Dodaj do ulubionych

Lewica, prawica, ideologie

08.01.21, 14:22
wyborcza.pl/magazyn/7,124059,26646007,kto-mowi-wieksze-bzdury-czyli-najlepszy-poradnik-jak-odroznic.html#weekend#S.W-K.C-B.3-L.1.maly
Obserwuj wątek
    • walmart.ca Re: Lewica, prawica, ideologie 08.01.21, 15:51
      "Głównym punktem odniesienia dla lewicy jest interes większości społeczeństwa."

      No. Powinien być, niewątpliwie, ale czy jest? Gdyby tak było, większość społeczeństwa – zamiast 2% - glosowałaby na Lewice.


      Francuski pisarz, Édouard Louis, tak opisał 'ewolucje ideologiczna' swego ojca:
      „Wybory dla mojego ojca stały się szansą na walkę z jego poczuciem niewidzialności… Mój ojciec czuł się opuszczony przez lewicę polityczną od lat 80., kiedy zaczęła przyswajać język i myślenie w kategoriach wolnego rynku… i przestała mówić o klasie społecznej, niesprawiedliwości i ubóstwie, cierpieniu, bólu i wyczerpaniu… Mój ojciec narzekał: „Cokolwiek - lewica, prawica, teraz, wszystkie są takie same”. To „cokolwiek” to była destylacja całego jego rozczarowania tymi, którzy w jego umyśle powinni byli go bronić, ale tak nie było ”.

      „Z kolei Front Narodowy gardłował przeciwko złym warunkom pracy i bezrobociu, zrzucając oczywiście całą winę na imigrację lub Unię Europejską. Ponieważ lewica nie podjęła żadnej próby mówienia o jego cierpieniu, mój ojciec przylgnął do fałszywych wyjaśnień skrajnej prawicy. W przeciwieństwie do klasy rządzącej, nie miał przywileju głosowania na program polityczny. Głosowanie było dla niego desperacką próbą zaistnienia w oczach innych ”.

      www.ips-journal.eu/topics/democracy/closing-the-representation-gap-4888/?utm_campaign=en_851_20210108&utm_medium=email&utm_source=newsletter
    • diabollo Re: Lewica, prawica, ideologie 09.01.21, 10:31
      Jak radzić sobie z bzdurą? Ekspert radzi: zlikwidować pewne dźwięki
      WYWIADTomasz Kwaśniewski

      Jeśli sami zaczniemy używać pewnych pojęć, to sprawa jest skończona. Nawet jeśli będziemy je wyśmiewać, lekceważyć, one i tak działają. Rozmowa z socjologiem Krzysztofem Świrkiem

      TOMASZ KWAŚNIEWSKI: Nim pan powie, jak sobie radzić z bzdurą, wcześniej chyba warto ustalić, co to w ogóle jest bzdura.
      KRZYSZTOF ŚWIREK: Dźwięki bez znaczenia. Taką definicję można znaleźć u Tomasza Hobbesa, który pisał o uczonych swojego czasu, w XVII wieku, że im się wydaje, że nadają znaczenie pewnym słowom, ale tak naprawdę są bez sensu.

      I potem historycznie jak to szło?
      – Ważnym motywem myśli oświeceniowej była krytyka przesądu. Przy czym pojęcie przesądu jest czymś istotniejszym niż bzdury. Dlatego że przesąd nie jest po prostu wymysłem. On jest fałszem, który jest związany z pewnymi interesami – komuś zależy, żeby ludzie nie potrafili rozpoznać między fałszem a prawdą.

      Przykład?

      – Różne wyobrażenia, które powiadały, że ludzie nie mogą autonomicznie decydować o swoim losie. Ciekawy zwrot następuje w wieku XX, kiedy Michel Foucault zauważa, że problemem nie jest kłamstwo czy fałsz, ale prawda. A dokładniej – konstrukcja prawdy. Dlatego że jeśli popatrzymy, w jaki sposób przez stulecia definiowano bzdurę, to zawsze było to robione w odniesieniu do tego, co w danym momencie uważamy, że możemy sensownie powiedzieć o świecie. A to się zmieniało z epoki na epokę, z myśliciela na myśliciela.

      A taka definicja prawdy, która panu podoba się najbardziej?
      – Dla mnie jako socjologa istotniejsze od pytania, które z treści funkcjonujących społecznie są prawdziwe, jest to, jaką funkcję społeczną spełniają.

      Czyli na bzdurę nie reaguje pan złością, tylko zainteresowaniem?
      – Zawsze. Stąd zresztą moje zainteresowanie teorią ideologii.

      Bo ideologia też nie jest kłamstwem czy fałszem – jest błędnym rozpoznaniem, ale to błędne rozpoznanie ma jakieś zakorzenienie w rzeczywistości i czemuś służy.

      A co to w ogóle jest ta „ideologia”?
      – Definicja zależy od tego, kto odpowiada. Konserwatysta powie, że to jakiś wymyślny sposób opisywania świata, bardzo daleki od doświadczenia życia codziennego, naturalnego, osadzonego w tradycji.

      „Ideologia LGBT”.
      – Na przykład.

      Liberałowie, mówiąc o ideologii, często mają na myśli sztywną doktrynę, która nie zdaje sprawy z różnorodności ludzkich sposobów działania, wymyślania siebie, poszukiwania szczęścia itd.

      Czyli to, co mówi konserwatysta, będzie dla nich ideologią?
      – Może tym być, ale najczęściej na celowniku liberałów są te całościowe doktryny, które wychodząc z prostych założeń, chcą ułożyć całe życie polityczne, gospodarcze i społeczne.

      Z kolei lewica pytanie o ideologię wiąże z historycznymi porażkami, które ją spotykały.

      To znaczy?
      – Głównym punktem odniesienia dla lewicy jest interes większości społeczeństwa. I tu kwestia ideologii łączy się z odpowiedzią na pytanie: dlaczego ludzie wspierają sposoby myślenia i argumentowania w polityce, które sprzeciwiają się ich interesowi?

      Czyli w tym ujęciu ideologia jest tym, co zakłóca ludziom zrozumienie, co jest dla nich najważniejsze?
      – Tak, a więc różne zwyczajowe sposoby myślenia, przywiązania, na przykład uczuciowe, które zwodzą i nie pozwalają ludziom w sposób realistyczny spojrzeć na swoją sytuację. Natomiast definicja, która dla mnie jest najciekawsza, mówi, że ideologią jest wszystko to, co nas jakoś w życiu osadza. Pozwala odpowiedzieć na pytanie, kim jesteśmy. Rozpoznać przestrzeń społeczną wokół siebie: kto jest do nas podobny, a kto od nas różny. Z kim jesteśmy w sojuszu, a kto jest przeciwko nam.

      Jeżeli więc dla konserwatystów to, co oni nazywają „ideologią LGBT”, jest jakimś oderwanym od rzeczywistości sposobem myślenia, który ma zmienić sposób, w jaki definiujemy płeć, tożsamość, to z perspektywy, którą ja przyjmuję, samo pojęcie „ideologia LGBT” jest narzędziem ideologicznym. Bo pozwala konserwatystom zbudować obóz wokół tego pojęcia i rozpoznania wroga.

      I tu też, jak rozumiem, bzdurność tego pojęcia jest dodatkowym atutem. Bo jeśli nie masz z tym kłopotu, nie pytasz, o co tu chodzi, tylko po prostu to czujesz, to znaczy, że tym bardziej jesteś swój?
      – Tak, bo ta wspólnota jest oparta też na tym, że mamy pewne intuicyjne rozumienie świata wokół nas, które podzielamy z innymi. I kiedy prawica na przykład mówi o „dyktacie poprawności politycznej”, to właśnie odwołuje się do tego intuicyjnego rozpoznania, że istnieją osoby, które czują się jakoś ograniczone, zagrożone przez pewne normy, które dla innych są neutralne. I w tym sensie pytać osobę, która mówi o „dyktacie poprawności politycznej”: „No dobrze, ale czym ten dyktat dokładnie jest?”, jest nietaktem.

      Niedawno przeżyłem coś takiego. Jak było już wiadomo, że wygrał Biden, pewna osoba stanęła przede mną, powiedziała: „Ciekawe, że zaraz po tym się okazało, że jest szczepionka na COVID-19”. I powiedziała to w taki sposób, że pomyślałem, że jeżeli się zdziwię, że ona widzi tu jakiś związek, to może już nigdy więcej nie chcieć się do mnie odezwać. Poprosiłem więc o rozwinięcie. W rezultacie to ja pomyślałem: „Co za bzdura”. I zacząłem mieć wątpliwość, czy chcę mieć z tą osobą kontakt. W każdym razie to wypowiedziane przez tę osobę zdanie niosło w sobie właśnie ten aspekt rozpoznania i akurat w tym przypadku bolesnego doświadczenia różnicy.
      – I pojęcie „ideologia LGBT” też temu służy. Ma zmuszać ludzi do opowiedzenia się po jednej ze stron: albo jesteś z nami, albo przeciwko. I jest co najmniej kilka takich pojęć funkcjonujących obecnie w języku prawicy, które mają tę funkcję. Poza „ideologią LGBT” i „poprawnością polityczną” – „ideologia gender” czy „marksizm kulturowy”. Te pojęcia w różnych kombinacjach ze sobą się pojawiają, czasami nawet politycy prawicy mówią: nie posługujmy się już „ideologią LGBT”, to jest tak naprawdę „gender”, a tak w ogóle to wszystko jest powiązane z „marksizmem kulturowym”.

      Rozumiem, że to jest po prostu ta najszersza bzdura, która wchłania te wszystkie pozostałe?
      – „Marksizm kulturowy” jest związany z odpowiedzią na pytanie: w którym momencie wszystko poszło nie tak? To jest w ogóle centralny problem myśli konserwatywnej.

      Dlatego że konserwatyści, jeśli zakładają, że tradycje, które odziedziczyliśmy, były najlepszymi historycznie sposobami życia, to muszą odpowiedzieć na pytanie: w takim razie dlaczego ludzie od nich odchodzą? I odpowiedzią często jest teoria chytrego wpływu, który niczym wirus infekuje daną wspólnotę.

      Zaczadzając umysły, sprowadzając mgłę?
      – Tego typu określenia też się pojawiają.

      CDN...
      • diabollo Re: Lewica, prawica, ideologie 09.01.21, 10:34
        Szatan?
        – Najogólniej: jakaś zła siła.

        A bardziej szczegółowo, jak rozumiem: Żydzi, masoni czy właśnie ten „marksizm kulturowy”.
        – Na przykład.

        Oczywiście z takimi uogólnieniami trzeba uważać, bo są różne odmiany myśli konserwatywnej. Czym innym jest przecież integralny tradycjonalizm, który dąży do przywrócenia najbardziej ortodoksyjnych sposobów życia, a czym innym nowoczesny konserwatyzm. Niemniej pojęcie „marksizmu kulturowego” jest o tyle istotne, że współczesnej prawicy, tej zorientowanej nieco bardziej wojowniczo, odpowiada na pytanie: od czego to wszystko, co teraz obserwujemy społecznie, te niepokojące zmiany, jeśli chodzi o sposoby życia, się zaczęło?

        I co, jak rozumiem, trzeba teraz zwalczyć, żeby wszystko wróciło na dobre tory?
        – Tak.

        A te niepokojące zmiany w sposobie życia to są jakie?
        – No chociażby większa tolerancja dla niestandardowych związków międzyludzkich.

        „Marksizm kulturowy” to oczywiście też jest pojęcie, które oznacza pewną teorię filozoficzną. Czy ona w ogóle istniała, o to można się spierać. Dla nas ważne jest to, że w tym dyskursie prawicowym spór na temat tego, jakie są granice czy sensowność użycia pojęcia „marksizm kulturowy”, jest mniej istotny niż sposób jego użycia zbliżający się do teorii spiskowej albo wręcz z nią tożsamy.

        Narracja wygląda mniej więcej tak, że początkiem całej tej historii jest Europa przedwojenna i pewna grupa myślicieli inspirowanych szeroko rozumianym marksizmem. Głównym przedmiotem ich zainteresowania nie jest ekonomia, jak w przypadku ortodoksyjnych marksistów, tylko kultura. Oni są związani przede wszystkim ze szkołą frankfurcką: Theodor Adorno, Max Horkheimer, Herbert Marcuse czy Erich Fromm. Oni muszą uciekać z Niemiec, w momencie kiedy do władzy dochodzą naziści. Trafiają do Stanów Zjednoczonych i tam Adorno i Horkheimer piszą m.in. swoje najsłynniejsze dzieło – „Dialektykę oświecenia”. I rzeczywiście jako teoretycy społeczni zdobywają pewien rozgłos w kręgach akademickich. Po wojnie wracają do Niemiec. Ale już na przykład Marcuse będzie wykładał na amerykańskich uniwersytetach do końca życia. I to tyle, jeśli chodzi o warstwę faktograficzną. Natomiast to, co z tym się dzieje później, w tej obecnej na prawicy narracji o „marksizmie kulturowym”, to jest opowieść o tym, że ci myśliciele nienawidzą kultury zachodniej, w szczególności amerykańskiej. Bo ona jest dla nich synonimem prywatnej inicjatywy, mocnego osadzenia w świecie życia codziennego, jest też wroga wszelkiemu rewolucjonizmowi. W związku z czym postanawiają ją zniszczyć. Ale skupiają się na walce nie na polu ekonomicznym, bo wiedzą, że muszą z tym prężnym kapitalizmem amerykańskim przegrać, tylko z tradycyjnymi sposobami życia i myślenia. I stąd właśnie feminizm, gender, to jest ta krecia robota „marksistów kulturowych”. I to jest oczywiście teoria spiskowa, w tym sensie, że próbuje się skomplikowane problemy historyczne wyjaśniać za pomocą wzorca, że jakiś tam kolektyw, który gdzieś tam się zawiązuje, w strategiczny sposób wdziera się w kluczowe miejsca i zza kotary steruje różnymi procesami. I to oczywiście jest nieprawdziwe na tak wielu poziomach, że aż nie wiadomo, od czego zacząć. W szczególności gdyby ktoś sięgnął do „Dialektyki oświecenia”, to zobaczyłby, że Adorno i Horkheimer wcale nie biorą na celownik kultury zachodniej. Wręcz przeciwnie.

        „Dialektyka oświecenia” to jest książka pisana w cieniu szoku, którym był faszyzm. Myśliciele szkoły frankfurckiej wyrastają z próby krytycznego zrozumienia tego fenomenu. Czyli odpowiedzi na pytanie: jak to możliwe, że w momencie tak wysokiego zaawansowania kultury Zachodu pojawia się zjawisko, które wykorzystuje nowoczesną technologię, ale nie w imię większej wolności, tylko najbardziej okrutnych koncepcji rządzenia. A więc co spowodowało, że ta kultura sama siebie doprowadza do upadku.

        I co wymyślili?
        – W ich przekonaniu problemem jest sposób, w jaki sama koncepcja racjonalności nabrała technicznego charakteru – panowanie nad przyrodą, które miało być narzędziem do wyzwolenia człowieka, stało się instrumentem do zapanowania nad nim.

        Przedmiotem krytyki frankfurtczyków jest też kapitalizm, który nazywają późnym. Bo to już nie jest ten kapitalizm opisywany przez Marksa, z pierwszych dekad XIX wieku, który dąży do ekspansji, ale ten, który już opanował życie społeczeństw Zachodu. A co za tym idzie, i to jest jasne dla frankfurtczyków, to, co nazywa się tradycją, jest już od środka przez niego zmienione. I dlatego właśnie dla szkoły frankfurckiej tradycyjny sposób życia i myślenia nigdy nie był celem ich krytyki. Co więcej, jeśli sięgnąć do ich pism, jasne jest, że oni są jak najdalsi od prostych recept politycznych na to, co robić, jak przeprowadzić rewolucję.

        No dobra, a co jest tym lewicowym mitem założycielskim? Czyli tym, co powoduje, że ludzie nie są w stanie dostrzec, zjednoczyć się wokół tego, co jest ich faktycznym interesem?
        – O tyle na lewicy mit założycielski nie jest potrzebny, że lewica dużo rzadziej niż prawica odwołuje się do sprawczości jednostek w dziejach. Dużo częściej mówi o procesach, które mają charakter społeczny, kolektywny. A w związku z tym dyskusje na lewicy bardzo często graniczą z tymi, które się prowadzi w naukach społecznych. Jeżeli więc lewica będzie sobie jakoś próbowała tłumaczyć na przykład rosnącą popularność radykalnej prawicy, to będzie to robiła za pomocą czynników społecznych. A więc na przykład zmęczeniem neoliberalizmem i polityką cięć. Próbą poszukiwania jakiejś mocnej tożsamości w niepewnym świecie. Itd.

        Brzmi, jakby pan uważał, że to, co mówią lewicowcy, nie ma charakteru ideologicznego.
        – Ale to po prostu wynika z tego, że lewica dużo częściej odwołuje się do argumentów naukowych. W związku z tym trudniej jest tu wskazać jeden do jednego odpowiednik teorii spiskowych pojawiających się na prawicy. To też wynika z tego, że na lewicy od dawien dawna bardzo ważne były i są pytania teoretyczne.

        A te pytania?
        – Choćby o to, jakie czynniki rzeczywiście wpływają na politykę.

        To jest chociażby ten wielki spór, który się rozgrywał przed wojną między marksistami ortodoksyjnymi, którzy uważali, że to czynniki ekonomiczne najlepiej wyjaśniają dynamikę polityki, a tymi, którzy uważali, że bardzo istotne są czynniki kulturowe, które sprawiają, że ludzie są przywiązani do pewnych sposobów życia, nawet jeżeli one powodują niekorzystne efekty.

        A jaki jest cel tego lewicowego marszu, dokąd ludzie mają dojść?
        – Celem lewicy jest emancypacja, czyli jakaś forma autonomii człowieka.

        A co jest celem konserwatystów?
        – Ład społeczny.

        Jeżeli mielibyśmy mówić o ślepych plamkach myślenia lewicowego, to one są związane z tym, że lewica jest dużo bardziej zainteresowana zmianą społeczną niż trwaniem. W związku z czym dużo rzadziej zadaje sobie pytanie, jakie są właściwie warunki trwania ładu społecznego. A jeżeli się wczytać w niektóre teksty konserwatywne, to one to pytanie stawiają w centrum, i to często w sposób podobny do tego, jak to robią nauki społeczne: co jest potrzebne, żebyśmy byli w stanie zbudować trwały, możliwy do wytrzymania ład społeczny.

        Którego już nie będziemy zmieniać?
        – Konserwatyści w odróżnieniu od tradycjonalistów zakładają, że sposób życia zawsze musi się zmieniać. Uwzględniając nowe okoliczności. Ale to ma być ewolucja, a nie rewolucja.

        Z zachowaniem, jak rozumiem, „natury rzeczy” oraz „istoty człowieczeństwa”?
        – Ale każdy język polityczny przyjmuje jakąś koncepcję natury ludzkiej. Tylko ona jest skrajnie różna. Na przykład dla konserwatystów charakterystyczna jest koncepcja natury ludzkiej niezmiennej, osadzonej w pewnym porządku świata.

        Stworzonym przez Boga?
        – Na przykład. Natomiast dla myśli liberalnej charakterystyczna jest koncepcja, która z kolei przeszacowuje ludzką zdolność do indywidualnej autonomii i wymyślania swojego życia na nowo.

        A jak w ogóle powstają te ideologie?
        – To, o czym przed chwilą powiedziałem, to języki polityczne. Z ideologią mamy do czynienia wtedy, kiedy na gruncie takiego języka lub gdzieś u
        • diabollo Re: Lewica, prawica, ideologie 09.01.21, 10:36
          A jak w ogóle powstają te ideologie?
          – To, o czym przed chwilą powiedziałem, to języki polityczne. Z ideologią mamy do czynienia wtedy, kiedy na gruncie takiego języka lub gdzieś u jego podstaw leży narracja, która ma nam pokazać w sposób przemawiający raczej do intuicji niż rozumu, skąd się wzięliśmy, co powinno być dla nas istotne itd.

          No dobra, a ta ideologia, jakby chcieć ją dziś znaleźć, to gdzie się chowa?
          – W bardzo różnych sferach, bo to nie jest tylko to, co ludzie myślą czy mówią, ale też to, co robią. Ideologiczne mogą być na przykład nasze praktyki związane z życiem codziennym.

          To znaczy?
          – Ktoś może doskonale zdawać sobie sprawę, że w życiu ważne są jego różne sfery, w związku z tym należy zachowywać równowagę między pracą a życiem emocjonalnym czy rodzinnym itd. Ale w praktyce bez przerwy siedzi w pracy.

          Co pokazuje, że punktem ciężkości jego rozumienia samego siebie nie jest to, co on myśli racjonalnie, ale to, co robi. I chociaż wie lepiej – gdyby z nim porozmawiać, to ma świetne rozpoznanie rzeczywistości – na poziomie praktyk będzie wciąż wracał do tej, która dla niego jest najważniejsza. Czyli do pracy, bo to ona tak naprawdę określa to, kim jest, bez niej czuje się nikim.

          Z tym związane są też na przykład rytuały konsumpcji. I w tym sensie ta powierzchowna, konserwatywna krytyka konsumpcji, że zachowania konsumpcyjne świadczą o płytkim materializmie współczesnego człowieka, jest nietrafna. Bo zazwyczaj w tych w rytuałach chodzi o coś więcej.

          A te rytuały?
          – To mogą być chociażby tak banalne sprawy jak wychodzenie na zakupy wtedy, kiedy coś nam się nie udaje. Gdy poszukujemy jakiejś formy gratyfikacji w tym, że sobie coś kupujemy. Te gratyfikacje nie są związane z tym, że ktoś jest zbyt głupi, żeby zrozumieć, że kupowanie sobie kolejnej ładnej rzeczy nie uleczy go z cierpienia. A więc to nie jest związane z ograniczeniami myślowymi. Tylko z tym, jak człowiek odczuwa te różne praktyki. A odczuwa je tak, że jest w nie wpisane nasze poczucie własnej wartości.

          No dobra, a w którym momencie dzieje się tak, że zanurzamy się w ideologię?
          – Praktyki życia codziennego są ideologiczne, bo pokazują, w jaki sposób na tym głębokim czy też nieuświadomionym poziomie rozumiemy przestrzeń społeczną wokół nas. I dlatego właśnie poszukujemy gratyfikacji tam, a nie gdzie indziej. Dlatego słuchamy takiego, a nie innego radia. Chcemy wykonywać taki, a nie inny zawód itd.

          Praktyki życia codziennego mówią o tym, co buduje nasze zaangażowanie, do czego jesteśmy przywiązani. I to właśnie to przywiązanie ma charakter ideologiczny. Natomiast kiedy prowadzimy dyskusję, która odwołuje się do jakiegoś porządku argumentacji, wtedy częściej niż rzadziej jesteśmy w stanie kontrolować to, jakie stanowisko zajmujemy. Co chcemy powiedzieć, a czego powiedzieć nie chcemy.

          Czyli raczej jesteśmy zanurzeni w ideologię niż od niej wolni?
          – Zdecydowanie. I te momenty, kiedy jesteśmy w stanie poza nią wyjść, to są momenty takiego klarownego rozpoznania rzeczywistości, które są zazwyczaj przykre. I dlatego też raczej nikt nie dąży do tego sam z siebie.

          A dlaczego przykre?
          – Bo to są te momenty, jak to się mówi, „odarcia ze złudzeń”. Kiedy uświadamiamy sobie z całą ostrością, że na przykład nic nie gwarantuje ładu społecznego, w którym żyjemy. Że wszystko jest otwarte. I to otwarcie jest trudne do wytrzymania. Dlatego też niektórzy teoretycy z tradycji, do której lubię sięgać, mówią, że te momenty przebudzenia z tego ideologicznego snu są bardzo rzadkie i zazwyczaj związane z jakimiś traumatycznymi momentami przerwania tej ciągłości.

          Czyli?
          – To jest na przykład moment, kiedy ktoś nie jest już w stanie dłużej prowadzić życia na kredyt. Doszedł do ściany, dalej tak się nie da, musi zrozumieć, że pewien sposób życia, w którym się osadził, było mu w nim dobrze, już się skończył.

          A jeśli chodzi o grupowe procesy, to tym momentem, jak rozumiem, są rewolucje?
          – Ale też momenty, kiedy właśnie jesteśmy jako społeczność odarci ze złudzeń. Czyli to, co się czasem określa mianem interregnum. A więc ten moment, kiedy jakiś system przestaje działać, dotychczasowe oczywistości zaczynają być wątpliwe, a nie ma jeszcze nic innego. Czymś takim niewątpliwie był kryzys gospodarczy 2008 roku, gdy się okazało, że ta bańka nie może rosnąć w nieskończoność. Ale dużo ciekawsze jest to, co się stało później. A mianowicie nic się nie zmieniło – wiara upadła, ale praktyka została ta sama. I to jest właśnie ten fenomen martwoty tych różnych domyślnych sposobów działania.

          Oczywiście ta martwota nie bierze się znikąd. A już na pewno nie stąd, że ludzie są myślowo ograniczeni. Potrzebujemy przyzwyczajeń, jakichś już rozpoznanych sposobów działania. Z tym są też związane pewne stabilne interesy. Bo każdy porządek, ład społeczny jest zawsze zbudowany na strukturze pewnych interesów.

          Mam wrażenie, że pandemia jest też takim momentem przebudzenia z ideologicznego snu, który polegał na przykład na tym, że jeśli mam dobry biznesplan, to mogę wziąć kredyt na jego realizację, bo potem go spłacę.
          – Pandemia jest też ciekawa przez to, że ona wyraźnie uświadamia, że wiele z tego, co jest w centrum naszej uwagi, jest tak naprawdę drugo-, a nawet trzeciorzędne. Nic się nie stanie, jeśli to przestanie na jakiś czas działać. Podstawą są strategiczne usługi społeczne. One nie mogą stanąć.

          Na przykład?
          – Oczywiście służba zdrowia, ale szerzej – wszystkie te dziedziny, których pracownicy nie mogą zostać w domu w przypadku lockdownu. A więc kierowcy autobusów, osoby, które wywożą śmieci itd. I proszę zwrócić uwagę, że w większości te kluczowe usługi społeczne są tymi, które nie są szanowane, a co za tym idzie – odpowiednio gratyfikowane.

          A jak spotyka pan kogoś, kto używa pojęcia „ideologia LGBT”, to co pan robi?
          – Zależy od sytuacji, ale myślę, że takim naturalnym odruchem jest pytanie: „Co to właściwie znaczy?”. I pewien opór wobec stosowania słów, które nie mają znaczenia.

          Ale pan przecież wie, że tu nie ma o co pytać, bo tego typu pojęcia są po prostu bez sensu. Zaczyna więc pan polemizować czy mówi: „O, widzę, że pan/pani chce się zorientować, czy jestem swój, czy obcy”? A może wybucha pan śmiechem, odwraca się i odchodzi?
          – Wiele zależy tu od tego, kim jest ta osoba. Bo jeśli agitatorem, który podchodzi, próbując skaptować mnie do podpisania projektu ustawy przeciwko „ideologii LGBT”, to mogę mu powiedzieć, że mam inne sprawy na głowie. Ale jeśli to ktoś bliski, to sprawy się komplikują – to są chociażby te trudne sytuacje rodzinne, kiedy osoby, o których myśleliśmy, że coś tam o nich wiemy, nagle zaczynają używać takich pojęć.

          No właśnie, i co wtedy?
          – To jest pytanie, które trudno jest rozstrzygnąć w sposób abstrakcyjny, dlatego że ten bliski może nas prowokować, ale może też być osobą do tego stopnia zranioną przez rzeczywistość, że poszukuje jakiegoś punktu zaczepienia w języku politycznym, który dla nas jest nieprzyjemny. I jasne, że inaczej się reaguje, kiedy ktoś próbuje nas zaatakować, a inaczej, kiedy odkrywa przed nami, że używa tego języka, dlatego że potrzebuje jakiegoś oparcia.

          A jeśli to się pojawia w sferze publicznej?
          – Sfera publiczna to jest instytucja, która projektuje pewien ideał wspólnego życia, a jej założeniem, kompletnie nierealistycznym, niemniej koniecznym, jest to, że jesteśmy w stanie znaleźć w miarę neutralną płaszczyznę sporu. Neutralną w tym sensie, że nawet jeśli się bardzo różnimy pod względem wartości, interesów, tego, skąd pochodzimy itd., to jesteśmy w stanie ze sobą dyskutować.

          Wiele jest faktycznych przykładów na to, że to jest nierealistyczne. Ale to idealistyczne założenie jest konieczne, jeżeli mamy mieć jakąś przestrzeń spotkania.

          No i teraz jeśli chodzi o bzdurę?
          – Wydaje mi się, że pojęcia takie jak „ideologia LGBT” są niszczące dla sfery publicznej.

          Możemy się spierać na temat tego, jakie są podstawy ładu społecznego. Co jest konieczne, a co nie, żebyśmy mogli razem tworzyć demokratyczną społeczność.

          Zresztą demokracja co do zasady zakłada spór – celem
          • diabollo Re: Lewica, prawica, ideologie 09.01.21, 10:38
            Zresztą demokracja co do zasady zakłada spór – celem demokracji nigdy nie może być jedność, to zawsze będzie konfrontacja pewnych punktów widzenia. Ale są takie pojęcia, i do nich należy „ideologia LGBT”, które po prostu niszczą sferę publiczną, czyli tę przestrzeń spotkania. Bo to są raczej narzędzia walki niż opisy rzeczywistości.

            Jeśli ktoś przychodzi do tej przestrzeni wymiany myśli z pojęciem, którego nie jest w stanie nawet zdefiniować, ono wyraża jego intuicyjne rozpoznanie tego, co mu jest miłe lub niemiłe, to w tym momencie trudno mówić o jakiejś szansie tego spotkania – on nie oczekuje niczego od rozmówcy poza opowiedzeniem się po jednej ze stron. Co więcej, te pojęcia służą do tego, żeby piętnować pewne sposoby myślenia jako z definicji złe, rozkładowe, wrogie. Ostatecznie pojęcie „ideologii LGBT”, podobnie jak „marksizmu kulturowego”, służy do tego, żeby pewnym osobom zamknąć usta.

            A w drugą stronę, jak rozumiem, to samo dotyczy pojęcia „faszyzmu”?
            – Nie, to nie jest w drugą stronę, bo tu po prostu nie ma symetrii. W tym sensie, że tropienie śladów szkodliwych sposobów myślenia w różnych językach politycznych jest zupełnie czymś innym niż sprzeciw wobec przemocy. Faszyzm jest zawsze formą przemocy.

            W tym sensie słowo „faszyzm” rzeczywiście jest adekwatnie użyte. Natomiast gdyby chcieć trzymać się faktycznego znaczenia tego terminu, to do wielu zjawisk, do których jest doklejane, ono po prostu nie pasuje.
            – Oczywiście można zająć restrykcyjne stanowisko i powiedzieć, że faszyzm był jednorazowym zjawiskiem z określonego momentu historycznego. Ale często, kiedy się mówi o faszyzmie czy raczej faszyzacji życia publicznego, ma się na myśli ludzką skłonność do przemocy, która wzrasta, przekracza normy, wymyka się spod kontroli. To, co też było charakterystyczne dla faszyzmu historycznego, to pewnego rodzaju relatywizm oraz przekonanie, że tak naprawdę dyskusja polityczna nie ma żadnej wartości. Istotna jest…

            Wola.
            – I przemoc.

            Czyli co robić, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się pojęcia typu „ideologia LGBT”. Bo mnie to irytuje, złości, tym bardziej że mam wrażenie, że nic nie mogę z tym zrobić, a jednocześnie widzę tego fatalne skutki.
            – Podstawową sprawą jest niezgoda na użycie słów pozbawionych znaczenia.

            Czyli nie używać ich samemu?
            – Tak, i nie przechodzić do porządku dziennego nad tym, że ktoś ich używa. Dlatego że jeżeli ten ktoś nie jest w stanie powiedzieć, co ma na myśli, gdy używa jakichś słów, to nie może zmuszać nas do tego, żebyśmy za niego wykonywali tę pracę, w ogóle ich używali.

            A więc: „Wyjaśnij, co to znaczy, a jak nie potrafisz, to ich przy mnie nie używaj”?
            – Tak.

            Chodzi o to, że jeżeli zaczniemy sami używać tego typu pojęć, to sprawa jest skończona. Bo jeśli one raz wejdą do dyskursu publicznego, to go zmienią. Nawet jeśli będziemy je wyśmiewać, lekceważyć, one i tak działają.

            Bo wtedy jakby przyznajemy, że one mają sens?
            – Też, ale przede wszystkim działają przez to, że pozwalają komuś konsolidować swój obóz i szukać wroga.

            A dlaczego wyśmiewanie ma złe skutki?
            – Dlatego że wszelka forma używania takich pojęć, ich oswajania w przestrzeni publicznej będzie skutkowała tym, że będzie się ich używało coraz swobodniej. Aż staną się częścią wspólnego języka sfery publicznej.

            I przestaną być bzdurą?
            – Przestanie być jasne, że są bzdurą.

            Opowiadając o „marksizmie kulturowym”, specjalnie podkreśliłem, że w jego przypadku z jednej strony mówimy o jakimś zbiorze faktów, jakiejś grupie myślicieli, którzy faktycznie działali i istnieli. A z drugiej jest teoria spiskowa, która jest czymś zupełnie innym. I jeśli pozwolimy na zagnieżdżenie się tego typu pojęć używanych w tak skrajnie mętny sposób w sferze publicznej, to wywołujemy tym wrażenie, że coś jest na rzeczy.

            Krzysztof Świrek - doktor socjologii, adiunkt na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie wykłada klasyczne teorie socjologiczne. Autor książki „Teorie ideologii na przecięciu marksizmu i psychoanalizy”. Urodził się w Piotrkowie Trybunalskim

            wyborcza.pl/magazyn/7,124059,26646007,kto-mowi-wieksze-bzdury-czyli-najlepszy-poradnik-jak-odroznic.html#weekend#S.W-K.C-B.3-L.1.maly
            • walmart.ca Re: Lewica, prawica, ideologie 10.01.21, 05:39
              diabollo napisał:

              > Przedmiotem krytyki frankfurtczyków jest też kapitalizm, który nazywają późnym.
              > Bo to już nie jest ten kapitalizm opisywany przez Marksa, z pierwszych dekad X
              > IX wieku, który dąży do ekspansji, ale ten, który już opanował życie społeczeńs
              > tw Zachodu. A co za tym idzie, i to jest jasne dla frankfurtczyków, to, co nazy
              > wa się tradycją, jest już od środka przez niego zmienione. I dlatego właśnie dl
              > a szkoły frankfurckiej tradycyjny sposób życia i myślenia nigdy nie był celem i
              > ch krytyki. Co więcej, jeśli sięgnąć do ich pism, jasne jest, że oni są jak naj
              > dalsi od prostych recept politycznych na to, co robić, jak przeprowadzić rewolu
              > cję.

              Szkoła frankfurcka, oficjalnie zwana Instytutem Badań Społecznych, a przez złośliwców Café Marx, była związana z Uniwersytetem we Frankfurcie, ale działała jako niezależna grupa intelektualistów marksistowskich, którzy na początku starali się rozszerzyć myśl marksistowską poza to, co stało się nieco dogmatyczne i zdominowane, primo, przez stalinizm, i secundo, przez socjaldemokrację. Najkrócej i najjaśniej - teoretycy Szkoły frankfurckiej starali się połączyć marksistowską analizę społeczną z freudowskimi teoriami psychoanalitycznymi, szukając korzeni i przyczyn tego, co napędzało ludzi we współczesnym im konsumpcyjnym społeczeństwie kapitalistycznym, a także tego, co skłoniło ludzi do zwrócenia się w stronę faszyzmu w latach trzydziestych XX wieku.

              Tyle ze Szkoła przeszła niesamowitą ewolucje od początków swego istnienia, poprzez okres emigracji w USA i potem, po powrocie jej filarów w osobach Maxa Horkheimera i Teodora Adorno, w Niemczech, a raczej NRF-ie Adenauera – do tego stopnia, ze w latach 50-tych i 60-tych nikt już nie mówił Café Marx, ale Café Max. Nikt z Frankfurtczyków już nie wierzył w jakakolwiek rewolucje. Malo tego, dla lewicy i ruchów studenckich lat 60 i 70, Horkheimer i Adorno byli zdrajcami myśli marksistowskiej i lewicowych ideałów.

              Jak pisze w swojej książce 'Grand Hotel Abyss' Stuart Jeffries: "W naszych czasach każdy, kto wskrzesza teorię krytyczną, musi mieć poczucie ironii. Pośród przegranych kapitalizmu są miliony przepracowanych, niedostatecznie opłacanych robotników, rzekomo wyzwolonych przez największą rewolucję socjalistyczną w historii (w Chinach), których doprowadzono na skraj samobójstwa, by pozwolić tym na kapitalistycznym zachodzie bawić się swoimi iPadami. Proletariat, daleki od grzebania kapitalizmu, trzyma go przy życiu."

              Bo czy można wyobrazić sobie bardziej absurdalną sytuacje niż ta ujęta przez Jacques,a Rancière z University of Paris

              „Dominacja kapitalizmu na świecie zależy dziś od istnienia Komunistycznej Partii Chin, która zapewnia zdecentralizowanym przedsiębiorstwom kapitalistycznym tanią siłę roboczą i surowce po niższych cenach i pozbawia pracowników prawa do samoorganizacji”.
              • diabollo Re: Lewica, prawica, ideologie 10.01.21, 09:56
                Fakt, poczucie ironii jest wielkie.

                Kłaniam się nisko.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka