowolnianie (manipulowanie okręgami wyborczymi) i przejęcie Sądu Najwyższego w celu ograniczenia możliwości zdominowanego przez Demokratów Kongresu i prezydenta.

      Widzieliśmy, co naprawdę robili Republikanie, a co niezbyt pasowało do ciągłego machania flagą i powoływania się na konstytucję. Ale teraz nagle dużo szczerzej mówią o swoich zamiarach.

      Może więc uda się nam dziś prawdziwa rozmowa o tym, jakim naszym zdaniem krajem ma być Ameryka w następnych dekadach.
      Czy zgadzamy się z senatorem Lee i jego kolegami co do celów? Czy cel uświęca środki? Czy w imię celów jesteśmy gotowi zrezygnować z naszej demokracji? I czy rezygnacja z demokracji naprawdę nas do nich doprowadzi? Historia służy w tej kwestii wieloma przestrogami.

      Ameryka, czyli kruchość
      Cztery minione lata uświadomiły nam, jak kruche są nasze instytucje – te,
      które zapewniają równość, wolność polityczną, profesjonalne służby publiczne, wolne, zaangażowane media i rządy prawa. Kiedy jakieś 20 lat temu byłem głównym ekonomistą Banku Światowego, pouczaliśmy różne kraje, jak tworzyć dobre instytucje, widząc w Stanach Zjednoczonych model i wzór. Nie byliśmy pewni, jak się je tworzy, nie umieliśmy nawet precyzyjnie zdefiniować, czym są – ale to „coś, co się wie”, kiedy się to ma pod ręką, działające. Chodzi o normy i prawa.

      CDN...
      • diabollo Re: Nic nie jest dane raz na zawsze 02.01.21, 11:50
        Dobrze funkcjonujące społeczeństwa mają jedno i drugie – rządy prawa to konieczność, ale normy przestrzegane przez ogół obywateli są płynniejsze. Nie da się skodyfikować wszystkiego, co składa się na „właściwe postępowanie”. Świat jest zbyt złożony i ciągle się zmienia.
        Nieco później przewodniczyłem międzynarodowej Komisji ds. Pomiaru Wyników Gospodarczych i Postępu Społecznego. Chcieliśmy się przyjrzeć zdrowym gospodarkom krajów, których obywatele cieszą się wysokim poziomem dobrobytu, żeby zrozumieć, jak powstały i trwają te społeczeństwa. Jednym z czynników, na który zwróciliśmy uwagę, często pomijanym we wcześniejszych analizach, było zaufanie – zaufanie obywateli do siebie nawzajem i do wspólnych instytucji.

        Kiedy dorastałem w Gary w stanie Indiana, w szkole uczyli nas o sile amerykańskiej demokracji, o naszych checks and balances i o rządach prawa. Rozmawialiśmy o demokracji, w której słychać donośny głos większości, ale respektuje się też prawa mniejszości. Nie rozmawialiśmy o zaufaniu – było przecież oczywiste – ani o słabości instytucji, bo to przypadek republik bananowych. Patrzyliśmy z góry na kraje, w których pieniądze decydują o polityce. To było jeszcze przed orzeczeniami Sądu Najwyższego – jak w sprawie Citizens United kontra Federalna Komisja Wyborcza – które usankcjonowały obecność korpodolarów w naszej polityce. I trudno nam było wyobrazić sobie Amerykę zdominowaną przez polityczną mniejszość, która ma za nic prawa większości.

        No cóż, mieliśmy ostatnio prezydenta, który demolował normy i uczył, byśmy nie uznawali ich za dane z góry. Dzięki niemu zrozumieliśmy, że pewne zwyczajowe zachowania – jak poszanowanie roli instytucji nadzoru, unikanie konfliktu interesów czy ujawnianie deklaracji podatkowych – trzeba wpisać do ustaw.

        Wybory co cztery lata to nie wszystko
        Mam jednak nadzieję, że ten kluczowy moment w naszej narodowej debacie nie okaże się punktem zwrotnym w dziejach narodu. Jeśli tacy ludzie, którzy jak prezydent Trump i senator Lee gardzą demokracją, będą nadal nadawać ton, wiemy z historii, do czego to doprowadzi – a widać już pierwsze sygnały. Porwanie zeszłego lata w Portland pokojowych demonstrantów przez najętych bojówkarzy w cywilnych samochodach budzi jak najgorsze skojarzenia z brunatnymi koszulami Hitlera. Podobnie jak przekonanie prezydenta, że stoi ponad prawem i może zlekceważyć wynik wolnych, uczciwych wyborów.

        Jeśli jednak nasza demokracja przetrwa, ten kluczowy moment może poprowadzić nas w całkiem inną stronę – staniemy przed trudniejszym, lecz inspirującym zadaniem jej umocnienia. Widzimy kruchość i słabości jej struktur. Widzimy destrukcyjny wpływ pieniądza na naszą politykę – jego siłę, która niszczy zaufanie i sprzyja pogłębianiu nierówności społecznych. Widzimy, jak wzmaga to polaryzację, zamieniając elegancję checks and balances w narzędzie obstrukcji i konfrontacji.

        Nie odbudujemy zaufania i więzi społecznych, póki nie stawimy odważnie czoła splotowi nierówności rasowych, etnicznych i ekonomicznych. Te pęknięcia nieuchronnie nas dzielą, niszcząc solidarność, która jest warunkiem demokracji. To dotyczy całego liberalnego świata, nie tylko Ameryki.
        Odbudowa demokracji będzie trudna, ale ten proces podniesie nas na duchu. Demokracja nie sprowadza się do wyborów co cztery lata. Jej skuteczność wymaga oddolnego zaangażowania, szerokiego frontu instytucji społeczeństwa obywatelskiego, a zbiorowe działanie to więcej niż rząd i instytucje publiczne. Zbiorowe działanie nie niszczy indywidualizmu ani wolności jednostki – raczej je wzmacnia, pozwalając nam wszystkim rozkwitać.

        Doszliśmy do krawędzi, za którą kończą się nasze drogocenne prawa, spojrzeliśmy w przepaść i to, co kryje się na jej dnie. Straszny widok powinien się stać impulsem do solidarności, bez której nie ma mowy o trwaniu demokracji.

        © 2020 The New York Times Company and Joseph E. Stiglitz

        tłum. Sergiusz Kowalski

        wyborcza.pl/7,75399,26645602,nic-nie-jest-dane-raz-na-zawsze.html#S.DT-K.C-B.2-L.1.duzy

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka