Dodaj do ulubionych

Lewica - wróg gorszy od populistycznej prawicy.

13.05.21, 08:03
Jacek Żakowski

Lewica - wróg gorszy od populistycznej prawicy. Tak twierdzi Sienkiewicz


Konserwatywni liberałowie furiacko atakują lewicę i wciąż dostają bęcki od bardziej populistycznej prawicy.

Nareszcie. Trwało to sześć lat i kosztowało prawie połowę elektoratu, który Platforma miała w 2015 r., ale wygląda na to, że w PO coś drgnęło. List 51 sugeruje, że zaczęło się wielkie szukanie odpowiedzi na trudne pytanie, „co jest z nami nie tak?”.

Nie odpowiem. Nie wiem, czego Platforma chce poza odzyskaniem władzy, więc nawet nie mogę zgadywać, dlaczego jej się to nie udaje.

Ale już widać, że poza szansą na czytelną tożsamość ruszająca w PO debata ideowa niesie też ryzyka. Jakie, pokazał m.in. opublikowany w Kulturze Liberalnej wywiad, który Jarosław Kuisz zrobił z myłym ministrem spraw wewnętrznych Bartłomiejem Sienkiewiczem.

Sienkiewicz ma rację, odważnie deklarując, że demokracji potrzeba nowych form, przywracających obywatelom bardziej realny wpływ na politykę. Kiedy jednak poszukiwaniu nowych form demokracji przez liberalno-konserwatywne centrum towarzyszy idea „dwóch wrogów”, ludziom w Europie powinna cierpnąć skóra.

„Dla mnie – mówi Sienkiewicz – o wiele większym kłopotem jest współczesna lewica niż stary wróg, czyli narodowi populiści. (…) Przetrwanie liberalizmu zależy od zdolności rozwarcia tych obcęgów. Z jednej strony, postępującej rewolucji maksymalizmu etycznego lewicy, a z drugiej strony – likwidującej ludzką wolność komunitarności populistów prawicowych”.

Sto lat temu część liberałów podobnie rozumiała swoją sytuację. Wnioski, jakie w połowie lat 30. XX w. z tego wyciągnęli, doprowadziły związane z biznesem stare partie mieszczańskie do sojuszu z radykalną prawicą w Hiszpanii, we Włoszech, w Niemczech i Europie Wschodniej. W żadnym z tych krajów faszyści i inni wrogowie demokracji nie doszliby do władzy, gdyby konserwatywno-liberalne centrum nie weszło z nimi w antylewicowy sojusz.

Polscy liberałowie mają za sobą niedawny tego rodzaju flirt ucieleśniony kilkanaście lat temu przez PO-PiS. Widząca głównego wroga w lewicy konserwatywno-liberalna PO proponowała wtedy likwidację Senatu, zniesienie immunitetów, ograniczenie praw związków zawodowych, „szarpanie cuglami” sądów, prokuratury i urzędów oraz czysto populistyczny koncept podatku liniowego 3x15. Gdyby wówczas PO zrealizowała swój program, Sienkiewicz (nie mając immunitetu) każdego ranka mógłby teraz znaleźć się za kratami razem z innymi ministrami Tuska oraz z niepokornymi sędziami. Nieco wcześniej Ministerstwo Sprawiedliwości oddał po raz pierwszy PiS-owi konserwatywno-liberalny premier Jerzy Buzek. CBA, IPN etc. to także wytwory tego flirtu ugruntowanego poszukiwaniem mitycznego lewicowego „układu” przez komisje śledcze, w których rządził PO-PiS.

Ekspansja niesławnej dwudziestowiecznej koncepcji „gorszego wroga na lewicy” tłumaczy, dlaczego konserwatywni liberałowie wciąż dostający bęcki od bardziej populistycznej prawicy, tak furiacko atakują lewicę. Choćby pod pretekstem zablokowania mrzonki rządu technicznego, o którym – jak mówi Władysław Kosiniak-Kamysz – nie powiedzieli nawet Gowinowi.

Skoro jednak debata się toczy, to warto przypomnieć, że erozja wolności i międzynarodowe triumfy populistów nie zdarzyły się wtedy, gdy liberałowie akceptowali lewicowe podejście do zmian kulturowych, a lewica przyjęła liberalne podejście do gospodarki, lecz gdy liberałowie (oraz część socjaldemokratów) oddali program gospodarczy neoliberałom, a program moralny (w sprawach kulturowych i międzynarodowych) neokonserwatystom. Tylko tam, gdzie liberałowie wrócili do liberalizmu (jak Biden), a socjaliści zostali socjalistami (Sanders, Ocasio-Cortez), potrafią wspólnie pokonać autorytarny populizm, nie zacierając różnic między sobą.

Może więc, Panie Ministrze, zamiast wracać do błędów, mrzonek i koszmarów przeszłości, lepiej szukać natchnienia w nielicznych sukcesach współczesnych liberałów?

Autor jest publicystą „Polityki”, szefem katedry dziennikarstwa Collegium Civitas

wyborcza.pl/7,75968,27075526,lewica-wrog-gorszy-od-pis-u-tak-twierdzi-sienkiewicz.html#S.main_topic-K.C-B.4-L.1.glowka
Obserwuj wątek
    • oby.watel Re: Lewica - wróg gorszy od populistycznej prawic 13.05.21, 11:49
      Gdy celem jest udowodnienie z góry założonej tezy lub spłodzenie czegoś na zadany temat w określonym terminie, to efektem przeważnie jest bełkot. Chociażby zarzut o propozycji likwidacji Senatu. Po pierwsze Senat to fikcja, instytucja działająca za pieniądze podatników nie mająca żadnego znaczenia, piaskownica dla wybranych. Doskonałą ilustracją były wybory kopertowe. Senatorowie deliberowali przez miesiąc, wprowadzali bardzo mądre poprawki, konsultowali, debatowali aż im się z łbów kurzyło. Sejm rozprawił się z ich propozycjami w kilka sekund. Trudno uwierzyć, że Żakowski tego nie widział, nie wiedział i nie rozumie. Po drugie liberalna PO proponowała likwidację tej piaskownicy, a liberalna władza ludowa to zrobiła.

      W wywodach Żakowskiego brakuje konkretów. On nie krytykuje, nie wytyka błędów. On po pisowsku atakuje, oskarża bez żadnych dowodów. Trzeba było udowodnić tezę, że paskudni liberałowie atakują biedną lewicę, więc trzeba dowalić własnemu obozowi. Dzięki Żakowskim i innym pożytecznym idiotom PiS rządzi już druga kadencję i będzie rządziło trzecią.

      Krytyka pozwala korygować błędy. Bezrozumne bicie w swoich budzi obrzydzenie. Prawda jest taka, że neobolszewicka banda nie osiągnęła niczego, za to zdewastowała jedność opozycji. Ze zjednoczoną prawicą nie da się wygrać w pojedynkę. Trzeba być kompletnym idiotą, żeby nie wyciągnąć żadnych wniosków z wyborów 2015 roku, gdy oberbolszewik Zandberg, objawienie Żakowskiego i kilku lewicowych oszołomów poszedł osobno, sam się nie dostał i utrącił SLD dając PiS-owi większość w Sejmie. Trzeba być oberbucem, żeby nie wyciągać wniosków z doświadczeń węgierskich, gdzie ambicje liderzątek doprowadziły do tego, że dziś są nikim.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka