Dodaj do ulubionych

Komunizm nikogo nie reprezentował

29.04.21, 18:28
Komunizm nikogo nie reprezentował z wyjątkiem kilku drobnomieszczańskich intelektualistów. To jak opanował pół świata?
Adam Leszczyński

wyborcza.pl/magazyn/7,124059,26985142,komunizm-nikogo-nie-reprezentowal-z-wyjatkiem-kilku.html#https://wyborcza.pl/duzyformat/0,0.html#S.W-K.C-B.4-L.1.maly
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Komunizm nikogo nie reprezentował 29.04.21, 19:59
      Ludobójstwo nie było narzędziem zarezerwowanym przez komunistów. Liberalni Brytyjczycy świadomie zagłodzili w 1943 r. w Bengalu ok. 3 mln ludzi

      Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, w małym domku w wielkim mieście Londynie żył zły czarnoksiężnik.

      Nazywał się Karol Marks.

      Był to człowiek, który podporządkował życie jednej ambicji: chciał zniszczyć tradycję, zburzyć porządek społeczny i wywołać rewolucję.

      Marks pisał przewrotne i szkodliwe książki. Skutecznie zatruł nimi umysły niewielkiej grupy intelektualistów w różnych krajach. Wmawiał im, że chodzi mu o równość i walkę z wyzyskiem. Kłamał.

      Naprawdę chodziło mu o zniszczenie cywilizacji Zachodu opartej na tradycji i własności.

      Wyznawcy Marksa szybko zorganizowali się w niewielką, fanatyczną sektę. Przejęli władzę najpierw w jednym wielkim, zacofanym kraju — Rosji. Zamordowali w niej miliony ludzi, a resztę doprowadzili do nędzy. Później zdobyli władzę w innymi wielkim i zacofanym kraju: w Chinach. Ten kraj również doprowadzili do ruiny, niszcząc jego zabytki i zabijając dziesiątki milionów ludzi, z których dużą część zagłodzili na śmierć poprzez swoją szaloną i utopijną (a wydedukowaną z książek złego czarnoksiężnika) politykę gospodarczą.

      Niech ta historia – drogie dzieci – będzie dla was morałem: świata, który mamy, z jego niesprawiedliwością i biedą, nie da się naprawić. Nie należy próbować, bowiem wówczas wpadniecie w sidła złego czarnoksiężnika.

      Historia zawsze była gatunkiem literatury
      Nie, to nie fragment broszury edukacyjnej z IPN czy Ministerstwa Edukacji Przemysława Czarnka, to streszczenie wielkiej „Historii komunizmu na świecie” pióra francuskiego dziennikarza (i byłego komunisty) Thierry’ego Woltona, której pierwszy tom „Kaci” (dwa następne ukażą się w 2022 i 2023 r.) ukazuje się właśnie w Polsce. W ogromnej, tysiącstronicowej książce Wolton barwnie i błyskotliwie opisuje powstanie ruchu komunistycznego, rewolucję rosyjską, rewolucję w Chinach i ekspansję komunizmu na świecie aż do lat 70.

      Powiedzmy od razu: książka Woltona to monumentalna konserwatywna fantazja, moralitet opowiadający o zmaganiach ludzkości z absolutnym złem.
      Jak wielu przedstawicieli pokolenia '68 Wolton po młodzieńczej fascynacji lewicą na starość został konserwatystą. Z tą samą żarliwością, z którą kiedyś wielbił ideały komunizmu, teraz go potępia.

      „Tym, co wprawiało w ruch historię, był impuls drobnomieszczańskich intelektualistów, ideologów gotowych na wszystko, by spełnić swe marzenie demiurgów (…). Dlatego kaci postępowali bezlitośnie, a ofiary cierpiały bezgranicznie”. Historia komunizmu jest u Woltona jednolicie mrocznym pasmem okropieństw, tortur, masakr i masowych mordów: kaci są zawsze straszni, a ofiary zawsze cierpią bezgranicznie.

      CDN...
      • diabollo Re: Komunizm nikogo nie reprezentował 29.04.21, 20:02
        Jako czytelnikowi nie przeszkadza mi literacka struktura tej opowieści, przypominająca miejscami bajkę o złym czarnoksiężniku i jego uczniach, a miejscami moralitet. Historia zawsze była gatunkiem literatury. Od końca XIX stulecia historycy bardzo starali się ten fakt wyprzeć albo ukryć. Pisali nudne książki technicznym żargonem, dzięki czemu mogli się poczuć bardziej naukowcami podobnymi do biologów czy chociaż socjologów. Od lat 70. teoretycy historiografii skutecznie zdekonstruowali pretensje tej dyscypliny do obiektywizmu, pokazując, że za opowieścią historyka zawsze kryje się literacka struktura. Wolton jej nie ukrywa. Szacunek.

        Antykomunistyczna retoryka
        Jak każdy moralitet książka Woltona jednoznacznie oddziela dobro od zła. Komunizm (zarówno w PRL, jak i w Kambodży Czerwonych Khmerów) jest zawsze złem, wszędzie takim samym, jednolitym, niezmiennym: „Całkowite unicestwienie publicznej swobody wypowiedzi oraz politycznego przedstawicielstwa, wszechobecność organów kontroli, represji i agitacji – to wszystko cechowało komunistyczne reżimy totalitarne do tego stopnia, że określenia totalitaryzm i komunizm były niemal tautologiczne”, „Totalitaryzm to podstawowy wkład komunizmu w historię ludzkości”.

        Czytelnik polski łatwo rozpozna w tym antykomunistyczną narrację podobną do tej, którą można znaleźć w propagandzie polityki historycznej PiS. Na poziomie faktów to oczywiście nieprawda. Pod względem zakresu wolności pozostawianego zwykłym ludziom PRL dzieliła gigantyczna przepaść nie tylko od Kambodży Czerwonych Khmerów, ale także od Związku Sowieckiego. Obywatel PRL mógł się krytycznie wypowiadać o władzy (za co groziły mu po 1956 r. kłopoty w karierze zawodowej, rzadziej więzienie, ale nigdy np. rozstrzelanie). Mógł posiadać ziemię i nieruchomości (chociaż z różnymi ograniczeniami), miewał w Sejmie garstkę posłów, którzy nie byli ludźmi władzy (np. z koła Znak), mógł czytać zagraniczne gazety (dostęp był trudny, ale był), w mniejszym lub (pod koniec) większym zakresie mógł prowadzić działalność gospodarczą. SB nie była wszechobecna – wiele rzeczy o obywatelach wiedziała, ale często dużo mniej, niżby chciała. Co więcej, często władze nie uzyskiwały wyroków, na których im zależało, w sądach w PRL.

        CDN...
    • grzespelc Re: Komunizm nikogo nie reprezentował 30.04.21, 01:08
      Ktoś gdzieś nie tak dawno napisał, może u Orlińskiego na blogu, że w późnym PRL oglądaliśmy w tv kłamstwa o krajach obozu socjalistycznego i prawdę o kapitalistycznych, tyle że wydawało nam, się, że o tych drugich też kłamano. Teraz się boleśnie przekonujemy, że wcale nie.
    • diabollo Re: Komunizm nikogo nie reprezentował 02.05.21, 10:44
      (...)

      Gaskell porównywał ich wygląd z tym, jak wyglądali ich rodzice, „rumiani i zdrowi” robotnicy rolni. „Każdy człowiek, który stał o dwunastej w południe w wąskim przejściu, przez które wychodzą robotnicy z wielkich fabryk tekstylnych – pisał Gaskell – musi przyznać, że brzydszej grupy mężczyzn i kobiet, chłopców i dziewcząt (…) nie dałoby się zebrać”. Rozwodził się nad ich rzadkimi włosami, niską i wątłą posturą, bladą i niezdrową cerą, a nawet powszechnym platfusem i chwiejnym krokiem; w niepewnym i niedbałym chodzie dostrzegał nerwowość i poczucie odrzucenia. W złych warunkach życia widział źródło powszechnego, jak pisał, pijaństwa i rozwiązłości, na domiar złego pozbawionej wstydu: w zatłoczonych domach na widoku robiono „rzeczy, które nawet dzicy robią w samotności”. Pełen wulgaryzmów język, którym rozmawiały rodziny robotnicze, budził w Gaskellu grozę.

      Maszyny były drogie, więc musiały mieć jak najmniej przestojów, żeby na siebie zarobić. W wielu branżach fabryki pracowały od szóstej rano do ósmej wieczorem przez sześć dni w tygodniu, z krótkimi przerwami na jedzenie. Gaskell pisał o robotnikach: „Kiedy mamy w pamięci, że klasa, która stoi tak nisko w swoich instynktach społecznych, zwyczajach domowych i inteligencji, żyje w XIX wieku, w kraju, który od dawna był wolny od obcej agresji, w środku narodu sławnego z uprawianych w nim sztuk i nauk (…) – degradacja [tej klasy] staje się tym bardziej godna odnotowania”.

      Opresja kapitalizmu, przeciwko której buntowali się społeczni radykałowie (w tym przyszli komuniści), była realna, a nie wymyślona.
      Jego nędza nie była wymyślona ani wyolbrzymiona. Od Woltona nie sposób się tego dowiedzieć: według niego komunistom po prostu chodziło o władzę i „podbój świata” (to tytuł jednej części jego książki).

      Naród z mentalnością niewolników
      Wolton nie potrafi również wytłumaczyć, dlaczego wbrew przewidywaniom Marksa, który sądził, że do rewolucji dojdzie w krajach najbardziej zaawansowanych technologicznie i gospodarczo, komuniści wygrali wojnę domową w Rosji i Chinach, a komunizm jako ustrój był atrakcyjny dla części intelektualnych elit w krajach peryferyjnych i ubogich, często na pół feudalnych (jak Polska).

      Odpowiedź Woltona jest po prostu obraźliwa, w szczególności dla Rosjan. Rosja stanowiła „podatny grunt” dla komunizmu, pisze Francuz, ponieważ nie „zaznała Oświecenia”, a prawosławie mentalnie przygotowywało Rosjan do posłuszeństwa władzy. Ideologia komunistyczna „mogła rozwinąć się jedynie w społeczeństwie holistycznym (…), gdzie indywidualność ustępuje przed kolektywem – a tak było w carskiej Rosji, zwłaszcza w przeważających w niej społecznościach rolniczych, gdzie poza wspólnotą nic nie istniało”. Rosja to „społeczeństwo złożone z niepiśmiennych chłopów pańszczyźnianych”, a „kultura Rosjan to kultura narodu etatystycznego, gotowego służyć jako materiał do wznoszenia wielkiego gmachu państwa” (tak, naprawdę napisał to o narodzie Hercena czy Brodskiego).

      Ten zbiór stereotypów traktuje Rosjan jako naród z mentalnością niewolników, a wieś rosyjską przedstawia jako bytującą poza historią prymitywną wspólnotę.
      Gdyby Wolton napisał coś takiego o skolonizowanych przez Francuzów czarnoskórych mieszkańcach Senegalu czy Gabonu, zostałby natychmiast oskarżony o rasizm. O Rosjanach, jak widać, wolno pisać bezkarnie najbardziej absurdalne rzeczy. Czego w tej historii brakuje? Głosu zaangażowanych w komunizm, którzy się z niego rozliczali. Zacytujmy Polaka z żydowskiej rodziny, wybitnego ekonomistę Włodzimierza Brusa (1921–2007). We wspomnieniach spisanych w 1992 r. opowiadał o doświadczeniu nędzy i zacofania II RP, pogłębionego jeszcze przez Wielki Kryzys, przekonując, że w takich warunkach człowiek o pewnej wrażliwości społecznej nie mógł nie przyłączyć się do radykalnej lewicy.

      „Zestawienie nieczynnych fabryk i marnowanych produktów obok armii ludzi desperacko poszukujących pracy i walczących o swe przetrwanie rodziło pytania, których nie można było zlekceważyć (…), pod wpływem kogoś z mych kolegów sięgnąłem po literaturę marksistowską. (…) Wszystko to wywarło na mnie wielkie wrażenie jako przekonujące wyjaśnienie procesu historycznego wskazujące obecnie na socjalizm z jego planową gospodarką jako jedyne realistyczne lekarstwo na ewidentnie nieuleczalne choroby kapitalizmu; to, co – jak sądziliśmy – wiedzieliśmy wtedy o sowieckich piotilietkach z sukcesem realizujących gwałtowną industrializację i likwidujących bezrobocie, wydawało się potwierdzać ten pogląd”.

      CDN...
      • diabollo Re: Komunizm nikogo nie reprezentował 02.05.21, 10:46
        Brus trafił do ZSRR, skończył tam studia w czasie wojny i pracował jako montażysta akordowy w fabryce produkującej części metalowe do spadochronów, a potem jako kierownik biura planistycznego w fabryce produkującej specjalne dwupalcowe rękawice dla wojska. Wspominał:

        „W fabrykach sporo się nauczyłem, nie w sensie pozytywnym, lecz w negatywnym: jak dalece realia planowania centralnego sprowadzone na poziom fabryki były odległe od schematów nauczanych na zajęciach: słaba organizacja, szkodliwa rola wypełnienia planu jako głównego wskaźnika sukcesu, system bodźców, który zachęcał do marnotrawstwa (…). Tak więc mikroekonomia przemysłu sowieckiego była przerażająca. Jeśli chodzi o makroekonomię, nic było oczywiście możliwości bezpośredniej jej oceny, lecz to, co można było dostrzec na własne oczy, wywierało pośrednio wielkie wrażenie, szczególnie jeśli uwzględnić ogromne trudności wysiłku wojennego kraju odciętego przez najeźdźców od wielkich i często najważniejszych gospodarczo obszarów. Akcja uprzemysłowienia stworzyła w Saratowie pewną liczbę nowych fabryk, wśród nich wielkie zakłady produkujące kombajny zbożowe i łożyska kulkowe, wielkie rafinerie ropy naftowej itp. (…) Możliwości zmobilizowania zasobów w warunkach konieczności były również oczywiste: jednym z przykładów – z mego doświadczenia – było przeprowadzenie gazociągu do Saratowa z nowo odkrytych złóż w na pozór niemożliwych warunkach zimy 1942/1943”.

        Mamy tutaj jasne przesłanie: do przezwyciężenia zacofania, nędzy i chaosu kapitalizmu potrzebne jest uprzemysłowienie.

        Co według Brusa utrudniało rozwój wcześniej? Bariery klasowe. Trzeba je było rozbić, aby móc wydobyć masy z nędzy – pisał. Decyzja o akcesie do komunizmu była więc – z jego punktu widzenia – świadoma i racjonalna.
        Intuicja Brusa jest dzisiaj podzielana przez ważny nurt w badaniach nad historią gospodarczą (który w Polsce reprezentuje np. Marcin Piątkowski). Komunizm jest w nich postrzegany jako sposób na rozbicie feudalnych struktur, które hamowały rozwój, konsumując niewielkie nadwyżki wytwarzane przez bardzo biedne społeczeństwa. W przypadku Polski była to urzędniczo-inteligencko-ziemiańska elita rządząca II RP. Dopiero jej zniszczenie i pozbawienie roli przywódczej w PRL – przekonuje Piątkowski – przygotowało grunt pod szybki wzrost gospodarczy w III RP.

        Komunizm nie miał monopolu na zbrodnie
        Mamy więc u Woltona dwa grzechy antykomunistycznego dyskursu: mówienie o przeszłości w kategoriach czerni i bieli oraz eliminowanie historycznego kontekstu, pozwalającego zrozumieć motywacje aktorów (to utrudniłoby potępienie).

        Trzeci grzech to wybiórcza ślepota, która pozwala opisywać zbrodnie komunizmu jako coś specyficznego dla tego ustroju. Tymczasem ludobójstwo było narzędziem politycznym stosowanym w XX w. także przez kraje nietotalitarne i niekomunistyczne, niekoniecznie nawet w mniejszej skali.

        Liberalni i demokratyczni Belgowie zamordowali w Kongu na początku XX w. od 7 do 11 mln ludzi. Liberalni Brytyjczycy zagłodzili w 1943 r. w Bengalu ok. 3 mln ludzi, a ich śmierć była wynikiem świadomych decyzji rządu w Londynie. To liczby porównywalne z największymi zbrodniami komunizmu.

        Liberalne i demokratyczne rządy potrafiły także budować obozy koncentracyjne – sama nazwa zresztą weszła do użytku podczas wojen burskich (1899-1902). W założonych przez Brytyjczyków obozach koncentracyjnych systematycznie i świadomie głodzono rodziny Burów, którzy działali w oddziałach partyzanckich (tak, kobiety i małe dzieci). Wreszcie także liberalne kraje Zachodu równie często stosowały terror i tortury na masową skalę, z dziesiątkami tysięcy ofiar: robili to Francuzi w Algierii (1954-62) czy Amerykanie w Iraku (po 2003 r.). Francuzi w Algierii przez kilka lat zabili co najmniej 350 tys. ludzi, a więc jakieś 10 razy więcej niż komuniści w Polsce przez cztery dekady z okładem. Rządy zachodnie wspierały także ludobójcze reżimy, często przez dziesięciolecia – takie jak reżim Suharto w Indonezji, który zabił od 1 do 3 mln ludzi, a setki tysięcy torturował i uwięził w czasie antykomunistycznej czystki (1965-66). Przykłady łatwo mnożyć.
        Przypominam je nie po to, żeby usprawiedliwiać komunistów albo zrównywać pod względem moralnym reżimy komunistyczne z zachodnimi demokracjami. Zgódźmy się jednak, że komunizm nie miał monopolu na zbrodnie, a zbrodnie zawsze zasługują na potępienie. Ludobójstwo, masowe tortury i więzienia były po prostu narzędziem dwudziestowiecznej polityki, stosowanym nie tylko przez siły, których nie lubimy.

        Przyznanie tego zmienia perspektywę i utrudnia łatwe moralizatorstwo.

        ***
        Także pod względem cywilizacyjnym komunizm – oglądany z perspektywy trzeciej dekady XXI w. – być może zasługuje na świeży ogląd. Od lat 70. realne dochody większości ludzi w krajach Zachodu stoją w miejscu, a zyski z rozwoju gospodarczego zostają w kieszeniach nielicznych, zupełnie jak w czasach, w których Marks wyrabiał sobie zdanie o kapitalizmie. Komunizm niszczył środowisko naturalne, ale to kapitalizm ze swoim nieograniczonym apetytem na wzrost wyprodukował katastrofę klimatyczną zagrażającą istnieniu planety z jej 8 mld mieszkańców. System, w którym można prywatyzować zyski oraz uspołeczniać straty – w tym straty w środowisku przyrodniczym, za które zapłacą przyszłe pokolenia – trudno uznać za szczytowe osiągnięcie ludzkości oraz przykład cnoty w życiu publicznym.

        Tego wszystkiego z książki Woltona się nie dowiemy: czarnoksiężnik Marks był zły, system był zły, kropka. Zrozumiałbym, gdyby Wolton napisał to w latach 90., ale dziś to jednak zbyt mało.

        Adam Leszczyński - ur. w 1975 r., historyk i socjolog, dziennikarz OKO.press, autor książek „Skok w nowoczesność: Polityka wzrostu w krajach peryferyjnych 1943-1980”, „Eksperymenty na biednych. Polityczny, moralny i ekonomiczny spór o to, jak pomagać skutecznie” i „Ludowa historia Polski”

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka