Dodaj do ulubionych

Dezinformacja w PL za pieniądze z budżetu.

16.04.21, 09:00

wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,142076,26948181,konajace-serce-w-hostii-spisek-ws-antykoncepcji-i-zbawienie.html?_ga=2.183827366.1058580134.1617690511-2069617137.1593408692#S.main_topic-K.C-B.1-L.1.duzy
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Dezinformacja w PL za pieniądze z budżetu. 17.04.21, 08:04
      Joanna Dzikowska

      Konające serce w hostii, światowy spisek antykoncepcji i zbawienie kosmitów. O tym piszą czasopisma punktowane ministra Czarnka

      Jeślibym już więcej żadnego innego badania nie wykonała, to właśnie ono będzie tym jedynym i najważniejszym - powiedziała naukowczyni, która badała "cudowną" hostię. Dzięki nowej punktacji czasopism, wprowadzonej przez ministra Czarnka, będzie mogła dostać więcej punktów niż za tekst w renomowanym "Nature".

      Piszą księża, absolwenci studiów - choć często innych, niż sugeruje temat publikacji - lekarze i politycy. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby ich hobby nie zostało właśnie uznane za równe pracy tych naukowców, którzy prowadzą badania pod rygorem uznanej metodologii.

      Tymczasem za filozoficzne rozprawy na temat cudów, moralności farmaceutów czy ekstazy stygmatyków, będzie można teraz dostać tyle samo punktów co za artykuł naukowy z astrofizyki na łamach "Nature Astronomy". Albo więcej niż za pracę o bezprzewodowych technologiach w inżynierii neuronowej, którą opublikował w ubiegłym miesiącu "Nature Biomedical Engineering".

      Nową punktację - a trzeba pamiętać, że za punktami idą też pieniądze dla uczelni - przygotował minister Przemysław Czarnek.

      Cudowna hostia i kwantowa Ostatnia Wieczerza
      Na znowelizowanej przez ministra nauki Przemysława Czarnka liście czasopism punktowanych znajdziemy m.in. "Teologię i człowieka" (wydawca: Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu). Wcześniej za publikację w tym kwartalniku można było dostać 20 punktów, teraz - aż 70.

      Gdyby artykuł "Eucharystyczne trwanie z perspektywy nauk ścisłych" faktycznie coś udowadniał, jego autorzy dostaliby zapewne Nobla, wszak odpowiedzi na pytania, które stawia mechanika kwantowa, zajmują naukowców na całym świecie. Ale nie w dzisiejszej Polsce. Dwóch lekarzy, ksiądz, fizyk i inżynier budowy maszyn udowodnili w nim, że Ostatnia Wieczerza i śmierć Chrystusa na krzyżu nie tylko z pewnością miały miejsce, ale wciąż są powtarzane - nieustannie i jednocześnie w tym samym czasie.

      Jako przykład dla tej tezy dają zdarzenie z 2008 roku: pewien ksiądz w Sokółce upuścił wówczas hostię na ziemię, a po tygodniu znaleziono na niej krwawy ślad.

      Hostię - na prośbę kościoła - zbadała prof. Maria Sobaniec-Łotowska, która jest też jedną z autorek publikacji. „Przysłany do oceny materiał (...) wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina” - oceniła lekarka.

      W artykule pada już bardziej stanowcze stwierdzenie: "Obserwowane pod mikroskopem fragmenty tkanki bez wątpienia należą do serca ludzkiego i wyglądają tak, jakby próbka została pobrana z serca żyjącego człowieka w stanie agonii".

      - Jeślibym już więcej żadnego innego badania nie wykonała, to właśnie ono będzie tym jedynym i najważniejszym dotychczas przeze mnie przeprowadzonym - mówiła w rozmowie z Radiem Maryja prof. Sobaniec-Łotowska.

      I przyznała, że została wybrana, bo "nie bez znaczenia" była jej wcześniejsza współpraca z kurią; pod opieką arcybiskupa Edwarda Ozorowskiego pomogła zamknąć proces beatyfikacyjny księdza Michała Sopoćki.

      Pod artykułem o nieustającej Ostatniej Wieczerzy i śmierci Chrystusa podpisał się też Zbigniew Jacyna-Onyszkiewicz, fizyk z Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, polityk i przyjaciel Radia Maryja. Być może dzięki niemu znalazł się tam kwantowy fikołek o mszy na statku kosmicznym:

      "Jezus ustanowił Eucharystię w Wieczerniku około 20 godzin przed tym, jak przelał krew na krzyżu. Jednak dla obserwatora, oddalającego się od Ziemi wzdłuż prostej łączącej Wieczernik z Golgotą i w kierunku od Golgoty do Wieczernika, z prędkością np. 10 km/s i znajdującego się w odległości około 69 lat świetlnych od Jerozolimy, te dwa wydarzenia były jednoczesne. Podobnie, dla kapłana dokonującego obecnie konsekrację chleba w pojeździe kosmicznym oddalającym się od Ziemi z tą samą [10 km/s - red.] prędkością, w odległości od Ziemi około 60 milionów lat świetlnych, konsekracja odbywałaby się w tym samym momencie, co śmierć Jezusa na krzyżu".

      CDN...
      • diabollo Re: Dezinformacja w PL za pieniądze z budżetu. 17.04.21, 08:08
        Co, oczywiście, tłumaczy transmutację hostii.

        Ale czemu w zespole redakcyjnym pojawia się też Mirosław Rucki - nie wiadomo. Jego specjalnością jest budowa i eksploatacja maszyn. Jak tłumaczył w artykule na stronie "Miłujcie się", o powadze naukowca decyduje jego sumienie i wytyczne Komisji Etyki w Nauce PAN.

        "Widziałem pod mikroskopem różne rzeczy i struktury" - podkreśla Rucki i dodaje, że bez trudu rozpoznał w hostii fragment mięśnia sercowego (choć oglądał ją jedynie na zdjęciach).

        Uniwersytet Medyczny w Białymstoku i Zakład Medycyny Sądowej w Bydgoszczy proponowały przeprowadzenie szczegółowych badań molekularnych "cudownej" hostii. Arcybiskup Ozorowski nie był jednak zainteresowany. Wtedy przecież ani cudu by nie było, ani punktów za artykuł.

        Ekonomistka bada antykoncepcję
        Magazyn "Teologia i Moralność" też awansował dzięki Czarnkowi: z 20 na 70 punktów za artykuł.

        I tyle też można obecnie dostać na przykład za próbę udowodnienia, że światem rządzi potężny spisek niewiernych, którzy mordują nienarodzone dzieci. Oczywiście tytuł jest bardziej dyskretny i brzmi tak: "Wpływ zjawisk ekonomicznych na zaburzenia procesów informowania o działaniu i skuteczności antykoncepcji hormonalnej".

        Autorką tekstu jest Natalia Zimniewicz - doktor nauk ekonomicznych, która w prawicowych magazynach i telewizji występuje jako "ekspert do spraw mediów" i ewidentnie bardziej zajmuje ją seksualność rodaków niż ekonomia.

        Z poprzednich badań wyszło jej na przykład, że "blisko połowa Polaków chce prawnych ograniczeń lub wręcz zakazu propagowania treści gejowskich". W rozmowie z "Frondą" skarżyła się wówczas na brak finansowania i ryzyko, które podejmuje. Tacy naukowcy jak ona muszą bowiem liczyć się m.in. z "paszkwilami pisanymi na drzwiach pokoju na uniwersytecie" czy "obrzucaniem kamieniami".

        "Największej agresji doświadczają naukowcy pokazujący możliwość odwrócenia lub złagodzenia skłonności homoseksualnych" - podkreślała.

        Teraz w pracy na temat antykoncepcji - którą napisała na podstawie... jednej ankiety - twierdzi z kolei, że ludzie nie wiedzą, jak ona działa. "Wiele dziesiątków lat zajęło odkrycie prawdziwego działania antykoncepcji hormonalnej. Liczne, ale słabo nagłaśniane badania naukowe, a także enigmatyczne opisy na ulotkach pozwalają nakreślić obraz prawdziwego działania tego wynalazku" - pisze.

        Wydawało się, że chodzi o to, żeby nie zajść w ciążę. Ale zdaniem dr Zimniewicz jednak społeczeństwo jest "świadomie oszukiwane", a tabletki doprowadziły do "milionów wczesnych aborcji bez zgody, wiedzy i akceptacji kobiet". Naukowczyni sugeruje, że można by za to karać więzieniem.

        To wszystko jej zdaniem efekt spisku "licznych grup interesu", do których zalicza media, ginekologów, farmaceutów, kolegów akademików, polityków, aktorów i muzyków. Dowód?

        "Media są utrzymywane w dużej mierze przez reklamodawców, czyli przede wszystkim przez wielki biznes. Liczne potężne koncerny globalne zarabiają ogromne pieniądze na zjawiskach i produktach krytykowanych przez Kościół katolicki, takich jak: antykoncepcja, aborcja, homoseksualizm, in vitro, transseksualizm, treści erotyczne, papierosy i inne".

        Dr Zimniewicz stwierdziła w jednym z wywiadów, że "nie ma w świecie akademickim zgody co do tego, czym jest nauka, czy istnieją uniwersalne kryteria naukowości różnych dyscyplin". Jedno jest pewne: jej badania zdają się istnieć daleko poza jakimkolwiek kryterium.

        Farmaceuta, sługa życia
        To niejedyna praca na temat antykoncepcji. Ksiądz Tadeusz Reroń zajmuje się tym problemem w tekście "Powołanie i misja farmaceuty" ("Świdnickie Studia Teologiczne" za 20 punktów).

        W pierwszej części podkreśla, jak mocno Kościół ceni ten zawód. "Powołanie farmaceuty odsłania swoją wielkość już w samym fakcie, że jest powołaniem, że wyrasta z Bożego obdarowania" - pisze ks. Reroń. I dodaje, że "z powołaniem farmaceuty wiąże się ściśle określona misja".

        Ta misja to oczywiście odmowa sprzedaży antykoncepcji czy pigułki "dzień po". Ksiądz przygotował w tym celu krótki poradnik:

        "Jeśli farmaceuta nie może odwołać się do sprzeciwu sumienia, powinien wykorzystać inne możliwości do tego, aby zminimalizować sprzedaż środków antykoncepcyjnych, np. nie wystawiać ich na widok publiczny, nie zamawiać zbyt często, zamawiać małe ilości, tłumaczyć klientom, że się sprzedały itp.". Jeśli to niemożliwe, farmaceuta "powinien poszukać pracy w innej aptece".

        Aha, przy okazji ks. Reroń uspokaja pracowników stacji benzynowych i supermarketów: mogą sprzedawać prezerwatywy bez grzechu; to nie ich wina, że klauzula sumienia tam jeszcze nie dotarła.

        Cierpienie i ekstaza
        Pasyjne fenomeny mistyczne zbadał z kolei ksiądz Walter Rachwalik, który ma udokumentowane doświadczenie w tej kwestii: był duchowym ojcem Alicji Lenczewskiej, która otrzymała niewidzialne stygmaty.

        Magazyn "Studia Sandomierskie. Teologia-Filozofia-Historia", w którym publikuje, został wyceniony przez ministra Czarnka na 40 punktów.

        "Bezspornym wydaje się być fakt, występowania w doświadczeniu świętych Kościoła zjawisk nadprzyrodzonych" - stwierdza wprost ks. Rachwalik. I wymienia m.in. aureolę, lewitację, stany ekstatyczne, promieniowanie świetlne lub wonne, bezsenność, nadzwyczajną ciężkość, niebiańską muzykę, pożar miłości, rozkoszowanie się Bogiem czy zamianę serca.

        Jako przykład podaje św. Teresę z Avila i cytuje jej notatkę: Teresie ukazał się anioł "raczej mały, a bardzo piękny", który złotą włócznią przebijał jej serce, "zagłębiając ją aż do wnętrzności".

        "Tak wielki był ból tego przebicia, że wyrywał mi z piersi jęki. Ale taką zarazem przewyższającą wszelki wyraz słodycz sprawia mi to niewypowiedziane męczeństwo (...). Ile razy miałam to widzenie, chodziłam cały dzień jak nieprzytomna" - zapisała św. Teresa.

        Ks. Rachwalik nie wspomina, że według lekarzy Teresa cierpiała po prostu na padaczkę skroniową, której objawy zgadzają się z tym, co ona nazwała "oddaniem się ekstazie lub uniesieniu".

        Zresztą w tej rozprawie nie ma miejsca na wątpliwości. Autor przekonuje m.in., że stygmat na dłoni powstaje "wskutek prawdziwego ukrzyżowania przy użyciu gwoździ stolarskich", a żeby go rozpoznać, "należy zbadać, czy stygmatyk praktykuje cnoty życia chrześcijańskiego w stopniu heroicznym".

        Proste i skuteczne...

        CDN...
        • diabollo Re: Dezinformacja w PL za pieniądze z budżetu. 17.04.21, 08:10
          Anemia czy dar od Boga?
          "Studia Teologiczno-Historyczne Śląska Opolskiego" (40 punktów w nowym wykazie) też chętnie przyjmują artykuły na temat stygmatyków.

          Ks. Zygmunt Nagel postanowił, na wzór szkolnej rozprawki, opisać życie Elii Cataldo. Podobno dwutygodniowy Elia przestał pić mleko matki w Środę Popielcową i tak pościł aż do Wielkiej Soboty. Gdy miał siedem lat, badania lekarskie wykazały anemię - ale kto by im wierzył?

          "Elia odbył nawet podróż do Instytutu Psychofizyki w Stanach Zjednoczonych" - podkreśla wprawdzie ks. Nagel. Stygmatyk miał tam być zbadany przez tajemniczego dr. Fischnera i drugą lekarkę, której nazwiska nie pamięta. Trudno zresztą odnaleźć i sam instytut, bo nigdzie nie pojawia się informacja, przy jakiej uczelni miałby się znajdować.

          Wiadomo jednak, jak wyglądało badanie:

          "Zaprowadzono go do pokoju i położono na łóżku, pod którym umieszczono specjalny materac połączony przewodami elektrycznymi z aparaturą medyczną. Do jego ciała przypięto klamry połączone z aparaturą monitorującą tuż obok łóżka, a na suficie umieszczono kamery, które rejestrowały przebieg wydarzeń. O godz. 15 w Wielką Sobotę klamry i przewody same się odłączyły jakby wyrwane przez potężną siłę. Drzwi pokoju, w którym leżał Elia, otwarły się na oścież. Wózek z aparaturą ruszył przed siebie i pędził po korytarzu."

          Niestety, żaden z medycznych dzienników - w przeciwieństwie do filmów na YouTubie, na które powołuje się autor - nie wspomina o tym niezwykłym zdarzeniu. Wprawdzie jeden profesor fizjologii potwierdził "autentyczność" stygmatów (za pomocą testu plam atramentowych Rorschacha), ale to ten sam fizjolog, który od początku opiekował się Elią i jego kościelną karierą.

          "Po śmierci profesora oględzin dokonywali inni lekarze, których wyniki badań posiadają władze kościelne" - podkreśla ks. Nagel. Wiadomo - naukowcom nie wolno ufać, jeszcze mogliby powtórzyć eksperyment z pędzącym wózkiem.

          Zbawienie dla kosmitów
          Podczas gdy niektórzy naukowcy szukają śladów życia na innych planetach, ks. Krzysztof Gryz idzie o krok dalej i zastanawia się, jak potencjalnych kosmitów nawrócić. Za taki artykuł opublikowany w "Polonia Sacra" można teraz otrzymać 40 punktów.

          Ksiądz Gryz powołuje się przy tym na "dyskusje teologów w kontekście jurysdykcji nad podbitymi ludami, w których to dyskusjach przewijało się pytanie o to, czy można ich traktować jak ludzi i czy ich również obejmuje dzieło zbawcze Chrystusa".


          I pyta: czy istoty pozaziemskie dziedziczą grzech pierworodny? Czy zrozumieją dzieło Boga?

          "Na przestrzeni wieków teologia nauczyła się wstrzemięźliwości w szukaniu odpowiedzi na hipotetyczne pytania, które jej zadawano, bądź które sama sobie stawiała" - asekuruje się ks. Gryz. I staje na stanowisku, że już samo poszukiwanie pozaziemskiej cywilizacji jest jedynie objawem "mesjańskiej nadziei" człowieka, a jego pragnienie królestwa Bożego jest zastąpione pragnieniem "królestwa obcych".

          "Jeśli człowiek redukuje samego siebie i swój los tylko do wymiaru doczesnego, może odczuwać pewną samotność w kosmosie. Jeśli jednak człowiek wie, że jego los jest związany z Bogiem, który go kocha i oczekuje go w swoim królestwie, to wówczas znika poczucie samotności i niedowartościowania" - podsumowuje ksiądz Gryz.

          I już nikogo nie trzeba nawracać. No, za wyjątkiem niewiernych tu - na Ziemi.

          Pustynny demon czuwa
          W pismach punktowanych przez ministra Czarnka można znaleźć też m.in. artykuły na temat ekskomuniki za wpisy w mediach społecznościowych ("Kultura - Media - Teologia", awans z 20 na 40 punktów), biografię ciotki Jana Pawła II ("Ethos" za 70 punktów) czy publikację, która wyjaśnia, dlaczego intronizacja Chrystusa na króla Polski to świetny pomysł ("Studia Paradyskie" za 40 punktów).

          Absurdy śledzą aktywiści, którzy założyli w tym celu stronę na Facebooku. Nazwali się Instytut Teologiczny im. Pustynnego Demona. Grupa powstała, gdy na początku 2019 roku znaleźli informację o ekscentrycznej konferencji naukowej na temat "naukowego" podejścia do cudu eucharystycznego.

          - Z nadmiaru czasu zaczęliśmy grzebać głębiej po autorach i samych publikacjach, odkrywając jeszcze większe absurdy - mówi jedna z osób zaangażowana w projekt, która chce pozostać anonimowa. I dodaje: - Wtedy pojawiła się myśl, że w sumie ciekawie byłoby pokazać światu te dosyć hermetyczne, około-teologiczne publikacje, ale nigdy nie było na to czasu i chęci. Czarę goryczy przelało powołanie Przemysława Czarnka na ministra i jego zamach na polską edukację. Ta strona ma szyderczy charakter, ale jest to po prostu śmiech przez łzy i poczucie bezsilności w tym kraju reżyserowanym przez Monty Pythona. Nie trzeba być naukowcem, żeby widzieć, o jakim poziomie absurdu mówimy.

          Ulubiony artykuł grupy to właśnie "Eucharystyczne trwanie z perspektywy nauk ścisłych": - Dwóch lekarzy widzących bijące serce na opłatku i ksiądz odprawiający mszę w statku kosmicznym w tym samym momencie co Jezus. To dla wierzącego, racjonalnego katolika powinno wydawać się przegięciem, a co dopiero dla ateisty. Co gorsze, autorami tej publikacji nie są jakieś nieznane osoby tylko ludzie z dorobkiem naukowym.

          Aktywiści podkreślają, że niektóre dyscypliny już od dawna atakowane są za brak standardów czy kolekcjonowanie punktów.

          - I czasem słusznie, ale nikt nie pochyla się na tym, co się dzieje w teologii, gdzie na poważnie bierze się istnienie demonów, aniołów, zjawisk paranormalnych czy teorii spiskowych. Nikt poważny tego najwyraźniej nawet nie czyta, a teraz te czasopisma dostały ogromną premię punktową tylko dlatego, że dotyczą katolicyzmu i Jana Pawła II. Jest to po prostu niesprawiedliwe wobec wszystkich polskich naukowców. Po reformie Czarnka bardziej opłaca się badać genealogię papieża Polaka czy opisywać objawienia maryjne niż trudzić się z jakimiś poważnymi badaniami - alarmują.

          wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,142076,26948181,konajace-serce-w-hostii-spisek-ws-antykoncepcji-i-zbawienie.html?_ga=2.183827366.1058580134.1617690511-2069617137.1593408692#S.main_topic-K.C-B.1-L.1.duzy

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka