Dodaj do ulubionych

PRL nie była państwem totalitarnym Andrzej Walicki

30.05.21, 09:26
wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,27140711,prl-nie-byla-panstwem-totalitarnym.html#S.W-K.C-B.5-L.1.maly
PRL powstała wprawdzie po to, aby budować totalitarny komunizm, ale źle wywiązywała się z tego zadania. Fragment książki "PRL i skok do neoliberalizmu. Jaruzelski, Solidarność, zdrada elit" Andrzeja Walickiego.

Nie będzie chyba błędem twierdzenie, że w świadomości politycznej Polaków dominuje dziś tendencja do utożsamiania PRL z narzuconym z zewnątrz systemem totalitarnym, od którego uwolniliśmy się dopiero w roku 1989 przez obalenie komunistycznego monopolu władzy. Wydaje mi się jednak, że jest to pogląd bardzo uproszczony, niewytrzymujący krytyki na płaszczyźnie naukowej, a ponadto pociągający za sobą pewne konsekwencje praktyczne, z których nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Z tego względu rozważania na temat bilansu PRL wymagają przede wszystkim uściślenia pojęć.

Znak rozpoznawczy skrajnie dogmatycznego antykomunizmu

Koncepcja totalitaryzmu ukształtowała się w wyniku badań nad podobieństwami między państwem Hitlera a państwem Stalina. Po upadku hitlerowskiej Rzeszy głównym jej przedmiotem stały się oczywiście reżimy stalinowskie. Po roku 1956 stało się jednak jasne, że „model totalitarny" jest nazbyt statyczny, że nie tłumaczy on zmian wprowadzanych przez politykę destalinizacji, a tym bardziej niezamierzonej ewolucji systemu, wywołanej czynnikami obiektywnymi i wymykającymi się spod czyjejkolwiek kontroli. Ogromna większość badaczy wyprowadziła stąd wniosek, że pojęcie totalitaryzmu straciło walor poznawczy; niektórzy poszli w tym kierunku jeszcze dalej, traktując teorię totalitaryzmu jako produkt i narzędzie zimnej wojny oraz odrzucając ją całkowicie. Teza, iż przemiany destalinizacyjne były jedynie kosmetyką, która w niczym nie zmieniła „niezmiennie totalitarnej istoty systemu", stała się znakiem rozpoznawczym skrajnie dogmatycznego antykomunizmu, niemogącego pogodzić się z perspektywą utraty „ulubionego diabła". Należy ubolewać, że reprezentanci tego kierunku, tacy jak np. zupełnie nieodpowiedzialny w swych sądach Alain Besançon, uważani są dziś w Polsce za najwybitniejszych przedstawicieli sowietologii. Powinniśmy wiedzieć, że wśród sowietologów zachodnich rozpowszechniony jest raczej pogląd, iż „totalitaryzm nie jest »reżimem«" i nie powinien „zajmować trwałego miejsca w typologiach nauk politycznych".

Podzielanie tego poglądu byłoby jednak wylewaniem dziecka wraz z kąpielą. Istnieje aż nadto wiele powodów, aby uczynić z pojęcia totalitaryzmu, zwłaszcza zaś totalitaryzmu komunistycznego, ważną kategorię typologiczną. Kategoria ta nie musi przeszkadzać w rozumieniu zmian; przeciwnie, potrzebna jest m.in. właśnie po to, aby umożliwić rozpoznanie zmian w ich stadium początkowym i uniknięcie w ten sposób dezorientującego złudzenia co do niezmiennej rzekomo istoty systemu. W tym celu trzeba jednak ograniczyć zakres uogólnień do totalitaryzmu komunistycznego (totalitaryzm nazistowski trwał bowiem zbyt krótko) oraz potraktować go jako pewną fazę w historii „realnie istniejącego socjalizmu". Innymi słowy, koncepcja totalitaryzmu wymaga dziś uzupełnienia próbą teorii procesu jego przekształceń, które należałoby nazwać procesem detotalitaryzacji.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: PRL nie była państwem totalitarnym Andrzej Wa 30.05.21, 09:28
      Próby takiej dokonał niedawno Zbigniew Brzeziński, jeden z głównych współtwórców teorii totalitaryzmu. W książce pt. „The Grand Failure. The Birth and Death of Communism" (Nowy Jork 1989) wyróżnił on trzy fazy „odwrotu od komunistycznego totalitaryzmu": (1) komunistyczny autorytaryzm, (2) postkomunistyczny autorytaryzm oraz (3) postkomunistyczny pluralizm. Zgodnie z tym schematem na progu 1989 roku komunistyczny totalitaryzm reprezentowany był przez Albanię, Koreę Północną i Wietnam; NRD i Czechosłowacja przechodziły do komunistycznego autorytaryzmu, czyli pierwszej fazy posttotalitarnej, w której znajdował się już gorbaczowowski Związek Radziecki;

      Polska pod rządami generała Jaruzelskiego reprezentowała najbardziej zaawansowaną wówczas fazę detotalitaryzacji – przejście od komunistycznego autorytaryzmu do autorytaryzmu już postkomunistycznego.
      Nie ulega wątpliwości, że Polskę pod rządami Tadeusza Mazowieckiego należałoby zaklasyfikować (zgodnie z tym schematem) jako przechodzącą od postkomunistycznego autorytaryzmu do pluralizmu. Jak widzimy więc, Brzeziński nie podziela poglądu, iż wychodzenie z totalitaryzmu zaczyna się dopiero od odsunięcia komunistów od władzy politycznej. Uważa on, że wyjście z fazy totalitarnej dokonało się wcześniej, pod rządami partii niegdyś totalitarnej, i to zarówno w Polsce, jak i w ZSRR.

      Co to jest totalitaryzm?
      Zdaję sobie sprawę, że konkluzja ta nie może liczyć w Polsce na łatwą popularność. Niejednemu może wydawać się, że pomniejsza ona znaczenie zwycięstwa osiągniętego w roku 1989, a więc tym samym zasługi tych, którzy je osiągnęli. Jest jednak oczywiste, że było to jak najdalsze od intencji Brzezińskiego. Jego teoria „odwrotu od totalitaryzmu" nie miała demoralizować antykomunistycznej opozycji wizją przemian samoczynnych, dokonywanych bez udziału walki politycznej. Była ona raczej przezwyciężeniem głębokiego pesymizmu „modelu totalitarnego", uzasadnieniem optymizmu w kwestii przemian politycznych w Europie Środkowo-Wschodniej.

      Dalszy przebieg wydarzeń był wspaniałym potwierdzeniem tej teoretycznej diagnozy. Musimy jednak zgodzić się, że było to jednocześnie obaleniem tezy o „niezmiennej istocie totalitaryzmu" i że właśnie Polska dostarczyła najbardziej przekonywających dowodów w tej sprawie. Na gruncie dogmatycznego antykomunizmu w stylu Besançona wydarzenia polskie są po prostu niewytłumaczalne. Gdyby Polska była krajem „niezmiennie totalitarnym", pojawienie się postaw jawnie opozycyjnych, ich upowszechnianie, a następnie kompromis Okrągłego Stołu i pokojowe przekazanie władzy byłyby bowiem rzeczą nie do pomyślenia, nawet w najgorszej sytuacji ekonomicznej.
      Wynika to niejako z definicji. Totalitaryzmu nie można utożsamiać z monopolizacją władzy politycznej lub z przywilejami warstwy kierowniczej, prowadziłoby to bowiem do całkowitego zatarcia różnicy między systemami totalitarnymi a autorytarnymi. Nie można też wyeliminować z pojęcia totalitaryzmu ideologicznej ofensywności i rewolucyjnego dynamizmu. W przeciwieństwie do zwykłego autorytaryzmu reżimy totalitarne czerpią swą legitymizację z wszechogarniającej i skutecznie narzucanej wszystkim ideologii; nie zadowalają się biernym posłuszeństwem, mobilizują masy do poparcia czynnego, do powszechnej, entuzjastycznej w formie partycypacji; nie uznają rozdzielenia sfer – publicznej od prywatnej, kulturalnej od politycznej, podporządkowują wszystko odgórnie sterowanej totalnej polityzacji życia. Dążą do stworzenia „nowego człowieka", a więc do pozbawienia ludzi i narodów ich dotychczasowej tożsamości. Przekreślają więc nie tylko „podmiotowość społeczeństwa", lecz również podmiotowość jednostki. To ostatnie właśnie jest ich decydującym wyróżnikiem.

      Redukowanie totalitaryzmu do zwyczajnej monopolizacji władzy politycznej jest przeto dowodem nierozumienia istoty rzeczy. O tym, czy dany reżim jest totalitarny, decyduje bowiem nie monopol na władzę, ale zakres, cel i sposób sprawowania władzy. Kryterium i miarą totalitarności nie jest zwyczajny brak demokracji; jest nim zakres i intensywność z zewnątrz sterowanego, lecz również głęboko uwewnętrznionego konformizmu.

      Reżim totalitarny realizuje ideał konformizmu absolutnego, nie zewnętrznego tylko, lecz również wewnętrznego, i nie biernego tylko, lecz aktywnego. Czyni to za pomocą nieustannej i wszechobecnej zorganizowanej presji moralno-politycznej, wspomaganej terrorem, ale opartej głównie na indoktrynacji, na zdolności wytwarzania stanu masowej hipnozy.
      Znakomicie ujął to George Orwell, określając totalitaryzm jako próbę zniewolenia ludzi od wewnątrz przez kontrolowanie ich myśli i uczuć. Spróbujmy spojrzeć z tego punktu widzenia na powojenną historię Polski.

      Reżim Bierutowski był daleki od osiągnięcia swych celów

      CDN...
      • diabollo Re: PRL nie była państwem totalitarnym Andrzej Wa 30.05.21, 09:29
        Panowanie autentycznego totalitaryzmu było w Polsce stosunkowo krótkie. W pierwszych latach powojennych mieliśmy do czynienia z pozbawieniem narodu prawa do samostanowienia, z elementami krwawej wojny domowej i obcej okupacji, ale mimo to ówczesna dyktatura komunistyczna nie była jeszcze w pełni totalitarna i mogło się wydawać, że uniknie takiej ewolucji. Nadzieje te prysły, jak wiadomo, w wyniku gwałtownej stalinizacji po roku 1948. Z porównawczego punktu widzenia zwycięstwo stalinowskiego totalitaryzmu nie było wprawdzie całkowite. Milovan Dżilas wyraził nawet pogląd, że Polska nigdy właściwie nie była krajem totalitarnym, uzasadniając to szeregiem znanych faktów, takich jak siła i niezależność Kościoła, słabość rodzimej tradycji komunistycznej, silniejszy niż gdzie indziej opór chłopów przeciwko kolektywizacji itp.

        Ogólnie biorąc jednak, reżim Bierutowski był bez wątpienia totalitaryzmem, aczkolwiek dalekim jeszcze od osiągnięcia wszystkich swych celów. Staliniści polscy wykazali wielką energię i niemałe zdolności we wspieraniu terroru fizycznego terrorem ideologicznym, mającym zapewnić nowemu ustrojowi władzę nad umysłami i sumieniami ludzi. Trzeba niestety stwierdzić, że dążenia te w dużej mierze uwieńczone zostały sukcesem.

        Znaczna część ówczesnej inteligencji polskiej nie umiała przeciwstawić się ideologicznemu szantażowi: lęk przed tragicznym losem „rozbitków Historii" wywoływał w niej rodzaj ideologicznego zaczadzenia, znakomicie opisanego w „Zniewolonym umyśle" Miłosza.
        Cele stalinistów w zakresie kontroli i programowania kultury i całego życia umysłowego wydawały się bliskie urzeczywistnienia. W środowiskach, które zdołali spenetrować, jednostki traciły prawo do bycia samymi sobą nawet w najbardziej prywatnych sferach życia. Rzeczpospolita Polska przekształciła się w PRL w roku 1952, a więc w okresie największego natężenia fizycznego i ideologicznego terroru. Dlatego też uzasadnione jest traktowanie PRL jako produktu systemu totalitarnego. Poprzestanie na tej konstatacji byłoby jednak niesprawiedliwością. Historyczny sąd nad PRL powinien uwzględnić ewolucję, która dokonała się w niej w okresie postalinowskim. Dzieje PRL okazały się bowiem historią stopniowego demontażu totalitaryzmu.

        PRL po pogrzebie komunistycznej mitologii

        Ideologiczna ofensywność systemu załamała się już w latach „odwilży" (1954-55), zapoczątkowując proces duchowego wyzwalania. Spowodowało to oczywiście ożywienie nadziei i aspiracji narodowych. W roku 1956, określonym przez Leszka Kołakowskiego jako rok „moralnego pogrzebu komunistycznej mitologii", nastąpiło jakby ponowne narodzenie się PRL. Powszechne niemal poparcie udzielone wówczas Gomułce równoznaczne było obdarzeniu państwa, które reprezentował, pewnego rodzaju legitymizacją narodową – warunkową wprawdzie i względną, ale wystarczająco silną. Warunkiem tej legitymizacji był odwrót od stalinowskiego totalitaryzmu i powstrzymanie procesu wyzbywania się atrybutów suwerenności. Na tych zasadach społeczeństwo polskie zgodziło się traktować rok 1956 jako „nowy początek".

        Historia rozczarowań do rządów Gomułki jest dobrze znana. Warto jednakże zwrócić uwagę, że rozczarowania te najmocniejsze były w tych środowiskach, które pragnęły wyrażać swą podmiotowość w działaniach politycznych. Było to szczególnie ważne dla byłych stalinistów jako ludzi przyzwyczajonych do autoekspresji w sferze publicznej. Z punktu widzenia większości społeczeństwa, które pragnęło nade wszystko depolityzacji życia, bilans rządów Gomułki nie był całkowicie ujemny. Wszystkim dokuczała wprawdzie małostkowość ówczesnej dyktatury, ale trudno zaprzeczyć, że była to już dyktatura policyjna raczej niż rewolucyjno-totalitarna.

        Ustały rządy terroru, ogromnie zmniejszył się zakres wymaganego konformizmu, „zniewolenie umysłów" ustąpiło miejsca pragmatycznym uzasadnieniom status quo, takim jak np. racja stanu lub względy geopolityczne.
        Ideologia komunistyczna zepchnięta została na pozycje obronne, zrezygnowano całkowicie z prób programowania życia artystycznego wedle zasad „socjalistycznego realizmu", publicystyka kontynuowała pełnienie funkcji krytycznej, odzyskanej w latach „odwilży", w humanistyce pojawiła się możliwość tworzenia dzieł wolnych od piętna oficjalnej doktryny i w pełni akceptowanych na Zachodzie (w ZSRR natomiast kierowanych z tego powodu do „zbiorów specjalnych"). Innymi słowy, mimo braku ewolucji w stronę demokracji politycznej był to znaczny krok na drodze detotalitaryzacji systemu.

        CDN...
        • diabollo Re: PRL nie była państwem totalitarnym Andrzej Wa 30.05.21, 09:30
          Oceny tej nie mogą zmienić niesławnej pamięci „wydarzenia marcowe" 1968 roku. Przeciwnie: ich przebieg jest jaskrawym dowodem, iż komunistyczny totalitaryzm uległ w Polsce daleko posuniętemu rozkładowi, zarówno ideologicznemu, jak i organizacyjnemu. Ich niezamierzonym rezultatem było ożywienie uczuć narodowych, co wywołało w ostatecznym efekcie konsekwencje bardzo rozmaite: nie tylko wzrost ksenofobicznego nacjonalizmu, lecz również wzmocnienie rewindykacji narodowych i niepodległościowych.

          Czasy Gierka, czyli nowa faza detotalitaryzacji

          W czasach Gierka detotalitaryzacja systemu weszła w nową fazę. Był to skutek faktycznej dekomunizacji partii, zastąpienia motywacji ideologicznej frazeologią solidaryzmu narodowego, pod którą ukrywała się gra partykularnych interesów, instytucjonalizacja przywilejów, a także zwykła, na masową skalę praktykowana korupcja. Dochodziły do tego niezamierzone skutki „otwarcia na Zachód", powodujące gwałtowny wzrost aspiracji konsumpcyjnych oraz załamanie mechanizmów gospodarczego planowania. Z drugiej strony wymienić należy aktywność różnych środowisk, w coraz większej mierze mieszanych, partyjno-bezpartyjnych, które świadomie angażowały się w walkę o przezwyciężenie spuścizny totalitarnej. W dziedzinie świadomościowej było to oczywiście łatwiejsze niż w praktyce polityczno-gospodarczej. Tak więc na przykład praca środowiska historycznego i polonistycznego nad odkłamywaniem, odzyskiwaniem i umacnianiem narodowej tożsamości dała rezultaty wyraźnie widoczne, podczas gdy pomysły reform ekonomicznych (dyskutowane m.in. na łamach „Polityki") natrafiały na nieprzezwyciężalne przeszkody w realizacji. Wszakże ogólnie rzecz biorąc, mieliśmy wówczas do czynienia z rozszerzaniem ram dopuszczalnej wolności. Proces ewolucyjnych przemian hamowany był przez straszliwą inercję „realnego socjalizmu". Zło, z którym mieliśmy wówczas do czynienia, nie było już jednak totalitaryzmem.

          W drugiej połowie lat 70. pojawił się nowy, potężny czynnik detotalizacji: zorganizowana i ostentacyjnie „zewnątrzsystemowa" działalność opozycyjna. Zakładała ona, iż istniejący ustrój był nadal ustrojem totalitarnym, pozbawionym mechanizmów wewnętrznej ewolucji, ale dopuszczała możliwość ewolucji pod naciskiem zorganizowanej presji „z zewnątrz". Nie może być dziś wątpliwości, że był to wybór bardzo skutecznej metody działania. Jako koncepcja teoretyczna była to jednak diagnoza wewnętrznie sprzeczna: ustrój prawdziwie totalitarny nie pozwoliłby przecież na istnienie zorganizowanej opozycji i z całą pewnością nie ustępowałby pod jej naciskiem.

          „Solidarność" i stan wojenny

          CDN...
          • diabollo Re: PRL nie była państwem totalitarnym Andrzej Wa 30.05.21, 09:32
            Szesnaście miesięcy burzliwego działania „Solidarności" interesuje nas tutaj tylko w tej mierze, w jakiej wpłynęła ona na wewnętrzną ewolucję systemu. Ocena tego wpływu jest jednak zależna od oceny stanu wojennego oraz dalszego przebiegu wydarzeń. Ci, którzy uważają okres stanu wojennego za powrót do drastycznych metod totalitarnych, nie doceniają w istocie sukcesów „Solidarności". W rzeczywistości bowiem autorytet moralny i siła tego ruchu skutecznie zapobiegły takiemu obrotowi sprawy. Wprowadzenie stanu wojennego było interwencją autorytarną, a nie totalitarną. Leszek Kołakowski, pisząc o tym w innym kontekście, definiował tę dystynkcję pojęciową następująco:

            Dławienie swobód obywatelskich w imię utrzymania i umocnienia istniejącej władzy nie jest jeszcze systemem totalitarnym, jeśli nie towarzyszy mu inna zasada: iż wszelka działalność, ludzi we wszystkich dziedzinach aktywności – ekonomicznej czy kulturalnej – musi być podporządkowana wyłącznie celom państwa, że nie tylko zakazane są i tępione bezwzględnie akcje skierowane przeciwko istniejącej władzy, ale także, że nie ma w ogóle żadnych dziedzin życia politycznie neutralnych i że każdy poszczególny obywatel ma prawo do takiej tylko działalności, która jest zarazem przewidziana przez cele państwowe („Główne nurty marksizmu", wyd. 2, Londyn 1988).

            Generał Jaruzelski nie próbował uzasadniać stanu wojennego względami ideologicznymi. Rząd jego starał się przekonać swych przeciwników, że jest po prostu „mniejszym złem", koniecznym w istniejącym układzie geopolitycznym, a więc próbował oprzeć swą legitymizację na całkowicie odideologizowanym rozumieniu interesu narodowego.
            Nie wymagał aktywnego poparcia, cieszył się z biernej neutralności. Wizje „świetlanej przyszłości" ustąpiły miejsca ponuremu wręcz realizmowi, władze wiedziały już bowiem, że optymizm w ocenie sytuacji gospodarczej podsyca oczekiwania mas, co okazuje się niebezpieczne. Istniejący system przestał być zachwalany: przeciwnie, elita władzy chciała zdjąć z siebie ciężar zarzutów przez przerzucenie wszystkich win na bezosobowe mechanizmy systemu. Oficjalnie odżegnano się od totalitarnej koncepcji „moralno-politycznej jedności społeczeństwa", zastępując ją dążeniem do zdobycia minimalnego jedynie konsensusu. (Po pewnym czasie nazwano to „socjalistycznym pluralizmem").

            Polityczna mobilizacja mas możliwa była tylko w postaci ludowej krucjaty przeciwko władzy; dlatego też polityką partii stało się, paradoksalnie, przeciwdziałanie politycyzacji, nawet za cenę popierania apolitycznych form roszczeń ekonomicznych. Porównanie tej sytuacji ze światem opisanym w "Zniewolonym umyśle" Miłosza ukazuje całkowite odwrócenie ról. W warunkach totalitaryzmu zorganizowana presja moralno-polityczna była narzędziem w rękach władzy, skutecznie wymuszającym maksymalny konformizm polityczny; w Polsce lat 80. nastroje społeczne zdominowane zostały przez wyzywający wręcz nonkonformizm, a presja moralno-polityczna stała się potężnym narzędziem opozycji. Ciąg dalszy znany jest doskonale, a więc wystarczy kilka uogólnień.

            Dążenie ekipy generała Jaruzelskiego do przezwyciężenia pozostałości totalitaryzmu w ramach autorytarnego państwa prawnego nie rozładowało napięć społeczno-politycznych. Nie pomogły również spóźnione i niedostatecznie przemyślane reformy marketyzacyjne. Sprawą kluczową okazała się demokratyczno-narodowa legitymizacja władzy.

            Nie jest prawdą, jakoby PRL nigdy nie dysponowała jakąkolwiek legitymizacją narodową; prawdą jest wszelako, że legitymizacja ta, warunkowa i względna, nie wytrzymała próby stanu wojennego oraz przewlekłego, beznadziejnego załamania gospodarki.
            Partia rządząca zrozumiała to zapewne zbyt późno. Konsekwencje, które stąd wyciągnęła, dowodzą jednak przynajmniej tego, że nie była już partią totalitarną.

            Czy PRL była państwem totalitarnym?
            Moja odpowiedź na pytanie tytułowe nie jest więc twierdząca. PRL powstała wprawdzie po to, aby budować totalitarny komunizm, ale źle wywiązywała się z tego zadania. Prawie cała jej historia jest dziejami odchodzenia od totalitaryzmu poprzez kolejne fazy detotalitaryzacji. Obalenie PZPR-owskiego monopolu władzy było jedynie ostatnim, najbardziej spektakularnym aktem tego procesu. Aby należycie zrozumieć dokonaną w Polsce zmianę ustroju, nie wystarczy znajomość walki politycznej ostatnich lat.

            Traktowanie PRL jako państwowości „niezmiennie totalitarnej" miało uzasadnienie jako sposób mobilizacji sił do walki z „realnym socjalizmem". Dziś jednak jest jedynie podbudowywaniem pseudoradykalnej demagogii.

            Andrzej Walicki (1930-2020) - historyk idei, profesor Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, Australijskiego Uniwersytetu Narodowego w Canberze oraz Uniwersytetu Notre Dame USA), członek Polskiej Akademii Nauk. Autor licznych prac z zakresu myśli rosyjskiej, polskiej filozofii narodowej, historii marksizmu i liberalizmu. Laureat Nagrody im. Eugenia Balzana (Włochy) – najważniejszej europejskiej nagrody w dziedzinie humanistyki, za wkład w badanie dziejów myśli rosyjskiej i polskiej. Jego książki i artykuły zostały przetłumaczone na wiele języków.

            wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,27140711,prl-nie-byla-panstwem-totalitarnym.html#S.W-K.C-B.5-L.1.maly
    • diabollo Re: PRL nie była państwem totalitarnym Andrzej Wa 30.05.21, 10:11
      "Znakomicie ujął to George Orwell, określając totalitaryzm jako próbę zniewolenia ludzi od wewnątrz przez kontrolowanie ich myśli i uczuć."

      Przy takiej definicji totalitaryzmu, doskonale totalitarną organizacją jest koszczuj katolicki i jego członkowie żyją w totalitaryzmie.

      Kłanima się nisko.
    • oby.watel Re: PRL nie była państwem totalitarnym Andrzej Wa 30.05.21, 11:11
      Wziąwszy na tapetę dowolną książkę można żonglując cytatami wykazać dowolną, nawet najbzdurniejszą tezę. Niestety, stoi w sprzeczności chociażby z tym, co Walicki pisał we wstępie do książki „Marksizm i skok do królestwa wolności, dzieje komunistycznej utopii", w którym wprost mówi o komunistycznym totalitaryzmie zrównując z nim reżimy inspirowane przez marksizm. Takie teksty potwierdzają, że swoją poprawiona wersję historii piszą zarówno środowiska prawicowe jak i lewicowe. Pierwsi robią bohaterów z żołnierzy wyklętych, drudzy przekonują, że PRL wcale nie był taki zły, a w kolejnym etapie przejdą do robienia bohaterów z utrwalaczy władzy ludowej. Jedni warci drugich.


      Cytat
      Marksistowska geneza bolszewizmu nie wyjaśnia, rzecz jasna, wszystkich cech komunistycznego totalitaryzmu w Rosji; wyjaśnia jedynie ideologiczną motywację bolszewickiej dyktatury, a więc jej aspekt swoiście „ideokratyczny”. Nie jest moją intencją negowanie bądź znaczne pomniejszanie czynników pozaideologicznych, historycznych i społecznych w kształtowaniu systemu radzieckiego. Pragnę jednak dostarczyć argumentów na rzecz tezy, że rola czynników ideologicznych była w tym procesie względnie niezależna i bardzo ważna — w okresie początkowym wręcz decydująca. Interpretowanie gigantycznego eksperymentu komunistycznego w Rosji jako rezultatu swoiście rosyjskiej kultury politycznej jest uchyleniem się od odpowiedzi na pytanie najbardziej zasadnicze czy Rosja stworzyłaby totalitaryzm — i to totalitaryzm najbardziej konsekwentny, bo komunistyczny — bez poddania się dominującemu wpływowi ideologu komunistycznej, zrodzonej na Zachodzie, wyposażonej w autorytet nauki i cieszącej się reputacja ostatniego słowa ogólnoludzkiego postępu Pozytywna odpowiedź na to pytanie byłaby równoznaczna z „uniewinnieniem" marksizmu, wyjaśnieniem komunizmu rosyjskiego przez czynniki zewnętrzne wobec marksizmu i nieobecne na Zachodzie. Czy nie uczciwiej jest jednak przyznać, jak to uczynił Etienne Balibar. Ze „komunizm jako idea, jako ideologia, był w samym sercu europejskiej myśli politycznej” i że jego upadek w Związku Radzieckim me jest wydarzeniem lokalnym, ale faktem o ogólnoświatowym, uniwersalnym znaczeniu? Bez ideologii komunistycznej w wydaniu marksistowskim rozwój historyczny carskiego imperium, a następnie zdominowanej przez Rosję Europy Środkowo-Wschodniej byłby z pewnością zupełnie inny. Porewolucyjna rzeczywistość rosyjska me byłaby zapewne demokratyczna, ale nie byłaby też totalitarna. Bez olbrzymiego autorytetu marksizmu, bez niezachwianej wiary w to. ze ma on monopol na postępowość i prawdę, Rosja me zaangażowałaby się w bezprecedensowo okrutny eksperyment „budowania komunizmu", zmuszania się do realizacji utopijnego planu. Był to eksperyment wyjątkowo długotrwały, a jego instytucjonalizacja miała charakter konsekwentnie totalitarny. Dążenia utopijne obecne są we wszystkich wielkich rewolucjach, ale komunistyczna rewolucja rosyjska była pierwszą, w której przybrały one kształt zinstytucjonalizowany, określający przez dziesiątki lat cały rozwój wielkiego kraju, od gospodarki do kultury. Można śmiało stwierdzić, że ta anomalia historyczna, przecząca wszystkim założeniom materializmu historycznego, byłaby niemożliwa bez mocnej wiary w „naukowy" charakter marksistowskiego komunizmu i bez równie mocnego przeświadczenia o jego nieuchronności w skali światowej.

      Z lego właśnie powodu studium o marksistowskiej koncepcji wolności, a więc o marksizmie jako aksjologicznym uzasadnieniu komunizmu, nie może pominąć lub zbyć ogólnikami problemu relacji między Marksowską wolnością a Leninowsko-Stalinowską realizacją tego ideału. Mogłoby się wydawać, że prawomocność tego zadania jest oczywista,. w rzeczywistości jednak poczyniono wiele wysiłków, aby przedstawić „autentyczny marksizm" i komunistyczny totalitaryzm jako zjawiska zupełnie różne i powierzchownie tylko powiązane. W pracach dominującego do niedawna nurtu sowietologu amerykańskiej związek między systemem radzieckim a ideologią marksistowską był marginalizowany, a nawet wprost negowany; przedstawianie systemu radzieckiego jako wadliwej wprawdzie, ale autentycznej próby urzeczywistnieniu marksistowskiego ideału narażało na zarzut prawicowego zaślepienia i intelektualnego ubóstwa. Również marksologowie zachodni unikali przeważnie analizowania idei Marksa z punktu widzenia ich skutków, które ujawniły się w inspirowanych przez marksizm reżymach totalitarnych Analizy tego typu traktowane były coraz częściej jako wyraz mentalności zimnowojennej, a więc jako coś anachronicznego, nieuczciwego i me przynoszącego zaszczytu. Nic dziwnego więc, że wielu zachodnich marksistów pisze dziś o upadku „realnego socjalizmu" w byłym Związku Radzieckim i Europie Środkowo-Wschodniej w taki sposób, jak gdyby wydarzenie to nic miało w istocie żadnego znaczenia dla ich własnego, „prawdziwego" marksizmu.
        • oby.watel Re: PRL nie była państwem totalitarnym Andrzej Wa 30.05.21, 14:43
          walmart.ca napisał:

          > oby.watel napisał:
          >
          > > Jedni warci drugich.
          >
          > A to Walicki też jest neobolszewikiem?

          Nie. Potrafisz przytoczyć tok rozumowania, które przywiodło Cie to takiego pytania? Bo doprawdy nie wiem jak wyjaśnić coś, co wydaje mi się jasne. Jeśli wskażesz miejsce, które sprawiło Ci kłopot poznawczy chętnie wyjaśnię.
          • walmart.ca Re: PRL nie była państwem totalitarnym Andrzej Wa 30.05.21, 15:30
            Chyba potrafię przytoczyć tok rozumowania, które przywiodło mnie to takiego pytania? A jest nim Twój wywód prowadzący do stwierdzenia, że 'jedni warci drugich'.

            Odwołując się do książki Walickiego sprzed 25 lat, sugerujesz że zmienił teraz swoja pozycję/wersje historii i stał się jej 'poprawiaczem': Takie teksty potwierdzają, że swoją poprawiona wersję historii piszą zarówno środowiska prawicowe jak i lewicowe. Pierwsi robią bohaterów z żołnierzy wyklętych, drudzy przekonują, że PRL wcale nie był taki zły, a w kolejnym etapie przejdą do robienia bohaterów z utrwalaczy władzy ludowej.

            Kto inny jak nie neobolszewicy - w Twojej przynajmniej narracji - robi takie rzeczy? Ale jeśli ja ciągle mam 'kłopot poznawczy' to prosze, wyjaśnij, oczywiście...
            • oby.watel Re: PRL nie była państwem totalitarnym Andrzej Wa 30.05.21, 18:46
              Dalej mam kłopot ze zrozumieniem meandrów rozumowania, które ze stwierdzenia, że historię poprawiają i pudrują zarówno środowiska lewicowe jak i prawicowe pozwala wysnuć tezę, że Walicki też jest neobolszewikiem. Tym bardziej, że komentarz nawiązywał do faktu, że przytoczono fragmenty książki. Nie czytałem jej, nie wiem czy taka jest jej wymowa jak chce autor wyboru. Wiem natomiast, że ocenianie całości po fragmentach często prowadzi na manowce. Tym bardziej, że jest to — jak napisano w opisie — wybór różnorodnych tekstów. Skądinąd natomiast wiadomo, że profesor Walicki był zwolennikiem liberalizmu, ale nie w postaci puszczonego na żywioł wolnego rynku, lecz zachowującego równowagę między dyktatem politycznym i dyktatem rynku. Dlatego nie znalazł uznania ani w oczach elit solidarnościowych, ani neobolszewickich.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka