Dodaj do ulubionych

Jeśli sąsiad zarabia pięć razy więcej...

16.06.21, 17:45

wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,27179869,jesli-sasiad-zarabia-piec-razy-wiecej-nie-powinnismy-mu.html
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Jeśli sąsiad zarabia pięć razy więcej... 17.06.21, 07:34
      Wojciech Orliński

      Jeśli sąsiad zarabia pięć razy więcej, nie powinniśmy mu zazdrościć, tylko zakasać rękawy i pracować pięć razy ciężej

      Prezesi banków zarabiają w Polsce ponad 400 tysięcy złotych miesięcznie. Chirurg kilkadziesiąt, w najlepszym wypadku kilkanaście razy mniej. Jak to uzasadnić?

      Politolog z Harvardu Michael Sandel wydał niedawno książkę „The Tyranny of Merit" („Tyrania zasługi"), w której atakuje jeden z najważniejszych mitów współczesnego społeczeństwa: mit merytokracji. Wierzymy dziś w niego równie ślepo, jak w średniowieczu wierzono w Boga – heretyków wyznawcy chętnie by spalili na stosie.

      Zgodnie z tym mitem wszyscy jesteśmy wynagradzani za to, jak wydajnie i ciężko pracujemy. Jeśli sąsiad zarabia pięć razy więcej, nie powinniśmy mu zazdrościć, tylko zakasać rękawy i pracować pięć razy ciężej.

      Stąd przerażenie, jakie w niektórych budzi redystrybucja. Ludzie o najcenniejszych kompetencjach – lekarze, artyści, wynalazcy – zarabialiby mniej, ergo czuliby się zniechęceni do leczenia, tworzenia i wynajdowania!

      Większość ludzi w krajach kapitalistycznych w to wierzy, ale wystarczy przyjrzeć się temu od strony konkretnych faktów, a mit pryska. Przede wszystkim ci, których ewentualnym „zniechęceniem" martwimy się najbardziej, wcale nie należą do najlepiej zarabiających.

      Owszem, zarabiają ponadprzeciętnie. Ale korporacyjni menedżerowie, zwłaszcza ze sfery finansów, i tak zarabiają o rzędy wielkości więcej.

      Prezesi banków zarabiają w Polsce ponad 400 tysięcy złotych miesięcznie (tak, nawet teraz, nawet podczas pandemii – proszę zajrzeć do giełdowych komunikatów). Chirurg ma zarobki kilkadziesiąt, w najlepszym wypadku kilkanaście razy niższe.
      Jak to uzasadnić? Mit merytokracji odwołuje się tu do tautologii: skoro akcjonariusze banku tak wynagradzają swego prezesa, to znaczy, że właśnie na tyle zasługuje.

      Taka tautologia prowadzi do wniosku, że każdy zarabia dokładnie tyle, ile powinien. W takim razie wszelkie podwyżki, a nawet premie, robią się podejrzane.

      Spójrzmy na konkretny przypadek: Daniel Obajtek. Media od pewnego czasu prześwietlają jego kolosalny majątek.

      Towarzyszą temu często głosy oburzenia, chociaż wszystko wskazuje na to, że Obajtek ma na to legalne kwity – zarabiał, więc inwestował. Ale czy jego praca rzeczywiście była użyteczniejsza społecznie od pracy chirurga czy nauczyciela?

      Zwolennik merytokracji zwykle odpowiada, że Obajtka to nie dotyczy, bo dorobił się dzięki stanowiskom w państwowych spółkach i agencjach. Ale to wymaga nowej wersji mitu, który teraz brzmi mniej więcej: „Wszystkie zarobki są sprawiedliwe, ale dopóki rządzi ta partia, na którą głosowałem".

      Proszę bardzo, przyjmijmy tę wersję roboczo. Spójrzmy na kolejny przykład: Mateusz Morawiecki.

      Dziennikarze Wirtualnej Polski Szymon Jadczak i Patryk Słowik ostatnio przeanalizowali jego majątek. Odnaleźli kilkadziesiąt nieruchomości, których łączna wartość to co najmniej 40 milionów.

      Na większość tego majątku premier legalnie zarobił jako prezes banku w latach 2007-2015, jeszcze gdy rządziła Platforma. Morawiecki aż do wyborów pozostawał w orbicie platformianych elit. W 2013 w restauracji Sowa i Przyjaciele nagrano go, gdy przedstawiał im swoją wizję idealnego ustroju – że to taki, w którym plebs „obniża oczekiwania" i „zapierdala za miskę ryżu".

      Było to dosadne wyrażenie mitu merytokracji. Dżentelmeni konsumujący ośmiorniczki przy tym stole zapewne byli przekonani, że stanowią elitę, której całe społeczeństwo powinno być wdzięczne.

      Tylko tak konkretnie to właściwie za co? Zróbmy eksperyment myślowy: co by się stało, gdyby prezesi banków stracili motywację, zmienili zawód, wyjechali?

      Banki będą działać dalej. Ktoś się znajdzie na ich miejsce. Choćby ja, mógłbym wykonywać ich obowiązki za skromne 100, a nawet 50 tysięcy miesięcznie.

      CDN...
      • diabollo Re: Jeśli sąsiad zarabia pięć razy więcej... 17.06.21, 07:36
        To prawda, jestem niezdolny i leniwy, byłbym więc mniej kreatywny w obmyślaniu produktów takich jak kredyty frankowe czy polisolokaty. Albo innowacyjnych podwyżek. Dla klientów to chyba dobrze?

        Mit merytokracji zakłada kult biznesmenów demiurgów, takich jak Bill Gates, Steve Jobs czy Jeff Bezos. Hagiograficzne teksty w mediach prezentują ich jak zbawców ludzkości, którzy tworzą nowe technologie i miejsca pracy.

        Ale oni przecież tak naprawdę niczego nie wynajdują. Bill Gates zawdzięcza swoje bogactwo temu, że w 1980 roku IBM kupił od niego system operacyjny DOS.

        Czy Gates go napisał? Nie. Kupił go od Tima Patersona za jednorazową, niewielką kwotę.

        Dlaczego Paterson nie sprzedał swojego systemu bezpośrednio? Bo brakowało mu jednej kluczowej kompetencji – on pochodził z niezbyt bogatej rodziny, a Bill Gates z rodziny milionerów.

        Jego mama znała towarzysko prezesa IBM. Szepnęła mu ciepłe słówko, dzięki któremu jej syn stał się bogaczem.

        Gates zawdzięcza swoje miliardy koneksjom. Z jednej strony jego rodzice należeli do elit i znali różnych prezesów i senatorów, a z drugiej on sam znał młodych zdolnych programistów.

        W praktyce merytokracja nagradza człowieka za to, z kim gra w golfa, kim jest jego tata, kogo zna jego mama. Dużo o tym mechanizmie Sandel pisze w swojej książce.

        Wróćmy do pytania o „zniechęcanie elit". Świat, w którym Bill Gates by się „zniechęcił", wyglądałby tak samo jak dzisiejszy – komputery miałyby trochę inne ikonki, ale działałyby z grubsza tak samo. IBM po prostu by kupił system od kogoś innego.

        Ludzie, którzy naprawdę dokonują wynalazków i odkryć zmieniających świat, zwykle pracują na uczelniach i w instytutach za dużo mniejsze pieniądze. Przykładów jest multum: to nie Steve Jobs wynalazł kodowanie muzyki w standardzie MP3, tylko grupa niemieckich badaczy z politechniki w Erlangen. Jeff Bezos nie wynalazł niczego i więcej miejsc pracy zniszczył, niż stworzył.

        Szczepionki mRNA wymyślili 30 lat temu badacze z Instytutu Salka, miliardy zrobi na tym zupełnie kto inny. I nie będzie to biały personel, który je nam teraz wstrzykuje.

        Jeśli odrzucimy mit merytokracji, inaczej spojrzymy na kwestie podatków. Podnieśmy je przede wszystkim ludziom tak bogatym jak Obajtek, Morawiecki, Bezos czy Gates. Bo oni nawet jeśli się „zniechęcą", to przecież dobra wiadomość.

        Gorzej, gdy zniechęcimy tych, którzy leczą, uczą, tworzą i wynajdują – a zarabiają o rzędy wielkości mniej.

        wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,27179869,jesli-sasiad-zarabia-piec-razy-wiecej-nie-powinnismy-mu.html

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka