Dodaj do ulubionych

Histoia elit i ludu

25.01.21, 11:15
wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,26710045,kaczynski-jest-troche-jak-car-dobrodziej-ktory-moze-i-mial.html#S.main_topic-K.C-B.3-L.2.glowka
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Histoia elit i ludu 26.01.21, 07:31
      Wojciech Orliński

      Kaczyński jak car dobrodziej, czyli historia elit i ludu

      "Ludzie obdarzeni przez los majątkiem i przywilejami narzekają na tych, którym się gorzej powiodło - a tradycja ta sięga piętnastowiecznej "Satyry na leniwych chłopów".

      "Ludowa historia Polski" Adama Leszczyńskiego to dla mnie najważniejsza książka zeszłego roku. Wstydzę się, że przeczytałem ją dopiero teraz, na swoje usprawiedliwienie mam to, że jest bardzo gruba, a wyszła w listopadzie.

      „Lud” i „ludowy” to pojęcia mistyfikowane od stuleci. Leszczyński przyjął jednak bardzo prostą definicję. Ludem jest dla niego po prostu „dolne 90% społeczeństwa” (pod względem dochodowo-majątkowym).

      W dzisiejszej Polsce tę definicję spełnia większość nauczycieli, artystów, medyków i dziennikarzy, choć akurat te grupy często słyszą od sowicie opłacanych rządowych propagandystów, że są skorumpowanymi elitami.

      Bo przecież prawdziwy lud to prezes Obajtek, Zenek Martyniuk, Danuta Holecka, a także bracia Szumowscy i ich instruktorzy narciarscy.
      Przyjmując definicję Leszczyńskiego, to jednak właśnie oni są elitami. I w takim razie ich narzekanie wpisuje się w bardzo długą w Polsce tradycję, w której ludzie obdarzeni przez los majątkiem i przywilejami narzekają na tych, którym się gorzej powiodło – a tradycja ta sięga piętnastowiecznej anonimowej „Satyry na leniwych chłopów”.

      Elity i mity

      Wbrew tytułowi w tej książce jest więc także dużo o polskich elitach. Jedną z najciekawszych obserwacji Leszczyńskiego jest to, że owe elity zawsze powoływały się na jakieś mityczne uzasadnienie swoich przywilejów – a okiem historyka widać, że ten mit zawsze był po prostu fałszywy.

      W średniowiecznej Polsce szlachta uzasadniała swoje prawo do wyzyskiwania chłopów „prawem podboju”. Z dzisiejszej perspektywy to uzasadnienie wydaje się co najmniej wątpliwe, ale w czasach feudalizmu wystarczało.

      Polska szlachta wierzyła, że wywodzi się z jakiegoś innego narodu niż polski lud. Do naszych czasów to dotrwało jako mit sarmacki (czyli wywodzenie rodowodów szlacheckich od plemion znad Morza Czarnego).

      W czasach jagiellońskich ten mit rywalizował z konkurencyjnym, wywodzącym z kolei polskie elity od germańskich Wandalów. Współczesna historia odrzuca jeden i drugi, ale jeszcze w XIX wieku polscy historycy próbowali dorobić jakieś pseudonaukowe uzasadnienie dla teorii podboju.

      To o tyle zabawne, że dzisiejsze środowiska konserwatywno-nacjonalistyczne tworzą z kolei mit „swojskości” i „tutejszości”. Gdyby uczyć się historii Polski z okładek prawicowych tygodników, wyobrazimy sobie Jagiełłę, Batorego i Zygmunta III Wazę jako etnicznych Polaków, którzy prowadzili do zwycięstwa prasłowiańskich huzarów (będących z kolei protoplastami powstańców warszawskich i Roberta Lewandowskiego).

      CDN...
      • diabollo Re: Histoia elit i ludu 26.01.21, 07:32
        To dalekie echo mitów tworzonych przez elity II Rzeczpospolitej. Te z kolei swoje przywileje uzasadniały tak, że państwo polskie jest wspólnym dobrem wszystkich Polaków, także tych biednych – a więc ci, którzy stoją na jego czele, zasługują na balowanie w Adrii, bo to tylko skromne wynagrodzenie za to, co dają od siebie całemu społeczeństwu.

        Szydził z tego Żeromski, szydził Dołęga-Mostowicz. Leszczyński nie szydzi, ale demaskuje ten mit nagimi faktami.

        Wieś wdzięczna zaborcom
        Z punktu widzenia polskiego chłopa zniesienie pańszczyzny było wydarzeniem ważniejszym od odzyskania niepodległości. Wieś nie zawdzięczała wyzwolenia polskiemu państwu, tylko zaborcom – strach, że niepodległość Polski grozi powrotem pańszczyzny, był odczuwany realnie w II Rzeczpospolitej, był nawet przedmiotem kampanii wyborczych.

        Gdzieniegdzie w Polsce do dziś ocalały pomniki stawiane przez polskich chłopów rosyjskiemu carowi za oswobodzenie od pańszczyzny w 1864. W niepodległej Polsce większość rozebrano, ale czasem opór lokalnej społeczności był zbyt silny. Wyobraźmy sobie, jak w takich wioskach postrzegano kwestie patriotyzmu i państwotwórczości!

        Polskie elity były same sobie winne. W końcu jeszcze przed chwilą mówiły chłopom: to nie jest wasze państwo tylko nasze, szlacheckie – należy nam się, bo was podbiliśmy.
        Co ciekawe, elity PRL nie zakwestionowały mitu „niepodległościowego”, tylko podlały go sosem pseudomarksistowskim. Państwo polskie znowu przedstawiano jako wspólne dobro, ale jego istotą po staremu był wyzysk robotników i chłopów.

        Leszczyński przypomina, że rząd londyński miał bardziej lewicowy program od PRL. Gdyby generał Anders wrócił na białym koniu, obowiązywałyby go (przynajmniej w teorii) rozporządzenia rządu londyńskiego, takie jak to z 1 sierpnia 1944 o powołaniu w każdym przedsiębiorstwie zatrudniającym więcej niż 19 osób rady zakładowej o bardzo szerokich uprawnieniach.

        Co by z tego wyszło w praktyce, nigdy się nie dowiemy. Wiemy jednak, że w PRL samorządność pracownicza była fikcją, a u zarania III RP nowe elity ją dobiły, dodając do tego kagańcowe ustawy o związkach zawodowych i sporach zbiorowych. Posłowie z dawnej „Solidarności” zaczęli swoje rządy od zdelegalizowania strajku solidarnościowego.

        Kaczyński dba o mitologię
        Współczesnej Polsce Leszczyński poświęca tylko parę stron, ograniczając się do stwierdzenia, że znów wydarzyło się coś „typowego dla polskiej historii”. Oficjalny mit państwowotwórczy mówił o wyzwoleniu ludu, ale w rzeczywistości władza przeszła w ręce tych, którzy ludem gardzą.

        Ta pogarda łączy „fabrykanta i ziemianina z XIX wieku, dyrektora w zakładzie z PRL, wreszcie biznesmena z lat 90. XX stulecia”
        – pisze Leszczyński.

        Wydaje mi się, że polityczny sukces PiS można tłumaczyć tym, że Kaczyński zręczniej kreuje mity od swoich poprzedników.

        Platforma to po prostu zaniedbywała. Gdy wyciekły nagrania o ośmiorniczkach, w komentarzach trzymano się meritum: że na tych taśmach nie ma niczego nielegalnego, a dosadnie wyrażone diagnozy Radosława Sikorskiego czy Bartłomieja Sienkiewicza są wręcz celne.

        Politycy Platformy nie dbali o mity i symbole. To się na nich zemściło, bo ośmiorniczkowe nagrania zniszczyły coś bardzo ważnego: uzasadnienie statusu ówczesnych elit.

        Kaczyński dba o pisowską mitologię. Wmówił wyborcom, że pisowskie elity troszczą się o prostego człowieka (tak jak car dobrodziej, który może i miał swoje wady, ale przynajmniej zniósł pańszczyznę).

        Że ten mit jest fałszywy, to ja też wiem. Pozostaje jeszcze drobne pytanie, jak do tego przekonać wyborców...

        Tytuł i śródtytuł od redakcji

        wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,26710045,kaczynski-jest-troche-jak-car-dobrodziej-ktory-moze-i-mial.html#S.main_topic-K.C-B.3-L.2.glowka

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka