Dodaj do ulubionych

Kościół rocznie obraca ok. 17 mld zł

17.04.21, 09:27
wyborcza.pl/magazyn/7,124059,26987395,kosciol-rocznie-obraca-ok-17-mld-zl-raport-wyborczej.html#weekend#S.W-K.C-B.3-L.1.maly
Aplikacja parafialna Zygmunta Solorza w zamian za 7 procent od cyfrowej tacy miała przynieść kokosy proboszczom i kuriom. A przy okazji prześwietlić i uporządkować finanse Kościoła. Biskupi się przestraszyli

Kościół nie chce ujawniać dochodów i majątku. W odpowiedzi na moje pytania o pieniądze poszczególne kurie odpowiadały, że nie mają obowiązku ujawniać danych, albo nie odpowiadały wcale. Sam Episkopat tłumaczył, że z powodu autonomii poszczególnych diecezji zbiorczych danych nie ma. Ale hierarchowie robią nieformalne podsumowania, gdy jest im to potrzebne w negocjacjach biznesowych. Okazją do tego były toczące się jeszcze przed pandemią rozmowy Polsatu z najważniejszymi hierarchami o jednolitej aplikacji smartfonowej dla wszystkich parafii. Poznaliśmy szczegóły tych negocjacji. Okazuje się, że przychody Kościoła to sumy, które robią wielkie wrażenie.

Parafie jak księstwa udzielne
Każda diecezja jest swego rodzaju udzielnym księstwem biskupa. Episkopat oraz jego ekonom nie mogą niczego mu narzucić. Diecezji jest 41 plus diecezja polowa i trzy diecezje obrządku bizantyjsko-ukraińskiego. Diecezja jest bezpośrednio zależna od Watykanu i sama ustala relacje finansowe z parafiami i proboszczami. Dlatego reguły dotyczące poboru pieniędzy bardzo się różnią. Zakony nie podlegają Episkopatowi, lecz zakonnym władzom międzynarodowym i Watykanowi. System finansowy jest więc zdecentralizowany.

Część danych na temat kondycji parafii, których jest ponad 10 tys., można znaleźć w raporcie KAI z 2012 roku, a o zasadach gospodarowania pieniędzmi mówił portalowi Forsal.pl ks. Janusz Majda, ekonom Episkopatu. To jeden jedyny raz, kiedy Kościół uchylił rąbka tajemnicy. Dlaczego właśnie w 2012 roku, a potem zamilkł i milczy do dziś? O tym za chwilę.

Każda parafia czy zakon ma numer REGON i jest osobnym bytem gospodarczym. Zamożność parafii jest bardzo różna – w niektórych wpływy roczne przekraczają 400 tys. zł, ale są takie, gdzie jest to 30 tys. zł. Majątkiem, wydatkami i inwestycjami zarządza proboszcz, ale pod pewną kontrolą biskupa, który np. wydaje zgodę na zaciąganie kredytu czy działalność gospodarczą. Parafia ma konto w banku i to pozwala biskupowi na ograniczoną kontrolę parafialnych finansów, która powinna być przeprowadzana co najmniej raz na pięć lat. Raz w roku parafie powinny wysłać sprawozdanie do diecezji.

Parafie muszą utrzymać działalność biskupstw oraz wszystkich instytucji kościelnych na swoim terenie. W diecezji pieniędzmi zarządza ekonom, kontroluje go rada ds. ekonomicznych (duchowni plus świeccy fachowcy). Rada zatwierdza też większe transakcje. Podobna struktura działa na poziomie Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski.

Parafie prowadzą działalność gospodarczą. Proboszczowie mogą mieć też zyski z wynajmu i dzierżawy nieruchomości oraz administrowania cmentarzami.
W przypadku niektórych diecezji zyski z nieruchomości w dużych miastach idą rocznie w miliony (o tym w drugiej części raportu za tydzień).

Parafia zyskuje pieniądze z tacy oraz dostaje wpłaty za usługi liturgiczne – śluby, pogrzeby, chrzciny. Poważnym źródłem dochodów jest kolęda.

Taca idzie na pokrycie kosztów parafii oraz kontrybucję dla kurii i biskupów – w wielu parafiach jedna taca miesięcznie idzie na ten cel.

Papież Franciszek z powodu pandemii w tym roku przesunął zbieranie świętopietrza z czerwca na październik. Świętopietrze to przychód z każdej tacy ze wszystkich parafii w całym kraju zbieranej jednego dnia. Z Polski do Watykanu rocznie płynie około kilkunastu milionów.

Uzysk z jednej niedzielnej tacy szacuje się na 2-5 tys. zł, ale są parafie, gdzie to zaledwie kilkaset złotych. Przed pandemią, bo w pandemii przychody zmalały o 30-60 proc.

Z raportu KAI wynika, że np. w sporej i słynącej z religijności diecezji tarnowskiej (były zabór austriacki, 446 parafii, ponad 1,1 mln mieszkańców) instytucje diecezjalne utrzymywane są z tacy. Każda zbiórka w pierwszą niedzielę miesiąca dawała rocznie ok. 4 mln zł. Ale już w archidiecezji poznańskiej (były zabór pruski, 402 parafie, 1,48 mln wiernych) parafie są obciążone stałym podatkiem miesięcznym zależnym od liczby mieszkańców.

Taca i kolęda - pieniądze nierejestrowane
Proboszcz dysponuje pieniędzmi z usług liturgicznych. Wydaje je na utrzymanie parafii i siebie, a jeśli jest nadwyżka, może coś dać wikarym. Pieniędzmi z intencji mszalnych księża dzielą się po równo – dzielą zebrane ofiary przez liczbę odprawionych mszy. Mają z tego od 1,5 do 2 tys. zł na czysto. Przed pandemią brali wszystko dla siebie, ale ostatnio biskupi w niektórych diecezjach zażądali, by część zysków z intencji mszalnych także szła do kurii.

Dużą część kolędy proboszcz oddaje diecezji. W zależności od regionu od jednej trzeciej do dwóch trzecich wpływów. To pieniądze w dużej mierze nierejestrowane i nie da się dokładnie skontrolować, ile księża zebrali po domach. Ekonom diecezjalny nie wie też, jak wygląda przychód z tacy. W niektórych diecezjach rośnie podejrzliwość, na ile proboszczowie sumiennie raportują przychody. Ale jak zapewnia mój rozmówca, nieznane są przypadki nadużyć polegające na ukrywaniu dochodów, a jeśli nawet, to skala zjawiska nie jest duża.

Proboszcz musi też oddać kurii część dochodów z działalności gospodarczej i dzierżawy gruntów.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Kościół rocznie obraca ok. 17 mld zł 17.04.21, 09:29
      Ksiądz katecheta często zatrzymuje zarobki dla siebie, ale niemal wszystkie diecezje wprowadziły zasadę, że taki wikary płaci ryczałtem za mieszkanie i jedzenie proboszczowi. Choć bywa, że wszyscy za to płacą, nawet jeśli nie są katechetami. Taka opłata za utrzymanie to 500-800 zł miesięcznie. Ale jako że każdy biskup ma prawo ustalać swoje reguły, w diecezji łowickiej katecheci oddawali 30 proc. pensji na Dom Księdza Seniora, a ci, którzy się ociągali, byli straszeni karami i blokadą awansu. Jednemu z wikariuszy – jak donosił portal OKO.press – łowicki biskup pomocniczy zagroził, że nie zostanie proboszczem, dopóki nie ureguluje zaległości. Wikariusz dostał wcześniej z kurii pismo, z którego wynikało, że zalega z zapłatą 8 tys. zł, a odsetki karne wynoszą 12 tys. zł. Ksiądz poskarżył się Watykanowi i Stolica Apostolska zakazała takich praktyk. Wtedy biskup Andrzej Dziuba podwyższył inne opłaty wikarych i proboszczów. Wiadomość z Watykanu zmartwiła innych biskupów, którzy obciążali księży dodatkowym podatkiem od pensji finansowanych z budżetu państwa.

      W wielu diecezjach spadek dochodów w pandemii jest kompensowany właśnie w ten sposób: na szeregowych księży nakłada się nowe obciążenia. Przepaść między zarobkami biskupów i wikariuszy rośnie, a w niektórych diecezjach dojrzewa cichy bunt.

      Według informacji zebranych z kilku źródeł proboszcz w wielkomiejskiej parafii może zarabiać na rękę 5 tys. zł i więcej. Wikary, jeśli pracuje jeszcze w szkole, ok. 4 tys. zł na rękę, ale w bogatszej parafii może dojść i do 6 tys. zł.

      Ksiądz od swoich dochodów uzyskanych w parafii płaci ryczałt wyliczany na podstawie liczby mieszkańców parafii. Ryczałt jest niewielki: kwartalnie 300-1500 zł z tytułu działalności duszpasterskiej. Ksiądz płaci sam, ale ponieważ ryczałt jest narzucony przez państwo, nie ma pokus ukrywania dochodów. Są jeszcze szczęśliwcy, którzy są kapelanami i dostają średnio ponad 6 tys. zł brutto.

      Osobną grupą – jest ich ponad setka – są księża pracujący w Ordynariacie Polowym WP. Ci otrzymują pensje zgodnie ze stopniem – oficerowie zarabiają 6-16 tys. zł brutto. Wszystkie koszty funkcjonowania parafii wojskowych pokrywa dotacja z MON. Miesięczne dochody, powiększone często o tzw. stypendia mszalne (ofiary składane za msze), idą tylko na ich potrzeby.

      Na drugim biegunie są parafie, np. w archidiecezji szczecińskiej, gdzie proboszcz jest sam, ma niewiele zamówień na mszę w jakiejś intencji, nie ma nieruchomości i gdyby nie to, że uczy religii w szkole, trudno byłoby mu związać koniec z końcem.

      Nawet 100 tys. zł rocznie bez podatku
      Rozpiętości w dochodach parafii są w polskim Kościele olbrzymie. Natomiast solidarność jest bardzo ograniczona: w skrajnych przypadkach kuria wspiera biedne parafie lub na jakiś czas zwalnia z płacenia kontrybucji. Są diecezje, gdzie księża wpłacają na fundusz pomocy innym duchownym w potrzebie, głównie na rzecz chorych księżych seniorów. Ale generalnie to proboszczowie mają dostarczać gotówkę kuriom.

      Zdarzają się sytuacje, w których kandydat na proboszcza opłaca się biskupowi, aby dostać zamożną parafię. A koperta musi „stać” na stole, jeśli ktoś chce otrzymać naprawdę dobry przydział. Ten proceder ujawnili zbuntowani księża z Trójmiasta, którzy opowiadali mediom, że abp Sławoj Leszek Głódź urządzał licytację: który kandydat przyniósł najgrubszą kopertę jako załącznik do podania. Mój rozmówca, duchowny, zastrzega, że takie relacje są jednak patologią, a nie zasadą.

      Biskupi dostają pensję z kurii, ale też kuria pokrywa 100 proc. ich kosztów utrzymania: mieszkanie, jedzenie, paliwo, samochody itd. Przeważnie hierarchowie dostają na rękę 3-5 tys. Według naszych informacji kard. Nycz otrzymuje ok. 3 tys. zł. Biskup pomocniczy diecezji płockiej zadeklarował w RMF FM: "Zarabiam nieco ponad trzy tysiące siedemset złotych na rękę".

      Wygodna odpowiedź, która nie oddaje realnego stanu finansów biskupich.

      Biskup może dostawać ofiary za działalność duszpasterską, np. przyjazd do parafii na bierzmowanie. Proboszczowie dają w kopercie ofiarę. Różni biskupi różnie dysponują takimi ofiarami, np. Marek Jędraszewski, nadzorujący archidiecezję krakowską, nakazał wpłacanie takich ofiar na konto diecezjalne. Ale część biskupów bierze je dla siebie. W Trójmieście wybuchła awantura. – Głódź usuwał kolejnych proboszczów, którzy nie płacili mu za bierzmowania więcej niż tysiąc w kopercie, bo uważali, że to rabunek parafii – relacjonował w Wirtualnej Polsce jeden z księży. – I gdy kolejny raz Głódź wyciągnął rękę po takiego księdza, to ja powiedziałem: dość. Poszedłem do biskupa rozmawiać w cztery oczy. Inni księża zaczęli mnie zatrzymywać: „Nie idź, nie idź”. Ale ja poczułem łaskę gniewu bożego – mówił.

      CDN...
      • diabollo Re: Kościół rocznie obraca ok. 17 mld zł 17.04.21, 09:31
        Księża poszli na skargę do nuncjusza. Oświadczenie w obronie Głódzia podpisali biskupi pomocniczy i wszyscy dziekani dekanatów archidiecezji gdańskiej, ale Watykan przyznał rację zbuntowanym księżom. Choć kara dla arcybiskupa jest symboliczna – Głódź, który zgromadził spore oszczędności, ma emeryturę generalską (ponad 10 tys. zł) i wybudował sobie piękną rezydencję w Bobrówce na Podlasiu, musi opuścić gdańską archidiecezję i nie może uczestniczyć w kościelnych uroczystościach na swoim starym terenie.

        Czy przypadek Głódzia jest wyjątkiem? Księża z innych diecezji przyznają, że jeśli się chce mieć dobre relacje z biskupem, to w czasie wizytacji trzeba dawać więcej niż tysiąc.
        Reasumując: jeśli na jedną diecezję przypada ok. 260 parafii, biskupi oprócz stałej pensji mogą uzbierać nawet 100 tys. zł rocznie bez podatku. Te liczby się różnią w zależności od tego, jak zamożny jest region, ale miesięczny dochód biskupa może sięgać kilkunastu tysięcy.

        Kardynałowie – w Polsce piastują tę godność Kazimierz Nycz czy Stanisław Dziwisz – dostają też pensję z Watykanu. Według Deon.pl ok. 5 tys. euro. Ci hierarchowie mają obowiązek latać do Watykanu, czasami płacą tam za noclegi i utrzymanie. W pandemii Franciszek obniżył te pensje o 10 proc.

        Diecezje pieniędzmi się nie dzielą. Działają jak autonomiczne przedsiębiorstwa, które zazdrośnie strzegą swojej niezależności i zasobów. Na samej górze hierarchii są biskupi, na samym dole – małe, wiejskie parafie i żeńskie zakony, które są najuboższe, a siostry utrzymują się dzięki swojej pracy, także fizycznej (chyba że jakiś zakon żeński zyskał coś w wyniku prac Komisji Majątkowej).

        Jeśli duchowny jest obrotny i dostarcza dużo pieniędzy, to może niemal wszystko. Ojciec Tadeusz Rydzyk praktycznie utrzymuje zakon redemptorystów (Lewica policzyła, że tylko od państwa za rządów PiS dostał 325 mln zł), więc nikt z władz zakonnych nawet słowa nie piśnie. A oskarżany o pedofilię ks. Andrzej Dymer był pod nieformalną ochroną właśnie dlatego, że był bardzo obrotnym menedżerem.

        Ale Kościół to nie tylko biorca ofiar. Również przedsiębiorca (o czym za tydzień) i ważny klient.

        Jeden z moich rozmówców przedstawia to malowniczo: zbierają się ekonomowie różnych diecezji, pod budynek podjeżdżają limuzyny prezesów różnych spółek. Przy drzwiach do sali stoi siostra z dzwoneczkiem:

        prezes lub członek zarządu telekomu czy ubezpieczalni wchodzi i przed obliczem ekonomów diecezjalnych prezentuje swoje usługi, skrojone specjalnie pod kościelnego klienta i ze specjalnymi rabatami. Ma kilka minut.
        Siostra dzwoni dzwoneczkiem, koniec posłuchania i już wchodzi następny prezes ze swoją ofertą.

        Ekonomowie wybierają najlepszą ofertę i mogą polecić takie czy inne usługi proboszczom. Takie oferty przekazywane za pośrednictwem kurii są omawiane np. na spotkaniu dziekanów, którzy reprezentują po kilka parafii w danej diecezji. Proboszczowie mogą, ale nie muszą z oferty skorzystać. Czasami udaje się zaproponować jakiś projekt całej diecezji, ale często jest to nietrwałe. Archidiecezja łódzka ubezpiecza wszystkie świątynie i plebanie u jednego ubezpieczyciela, który zaoferował atrakcyjne warunki. Natomiast przed laty, jeszcze za czasów kard. Macharskiego, księża z archidiecezji krakowskiej mogli wykupić polisę skierowaną tylko do tej grupy zawodowej. Ale ofertę wielu zlekceważyło i projekt upadł.

        Moi rozmówcy wspominają propozycję PKO BP sprzed wielu lat: rachunki bankowe dla wszystkich parafii i diecezji, oprocentowanie dla lokat powyżej rynkowego plus linie kredytowe obwarowane tak, żeby żaden proboszcz nie zaciągał zbyt dużego kredytu. Bank w zamian miał wspierać portal Opoka.pl i Katolicką Agencję Informacyjną. Skorzystało wiele diecezji i parafii, a projekt koordynował ekonom KEP. Ale po pewnym czasie oferta nie była już wznawiana, bo część parafii wybrała własne banki, np. spółdzielcze z ich terenu.

        Polkomtel, zanim kupił go Zygmunt Solorz, zaproponował deal polegający na wykorzystaniu wszystkich wież kościelnych na anteny komórkowe – ok. 1-2 tys. dol. za punkt. Wieże to zazwyczaj najwyższe budynki w okolicy, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Wynajmowanie ich to ważne źródło dochodu dla parafii. Ale nic z tego nie wyszło, bo każda parafia wolała sobie to załatwić na własną rękę.

        Księża jak inne grupy zawodowe mogą też liczyć na rabaty na samochody – do ok. 8 proc. Mają to w ofercie: KIA, Fiat, Opel, Volvo, Hyundai – trzeba przedstawić potwierdzenie, że kupujący jest duchownym lub że auto kupuje instytucja kościelna.

        CDN...
        • diabollo Re: Kościół rocznie obraca ok. 17 mld zł 17.04.21, 09:33
          W 2019 roku Konferencja Episkopatu Polski informowała o rozpoczęciu kampanii, która ma zachęcić parafie do przyjmowania opłat kartami. Program fundacji Polska Bezgotówkowa zakładał, że instytucje kościelne nie poniosą żadnych kosztów przez 12 pierwszych miesięcy korzystania z terminalu. Wierni mogą płacić bezgotówkowo za dewocjonalia, gazety i usługi duszpasterskie. Portal Cashless.pl informował, że w stu kościołach ksiądz bądź kościelny oprócz tacy brał ze sobą terminal.

          Kościelna struktura finansów
          Myślała pani, że jestem kościelnym ministrem finansów? – śmiał się w 2013 roku ks. Janusz Majda, ekonom Episkopatu, w rozmowie z dziennikarką Forsal.pl. – To częsty błąd, jaki popełniają ludzie świeccy wyobrażający sobie, że Kościół w Polsce ma jednego oberszefa od finansów, do którego każdego dnia spływają tysiące raportów i który żelazną ręką trzyma kasę.

          – To nie macie umów z dostawcami towarów i usług jako całość? Przecież tak duży klient jak Kościół może liczyć na preferencyjne traktowanie i zniżki? – pada pytanie. – Mamy, ale to nie takie proste. Ja mogę podpisać umowę generalną, list intencyjny i rozesłać jako propozycję po diecezjach. Jednak nie mogę żadnemu z ekonomów diecezjalnych powiedzieć: od jutra korzystamy z banku X i ubezpieczamy się w firmie Y. Każda diecezja sama decyduje, co dla niej jest dobre – odpowiada ksiądz. – I nie przyjmują propozycji księdza? – dopytuje dziennikarka. – Przyjmują, ale nie wszyscy – pada odpowiedź.

          To właśnie sprawi, że wielki biznes Kościoła z Zygmuntem Solorzem nie doszedł do skutku, choć mógłby uratować Kościół przez tak dużymi spadkami dochodów w pandemii. Udało nam się dotrzeć do szczegółów tych rozmów. Choć do współpracy nie doszło, to jednak w czasie negocjacji Kościół hierarchiczny pokazał strukturę swoich finansów. Odbiega ona od oficjalnych deklaracji, z których wynikało, że 80 proc. przychodów to datki wiernych przy różnych okazjach. Ta liczba może być prawdziwa w odniesieniu do budżetu niektórych parafii, ale już nie diecezji czy całego Kościoła.

          Niewygodna przejrzystość i jawność
          Dlaczego biznes z Solorzem nie wypalił?

          „Życie biegnie coraz szybciej. Coraz więcej z niego przenosimy do sfery mobilnej, ponieważ dzięki smartfonom, internetowi i aplikacjom wszystkie potrzebne informacje i dane mamy zawsze przy sobie, na wyciągnięcie ręki. A gdyby tak część tej strefy zaadaptować dla naszych parafii? Dla rozwoju duchowego wspólnoty?” – pytają młodzi pomysłodawcy aplikacji mobilnej Twoja Parafia. To pytanie podaje dalej KAI: „Za pomocą aplikacji każda zainteresowana osoba może w jednej chwili sprawdzić ogłoszenia parafialne, godziny mszy, zapowiedzi, listę dokumentów niezbędnych do uzyskania sakramentów, a także zadać pytanie swoim duszpasterzom za pomocą chatu czy wpłacić ofiarę wspierającą daną akcję charytatywną lub osobę potrzebującą wsparcia”.

          A co by było, gdyby taką jednolitą aplikację zainstalować w większości smartfonów wiernych? Na taki pomysł wpadli współpracownicy Zygmunta Solorza. Potencjał tylko w sferze marketingu i reklamy byłby niesamowity. Firmy miałyby szansę dotrzeć ze swoim przekazem do ściśle sprofilowanych grup potencjalnych klientów. To gigantyczna, wręcz bezcenna baza danych. A przecież aplikacja służyłaby nie tylko do informowania wiernych o wydarzeniach w parafii, ale też ułatwiałaby wpłacanie datków na tacę oraz ofiar.

          Według naszych informacji ludzie Solorza zaproponowali prowizję 7 proc. od obrotów generowanych za pomocą aplikacji. Nawet jeśli z 32 mln obywateli przyznających się według GUS do wiary katolickiej tylko 37 proc. uczestniczy regularnie w mszy niedzielnej, to i tak byłby interes życia.

          Spotkania w tej sprawie organizował Piotr Gaweł, bliski współpracownik Solorza, członek zarządu Polkomtela, a także konserwatysta związany z Kościołem i prezes Centrum Opatrzności Bożej; w tej parafii na Wilanowie już działa aplikacja Moja Parafia. Rozmawiano m.in. z kard. Nyczem, prymasem Wojciechem Polakiem i kard. Dziwiszem. Dziwisz był najbardziej entuzjastycznie nastawiony.

          – Podczas pilotażu w kilku parafiach mogliśmy estymować spod dużego palca przepływy w jednej diecezji. Doszliśmy do wniosku, że ryzyk jest więcej niż benefitów, i nie złożyliśmy wiążącej oferty – mówi jeden z moich rozmówców z kręgu Polsatu – Baliśmy się, że wszyscy mieliby do nas pretensje. Za dużo zmiennych, za dużo szefów i sprzecznych interesów w samym Kościele – dodaje.

          CDN...
          • diabollo Re: Kościół rocznie obraca ok. 17 mld zł 17.04.21, 09:34
            Jakie to ryzyka? Najważniejsze jest to, że przeciętny proboszcz wcale nie chce, aby ktoś kontrolował jego przepływy finansowe, a aplikacja oznaczałaby przejrzystość i jawność. Biskup mógłby skontrolować, jak te przychody parafialne wyglądają, ale jego z kolei mógłby skontrolować biskup wyższego szczebla lub metropolita. No i lepszy wgląd w finanse kościelne zyskałyby państwo i służby podatkowe, a kto wie, do czego mogłaby to wykorzystać nawet tak pozornie życzliwa władza.

            – Jest też inna przeszkoda: proboszczowie są konserwatywni, niechętni technicznym nowinkom, mało elastyczni. Dlatego żaden tego typu projekt nie ma szans – mówi inny mój rozmówca ze środowiska duchownych.

            Czym Kościół nie chce się chwalić
            Oficjalnie ani Polsat, ani hierarchowie nie chcą rozmawiać o negocjacjach. Ale z naszych informacji z rozmów hierarchów z Polsatem wyłania się taki kompleksowy obraz rocznych przychodów całego Kościoła przed pandemią:

            - 2-3 mld zł – przychód z tacy,

            - 3-4 mld zł – pogrzeby, śluby i inne usługi,

            - ok. 3 mld zł – renta, najem i dzierżawa nieruchomości,

            - 3-5 mld zł – pozycja „różne dochody”, Kościół prowadzi wszechstronną działalność gospodarczą,

            - ponad 2 mld zł – budżet państwa.

            Obroty Kościoła mogą więc sięgać rocznie 17 mld zł.

            Częściowo te dane pokrywają się z tym, co w 2013 r. mówił kard. Nycz. Według niego Kościół miał dostawać rocznie ok. 6 mld zł z ofiar, a 2 mld zł od państwa na finansowanie szkół katolickich, utrzymanie zabytków sakralnych, pensje katechetów i Fundusz Kościelny. Przy czym te 2 mld zł nie uwzględniają wszystkich ulg, bonifikat i przywilejów podatkowych, z których korzysta Kościół (patrz poniżej).

            Także z rozmów z Polsatem wynikało, że od wiernych Kościół otrzymywał 5-7 mld zł. Tyle że są i inne pozycje w tym bilansie: działalność gospodarcza, najem i dzierżawa. I tym Kościół nie chce się chwalić.

            Ulgi i przywileje
            1. Księży obowiązuje podatek dochodowy (PIT) w formie niewielkiego ryczałtu, w zależności od funkcji w Kościele i wielkości parafii – od 131 zł kwartalnie dla wikariuszy do 1,5 tys. zł dla proboszczów największych parafii. To kwoty nieporównywalnie mniejsze, niż gdyby PIT był płacony na zasadach ogólnych.

            2. ZUS księży i zakonnic jest opłacany w 80 proc. przez państwo z Funduszu Kościelnego. Fundusz to ok. 150 mln zł rocznie.

            3. Kościół korzysta z bonifikat przy zakupie nieruchomości (zwłaszcza gruntów) od samorządów. Często to 90-99 proc. wartości.

            4. Kościół korzysta ze zwolnień celnych dla towarów przeznaczonych na cele kultu, cele edukacyjne i opiekuńcze.

            5. Kościół wyłączony jest z ograniczeń w obrocie ziemią rolną wprowadzonych w 2016 roku przez PiS.

            6. Od 1992 roku do dziś Kościół dostaje na tzw. Ziemiach Odzyskanych za darmo grunty rolne. Po 15 ha dla parafii, łącznie ponad 76 tys. ha, czyli prawie tyle, ile zwróciła niesławna Komisja Majątkowa. Grunty warte są kilka miliardów.

            7. Kościelne osoby prawne są zwolnione od opodatkowania i od świadczeń na fundusz gminny i fundusz miejski, od nieruchomości lub ich części stanowiących własność tych osób lub używanych przez nie na cele niemieszkalne, z wyjątkiem zajmowanych na cele działalności gospodarczej.

            8. Kościoły i związki nie muszą odprowadzać VAT. Wolne od podatku CIT są dochody kościelnych osób prawnych z niegospodarczej działalności statutowej. Te osoby nie mają obowiązku prowadzenia dokumentacji wymaganej przez ordynację podatkową.

            9. Kościelne osoby prawne są zwolnione z podatku od nieruchomości lub ich części, z wyjątkiem części zajmowanej na wykonywanie działalności gospodarczej.

            10. Nabywanie i zbywanie rzeczy i praw majątkowych przez kościelne osoby prawne w drodze spadku, zapisu i zasiedzenia jest zwolnione od podatku od spadków i darowizn oraz opłaty skarbowej.

            wyborcza.pl/magazyn/7,124059,26987395,kosciol-rocznie-obraca-ok-17-mld-zl-raport-wyborczej.html#weekend#S.W-K.C-B.3-L.1.maly
    • diabollo Re: Kościół rocznie obraca ok. 17 mld zł 17.04.21, 09:50
      Pozwolę sobie zwrócić uwagę na ten wątek styku polskich oligarchów i koszczuja katolickiego.

      Wśród ćwierćintelygencji panował taki wolnoryknowy mit, że kaptalizm to najsprawiedliwszy system, który uniemożliwi wynaturzenia bo ludzie "głosują swoimi pieniędzmi" więc trzeba być apolitycznym (z greckiego: "człowiek apolityczny" = "idiota") i bezideologicznym (bezideowym, bezmyślnym), bo wolny rynek nawet "rynek idei" doprowadzi do harmonijnej i sprawiedliwej równowagi.

      Pomijając setki miliardów wpompowanych w koszczuja katolickiego przez państwo od kiedy pamiętam oligarchowie lgnęli do koszczuja, a koszczuj do nich jak mucha do lepu. Mieli wspólny interes: ogłupianie ludzi.

      Oprócz opisanego wyżej Solorza, pamiętam jak chyba pan Krauze kupił dom w Wadowicach w którym mieszkała rodzina Wojtyłów i gdzie dzieciństwo spędził słynny Karol. Dom oczywiście nie należał do Wojtyłów tylko do polskiej rodziny wyznania mojrzeszowego. Krauze bynajmniej nie zrobił z tego domu muzeum Holokaustu.
      Nie, tam teraz jest muzeum Lenina... o przepraszam, nie Lenina tylko muzeum sprawnej aktoreczki w białych sukienkach, światowej pop-gwiazdy znanej szerzej pod pseudonimem Jan Paweł Olbrzymi.

      Oligarchowie i koszczuj katolicki mają ten sam cel: ogłupiać społeczeństwo i utrzymywać go w stanie ogłupienia.

      Kłaniam się nisko.
      • walmart.ca Re: Kościół rocznie obraca ok. 17 mld zł 17.04.21, 12:54
        Kiedy wreszcie to ogłupione społeczeństwo dostąpi łaski gniewu bożego na tyle silnego, żeby zrobić coś w rodzaju Révolution tranquille, która z Quebecu - najbardziej skatoliczalej prowincji Kanady - uczyniła model sekularnego społeczeństwa.
        Współcześnie Quebec pozostaje jedną z najbardziej zsekularyzowanych prowincji Kanady pomimo wysokiego odsetka osób deklarujących przynależność do Kościoła rzymskokatolickiego.

        pl.wikipedia.org/wiki/Spokojna_rewolucja

        Tylko która z polskich formacji politycznych odważy się podskoczyć Watykańskiej enklawie w realu...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka