Dodaj do ulubionych

Nie chcieliście Jezusa, macie koronawirusa.

26.04.21, 09:59
warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,27010604,nie-chcieliscie-jezusa-macie-koronawirusa-skutki-uboczne.html?_ga=2.226290201.2004623948.1618742229-2069617137.1593408692#https://wyborcza.pl/duzyformat/0,0.html#S.W-K.C-B.4-L.1.maly
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Nie chcieliście Jezusa, macie koronawirusa. 27.04.21, 07:43
      Grzegorz Wysocki

      Nie chcieliście Jezusa, macie koronawirusa! (Skutki uboczne, odcinek 1)

      Gdybym wierzył w Boga, jest więcej niż prawdopodobne, że w czasie pandemii straciłbym wiarę i porzucił Kościół. A wszystko dzięki staraniom samych księży i katolickich publicystów.

      Jedną z rzeczy, które najlepiej pamiętam z jakże odległych pierwszych dni pandemii koronawirusa, był ironiczny SMS od mojego przyjaciela katolika: „W Ojczyźnie Świętego Jana Pawła Drugiego żaden wirus, tym bardziej z komunistycznego kraju, nie ma racji bytu. Po prostu w to nie wierzę”.

      Przyjaciel oczywiście nie pisał serio, bo – w tym momencie mogę nieprzyjemnie zaskoczyć co bardziej nieprzejednanych antyklerykałów – niektórzy katolicy również „umieją w żarty”. Choć oczywiście nie wszyscy. I właśnie na tych nie wszystkich się tu skupiam, oni to bowiem swoją myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem wyprowadziliby mnie niechybnie z Kościoła w czasie zarazy.

      Najpierw – i to jeszcze w lutym i w marcu 2020, a więc przed pierwszymi zachorowaniami w Polsce – przez łamy prasy prawicowej, konserwatywnej i katolickiej przetoczyła się „dyskusja” na temat zamykania kościołów przed wiernymi. Dyskusja w cudzysłowie, gdyż nie przypominam sobie z tamtego okresu żadnych znaczących głosów opowiadających się za ich zamknięciem.

      Bezbożni biskupi, otwórzcie kościoły!
      Pamiętam za to doskonale felietonistykę Roberta Tekielego, który na łamach „Gazety Polskiej” (dzisiaj pisze w „Sieciach” braci Karnowskich) wyznawał: „Z wielkim trudem próbuję zrozumieć świat”. Chodziło o to, że publicysta jest wstrząśnięty faktem, iż bezbożni włoscy (a za chwilę również polscy) biskupi pozamykali kościoły i zakazali ludowi wszelkich mszy i liturgii. Tekieli cytował swoją znajomą: „Takiego ataku szatana na Eucharystię w zbliżającym się Wielkim Poście jeszcze nie widziałam. Tu toczy się walka nie o zdrowie ciała, lecz o nasze dusze”.

      W związku z tym felietonista z łamów – jak wiadomo – czytanej globalnie „Gazety Polskiej” apelował do „włoskich Biskupów” [pisownia oryginalna]: „Jesteście następcami Szymona Gorliwego i Braci Gromu! Nie potrafię was zrozumieć. Tak jak wy, może postąpić jedynie człowiek niewierzący. Odmawiacie milionom ludzi Eucharystii. (…) Bracia w Chrystusie, daliście się zwieść ojcu kłamstwa. Idziecie drogą Lutra, Kalwina i Husa. (…) Nie wolno zabierać owczarni lekarstwa, źródła siły, uzdrowienia! Szacowni biskupi z północy Włoch, centra handlowe są pełne, a wy postawiliście tamę na rzece życia płynącej z przebitego boku Pana Jezusa. Obmywam was Jego Krwią. Ocknijcie się!”.

      Podobnie pisał pod koniec lutego 2020 na swoim Facebooku Tomasz Terlikowski: „Zbiorowe histerie kompletnie mnie nie ruszają. Sto procent z nas umrze, ogromna większość na choroby zupełnie inne niż koronawirus. (…) A Kościół (w tym przypadku diecezje w Lombardii), który w momencie zagrożenia śmiercią (wątpliwego w przypadku tego wirusa) odwołuje Msze święte, czyli źródło jedynego prawdziwego życia, w istocie pokazuje swoją niewiarę w Eucharystię, Msze Świętą i życie wieczne”.

      Nieco później na łamach „Do Rzeczy” - już stricte w polskim kontekście – redaktor naczelny tygodnika odnotowywał, że biskupi zaczęli się zachowywać tak, „jakby zarządzali oddziałami zakaźnymi w szpitalach, a nie troszczyli się o zbawienie wieczne dusz”. Zdaniem Pawła Lisickiego rezygnacja z wody święconej czy zakaz podawania komunii świętej do ust pokazuje z jednej strony „zeświecczenie świadomości”, z drugiej - „przyczynia się do wytwarzania atmosfery przerażenia”. I pointował, że obserwując to wszystko ma wrażenie, „jakbyśmy znaleźli się w domu wariatów”.

      Chrystus nie roznosi zarazków
      Na pewno trudno o inne wrażenie, gdy śledziło się wypowiedzi katolickich publicystów z pierwszych tygodni zarazy. O słowach hierarchów katolickich nie wspominając. Zapewne mało kto już dzisiaj pamięta np. arcybiskupa Andrzeja Dzięgę, metropolitę szczecińsko-kamieńskiego, który w liście odczytywanym w kościołach jego diecezji przekonywał: „Chrystus nie roznosi zarazków ani wirusów. Chrystus rozdaje Świętą czystość i Życie, przywraca zdrowie”. Dzięga uspokajał: „Nie lękaj się, Siostro i Bracie, jeśli tylko możesz, przyjmować Świętej Komunii na kolanach i do ust. Ta postawa dojrzewała przecież w Kościele świętym poprzez wieki, jako najdoskonalsza forma przyjmowania Pana. Warto ją zachować i z pietyzmem pielęgnować”.

      Nie wytrzymał wtedy nawet Szymon Hołownia:

      List arcybiskupa jest nie tylko szczytem głupoty i pastoralnej niefrasobliwości. Stanowi zachętę do nieprzestrzegania zasad higieny, krytycznie ważnych w czasie trwającej epidemii. Oby ta głupota i niefrasobliwość, ta 'epidemiologia mistyczna' nie kosztowała czyjegoś zdrowia, albo życia.
      Jest ona też aktem pogardy (choć słowa deklarują co innego) wobec tych, którzy dziś, z narażeniem własnego zdrowia, z epidemią walczą. Dlatego z uznaniem przyjąłem postawę moich szczecińskich przyjaciół, którzy złożyli dziś w tej sprawie zawiadomienie na policji”.

      I dalej, jeszcze mocniej i jeszcze bardziej w punkt: „Jako obywatel jestem po prostu oburzony. Jako katolik - uważam, że mam pełne prawo bronić się przed ślepotą na to co dzieje się na świecie, i strojącą się w szaty pobożności tępą (bo trudno to naprawdę nazwać inaczej) głupotą niektórych pasterzy. Wielu z nich zdało w tych dniach egzamin, wielu zdało go późno, ale jednak. Są też jednak, jak widać, tacy abnegaci jak abp. Dzięga, który z mikrobami będzie walczył kropielnicą”.

      W ramach kroniki zarazy a zarazem nieformalnego raportu z dziejów głupoty polskiej nie można też, niestety, pominąć publicznych występów księdza profesora (!) Tadeusza Guza, który tak przemawiał w czasie „Rozmów niedokończonych” na antenie Radia Maryja i na wizji TV Trwam: „Niektórzy się obawiali, że kapłan, który celebruje i jest komunia święta do ust, może zarażać. Kapłan ma po pierwsze konsekrowane dłonie. Kapłan po drugie jako jedyna osoba w zgromadzeniu liturgicznym ma umywane dłonie przy ofiarowywaniu darów dla Boga przez naród wierzący. Więc kapłan ma nie tylko umyte ręce w sensie takim jakiego oczekuje Pan Minister Zdrowia Rzeczypospolitej Polskiej, lecz także kapłan ma umyte ręce w sensie nadprzyrodzonym, czyli łaski. A zatem żadne udzielanie komunii świętej do ust nie zagraża ani jednemu Polakowi, obywatelowi Rzeczypospolitej Polskiej, roznoszeniem jakichkolwiek wirusów, bo to jest akt święty”.

      Dalej było jeszcze m.in. o tym, że msza święta również jest „świętym aktem”, a zatem „nie jest miejscem, przestrzenią i czasem rozprzestrzeniania wirusów, tylko przychodzenia Pana Boga”. I że tylko „Polska bogata Bogiem” jest w stanie pokonać tego niebezpiecznego koronawirusa. Takie wystąpienia samozwańczych epidemiologów w koloratkach byłyby wyłącznie zabawne, gdyby jednocześnie nie były niebezpieczne.

      Do kościoła z Godek i liderem Bayer Full
      Tego rodzaju niechlubnymi występami w czasie zarazy wsławili się oczywiście nie tylko duchowni i publicyści katoliccy, ale również najwierniejsi spośród celebrytów. Od razu dodam, że celebrytom foliarskiego sortu będziemy mogli się przyjrzeć osobno w innym odcinku „Skutków ubocznych”, a tu wspomnę tylko o Sławomirze Świerzyńskim.

      Słynny ten Polak, katolik, a w wolnych chwilach także lider zespołu Bayer Full, apelował na Twitterze: „Mężczyźni, ojcowie i dziadkowie idźmy do kościoła wbrew zakazom, mamy wiarę i odwagę by wielbić Jezusa i błagać Go o Pokój i zdrowie dla naszych rodzin i bliskich. Polak ma obowiązek strzec wiary katolickiej. Tylko pod Krzyżem tylko pod tym znakiem Polska jest Polską...” [pisownia oryginalna].

      Pod wpisem rozpętała się burza, więc Świerzyński wpis oczywiście skasował. Choć, jak wiadomo, screenshoty nie płoną:

      CDN...
      • diabollo Re: Nie chcieliście Jezusa, macie koronawirusa. 27.04.21, 07:45
        A w miejsce skasowanego tweeta Świerzyński podzielił się ze światem nową refleksją: „Każdy ma rozum i zrobi wedle niego, dziękuję za zrozumienie i przepraszam tych co myślą inaczej. Zgoda buduje a niezgoda rujnuje, tego nam wszystkim życzę”.

        Ktoś bardzo złośliwy i nieczuły zwrócił wokaliście uwagę na Twitterze, że każdy ma mózg, ale już rozum to niekoniecznie. Brzydko, nie powtarzajcie tego w domu.

        Nie wiem, czy Świerzyński posłuchał niżej podpisanego, ale radziłem mu swego czasu publicznie, by czym prędzej zapisał się do fundacji Kai Godek (Fundacja Życie i Rodzina), która walczyła (a może i wciąż walczy?) o zniesienie zakazu uczestnictwa we mszy, bo to dyskryminacja katolików. W podpisanej przez 35 tysięcy osób petycji do premiera Morawieckiego czytamy m.in.: „Budzi niezrozumienie fakt, że akurat zgromadzenia o charakterze religijnym uznano za szczególnie podatne na transmisję choroby. (...) Autobusy, tramwaje i wagony metra mają zwykle powierzchnię nie większą niż kilkanaście metrów kwadratowych, ale to na tej powierzchni zezwala się na przebywanie kilkudziesięciu osobom!”.

        Szpitale dla duszy
        Jak doskonale wiadomo, rząd pozamykał szkoły, galerie handlowe, kina i teatry, siłownie i baseny, a kościołów nie, gdyż kościoły są to takie – tu powołuję się na słowa ministra Gowina – szpitale dla duszy. Ich zamknięcie spowodowałoby zapaść dużo gorszą niż w służbie zdrowia.

        Michał Sznajder, Twitter: „Krąży podobno pretensja, że najdonośniej ws. odwoływania mszy wypowiadają się ci, którzy i tak nie uczęszczają. To rzeczywiście niestosowne. To tak, jak gdyby najdonośniej przeciwko ślubom jednopłciowym wypowiadali się ci, którzy ich nie planują”.

        Fiksacje Seksualne Prawicy, FB: „Dzięki wirusowi katolicy mogą poczuć się trochę jak osoby LGBT: JAK CHCECIE SIĘ MODLIĆ, TO SIĘ MÓDLCIE, ALE U SIEBIE W DOMU”.

        Jacek Świąder, dziennikarz muzyczny: „Bez paniki. Wydarzenia kulturalne się przeniesie do kościołów, jak w latach 80.”.

        Pisarz Janusz Rudnicki, FB:

        „Skaranie boskie z tym polskim kościołem. Jak ma być kościołem otwartym, to jest zamknięty, a jak ma być zamknięty, to jest, kurwa, otwarty”.
        Tygodnik „Nie”, z cyklu „Pytania fundamentalne”: „Czy na mszach do 50 osób Bóg liczony jest w jednej czy w trzech osobach?”.

        Zaraza? Kara za odejście od Boga
        Pandemia w Polsce to również czas święcenia dni świętych w internecie i w telewizorach. Zwłaszcza w czasie pierwszej fali mieliśmy do czynienia z retransmisjami mszy od rana do nocy. Jeśli kto wystarczająco bezbożny, mógł się modlić nawet z Wyborcza.pl. Jeden tygodnik „Nie” reklamował się: „Tylko u nas nie będzie jutro żadnej mszy. Zapraszamy!”.

        Można było oczywiście odciąć się od wszystkich mediów i ruszyć na długi spacer (może pomijając tygodnie, gdy i to było zakazane), ale i tam dopaść mógł nas chociażby pewien dobry katolik, który jeździł po mieście swoim audi, propagując miastu i światu przyklejony do tylnej szyby odręcznie sporządzony tyleż boski, co bojowy transparent: „Nie chcieliśmy korony Jezusa, to mamy koronavirusa”. No cóż, żaden prawdziwy Polak raczej nie zaryzykuje i nie zaprzeczy temu nowemu przykazaniu.

        Nowych przykazań regularnie – od początku pandemii – dostarcza też cytowany wyżej Robert Tekieli. Na przykład: „Bóg mówi nam w ten czas zarazy: Kocham cię”. Epidemia jest – twierdzi kaznodzieja Tekieli – oczywistą konsekwencją odejścia świata od Boga. Jedyne czego nie wiemy, to to, „czy umrze dwóch, stu czy 10 milionów Polaków. Uratować mogą nas jednak nie technologia, medycyna czy sprawność państwa, lecz – kto zgadnie? - wiara w Boga. W przeciwnym wypadku „zaraza powali nas na kolana”: „Powtórzy się niewola egipska, na sznurze będą prowadzać najpiękniejsze aktorki, mężczyźni będą mordować się na arenach stadionów dla uciechy rozpasanej gawiedzi”.

        Rydzyk: Daliśmy się wpuścić w kanał zła
        W tak pobożnej odsłonie „Skutków ubocznych” nie mogę też choć słowem nie wspomnieć o pandemicznej działalności o. Tadeusza Rydzyka. Najpierw – jeszcze w marcu 2020 – słynny zakonnik poprosił wiernych o finansowe wsparcie: „Szanowni Państwo, Kochana Rodzino Radia Maryja, mimo trudności, z jakimi się borykamy, jeszcze bardziej prosimy o pomoc. Pamiętajcie o niej zwłaszcza teraz, w tej trudnej sytuacji”. Nieprzekonanym Rydzyk przypominał, że przed wybuchem epidemii ofiary słuchaczy przy oszczędnym ich gospodarowaniu „starczały skromnie od pierwszego do pierwszego”.

        A w kolejnych miesiącach było tylko lepiej, czyli gorzej. Rydzyk pojawiał się i znikał, zachęcał do kolejnych wpłat i przemawiał. Na przykład na temat obostrzeń w kościołach: „Zrobili wprost panikę. Daliśmy się wpuścić w kanał zła”. I jeszcze: „Rozumiem, że trzeba zachować pewne przepisy higieniczne i zdrowie jest ważne, ale dla nas - chrześcijan, katolików - jest ważniejsze zdrowie ducha. My mamy życie wieczne”.

        Życie wieczne życiem wiecznym, ale jest więcej niż oczywiste, że nie zajedziemy daleko bez wykorzystania modlitwy w walce z koronawirusem. Jak donosił portal TVP Info, znane wszystkim źródło wiarygodnych informacji, dr Dhanunjaya Lakkireddy z Instytutu Rytmu Serca w Kansas City wziął się za badania nad skutecznością „zdalnej modlitwy wstawienniczej” w leczeniu skutków choroby. Oficjalna nazwa tego poważnego badania brzmi następująco: „Wpływ modlitwy wielowyznaniowej na zachorowalność i umieralność pacjentów przyjętych na oddziały intensywnej opieki medycznej z rozpoznaniem infekcji koronawirusowej”. Naukowiec wyjaśniał, że owszem, wszyscy wierzymy w naukę, ale „wierzymy także w wiarę” (!).

        *

        Nie wiem, jak tam ostatecznie wyniki badań z Kansas City, ale informuję szanownego badacza, że w Polsce na pewno działa. Publicysta Piotr Semka, od kilku tygodni w szpitalu z powodu zakażenia koronawirusem, powoli wraca do zdrowia. Przyjaciel Semki, Jacek Kurski, twierdzi, że to „efekt szturmu modlitewnego”. W rozmowie z „Super Expressem” prezes TVP powiedział, że „szturm modlitewny przynosi efekt” i że „można już mówić o cudzie”.

        A już zupełnie serio: Piotrowi Semce życzę pełnego powrotu do zdrowia, a wszystkim katolikom, by w kolejnych miesiącach skutecznie udawało się im omijać nie tylko wirusy i kolejne mutacje tychże, ale również listy pasterskie arcybiskupa Dzięgi, wykłady telewizyjne księdza Guza i odloty felietonowo-kaznodziejskie Tekelego. Amen.

        „Skutki uboczne” to serial reporterski Grzegorza Wysockiego tworzony na podstawie „Dziennika czasów zarazy”. „Dziennik...” jest kroniką histerii medialnych i panik moralnych pisaną od dnia, w którym ogłoszono pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem w Polsce. Reakcje polityków i publicystów, scenki z życia i wypisy z lektur, tweety i statusy z Facebooka, memy i czarny humor. Sądy i przesądy, fakty i ich nadinterpretacje. Bez zbędnego patosu, ale też bez lekceważenia problemu i wyśmiewania ofiar. W ramach „Skutków ubocznych” jest m.in. o księżach i wiernych oraz celebrytach-koronasceptykach i teoriach spiskowych, przypomnimy sobie najlepsze memy, tweety i posty czasów zarazy, pomiędzy falami koronawirusa odpoczniemy na moment w Czarnogórze (i ledwo ujdziemy z życiem!), a na sam koniec głos na temat epidemii zabiorą krewni i znajomi Wysockiego, ze słynnym wujami głosującymi na PiS na czele.

        Odnotowaliście inne absurdy, przykłady przesadnej paniki wokół wirusa czy medialnej histerii? Napisz do autora: grzegorz.wysocki@agora.pl. Profil na FB: www.facebook.com/grzes.wysocki/

        warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,27010604,nie-chcieliscie-jezusa-macie-koronawirusa-skutki-uboczne.html?_ga=2.226290201.2004623948.1618742229-2069617137.1593408692#https://wyborcza.pl/duzyformat/0,0.html#S.W-K.C-B.4-L.1.maly
        --

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka