Dodaj do ulubionych

Zmiana klimatu

13.06.21, 10:30
Pod dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości w kierownictwie partii, w MSZ, Pałacu Prezydenckim zgodnie przyjęto za pewnik, że dzięki bliskiemu sojuszowi ze Stanami Zjednoczonymi Polska będzie mogła sobie pozwolić na polityczną niezależność i zdystansowanie od Niemiec. Dodatkowo wsparcie Waszyngtonu miało zadziałać jak lewar, wypychający w górę pozycję III RP. Jako kolejny krok widziano zbudowanie w Europie Środkowej wokół Polski związku krajów Trójmorza. Jednym słowem chciano dokonać tego, co nie udało się przez II wojną światową Józefowi Beckowi. Intelektualnie owa konstrukcja posiadała wiele uroku, jak to bywa z wytworami ludzkiej wyobraźni, miło oderwanymi od prozaicznej rzeczywistości. Jej trwałość została uzależniona od tego, czy w Białym Domu urzęduje Donald Trump oraz wiary, iż Polska osiągnęła status regionalnego mocarstwa. Fakt – przekonująco o polskiej mocarstwowości pisał George Friedman, lecz najwyraźniej zapominano doczytać, iż prezes Geopolitical Futures przepowiadał jej nadejście za jakieś 30 lat.

Na dziś w relacjach Polski z innymi krajami Europy Środkowej obowiązują dokładnie takie same prawidłowości, jak za czasów Józefa Becka. Ówczesny szef polskiej dyplomacji tak długo powtarzał, że II RP jest mocarstwem, iż w końcu sam w to szczerze uwierzył. Tymczasem we wrześniu 1939 r. ani sojusznicza Rumunia, ani Węgry, ani żaden inny kraj Europy Środkowej nie opowiedział się otwarcie po stronie Polski. Wszyscy współczuli, wykonywali miłe gesty i bezczynnie przyglądali się szybkiemu dożynaniu Polaków przez III Rzeszę i Związek Radziecki. Działo się tak, ponieważ II RP była jedynie mocarstwem urojonym. Dlatego też żaden mniejszy kraj nie zamierzał podjąć ryzyka jej otwartego wspierania w momencie realnego konfliktu z prawdziwym mocarstwem - nawet jeśli było to w jego długofalowym interesie. Po pierwsze szanse na sukces prezentowały się mizernie, a po drugie zdawano sobie sprawę, iż państwo polskie jest zbyt słabe, by móc zaopiekować się sojusznikiem i skutecznie bronić go przed zagrożeniami ze strony jakiegokolwiek mocarstwa.

Ta zasada działa i dziś, co uparcie ignorował obecny obóz władzy, wierząc podobnie jak Beck we własną propagandę. Pora zatem sobie uświadomić, iż w razie jakiegokolwiek ostrzejszego konfliktu Polski z Rosją lub Niemcami bardzo szybko się okaże, że po naszej stronie nie stanie żadne państwo środkowoeuropejskie!

Tak, bezrefleksyjne wspieranie Trumpa było błędem. A podważanie zwycięstwa Bidena i zwlekanie z gratulacjami dla niego - było nawet niezgodne z polskim interesami, bo Polska nie ma stosunków z Ameryką Trumpa, lecz z Ameryką. To, że prezydent Andrzej Duda się na takie działania zdecydował, dramatycznie obciąża bilans jego polityki zagranicznej. Szkodzi Polsce: to, że Duda tygodniami nie może się doczekać na telefon od Bidena, nie jest bowiem tylko jego problemem.

Przy okazji opuszczania świata mrzonek i powrotu do rzeczywistości warto dostrzec jeszcze jeden fakt dotyczący naszego regionu. Trwa w nim bowiem proces odtwarzania tego, co przez I wojną światową geograf Joseph Partsch jako pierwszy określi mianem Mitteleuropa. Po zjednoczeniu przez kanclerza Bismarcka Niemiec młode mocarstwo przeżywało okres wielkiej prosperity gospodarczej, okazując się za małe dla jego przemysłowców i bankierów. Rozpoczęli oni więc ekspansję ekonomiczną poza granicami II Rzeszy na obszarze Europy Środkowej. Niemiecki spółki kolejowe oplotły ją liniami sfinansowanymi przez niemieckie banki. Skomunikowały druty telegraficzne, ciągnięte przez koncern Siemensa. Robotnicy i górnicy znaleźli pracę w budowanych przez niemieckich inwestorów: stalowniach, fabrykach, kopalniach.

W ślad ze ekspansją ekonomiczną, poszła polityczna. Najpierw słabnące Austro-Węgry, a potem inne państwa stawały krajami coraz bardziej uzależnionymi od Niemiec. Punkt kulminacyjny tego procesu nastąpił w trakcie I wojny światowej, gdy Mitteleuropa znalazła się w końcu bezpośrednio pod niemiecką administracją.

Ten obszar stanowi jedność, kraj bratni zarówno ze względu na przesłanki strategiczne, jak i powiązania gospodarcze – pisał w 1915 r. we wstępie do dzieła zatytułowanego "Mitteleuropa", stojący na czele Niemieckiej Partii Demokratycznej Friedrich Naumann. Jednak Niemcy wojnę przegrały i kilkadziesiąt lat pracy poszło na marne. Drugi raz swoją Mitteleuropę odtworzył Adolf Hitler, acz nie na drodze ekonomicznej ekspansji, dyplomacji, paktów i perswazji, lecz używając brutalnej siły. On także przegrał. Podporządkowanie Europy Środkowej ZSRR sprawiło, że naturalne zaplecze dla niemieckiej gospodarki zostało od niej odcięte na pół wieku. Jednak nie oznaczało to anulowania starych prawidłowości. Wróciły one wraz z upadkiem komunizmu.

Dziś patrząc na mapę ekonomiczną zagranicznych inwestycji, jak na dłoni widać, że firmy pełniące role podwykonawców oraz montowni dla kluczowych branż niemieckiej gospodarki znajdują się w: Polsce, Czechach oraz na Słowacji, Węgrzech i w Rumunii. Podobnie wygląda kwestia rynku zbytu. Na polu wymiany ekonomicznej państwa te są dla RFN ważniejsze niż Rosja, USA, a ostatnio nawet Chiny. Wedle danych Statistisches Bundesamt za rok 2020 przychody z niemieckiego eksportu do wyżej wymienionych pięciu krajów "Mitteleuropy" wyniosły łącznie 155 mld euro (jedynie z Polski 64 mld). Z kolei eksport z Niemiec do Chin to 116 mld, USA - 67 mld, a Rosji śmieszne 23 mld euro. W tym miejscu łatwo dostrzec, że związki gospodarcze o olbrzymiej wadze wcale nie przekładają się na znaczenie polityczne. Partnerami dla Berlina w rozmowach są: Waszyngton, Pekin, Moskwa, ale nie Warszawa (o innych stolicach krajów Europy Środkowej nie wspominając).

Dokończenie Nord Stream 2 i scedowanie przez Bidena na kanclerzy Niemiec troski o nasz region ten stan rzeczy jeszcze pogłębi. Wznoszenie okrzyków, że Amerykanie popełniają błąd i kiedyś strasznie się rozczarują, niczego nie zmieni. W Waszyngtonie nie funkcjonuje nawet namiastka polskiego lobby zdolnego wywierać wpływ na Kongres, by tą drogą choć nieco skorygować strategię Bidena. Przepuszczono między palcami trzy dekady czasu na konsekwentne jego budowanie. Nie ma nic i tyle w temacie.


wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/8189850,polska-nord-stream-2-biden-niemcy.html
www.rp.pl/Komentarze/210619818-Jerzy-Haszczynski-Nie-tylko-Dudy-nie-ma-Nas-nie-ma.html
Politycy PiS-u i ich miłośnicy zachowują się jak dzieci w piaskownicy. Uwierzyli, że żeby zaskarbić sobie posłuch i poważanie wystarczy stawać okoniem, wygrażać pięścią, znieważać, a na każdą krytykę reagować zaproszeniem żeby krytycy zobaczyli, że nikt nie sika do piaskownicy, choć smród nos wykręca i wszystko w niej pływa...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Zmiana klimatu 18.06.21, 07:25
      Demokracja, głupcze!
      Roman Kuźniar

      Niedawny głośny wywiad ministra spraw zagranicznych w rządzie PiS w związku z europejską podróżą prezydenta Bidena, także jego spotkaniem z Putinem, to prawdziwe kuriozum w historii polskiej dyplomacji po 1989 roku.

      Żaden jego poprzednik nie przyznał się publicznie do takiej bezsilności i osamotnienia w relacjach z Zachodem. Szefowie polskiej dyplomacji sprzed 2015 roku woleliby się raczej ze wstydu spalić, niż coś takiego ogłosić, ale przede wszystkim prędzej złożyliby dymisję, niż dopuścili do takiej sytuacji.

      Ale to nie jest rzecz przypadkowa, to nie jest tylko zawstydzająca niemoc ministra i jego infantylne tłumaczenie tej sytuacji. Nigdy wcześniej, od kiedy Polska postanowiła stać się częścią Zachodu, od 1989 roku, bo taki był wybór Polaków, władze naszego kraju nie były tak od Zachodu oddalone, tak Zachodowi obce ideowo, czyli pod względem wyznawanych i praktykowanych wartości. Zdaniem ministra Raua to, że na Zachodzie nie chcą nas słuchać, że administracja Bidena nie znalazła czasu na poważniejsze rozmowy z oficjalną Polską przed jego spotkaniem z Putinem, przed cofnięciem sankcji pozwalającym na dokończenie Nord Streamu 2, to wynik ich głupoty i naiwności. A rezultatem jest „kaskada błędów" popełnionych przez administrację Bidena wobec Rosji.

      Daleko do drugiej Jałty
      Bardzo „odważnie". Brakowało tej odwagi Rauowi i jego poprzednikom, gdy Trump demonstrował swój cielęcy zachwyt dla Putina (vide kompromitacja Trumpa w Helsinkach), gdy demolował amerykańską demokrację, gdy rozważał wyprowadzenie USA z NATO, gdy publicznie wyrażał życzenie rozpadu Unii Europejskiej. Gdzież wtedy były ich komiksowe rozważania o geopolityce i historii naszej części Europy, bo na takim są poziomie w wywiadzie obecnego szefa dyplomacji. One zresztą byłyby i tak dla Trumpa za trudne, dla niego liczyło się jedynie to, co może Polsce sprzedać i jakie hołdy odebrać od jej władz. Nie było takich nadętych pouczeń, bo Trump pod względem moralno-politycznym był dokładnie taki sam jak PiS, zresztą, niechby spróbowali…

      Chcę przy tym powiedzieć, że owszem, Amerykanie niekiedy się mylą, sam byłem nierzadko tych błędów krytykiem, są tego liczne, także na łamach „Gazety Wyborczej" dowody. Owszem, także uważam, że Nord Stream 2 nie jest dla nas dobry, ale przecież ta rura od początku mogła iść przez Polskę, tylko robiliśmy przeszkody, więc Rosjanie i Niemcy postanowili ją puścić przez Bałtyk, ale nawet wtedy Niemcy nas zapraszali, abyśmy się przyłączyli. Wtedy jednak woleliśmy, a PiS obecnie szczególnie, grać rolę psa ogrodnika. Sami pewnie też byśmy nie chcieli, aby Berlin nam mówił, skąd mamy sprowadzać gaz czy ropę. Też uważam, że spotkanie Biden – Putin odbyło się przedwcześnie. Putin powinien był na nie zasłużyć.

      Ale od tego daleko do drugiej Jałty, a taki był rozpaczliwy tenor wywiadu ministra Raua. Posądzać Bidena, że mógłby się okazać „miękiszonem" wobec Putina, to znaczy nic o prezydencie USA nie wiedzieć. Po co jest zatem pion amerykański w centrali na Szucha, po co placówka w Waszyngtonie, skoro polski minister spraw zagranicznych opowiada o Bidenie i jego administracji takie androny, jak gdyby właśnie wrócił z długiego pobytu na Marsie. Drugiej Jałty w Genewie nie było, bo być nie mogło, o czym wiedziała cała Europa poza naszymi aroganckimi Talleyrandami i Mackinderami z PiS i Ordo Iuris. To nie Biden jest zapatrzony w Putina jak w (excusez le mot) tęczę, tylko wcześniej tak uwielbiany przez nich Trump.

      Jeśli jednak Biden poradził sobie bez przygotowanej przez nich ściągi, jeśli w Waszyngtonie „nie odbierano telefonu" od znanych z dyplomatycznej zręczności gigantów myśli geopolitycznej z Polski, to rzeczywiście kłopot. Nie dla administracji USA, lecz dla Polski. Dlaczego jednak w Waszyngtonie, podobnie zresztą jak w Berlinie czy Paryżu, nie słucha się Warszawy? Dlaczego wywiad ministra spraw zagranicznych, którym chlubi się na oficjalnej stronie resortu, wygląda jak pastisz jego polityki lub nieświadoma samokrytyka. Minister Rau i jego doradcy, którzy mu ten wywiad pomogli ułożyć, zamiast uczciwej odpowiedzi chcieliby tanio wykpić się niedouczeniem (niech sobie powieszą w gabinecie mapę naszej części Europy, chytrze sugerują) i naiwnością amerykańskiej administracji. W tym miejscu też pała – z rozpoznania partnera, a nawet głównego sojusznika.

      Otóż jeśli tego nie rozumieją lub udają, że nie rozumieją, to przypominają w tym ludy pierwotne, które badał na Melanezji nasz słynnych socjolog i etnograf Bronisław Malinowski. Jak wiadomo, ustalił on m.in., że nie dostrzegały one związku między aktem płciowym a ciążą. W odniesieniu do polityków PiS nazywam to melanozą. Podstawowy powód ignorowania przez administrację Bidena władz PiS jest ich stosunek do demokracji. Rau, Duda czy Morawiecki oraz ich nader wygadani doradcy jak gdyby nie słuchali, co Biden mówi od samego początku swojego urzędowania, jak gdyby sądzili, że swoich słów o roli demokracji w jego polityce nie traktuje poważnie. Biden zapowiada i już podjął pracę nad rewitalizacją demokracji, która znalazła się w kryzysie, nad konsolidacją wspólnoty państw demokratycznych i liberalnego porządku międzynarodowego. A z tej perspektywy Polska PiS jest państwem dywersantem. Liderzy PiS nie zdają też sobie zapewne sprawy z tego, że w Białym Domu czy w Departamencie Stanu nie ogląda się TVPis, że informacje na temat sytuacji w Polsce czerpie się z rzetelnych, solidnych źródeł, że pracują tam ludzie, którzy dobrze się na Polsce znają.

      CDN...
      • diabollo Re: Zmiana klimatu 18.06.21, 07:26
        Panie ministrze, trzeba znać fakty
        Nie powinno to być dla PiS nic nowego, przecież z tych samych powodów mamy problemy w UE czy w stosunkach z Niemcami i Francją. Ale tych w Europie PiS nauczył się trochę oszukiwać albo raczej oni udają, że są oszukiwani. Trumpowi antydemokratyczny, nacjonalistyczny rząd w Polsce odpowiadał. Dlatego PiS nie chciał demokraty w Białym Domu, dlatego prezydent Duda gimnastykował się groteskowo, aby nie zauważyć zwycięstwa Bidena. Ale nie chodzi o mocno spóźnione gratulacje. Demokracja, głupcze! Takie jest źródło „braku czasu" na wysłuchanie pisowskich argumentów przed spotkaniem Biden – Putin. Zresztą one i tak były na poziomie uczniów szkoły podstawowej. Od kogo mieliby brać przestrogi przed Rosją, od tych, którzy rusyfikują nasz system polityczny?

        A poza wszystkim, panie ministrze, trzeba znać fakty, a nie ściemniać jak dla widzów TVPis. Ot, choćby tarcza, z której zrezygnował Obama, a co minister Rau interpretował jako dowód na miękkość i błędy demokratycznej administracji Obamy wobec Rosji. Owszem, Obama zrezygnował z wyrzutni, która miała chronić USA przed rakietami z… Iranu. Ale w zamian dał system (w tym wyrzutnię w Polsce), który miał chronić polskiego terytorium. Budowa zaczęła się za jego kadencji, miała zostać zakończona w 2018 roku, czyli za Trumpa. No i gdzie ta wyrzutnia?

        W tym śmieszno-smutnym wywiadzie jest wiele kwiatków, do których nie ma już sensu się odnosić. Ale do jeszcze jednego warto. Otóż minister Rau przedstawia się jako badacz amerykańskiej demokracji i niczym sowiecki profesor kilka dekad temu pochyla się z troską nad jej defektami, w Polsce niemożliwymi, jak twierdzi. Zastrzega jednak, że żadna interwencja z zewnątrz sytuacji tam nie poprawi. Powiada zarazem, że ma mandat do „poprawiania polskiego ustroju". To dobra wiadomość, bo do tej pory wyłącznie, jako poseł PiS, go psuł, to znaczy brał i bierze udział w dewastacji polskiej demokracji i praworządności. Ale skoro twierdzi, że może także poprawiać, to możemy dodać mu odwagi okrzykiem: „No to do roboty!". Jeszcze raz, demokracja, głupcze!

        Jeśli tak się nie stanie, nie możemy oczekiwać poprawy w stosunkach z USA. Dramatu nie będzie, jesteśmy członkiem NATO i UE, co Polska zawdzięcza tym, których PiS nienawidzi i oczernia. Biden nie wycofa jeszcze wojsk USA z Polski, które zaczął do nas kierować demokratyczny Obama. Jednak Andrzej Duda, przepchnięty nieuczciwie na drugą kadencję przez państwo PiS, będzie mógł liczyć jedynie na przelotne, korytarzowe spotkania z zachodnimi przywódcami, na fotkę na pamiątkę, ale nie na poważną rozmowę. Spełnia się sen prezesa wszystkich Obajtków: Polska staje się samotną wyspą, o czym płaczliwie nas poinformował kierownik urzędu ds. niektórych stosunków zewnętrznych Zbigniew Rau. A dla ministra Raua ten wywiad będzie jedynym powodem, dla którego znajdzie się w podręcznikach o historii polskiej dyplomacji.

        Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, podziel się nim!

        wyborcza.pl/7,75968,27216029,demokracja-glupcze.html#S.main_topic-K.C-B.3-L.1.glowka

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka