Dodaj do ulubionych

Obniżyli podatki, ścięli wydatki na urzędników

04.01.21, 09:48
wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,26632682,w-grafton-obnizyli-podatki-scieli-wydatki-na-urzednikow-jak.html
Obserwuj wątek
    • oby.watel Re: Obniżyli podatki, ścięli wydatki na urzędnikó 06.01.21, 11:41
      Nieustannie zdumiewa mnie upór z jakim pogrobowcy bolszewików i narodowi socjaliści powielają stale te same błędy. Nie wyciągają żadnych wniosków z błędów i wypaczeń, nie postulują wdrażania najlepszych, sprawdzonych rozwiązań, ale nieustannie bija populistyczną pianę przekonując, że ci, którzy dają pracę są źli i należy ich wzorem bolszewickim pogonić do diabła lub wręcz уничтожит. A gdy już im się uda, to za zdziwieniem konstatują, że nawet widły muszą kupować u burżujów, bo sami nie potrafią ich zaprojektować i wyprodukować.
    • diabollo Re: Obniżyli podatki, ścięli wydatki na urzędnikó 09.01.21, 12:35
      Wojciech Orliński

      Obniżyli podatki, ścięli wydatki na urzędników. Jak się żyje w mieście z marzeń korwinistów

      Jedni, zachwyceni niedźwiedziami, zaczęli je dokarmiać. Inni zaczęli kłusować, ucząc niedźwiedzie, że na widok człowieka należy ruszyć do ataku i rozszarpać go pazurami

      Wielu z nas czeka sylwester w kapciach, w fotelu i z dobrą książką. Polecam świeżutką pozycję Matthew Hongoltz-Hetlinga „A Libertarian Walks Into a Bear”.

      Nie wyszła jeszcze w Polsce, więc nie ma na razie kanonicznego polskiego tytułu – proponuję „Korwinista spotyka niedźwiedzia”. Libertarianie w Ameryce działają tak jak korwiniści w Polsce – zwalczają wszystko, co uważają za „socjalizm”, w rodzaju nadzoru budowlanego czy sanepidu.

      Od czasu do czasu w wyborach dostają 5 procent głosów albo i więcej, co budzi w nich wielkie nadzieje na przełom. Ale potem ich liderzy nagle coś palną do mikrofonu i wszystko wraca do punktu wyjścia.

      Kilkanaście lat temu Jason Sorens z libertariańskiego think tanku Cato Institute zaproponował „Projekt wolnego stanu”, czyli masowej przeprowadzki libertarian w jedno miejsce, żeby przechwycić kontrolę nad lokalnymi władzami i wprowadzić tam w życie korwinistyczną utopię: sprywatyzować i zderegulować, co się da.

      Wstępem do „Projektu wolnego stanu” był skromniejszy w założeniu „Projekt wolnego miasta”. W Ameryce stosunkowo łatwo dużej, zmotywowanej grupie przejąć kontrolę nad samorządem municypalnym i często wykorzystują to sekty albo grupy przestępcze.

      W Ameryce to o tyle istotne, że samorząd ma tam niewyobrażalną dla Polaka kontrolę nad policją, edukacją czy sądownictwem. Istnieją pewne służby federalne, ale na przykład policja w rozumieniu „umundurowanych funkcjonariuszy w radiowozach” działa wyłącznie na szczeblu samorządowym. Jeśli jakieś miasto zarządzi, że w ogóle nie chce u siebie policji – nie będzie jej miało.

      Grafton: wolność dla wszystkich
      Całkowitego braku straży pożarnej, dróg publicznych czy edukacji zarządzić wprawdzie nie może, ale jeśli samorząd opanują libertarianie, ideologicznie przeciwni takim instytucjom, mogą je sparaliżować – obcinając im na przykład budżet prawie do zera. To właśnie miało miejsce 16 lat temu w miasteczku Grafton w stanie New Hampshire.
      Ideologia mówiła tak: rządzone przez libertarian miasto odniesie tak oszałamiający sukces, że wolnościową politykę przyjmą inne. Sorens obiecywał współwyznawcom, że to się będzie rozwijać jak kula śniegowa.

      Najpierw wolne miasto, potem wolny stan, potem wolne USA, a potem cały świat stanie się libertariańską utopią! Życie jednak zazwyczaj kpi sobie z ideologicznych utopii. Tak było i tutaj.

      Do Grafton w 2004 roku ściągnęła kilkusetosobowa grupa ekscentryków. Zaprosił ich tam John Babiarz, syn polskich emigrantów, zaciekły antykomunista. Zapewnił libertarian, że w Grafton spotkają się z przychylnym podejściem, bo to miasteczko od stuleci słynęło z przywiązania do wolności.

      Starzy mieszkańcy Grafton jednak bez entuzjazmu przywitali nowych sąsiadów, którzy na zebraniach domagali się legalizacji handlu organami, organizacji pojedynków, kanibalizmu, a także produkcji i dystrybucji narkotyków.

      Starych i nowych mieszkańców łączyło tylko jedno – niechęć do podatków. Libertarianom udało się więc w Grafton sparaliżować m.in. nadzór budowlany i sanitarno-epidemiologiczny, planowanie przestrzenne i straż pożarną, pod hasłem cięcia wydatków dla obniżania podatków.
      Symbolem wolności w Grafton stały się dzikie obozowiska, w których libertarianie mieszkali w przyczepach, namiotach i własnoręcznie skleconych szopach. Nie wywołało to efektu „kuli śniegowej”, który obiecywał Jason Sorens, przeciwnie.

      Mieszkańcy innych miejscowości nie tylko nie chcieli skopiować tych rozwiązań u siebie, ale wręcz starali się unikać przejazdu przez coraz bardziej dziurawe drogi w Grafton. „Projekt wolne miasto” przyciągnął za to grupę entuzjastów, której nikt się nie spodziewał: niedźwiedzie.

      Wolnoć, niedźwiedziu
      W innych miastach w New Hampshire nadal obowiązywały bezsensowne biurokratyczne ograniczenia narzucane przez socjalistycznych urzędasów – że nie wolno wyrzucać śmieci do lasu, że nie wolno osiedlać się w otulinie parku narodowego, że na polowanie trzeba mieć zezwolenie.

      W Grafton panowała wolność. Więc jedni libertarianie, zachwyceni niedźwiedziami, zaczęli je dokarmiać. Inni zaczęli kłusować, ucząc niedźwiedzie, że na widok człowieka należy ruszyć do ataku i rozszarpać go pazurami, zanim zdąży on oddać celny strzał. Jeszcze inni po prostu lekceważyli zagrożenie, aż im zaczęły znikać z domu psy, koty, a nawet puszki z olejem do smażenia.

      CDN...
      • diabollo Re: Obniżyli podatki, ścięli wydatki na urzędnikó 09.01.21, 12:36
        W 2012 niedźwiedzie zaczęły wchodzić ludziom do domów, słusznie wyczuwając, że znajdą wewnątrz lepsze smakołyki niż na zewnątrz. Niedźwiedź jest dostatecznie silny, żeby wyrwać drzwi albo przedrzeć się przez ściankę przyczepy kempingowej – i dostatecznie inteligentny, żeby się domyślić, że to mu się opłaca.

        W ten sposób Grafton przeszło do historii nie jako miejsce narodzin libertariańskiej rewolucji, ale pierwszego zarejestrowanego w New Hampshire ataku niedźwiedzia na człowieka.

        Niedźwiedzie wychowane na libertariańskiej diecie zaczęły tymczasem atakować inne ludzkie osiedla. Odwiedziły nawet studentów w campusie Darmouth College. W 2019 roku wolnościowy eksperyment się zakończył – większość libertarian opuściła ruiny Grafton, resztę (jak w dowcipie) gajowy wypędził z lasu.

        Jak przystało na dobry reportaż, książka Hongoltz-Hetlinga jest opowieścią o ludziach. Autor osobiście odwiedził starych, nowych i byłych mieszkańców Grafton. Rozmawiał z tymi, którzy przeżyli ataki niedźwiedzi, i z tymi, którzy wciąż marzą o legalizacji handlu organami.

        Nie sili się na obiektywizm, jego stosunek do libertariańskiego eksperymentu jest oczywisty. Pozwala jednak jego uczestnikom się wygadać i przedstawić swój punkt widzenia.

        To opowieść daleka i egzotyczna, a jednak brzmiała dla mnie znajomo. Czy Polska ostatnich 30 lat nie była obiektem podobnego eksperymentu?

        Czy rządziła tu prawica, czy lewica, wszyscy obiecywali nam tanie państwo – a w efekcie dostawaliśmy coraz gorsze usługi publiczne. I dopiero wirus uświadomił nam, że z pewnymi zagrożeniami poradzić sobie może tylko wspólnota. Jednostka ludzka jest wobec nich bezradna jak wobec atakującego niedźwiedzia.

        wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,26632682,w-grafton-obnizyli-podatki-scieli-wydatki-na-urzednikow-jak.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka