Dodaj do ulubionych

Jedno lato i 26 pogromów. Jedwabne było regułą...

10.07.21, 08:14
... nie wyjątkiem

wyborcza.pl/magazyn/7,124059,27307035,jedno-lato-i-26-pogromow-jedwabne-bylo-regula-nie-wyjatkiem.html
Paweł Machcewicz, Krzysztof Persak

Trzy lata przed Jedwabnem socjolog pisał o nastrojach chłopów z Białostocczyzny: "Emocjonalny antysemityzm"

Wiosną 2000 r. Jan Tomasz Gross opublikował książkę „Sąsiedzi", która opisywała mord dokonany 10 lipca 1941 r. na żydowskich mieszkańcach Jedwabnego przez ich polskich sąsiadów. Dała ona początek najbardziej burzliwej i chyba najważniejszej debacie na temat historii, do jakiej doszło w Polsce po 1989 r., a być może i w całym okresie powojennym. Koncentrowała się na tym, co wydarzyło się w niewielkim miasteczku na północnym Mazowszu, ale dotyczyła kwestii znacznie szerszych: stosunku Polaków do Żydów w czasie wojny oraz utrwalonego historycznego obrazu nas samych jako narodu bohaterów i ofiar.

Obraz wyłaniający się z kart „Sąsiadów" był na tyle szokujący, że zrozumiałe były reakcje obronne, w wielu przypadkach prowadzące wręcz do odrzucania polskiego udziału w zbrodni. Sprzyjał temu też publicystyczny i często bardzo emocjonalny język Grossa, a także fragmentaryczność bazy źródłowej, na której się opierał. Były to akta dwóch procesów sądowych – z 1949 i 1953 r. – sprawców mordu oraz relacja ocalałego Żyda – Szmula Wasersztejna. Wkrótce jednak kwerenda prowadzona przez historyków z IPN (w którym pracowali wtedy obaj autorzy tego tekstu) doprowadziła do odkrycia wielu nieznanych źródeł. Dotyczyły ponad 20 innych miejscowości, w których w 1941 r. doszło do mordów na Żydach z udziałem Polaków. Były to akta kilkudziesięciu powojennych procesów sądowych oraz liczne relacje ocalałych. Najbardziej szczegółowa dokumentacja dotyczyła Radziłowa, oddalonego od Jedwabnego o niecałe 20 kilometrów, gdzie trzy dni wcześniej również spalono w stodole kilkuset żydowskich mieszkańców tego miasteczka. Gdyby Gross natrafił w archiwum nie na akta dotyczące Jedwabnego, ale na znacznie bardziej szczegółowe materiały odnośnie do Radziłowa, jego książka miałaby solidniejszą podbudowę, a dyskusja wokół niej byłaby być może od początku bardziej rzeczowa.

Pogromy szły falą
Tak czy inaczej, dysponujemy dzisiaj znacznie większą wiedzą. Do mordów na Żydach, w których uczestniczyli Polacy, dochodziło na północnym Mazowszu i Podlasiu, czyli terenach, które od września 1939 r. znajdowały się pod okupacją radziecką. Była to część znacznie szerszej fali pogromowej, do której doszło latem 1941 r. po ataku Niemiec na Związek Radziecki – także w rumuńskiej Besarabii, na Litwie i w Galicji, gdzie wiodącą rolę odgrywali dominujący liczebnie Ukraińcy. Te odległe tereny łączyła jedna okoliczność: okupacja radziecka, która doprowadziła do wzrostu nastrojów antysemickich. Żydzi byli postrzegani przez dużą część Litwinów, Polaków, Ukraińców i Rumunów jako grupa faworyzowana przez Sowietów.

Fakty, o które historycy wciąż się spierają, w większości wypadków nie potwierdzają tych wyobrażeń, ale to te ostatnie, wraz z traumatycznym doświadczeniem represji i wywózek, stworzyły grunt pod wybuch antyżydowskiej przemocy w momencie załamania się radzieckiego panowania i przejściowej próżni władzy. Wywoływanie pogromów było też celem wkraczających oddziałów niemieckiej policji i służby bezpieczeństwa, które bez trudu znajdowały tysiące chętnych wykonawców wśród miejscowej ludności.

W przypadku Łomżyńskiego i Białostocczyzny grunt był szczególnie podatny także ze względu na rozpowszechniony antysemityzm i wzory antyżydowskiego działania, sięgające jeszcze okresu przedwojennego. Były to tereny dominujących wpływów endecji – w latach 30. jej antyżydowska propaganda, wspierana przez znaczną część miejscowego duchowieństwa, prowadziła do masowej akcji bojkotu żydowskiego handlu, a w niektórych miejscach otwartej przemocy, jak w Radziłowie, gdzie w 1933 r. doszło do pogromu. W 1938 r. socjolog Józef Chałasiński, w książce „Młode pokolenie chłopów" opartej na nadesłanych na konkurs pamiętnikach, za cechę szczególną województwa białostockiego uznał „emocjonalny antysemityzm".

Radziłów jak Jedwabne
Gdy bierzemy pod uwagę wszystkie 26 miejscowości, co do których mamy informacje o udziale Polaków w antyżydowskiej przemocy latem 1941 r., wyłania się zróżnicowany obraz. W wielu z nich (Tykocin, Rajgród, Suchowola, Zaręby Kościelne) przyłączali się oni do działań Niemców, w innych byli głównymi sprawcami, ale wyraźne są ślady niemieckiej inspiracji, a przynajmniej obecności (Radziłów, Jedwabne, Goniądz, Wąsosz).

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Jedno lato i 26 pogromów. Jedwabne było reguł 10.07.21, 08:16
      W wielu miejscach jednak Niemców prawdopodobnie w ogóle nie było, jak w Szczuczynie, gdzie według dwóch przekazów 27 czerwca zabito około 300 Żydów. Często główną rolę (jak w Radziłowie) odgrywali członkowie straży obywatelskich, powstających spontanicznie po wycofaniu się Sowietów, złożonych z ludzi należących wcześniej do antyradzieckiej konspiracji, silnej na tych terenach, a także rodzin uwięzionych i wywiezionych na wschód (ostatnia fala deportacji miała miejsce zaledwie kilka dni przed wybuchem wojny niemiecko-radzieckiej). Stąd też motyw zemsty na komunistach, która w wielu miejscach była impulsem do wybuchu przemocy, uderzającej w całą żydowską zbiorowość, utożsamianą z władzą radziecką.

      Ile było ofiar, a ilu sprawców? Nie ma oczywiście szansy na jakiekolwiek precyzyjne ustalenia. Tylko w Jedwabnem i Radziłowie zabito ponad tysiąc osób, w pozostałych miejscach co najmniej drugie tyle. Morderców w tych ponad dwu tuzinach miejsc musiało być nie mniej niż kilkuset; tych, którzy brali udział w doprowadzaniu Żydów na miejsce kaźni, pilnowaniu ich, biciu, upokarzaniu – tysiące.

      Wyjątkowe miejsce na tle tej erupcji zajmują dwa miejsca: Radziłów i Jedwabne – ze względu na największą skalę zbrodni, jej totalny charakter (zgładzono niemal wszystkich żydowskich mieszkańców), jej metodę – spalenie ofiar żywcem. Łączy je też zjawienie się, poświadczone zarówno w zeznaniach sądowych, jak i relacjach żydowskich, bezpośrednio przed mordem „gestapowców" w kilku „taksówkach" (tak nazywano na wsi i w małych miasteczkach wszystkie samochody osobowe).

      Ze śledztwa prowadzonego w Republice Federalnej Niemiec jeszcze w latach 60. wiemy, że był to kilkunastoosobowy oddział sformowany przez placówkę Gestapo w Ciechanowie-Płocku pod komendą SS-Hauptsturmführera Hermanna Schapera. Rozpoznało go na zdjęciach kilkoro z

      ocalałych radziłowskich Żydów. Można domniemywać, że to właśnie oni popchnęli miejscowych w Radziłowie i w Jedwabnem do eksterminacji wszystkich Żydów, podczas gdy w innych miejscowościach ofiarami padała, przynajmniej w pierwszej fazie, tylko część żydowskich społeczności. To Niemcy też byli zapewne autorami scenariusza, który wystąpił w obu miasteczkach (ale także w wielu innych miejscach): rytuału stygmatyzowania Żydów jako komunistów, nakazywania im śpiewania radzieckich pieśni i wznoszenia propagandowych okrzyków. W Jedwabnem kulminację mordu poprzedziło zmuszenie Żydów do obalenia pomnika Lenina wzniesionego na rynku podczas okupacji radzieckiej. Następnie uformowano kolumnę kilkudziesięciu mężczyzn z rabinem niosącym czerwoną flagę na czele, którzy kawałki pomnika zanieśli do położonej na obrzeżach miasta dużej stodoły. Zostali tam zabici, jeszcze zanim spalono w niej pozostałych żydowskich mieszkańców Jedwabnego. W czasie ekshumacji w jednym z dwóch grobów odnaleziono szczątki tej grupy zamordowanych, a pewność, że to oni, wynika z odnalezienia w tym samym miejscu fragmentów rozbitego pomnika Lenina.

      Ze świadectw dotyczących Radziłowa wynika, że funkcjonariusze Gestapo wyjechali, zanim spalono ofiary, co do Jedwabnego nie jest to jasne, choć żadna relacja nie wspomina o ich obecności przy stodole. W obu miejscach przez cały dzień, zanim jeszcze stodoły zapłonęły, odbywał się rabunek, w którym brali też udział chłopi z okolicznych wsi. Podział żydowskiej własności, w tym domów, odbywał się także w kolejnych tygodniach, a najwięcej do powiedzenia mieli w tym ich główni organizatorzy. Szokujący zapis tego procederu można odnaleźć w aktach. W sierpniu 1941 r. do Radziłowa przyjechała z teściową Helena Klimaszewska, świadek w procesie Feliksa Godlewskiego, jednego z prowodyrów mordu. Celem było „wyszukanie mieszkania", gdyż – jak zeznawała – „wiedziałam, że po likwidacji Żydów są tam wolne mieszkania". Godlewski jednak stwierdził, że „mieszkania są już pozajmowane", argumentując: „Jak trzeba było likwidować Żydów, to nikogo nie było, a teraz zjeżdżacie się po mieszkania".

      Na rozprawie Klimaszewska oddała słowa Godlewskiego jeszcze dobitniej: „Mogliście zabić 10 Żydów, to byściemieli dom". Kobiety nie dawały jednak za wygraną i odwołały się do zasług swojej rodziny. „Matka mego męża – zeznawała Klimaszewska – oświadczyła wówczas: Teraz nie chcą dać mieszkania, a wnuczka mego posłali do oblewania benzyną stodoły ". Wspomnianym wnuczkiem był 14-letni Józef Ekstowicz, który wdrapał się na dach stodoły z baniakiem benzyny.

      Co trzecia ofiara to małe dziecko
      Wyjaśnienie zbrodni w Jedwabnem stało się pierwszym wyzwaniem dla powstałego w 2000 r. Instytutu Pamięci Narodowej. Śledztwo prowadził prokurator Radosław Ignatiew z oddziału w Białymstoku. Równolegle trwały badania koordynowane przez niżej podpisanych. Dociekania dwoma niezależnymi torami prowadziły do zbieżnych wniosków.

      CDN...
      • diabollo Re: Jedno lato i 26 pogromów. Jedwabne było reguł 10.07.21, 08:17
        W śledztwie przesłuchano ponad sto osób, w tym naocznych świadków. Był wśród nich Awigdor Kochaw, który uciekł z kolumny Żydów pędzonych do stodoły. Konfrontacja zeznań i dokumentów pozwoliła potwierdzić, że mordu dokonała grupa Polaków z Jedwabnego i okolic. Liczbę aktywnych wykonawców prokurator określił na co najmniej 40. Obecnym w Jedwabnem Niemcom – członkom specjalnego komanda policji bezpieczeństwa i żandarmom z miejscowego posterunku – przypisał rolę inspiratorów i organizatorów mordu.

        Głośnym echem odbiły się badania archeologiczne. Odkryto podmurówkę spalonej stodoły i dwa groby masowe. W mniejszym, wewnątrz stodoły, znajdowały się szczątki mężczyzn zmuszonych do urządzenia szyderczego „pogrzebu Lenina". Nie przeprowadzono jednak pełnej ekshumacji. Ówczesny prokurator generalny Lech Kaczyński przychylił się do prośby przedstawicieli społeczności żydowskiej, by uwzględniając zasady judaizmu, nie naruszać spokoju zmarłych. Nie eksplorowano zatem wnętrza mogił, poprzestając na przebadaniu wierzchniej warstwy popiołów i szczątków kostnych. Odsłoniętych fragmentów szkieletów zachowujących układ anatomiczny nie wydobywano.

        Nawet tak ograniczone badania pozwoliły stwierdzić, że wśród ofiar były osoby obu płci – od niemowląt do starców. Proporcja znalezionych zębów mlecznych i stałych wskazywała, że małe dzieci stanowiły około jednej trzeciej zamordowanych. Wobec braku ekshumacji niemożliwe było natomiast precyzyjne ustalenie liczby ofiar. Liczba „nie mniej niż 340" wymieniona w postanowieniu końcowym prokuratora pochodzi z dokonanego przez archeologów oszacowania pojemności obu grobów.

        W okolicy stodoły, także w obrębie podmurówki, znaleziono 97 łusek karabinowych. Dało to asumpt do spekulacji, że strzelali Niemcy. Z późniejszych badań laboratoryjnych wynika jednak, że połowa łusek pochodzi z I wojny światowej (kilka z nich jest od broni rosyjskiej). Obecność pozostałych należy wiązać z walkami toczonymi w tym miejscu w styczniu 1945 r., zwłaszcza że tuż obok przebiegała linia niemieckich okopów, a część łusek odstrzelono z niemieckiego karabinu maszynowego MG-42 wprowadzonego do użytku już po Jedwabnem.

        Pogrom w Jedwabnem: mity i przekłamania
        Informując na gorąco o pracach w Jedwabnem, IPN popełnił błędy komunikacyjne. Opinii publicznej przekazano wówczas wiele informacji nieścisłych lub przedwczesnych wniosków. Na przykład znaleziony w większym grobie przedmiot uznany za pocisk pistoletowy okazał się metalową kapsułką bez związku z amunicją. Przyczyniło się to do przekłamań i nieporozumień stanowiących dziś pożywkę dla negacjonizmu. Jednym z nich jest spiskowy mit o „przerwaniu" ekshumacji na żądanie strony żydowskiej, gdy tylko znaleziono niemieckie łuski karabinowe. W rzeczywistości decyzja Lecha Kaczyńskiego zapadła przed rozpoczęciem badań archeologicznych, choć ekspertom przekazano ją dopiero w ostatniej chwili przed otwarciem grobów.

        Po publikacji „Sąsiadów", śledztwie i badaniach IPN wydawało się, że w polskiej przeszłości nie ma już niczego jeszcze bardziej straszliwego, co może być odkryte. Trudno wyobrazić sobie zbrodnię bardziej drastyczną niż spalenie żywcem kilkuset bezbronnych ludzi, w tym kobiet i dzieci. Jednak w kolejnych latach publikacje Centrum Badań nad Zagładą Żydów ujawniły znacznie bardziej masowy, niż nam się wcześniej wydawało, zasięg zabijania ukrywających się Żydów, szantażowania ich, wydawania Niemcom, nie tylko w jednym regionie o antysemickiej tradycji i doświadczonym radziecką okupacją, ale praktycznie w całym Generalnym Gubernatorstwie.

        Odpowiedzią na traumę Jedwabnego i kolejnych odkryć była prawicowa polityka historyczna. Z jednej strony głosiła konieczność koncentrowania się na chwalebnych kartach przeszłości (przykładem Muzeum Powstania Warszawskiego), z drugiej oskarżała o uprawianie antypolskiej „pedagogiki hańby" tych, którzy pisali o ciemnych kartach historii. Starano się im zamknąć usta, nowelizując w 2018 r. ustawę o IPN i wprowadzając możliwość karania trzema latami więzienia tego, „kto przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie". Pod naciskiem międzynarodowym zrezygnowano z sankcji karnych, pozostawiając jednak możliwość nękania „oszczerców" pozwami na gruncie prawa cywilnego. Taki sens ma proces o zniesławienie wytoczony Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu, redaktorom i współautorom fundamentalnej pracy „Dalej jest noc".

        Jedwabne, test na polskość
        Jednocześnie nasilał się nurt negacjonizmu, również wśród najważniejszych osób w państwie, co było czymś niewyobrażalnym bezpośrednio po ujawnieniu prawdy o zbrodni. Do resentymentów związanych z Jedwabnem odwołał się kandydujący w 2015 r. na prezydenta Andrzej Duda. Skrytykował swego rywala Bronisława Komorowskiego za list zawierający słowa o tym, że Polacy jako naród ofiar bywali także sprawcami zbrodni.

        CDN...
        • diabollo Re: Jedno lato i 26 pogromów. Jedwabne było reguł 10.07.21, 08:18
          Wątek defensywny istniał w debacie jedwabieńskiej od początku, lecz z czasem przesunął się do głównego nurtu dyskursu. Politolog Piotr Forecki widzi w tym głęboko zakorzenione w psychologii społecznej pragnienie powrotu do stanu utraconej niewinności. Powstają książki i filmy dokumentalne zaprzeczające polskiemu udziałowi w zbrodni. Główne argumenty negacjonistów bazują na nieprzeprowadzeniu pełnej ekshumacji. Daje to pretekst do twierdzeń, że w gruncie rzeczy nie wiadomo, co się tam wydarzyło, a prawda „ukryta jest w grobach". Z inicjatywy historyczki Ewy Kurek powstała petycja do ministra sprawiedliwości o wznowienie ekshumacji w Jedwabnem, którą w internecie podpisało kilkadziesiąt tysięcy osób. Przykładem podważania ustaleń IPN były wypowiedzi minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej, która, by uniknąć odpowiedzenia wprost na pytanie o sprawców zbrodni, mówiła, że „dramatyczna, sytuacja, która miała miejsce w Jedwabnem, jest kontrowersyjna". Za formę aluzyjnego negacjonizmu trudno nie uznać stwierdzenia Jarosława Kaczyńskiego z 2016 r., że „zbrodnię w Jedwabnem przedstawiano w sposób niemający nic wspólnego z jej rzeczywistym przebiegiem".

          Mord w Jedwabnem nabrał wymiaru symbolu o podwójnym znaczeniu. Dla jednych reprezentuje polskie winy wobec Żydów, a zarazem jest chlubnym przykładem otwartości w rozliczaniu się z ciemnymi kartami własnej przeszłości. Dla innych przypisywanie Polakom udziału w tej zbrodni jest równoznaczne ze „szkalowaniem" narodu i oskarżaniem go o niepopełnione winy. W odbiorze społecznym pytanie o sprawstwo zbrodni w Jedwabnem stało się więc testem – z jednej strony na lojalność wobec własnego narodu, z drugiej na zdolność krytycznego spojrzenia na własną historię. W tej atmosferze coraz trudniej o refleksję sine ira et studio.

          Autorzy tekstu pracują w Instytucie Studiów Politycznych PAN; są redaktorami i współautorami publikacji „Wokół Jedwabnego", wydanej w 2002 r. przez IPN. Paweł w latach 2000-05 kierował pionem badawczo-edukacyjnym IPN-u, od listopada 2008 do kwietnia 2017 r. był dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej. Krzysztof Persak w latach 2011-16 był dyrektorem biura prezesa IPN

          wyborcza.pl/magazyn/7,124059,27307035,jedno-lato-i-26-pogromow-jedwabne-bylo-regula-nie-wyjatkiem.html
    • diabollo Re: Jedno lato i 26 pogromów. Jedwabne było reguł 10.07.21, 08:34
      Wszysto fajnie, tylko to nie chłopi wymyślili sobie antysemityzmu.
      Ideologia i sama partia Narodowa Demokracja była partią inteligencką, partią profesorów, prawników, adwokatów, lekarzy, no i oczywiście katolickiego kleru. Kamapnia antysemicka była kampanią inteligencką i kampanią kościoła katolickiego.
      Te getta ławkowe czy numerus clausus na uniwersytetach to nie przypadek.

      Dzisiaj jak już nasza inteligecja przyznaje do historii polskiego ludobójstwa Żydów, to na tym samym wdechu zwala całą winę na chłopów i ich antysemityzm.

      Otóż moralną winę za polskie zbrodnie i ludobójstwo Żydów ponosi polska inteligencja i kościół katolicki.

      Kłaniam się nisko.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka