Dodaj do ulubionych

Ludzie religijni uważają, że są bardziej przyzwoic

11.07.21, 10:58
wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,27305382,ludzie-religijni-uwazaja-ze-sa-bardziej-przyzwoici-badania.html

Ludzie religijni uważają, że są bardziej przyzwoici. Badania potwierdzają, że w niedzielę oglądają mniej porno niż w tygodniu
Katarzyna Włodkowska

99 procent Polaków uważa się za uczciwych. To dlaczego większość z nas oszukuje? Rozmowa z profesorem Bogdanem Wojciszke

KATARZYNA WŁODKOWSKA: Uważa się pan za człowieka przyzwoitego?
BOGDAN WOJCISZKE: Jak każdy. Nawet morderca tak siebie widzi, czego zresztą dowiedziono, badając w więzieniu skazanych prawomocnymi wyrokami. Odmówienie sobie moralności jest zabiegiem dehumanizującym. To jak odmówienie sobie bycia człowiekiem. A pani myśli na swój temat inaczej?

Nie, ale stanęło mi przed oczami kilka wstydliwych sytuacji.
– I na pewno szybko się pani przed sobą z nich wytłumaczyła. Zawsze poszukujemy szlachetnych wyjaśnień dla własnego zachowania i trzymamy się ich, nawet jeśli niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Jesteśmy mistrzami w racjonalizowaniu swoich nieetycznych zachowań.

Na przykład?
– Okłamujemy partnerkę w sprawie liczby wcześniejszych kontaktów seksualnych, bo będzie jej przykro. Kupujemy podróbki znanych projektantów, bo to niedorzeczne tyle płacić za oryginał. Albo jedziemy autobusem na gapę, ale „przecież nie wyrządzamy nikomu krzywdy, to tylko jeden przystanek". Nie płacimy za publiczną toaletę, bo pracownik pobierający opłaty wyszedł. Trudno przyznać się do niskich pobudek materialnych, strachu, wygody. A im bardziej człowiek wykształcony, kreatywny, tym sprawniej te usprawiedliwienia formułuje. 99 procent Polaków uważa się za uczciwych.

Jak rozstrzygać takie sytuacje?
– Ważne są kryteria, według których się oceniamy, ale problem polega na tym, że to, co z jednego punktu widzenia jest przyzwoite, moralne, z innego przestaje takie być. Na przykład w subkulturze złodziei ofiary to frajerzy, sami się proszą. A gdy zatrudni pani kuzyna zamiast lepiej wykwalifikowanej obcej osoby, w oczach rodziny jest pani bardzo przyzwoita. Pomaga pani najbliższym, można na panią liczyć, choć działa pani wbrew ogólnej zasadzie sprawiedliwości.

Nasze osądy to synteza intuicji i rozumowania?
– Przede wszystkim intuicja. Rozumowanie wkracza, gdy musimy swoją ocenę uzasadnić. Jeśli otoczenie tego od nas nie wymaga, podążamy za odczuciami, skojarzeniami, bez dłuższych przemyśleń. Często jest to zrozumiałe, widząc jakiś niemoralny uczynek, zwykle od razu wiemy, że jest zły, i nie potrzebujemy tego uzasadniać. Ale potem możemy zmienić zdanie.

W jakich sytuacjach?
– Ocena moralna zmienia się, gdy poznajemy nowe fakty. Inaczej ocenimy kogoś, kto ukradł, by się wzbogacić, inaczej, gdy okaże się, że chciał uratować życie żony. Liczy się też nasze nastawienie. Będzie pani bardziej wyrozumiała, gdy okaże się, że zawiniła osoba, która kiedyś pani pomogła. Badania Jonathana Haidta, wybitnego myśliciela i amerykańskiego psychologa społecznego, pokazały też, że duży wpływ ma emocja wstrętu. W badaniach uczestnicy surowiej oceniali sytuację, gdy odpowiedzi udzielali w brudnym pokoju. Z kolei podejrzani o morderstwo, których wygląd nie wzbudza zaufania, są częściej skazywani na karę śmierci. Ważne, by wiedzieć, co na nas wpływa. I nie bagatelizować pojedynczych nieuczciwości.

Bo?
– Luzowanie standardów w sprawach drobnych zwiększa skłonność do oszukiwania w poważniejszych.

Doświadczył pan tego?
– Nie, ale to akurat zostało wielokrotnie dowiedzione. Serię badań wykonali Holendrzy na ulicach miasta Groningen. Stwarzali sytuacje niewielkiego zaburzenia porządku, na przykład zostawiając rowery tam, gdzie nie wolno, i obserwowali reakcje otoczenia. Owocowało to rozprzężeniem w innych sprawach, np. ludzie przestawali odstawiać wózki z hipermarketu. W Holandii przez dwa ostatnie tygodnie roku zabronione jest hałasowanie, nie można puszczać fajerwerków. Kolejny eksperyment polegał na tym, że zakaz złamano, codziennie puszczając race. Ludzie od razu zaczęli się zachowywać mniej przyzwoicie, m.in. śmiecili, kradli. Wielokrotnie wykazano, że tłuczenie szyb w oknach w danej dzielnicy sprzyja wzrostowi przestępczości. Brak przyzwoitości jest zaraźliwy.

EFEKT NIEDZIELI
Jak rozumieć słowo „przyzwoitość"?
– Jako postępowanie zgodne z normami.

A prościej?
– Powstrzymywanie się przed robieniem złych rzeczy, ale robienie też dobrych. Dla mnie to przestrzeganie zasady sprawiedliwości i troszczenie się o pojedynczego człowieka. Ale to mój osobisty wybór.

Wydaje się uniwersalny.
– Gdyby tak było, nie toczylibyśmy większości wojen kulturowych. Jonathan Haidt zdefiniował pięć fundamentów przyzwoitości: etyka sprawiedliwości, troski, lojalności, autorytetu i świętości. Pierwsza koncentruje się na dobru społeczności, umożliwia współpracę, druga na jednostce. Właśnie w ten sposób interpretuję przyzwoitość. Haidt wykazał, że te dwie pierwsze etyki uznawane są za podstawę sądów moralnych właściwie przez wszystkich, niezależnie od poglądów politycznych.

A trzy pozostałe?
– Odpowiadają ludziom o poglądach prawicowych, co przekłada się na ich większe skłonności do moralizowania. Chodzi o etykę lojalności, regulującą życie grup społecznych – rodzin, znajomych, firm, partii politycznych, dla których własny interes jest najważniejszy. Potem mamy etykę autorytetu czy autorytaryzmu, zakładającą, że o tym, czy coś jest dobre, czy złe, decyduje nakaz lub zakaz jakiegoś autorytetu. Sprzeciwianie się mu jest z gruntu złe, co wyklucza wolność osobistą. Ostatnia jest etyka świętości, oparta na przekonaniu, że człowiek jest dziełem Boga. Wiąże się też z kontrolą jedzenia i seksu.

Czemu to służy?
– Jedzenie i seks jest wspólne dla człowieka i zwierząt. A ludzie zawsze chcieli się od nich odróżnić, stąd niemal każda kultura rozwija normy pokazujące, jak „po ludzku" jeść i uprawiać seks.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Ludzie religijni uważają, że są bardziej przy 11.07.21, 11:00
      Jedzenie dziś jest moralizowane też przez lewicę.
      – To prawda, szczególnie w postaci wegetarianizmu i weganizmu. Wiąże się to z poszerzaniem zakresu obowiązywania norm moralnych nie tylko na wszystkich ludzi, ale i niektóre zwierzęta. Wegetarianie przypisują zwierzętom więcej typowo ludzkich emocji, takich jak duma, pogarda. A nie zjada się kogoś, kto jest podobny do mnie. Zresztą nasze badania pokazują, że wegetarianie formułują surowsze oceny moralne, choć nie rozumiemy jeszcze, dlaczego tak jest.

      Ludzie religijni są bardziej przyzwoici?
      – Oni tak uważają, ale nie potwierdzają tego żadne badania. Występuje natomiast tzw. efekt niedzieli. Tego dnia osoby wierzące są bardziej przyzwoite, za co odpowiada aktywizacja norm. Poszli do kościoła, ksiądz przypomniał, jak być powinno. W USA pod tym kątem przyjrzano się najbardziej religijnym stanom, badano aktywność w internecie. I wyszło, że ich mieszkańcy w niedzielę ściągają mniej porno niż w tygodniu.

      A jak się ma przyzwoitość do wykluczania?
      – Pyta pani o Kościół?

      Tak. Stosunek do społeczności LGBT, rozwodników, samotnych matek.
      – To narracja, która opiera się na ukrytym, bo nie wyrażonym wprost, odczłowieczaniu.

      Czyli czym?
      – Utożsamianiu ludzi wyłącznie ze „swoimi". To najstarsza tendencja ludzkości. Dopiero jakieś 50 lat temu pojawiło się przekonanie, że krąg reguł etycznych dotyczy wszystkich ludzi, a nie tylko własnego plemienia, kasty, stanu, grupy sąsiedzkiej, religijnej, narodowej. A teraz dochodzą głosy, by do tego kręgu włączyć zwierzęta, co na razie brzmi dla nas abstrakcyjnie.

      Myślenie, że nie można być przyzwoitym, wykluczając innych, jest dość nowe. Proszę zauważyć, że pojęcie ludobójstwa powstało dopiero po II wojnie światowej, w roku 1944. Wcześniej nie było refleksji, że ludzie spoza naszego kręgu kulturowego, „nie nasi", też są ludźmi, a nie brakowało przykładów dziesiątkowania podbijanych narodów w imię imperium.

      OSZUKUJEMY O 10-20 PROCENT
      Co powoduje, że trudno nam o przyzwoitość?
      – Największą przeszkodą jest egoizm i chciwość. Częsty motyw, zupełnie zautomatyzowany.

      Zautomatyzowany?
      – Działamy bez namysłu, bezwiednie. Tak jak staje pani na czerwonym świetle, tak samo podporządkowuje pani działania własnemu interesowi. Ważną rolę odgrywa czas. Ludzie, gdy mają podjąć decyzję, czy oszukać dla zysku, czy pozostać uczciwym, trochę na tym tracąc, częściej podejmują decyzję o oszukiwaniu, jeśli mają mało czasu do namysłu. Ulegają impulsowi, by maksymalizować swą korzyść.

      Coś jeszcze?
      – Zmęczenie, przepracowanie. Sędziowie zasiadający w komisjach rozpatrujących wnioski o zwolnienia warunkowe przychylali się do nich częściej, gdy byli wypoczęci, wkładali w ocenę więcej wysiłku. Zmęczeni wybierali rozwiązania najprostsze. Uważa się, że praca w grupie poprawia jakość podejmowanych decyzji, trudniej wtedy o oszustwa. Tymczasem jest klasyczna linia badań psychologa behawioralnego Dana Ariely’ego pokazująca, że im większa grupa, tym większe nieprawidłowości. Bo ludzie dostarczają sobie nawzajem silnych racjonalizacji. Gdy współoszust mówi, że jestem w porządku, wierzę mu, tym bardziej się z tym zgodzę, gdy dołączy trzecia osoba.

      Kolega lata temu porzucił świat nauki dla pracy w banku. Opowiedział mi potem, że długo nie mogli poradzić sobie z lekkością, z jaką pracownicy przyznawali kredyty – pod wpływem elokwencji czy uroku klientów podejmowali niekorzystne dla banku decyzje. By temu zaradzić, utworzono trzyosobowe zespoły. Szybko okazało się, że jest jeszcze gorzej – pozostali dwaj pracownicy wspierali decyzje tego pierwszego.

      Wygląda na to, że wszyscy oszukujemy.
      – Ludzie na ogół chcą postępować uczciwie, ale ulegają pokusom. W jednym z eksperymentów badani mieli raportować, ile zadań wykonali, ale gdy powiedziano im, że nie będzie to weryfikowane, wszyscy zawyżali swoje wyniki o 10, 20 procent. Nie wiedzieli, że część ćwiczeń była nie do rozwiązania.

      Dlaczego tylko o 10, 20 procent?
      – Bo gdyby oszukiwali na całego, musieliby przyznać przed sobą, że są oszustami. Z kolei oszukując trochę, pozbywamy się wyrzutów sumienia, że nie wykorzystaliśmy sytuacji, by zmaksymalizować swój zysk. Bardzo niewielu wyciągnie 100 złotych z portfela szefa, jeśli zostawi go na biurku, ale wielu weźmie równowartość w długopisach, papierze, paliwie.

      Można jakoś wpływać na naszą przyzwoitość?
      – Badania Ariely’ego pokazały, że tak. Przed wykonaniem jednego z zadań poprosił, by uczestnicy przypomnieli sobie dziesięć przykazań. Słabo im szło, potrafili wymienić trzy, cztery, ale przestawali oszukiwać. To samo się działo, gdy studenci przed egzaminem musieli zapewnić na piśmie, że będą przestrzegać kodeksu uczelni, choć taki nie istniał. Przypomnienie ludziom, że mają postępować etycznie, zazwyczaj powoduje, że przestają oszukiwać.

      Czemu akurat wtedy?
      – Trudniej o usprawiedliwienia, przecież wiedzieliśmy. Człowiek przeżywa silny dysonans, kiedy ma sobie uświadomić, że zachował się nieprzyzwoicie.

      Zastanawiam się, czy ktokolwiek korzysta z tej wiedzy. Jakikolwiek dokument bym wypełniała, o potwierdzenie zgodności z faktami jestem proszona na koniec. A wtedy jest już po wszystkim.
      – Ariely poszedł z wynikami badań do jednej z dużych firm ubezpieczeniowych. Potwierdzili oni, że ludzie zawyżają straty, poniesione np. w wyniku pożaru, o 10-15 procent. Zaczęli wymyślać różne sposoby przeciwdziałania temu, jak większa liczba szczegółów na temat utraconych w wyniku pożaru przedmiotów czy złożenie oświadczenia przed wypełnieniem formularza. Pół roku później otrzymali odpowiedź, że dział prawny nie wyraził zgody na wypróbowanie żadnej z metod.

      Niezrozumiałe.
      – Ludzie są bardzo przekonani o trafności swoich sądów, metod. Po tej serii spotkań udostępniono Ariely’emu formularz używany w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Wykorzystał go w kolejnych badaniach. W połowie formularzy zachował na końcu zdanie: „Zaświadczam, że podane informacje są zgodne z prawdą". W innych umieścił je na górze. Ci, którzy wypełniali drugi formularz, oszukiwali mniej.

      Ale w sądzie ludzie kłamią, choć są pouczani o odpowiedzialności karnej.
      – No tak, ale tu dochodzi strach przed odpowiedzialnością. Najczęściej kłamiemy, by uniknąć kary, wywrzeć korzystne wrażenie, obronić siebie przed zakłopotaniem lub kiedy chcemy uniknąć konfliktu.

      ETYKA PLEMIENNA
      Nasze postrzeganie przyzwoitości się zmienia?
      – Uważam, że znacznie. Zasadę sprawiedliwości i dobra pojedynczego człowieka zdominowała etyka lojalności. Interes grupy zaczyna być najważniejszy i to największa zmiana, która się w tej chwili dokonuje w Polsce. Widać to w niemal każdej branży, może z wyjątkiem medycyny, chociaż na stanowiskach kierowniczych już są tacy, co nie mają o tym pojęcia.

      Poprzednia władza też wybierała swoich.
      – Ale nie na taką skalę, nie tak otwarcie. Istniała jakaś kontrola, najważniejsze instytucje, szczególnie sądownicze, były niezależne od władzy.

      CDN...
      • diabollo Re: Ludzie religijni uważają, że są bardziej przy 11.07.21, 11:02
        Czym grozi ta sytuacja?
        – Rozpadem społeczeństwa na plemiona, które kierują się lojalnościami, własnymi interesami. Zburzony zostaje fundamentalny porządek, kompetencje stają się drugorzędne. Nabywamy je, pokonujemy kolejne szczeble nauczania, by na koniec otrzymać nagrodę – wykorzystanie tych kompetencji przez społeczeństwo. A tu się okazuje, że nie, dopóki nie masz odpowiednich znajomych, nie dostaniesz przyzwoitej pracy. Przypomina to PRL, choć brzmi to banalnie.

        Przyzwyczajamy się?
        – Dla wielu grup postępowanie władzy jest moralne, bo to nasi. Brytyjski pisarz Samuel Johnson powiedział kiedyś, że „patriotyzm jest ostatnią ucieczką łajdaka". Do końca nie wiadomo, czy miał na myśli ogólne zjawisko, czy amerykańskich osadników akurat walczących o niepodległość z Brytyjczykami, ale jeśli to pierwsze, to pokazuje zmianę kryteriów oceny. Nie musisz być przyzwoitym człowiekiem, wystarczy, że będziesz OK dla swoich. To niesłychane zawężenie wymogów moralnych. Termin „prawdziwy Polak" to coś znacznie węższego niż obywatel. Pojmowanie patriotyzmu w kategorii plemion, które nie są niczym innym jak kręgami towarzysko-rodzinnymi, rozbija społeczeństwo na grupy, które dla swoich partykularnych interesów będą poświęcać dobro wspólne.

        Co będzie dalej?
        – Otoczenie zacznie wymagać, byśmy byli członkami jednego z plemion. Będzie nas to popychać do oportunizmu. Ale interesujące, jak nam się to przedstawia.

        Jak?
        – Odwołując się do moralności. Co powiedział wysoki urzędnik, gdy w czerwcu został wskazany na kolejną kadencję? Że został wybrany, bo pod jego „przywództwem telewizja trzyma rękę na pulsie emocji narodu i wspólnoty". I że prezes robi „to, co słuszne".

        Wiele osób pracujących w TVP uważa się za wzorowych dziennikarzy. Jak sobie to tłumaczą?
        – Na początku: że dzieci, kredyt. Ale człowiek zwykle nie jest w stanie żyć ze świadomością, że jest interesownym i niemoralnym kłamcą, który kieruje się spłatą rat. Zwykle musi nadać swemu postępowaniu ogólniejszy sens, bo zakładamy, że jesteśmy uczciwi i moralni. Dlatego kolejnym krokiem będzie likwidacja dysonansu między poglądami i postępowaniem, co zaowocuje lojalnością wobec pracodawcy. To mit, że dostosowujemy zachowanie do poglądów. Najczęściej poglądy podporządkowujemy postępowaniu.

        Można być przyzwoitym w polityce?
        – Nie można. W ostatnich dziesięciu latach przeprowadzono wiele badań pokazujących, jak władza zmienia człowieka. A zmienia solidnie. Pogarsza się funkcjonowanie w relacjach społecznych i moralność, zaś rośnie sprawczość i natężenie działania.

        I samoocena?
        – W badaniach prowadzonych z dr Anną Strużyńską-Kujałowicz wykazaliśmy, że już kilkanaście minut wcielania się w osobę, która może wydawać innym polecenia, sprawia, że mniemanie o sobie się podnosi. I jest wyższe niż u osób, które polecenia tylko wykonują. Osoby u władzy, także tej korporacyjnej, są zdecydowanie bardziej skłonne do myślenia stereotypowego, mniej w nich empatii, chętniej traktują ludzi instrumentalnie. Wraz ze wzrostem pozycji mniej liczymy się z drugim człowiekiem. Zdarzają się liderzy świadomi tego, że władza demoralizuje, próbują się przed tym bronić, ale nie odnoszą większych sukcesów.

        PODĄŻANIE ZA PRZYWÓDCĄ
        A czym pan tłumaczy wolty na przykład posła PiS Stanisława Piotrowicza, w PRL-u prokuratora oskarżającego opozycjonistę, w latach 90. umarzającego sprawę o pedofilię proboszcza z Tylawy.

        – Tu dochodzi inna motywacja: posłuszeństwo wobec autorytetu. Masa ludzi stosuje ten mechanizm, i to zbiorowo. Idą za przywódcą i upatrują w nim autorytet moralny. Takie myślenie jest podwaliną autorytaryzmu, wydawało się, że już nieistniejącego w naszym społeczeństwie, 20 lat nie wykładałem na ten temat. Od pięciu lat znów uczę o tym studentów.

        I o czym pan mówi?
        – Że wrócił, tylko zmieniły się jego źródła. Dziś uznaje się, że autorytaryzm to zbiorowy sposób odzyskiwania poczucia sensu i bezpieczeństwa. Rolą przywódcy autorytarnego jest zwalczanie zagrożeń. A jak ich nie ma, trzeba je wyprodukować i zaproponować kolejne środki zapobiegawcze, dzięki czemu mobilizuje się elektorat. Znaczące, że we współczesnym świecie autorytaryzm występuje tylko w prawicowej odmianie.

        Osoby o poglądach lewicowych nie są podatne na zachowania autorytarne?
        – Starą prawdą w psychologii społecznej jest związek między dostrzeganiem zagrożeń a konserwatyzmem. Ryzyko, niezależnie, czy prawdziwe czy nie, popycha ludzi w kierunku prawicowości, czyli zamkniętości, ksenofobii, homofobii, obrony, fobii przed wszelką innością, różnorodnością. Polskę charakteryzuje daleko posunięta jednolitość, łatwo o kreację zagrożeń. Jeden z polityków powiedział niedawno: „Ruch LGBT prowadzi do deprawacji społecznej i my mamy moralny obowiązek sprzeciwić się temu". Użył takiego stwierdzenia, bo wokół moralności prawicowy elektorat się integruje. Im bardziej negatywne zjawisko, tym mocniej się mu sprzeciwiają. Dlatego z osób LGBT robi się teraz wcielone zło. Zdumiewa tylko, że liberałowie nie wiedzą, jak na to odpowiedzieć.

        W sensie?
        – Z jednej strony rozumiem, bo liberał myśli: dajcie spokój, ten kocha tego, ten tamtego, przecież nie będziemy zaglądać ludziom pod kołdrę. Ale jak się wokół takiego stanowiska mobilizować? Brakuje mocnej, atrakcyjnej retoryki. A chodzi przecież o prawa człowieka i zasadnicze pytanie: jak można być przeciwko prawom człowieka i uważać się za przyzwoitego?

        A co myślimy o tych, co oszukują?
        – Jeśli na tym korzystamy, oceniamy ich łagodnie. Z dr. Konradem Bocianem wykonaliśmy serię badań, w których poprosiliśmy uczelnianą bibliotekarkę, by jednym studentom, którzy spóźnili się z oddaniem książki, karę umarzała. A drugim zdecydowanie odmawiała, powołując się na regulamin. Potem zadaliśmy studentom serię pytań o funkcjonowanie uczelni, wśród nich było jedno o uczciwość bibliotekarek.

        Ci, którzy skorzystali na obejściu regulaminu, odbierali bibliotekarkę pozytywnie, uważali ją nawet za bardziej uczciwą od tej, która stosowała się do zasad. Ale gdy potem inną grupę zapytaliśmy o wyobrażenie sobie podobnej sytuacji, moralna była ta bibliotekarka, która przestrzegała przepisów. Wniosek taki, że w drobnych sprawach, gdzie nikt konkretny nie traci, ludzie uważają za moralne te osoby, które oszukują na ich rzecz. Ale myślą, że swoje osądy formułują na podstawie zasad etyki. Guzik, to nasze wyobrażenie na swój temat.

        CDN...
        • diabollo Re: Ludzie religijni uważają, że są bardziej przy 11.07.21, 11:03
          Pytam, bo zastanawiam się, co powoduje, że producent Harvey Weinstein przez lata bezkarnie molestuje kobiety, a intelektualna elita związana z Komitetem Noblowskim nie dostrzega nadużyć.
          – To pokazuje daleko idącą rolę norm grupowych. Nikt nie zgłaszał sprzeciwu, bo uważano, że tu się tak robi. Silnym wyznacznikiem jest postępowanie innych ludzi. Potrafimy powielać najbardziej absurdalne zachowania. Odczuwamy też mniejsze poczucie winy, kiedy źle postępujemy razem.

          Co wtedy?
          – Problem musi wyjść poza grupę, także z powodów pokoleniowych. Proszę sobie przypomnieć reakcje Niemców po II wojnie światowej, wszyscy byli w nią w jakiś sposób uwikłani. Dopiero gdy wymarło pokolenie sprawców, zaczęto rozliczać przeszłość.

          Dlaczego zajął się pan naukowo moralnością?
          – Najpierw zajmowałem się tym, jak ludzie postrzegają innych i siebie. Wyszło, że lokujemy w ludziach moralność i sprawczość. Po jednej stronie jest nasza relacyjność, umiejętność dbania o drugiego człowieka, serdeczność, uczciwość. Po drugiej – skuteczność. Potem zobaczyłem, że wymiar moralności jest ważniejszy, gdy myślimy o innych. Zaś własna samoocena zależy wyłącznie od sprawczości. Bo nie mamy wątpliwości, że jesteśmy przyzwoici. To mnie doprowadziło do pytania, czemu ta moralność jest taka istotna.

          Dlaczego?
          – Bo lepiej się śpi. Tylko postępując moralnie, mogę być w pełni człowiekiem.

          Prof. Bogdan Wojciszke, rocznik 1952, polski psycholog, wykładowca akademicki, przeprowadził liczne badania dotyczące spostrzegania i oceniania ludzi. Autor książek, laureat wielu nagród, m.in. Ministerstwa Edukacji Narodowej i Polskiej Akademii Nauk, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

          wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,27305382,ludzie-religijni-uwazaja-ze-sa-bardziej-przyzwoici-badania.html

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka