Dodaj do ulubionych

Nie będzie rozliczeń, czyli...

21.06.21, 07:48
Nie będzie rozliczeń, czyli odkreślam kaczyzm grubą linią

Wojciech Orliński

Politycy Platformy tacy byli z siebie dumni, że "nie zrobili czystki"! Pamiętacie, jak to powtarzali? Teraz też nie zrobią.

Prorządowy tygodnik „W Sieci" snuł w zeszłym tygodniu wizje wielkich represji, które opozycja urządzi obecnej władzy, jeśli wygra wybory. Ponoć możemy liczyć na „listy proskrypcyjne, akty oskarżenia, procesy pokazowe i nową Berezę Kartuską".

Marzenia to rzecz przyjemna, więc oczywiście czytałem z uśmiechem. Ech, gdyby chociaż 1/10 z tego się spełniła! Nasza (czyli opozycyjna) strona konfliktu od dawna żyje tymi fantazjami. Sam byłem na demonstracjach, na których wznoszono pod adresem rządzących okrzyki typu „będziesz siedział!". Nie ma też tygodnia bez opozycyjnego publicysty fantazjującego o Trybunałach Stanu i czystkach.

Nie chcę nikomu psuć dobrej zabawy, ale na dalszą metę te fantazje są niebezpieczne. Życie publiczne III RP na długo zatruło rozczarowanie dawnych opozycjonistów, którzy skandowali, że „znajdzie się pała na d... generała", a nie doczekali się rozliczeń dawnego ustroju.

Teraz też się nie doczekamy, z podobnych przyczyn. Wtedy opozycja przejęła władzę w sytuacji kryzysu gospodarczego, przy prezydencie pochodzącym z poprzedniego rozdania, była też na tyle wewnętrznie rozbita, że kilka miesięcy po objęciu władzy rozpadła się na wrogie frakcje w ramach tzw. wojny na górze.

Nie doczekamy się dekaczyzacji z tego samego powodu, dla którego w 1989 nie było dekomunizacji. Przede wszystkim Andrzej Duda pozostanie prezydentem do 2024. Nawet zakładając najbardziej optymistyczny scenariusz, że jesienią odbędą się przedterminowe wybory i opozycja w nich wygra, pisowski prezydent będzie w stanie zawetować wszystkie pomysły z serii „ustawa o rozliczeniach".

Do odrzucenia weta potrzeba 276 mandatów. Tylu opozycja nie zdobędzie. W tej sprawie mogę przyjąć zakład o stówę (w każdym scenariuszu będę wygrany – jeśli przegram zakład, to tak się będę cieszyć z sukcesu opozycji, że jeszcze butelkę szampana dołożę do stówy).

Jedyny w miarę realistyczny scenariusz na odsunięcie PiS od władzy to to, co się właśnie wydarzyło w Izraelu. Niezatapialnego premiera Netanjahu po 12 latach obaliła egzotyczna, lewicowo-prawicowa koalicja, której udało się powołać rząd większością 60:59, przy jednym głosie wstrzymującym. Będzie cud, jeśli dotrwają do końca kadencji.

Nie wierzę w sukces „wspólnej lista opozycji". Po pierwsze, nie powstanie. Po drugie, i całe szczęście, bo wyborcy to nie są ziemniaki, które można taczkami zwozić na pryzmę.

W spolaryzowanym społeczeństwie wyniki wyborów zależą od mobilizacji obu obozów. Zjednoczenie opozycji zwiększy mobilizację wyborców prorządowych. Ci, którzy po tamtej stronie są niezdecydowani, letni, wahający się – teraz się przemogą i jednak pójdą zagłosować. Z kolei po naszej stronie spowoduje odpadnięcie wyborców, dla których nieakceptowalna byłaby obecność na listach prawego lub lewego skrzydła opozycji.

Jeśli więc nawet opozycja wygra, to będzie miała na przykład jakieś 235 mandatów. Cóż, tyle w ostatnich wyborach zdobył PiS – i jak widać, całkiem dużo można z tym zdziałać.

Zwróćmy jednak uwagę, że kiedy pisowcy byli w opozycji – też fantazjowali o rozliczaniu poprzedników. Oni też fantazjowali o Trybunale Stanu.

W 2016 ci sami autorzy tygodnika „W Sieci" (Marek Pyza, Piotr Zaremba, Stanisław Janecki) pisali z entuzjazmem, że za chwilę media będą pisać o Tusku „oskarżony Donald T.". Prognozowali perspektywę „nawet dziesięcioletniej odsiadki". „To bardzo realny scenariusz!" – zapewniał redaktor Pyza. Realny, hę? Przestępstwa urzędnicze przedawniają się po pięciu latach, więc nawet gdyby wreszcie znaleźli coś na ekipę Tuska, już po prostu za późno.

Inna sprawa, że już nic nie znajdą, bo przecież szukali bardzo intensywnie. Rzucili na to swoje najtęższe umysły, nawet samego posła Marka Suskiego, który w 2016 snuł mocarstwowe plany, czego to on nie znajdzie jako przewodniczący komisji do spraw Amber Gold (w końcu znalazł dowody obciążające carycę Katarzynę, ale zrezygnował z tego tropu, gdy odkrył, że podejrzana nie żyje).

Każdy ma prawo do błędu. Gdyby nie to, życie Marka Suskiego byłoby koszmarem! Ale z tego też wynika, że trudno jest politykowi postawić prokuratorskie zarzuty nawet tam, gdy rzeczywiście coś przeoczy albo czegoś nie dopilnuje – a tylko tyle pisowcy mogli zarzucić swoim poprzednikom.

Może nas oburzać działanie tego czy tamtego pisowskiego oficjela, ale ciężko będzie udowodnić im działanie w złej wierze. Tymczasem bez tego nie ma odpowiedzialności karnej, najwyżej polityczno-moralna. Nie będzie „oskarżonego Jacka S.", tak jak nie było „oskarżonego Donalda T.".

Na takie polityczno-moralne sytuacje przewidziano Trybunał Stanu – jako specjalny sąd dla polityków. Tylko że do postawienia kogoś przed nim znów potrzeba 276 mandatów. Można sarkać, że to za dużo, ale zauważmy, że gdyby ten próg był niższy – PiS by z tego już dawno skorzystał.

Inna sprawa, że polscy politycy generalnie nie lubią rozliczać siebie nawzajem. W latach 2007-15 Platforma miała kilka okazji do postawienia zarzutów paru osobom z poprzedniej ekipy – wszystkie zmarnowano. Jak mawiają kibice piłkarscy, nic się tak nie mści jak niewykorzystana okazja.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Nie będzie rozliczeń, czyli... 21.06.21, 07:49
      Co gorsza, zostawiono nominatów poprzedniej ekipy w mediach publicznych i na różnych eksponowanych stanowiskach. Pospieszalski przez osiem lat rządów Platformy miał się jak pączek w maśle, brylował w TVP, dopiero Jacek Kurski miał dość jaj, by go wyrzucić (szacun, panie prezesie!).

      Politycy Platformy tacy byli z siebie dumni, że „nie zrobili czystki"! Pamiętacie, jak to powtarzali? Teraz też nie zrobią.

      Artykuły prawicowych publicystów o „nowej Berezie Kartuskiej" będziemy za pięć lat wspominać z takim samym szyderstwem jak te sprzed pięciu lat o „oskarżonym Donaldzie T.". Nie róbmy sobie nadziei na czystki i rozliczenia, żebyśmy w nowe, lepsze czasy po obaleniu rządów PiS nie wkraczali jak sfrustrowani dekomunizatorzy w lata 90.

      Po wyborach znów trzeba będzie odkreślić przeszłość grubą linią. A ja i tak się ucieszę tak samo, jak się cieszyłem 32 lata temu.

      wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,27216425,nie-bedzie-rozliczen-czyli-odkreslam-kaczyzm-gruba-linia.html

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka