Dodaj do ulubionych

Edukacja nie uczy nawet jak działa WC

29.07.21, 18:28
wyborcza.pl/magazyn/7,124059,27359480,liczby-sa-bezlitosne-dla-neoliberalow-i-ich-argumentow-na.html#S.W-K.C-B.3-L.1.maly
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Edukacja nie uczy nawet jak działa WC 30.07.21, 07:27
      Miłosz Wiatrowski

      Tak szczerze, to nie rozumiemy, jak działa ubikacja. Skąd przekonanie, że wiemy, jak działa ekonomia?

      Liczby są bezlitosne dla neoliberałów i ich argumentów "na chłopski rozum"

      W skali od 1 do 10 jak oceniasz poziom swojego zrozumienia tego, jak działają ubikacje? Pięć? Całkiem nieźle. Osiem? Gratuluję, jestem pod wrażeniem. Spróbuj teraz opisać krok po kroku wszystko, co wiesz o mechanizmie ich funkcjonowania. Następnie jeszcze raz oceń swoje toaletowe kompetencje.

      Jeśli po pytaniu pomocniczym chcesz zmienić pierwotną odpowiedź, to nie czuj się z tym źle. Jak wykazali w 2002 r. w podobnym eksperymencie dwaj psychologowie z Uniwersytetu Yale, problem tkwi w ludzkiej naturze. Mamy skłonność do zbyt optymistycznych ocen na temat naszego rozumienia otaczającej rzeczywistości.

      Dotyczy to zarówno tak trywialnych jej elementów jak toalety, suwaki czy zamki do drzwi, jak i mechanizmów społecznych. Spójrzmy na gospodarkę - system rządzący się nieporównywalnie bardziej złożonymi i dynamicznymi zasadami niż spłuczka w WC. Mimo to wszyscy żyjemy w przekonaniu, że na jakimś podstawowym poziomie rozumiemy, na czym polega ekonomia. Wiemy przecież, że wydawanie ponad stan źle się kończy, że jeśli musimy płacić większe podatki, to mniej nam zostaje, a jak komuś damy coś za darmo, to nie zawsze będzie ten prezent szanował.

      Zaletą tych mądrości jest prostota. Wadą – to, że mają bardzo ograniczone przełożenie na skomplikowane relacje w ramach systemów gospodarczych.

      Dobry przykład zgubnych skutków nadmiernego upraszczania stanowią opublikowane 10 lipca w „Wolnej Sobocie" rozważania Witolda Gadomskiego na temat przewagi polityk nastawionych na wzrost gospodarczy nad redystrybucją na podstawie większej progresji podatkowej pod tytułem „Od…podatkujcie się".

      Gadomski rozpoczyna od twierdzenia, że "trwałą poprawę sytuacji uboższych zapewnia wzrost gospodarczy, a nie dystrybucja dochodów. A mimo to PiS i lewica skupiają się na dzieleniu, a nie mnożeniu bogactwa".

      Jednak proste przeciwstawienie wzrostu gospodarczego i redystrybucji ma się nijak do obecnego stanu wiedzy w dziedzinie ekonomii.

      Czy Zandberg zhakował „Economista"
      „Niektóre formy redystrybucji nakładają bardzo niskie lub nawet ujemne koszty: eliminacja arbitralnych ulg podatkowych dla najbogatszych, finansowane z budżetu inwestycje publiczne, lepsza edukacja i system ochrony zdrowia.

      Wszystkie te rozwiązania mogą przyczynić się zarówno do zmniejszenia nierówności, jak i do zwiększenia wzrostu gospodarczego". To słowa nie Adriana Zandberga, Berniego Sandersa czy Jeremy'ego Corbyna, ale Martina Wolfa, naczelnego komentatora „Financial Timesa" – bastionu gospodarczego liberalizmu.

      Panujące do niedawna przekonanie, że ingerencja państwa w celu zmniejszania nierówności spowalnia gospodarkę, gdy wolny rynek rodzi wzrost, który podnosi poziom życia wszystkich, odchodzi do lamusa. W podobnym do Wolfa tonie wypowiadali się w ostatnich latach Angel Gurría, wówczas sekretarz generalny Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), czy Christine Lagarde - jako dyrektorka generalna Międzynarodowego Funduszu Walutowego i jako prezeska Europejskiego Banku Centralnego.

      Jakie alchemiczne zabiegi miałyby stać za magicznym mnożeniem poprzez dzielenie? By je zrozumieć, najpierw warto dokonać rozróżnienia pomiędzy wąsko rozumianą redystrybucją, czyli transferami socjalnymi takimi jak 500+ czy zasiłki dla bezrobotnych, a inwestycjami państwa w dobra wspólne takie jak edukacja czy ochrona zdrowia.

      Te drugie również finansowane są przez redystrybucję dochodów, ale poprawiają bezpośrednio jakość usług publicznych dla wszystkich.
      Stanowią też ważny silnik wzrostu gospodarczego – opracowanie ekspertów MFW „Redystrybucja, nierówności i wzrost" wykazało silną negatywną relację pomiędzy wzrostem gospodarczym a poziomem nierówności, wynikającą w dużej mierze ze złego stanu systemów edukacji i ochrony zdrowia w krajach o poważnym rozwarstwieniu.

      Okazuje się, że znaczące nierówności wpływają negatywnie i na tempo wzrostu w średniej perspektywie czasowej, i na długość okresów wzrostowych. Jednocześnie w danych nie widać bezpośredniej relacji pomiędzy redystrybucją koordynowaną przez państwo a spowolnieniem gospodarczym. Istnieje za to relacja pośrednia – redystrybucja zmniejsza nierówności, co w komplecie przekłada się na szybszy wzrost PKB.

      A na końcu obrywa lewica
      Nie oznacza to oczywiście, że zwiększanie sektora publicznego zawsze prowadzi do większej dynamiki gospodarczej ani nawet że nigdy nie odbija się na gospodarce negatywnie. Rozdawanie przez rządy Zjednoczonej Prawicy miliardów na Telewizję Polską, inicjatywy Tadeusza Rydzyka i Roberta Bąkiewicza czy wszelkiej maści „narodowe" fundacje nijak nie przyczynia się do zmniejszania nierówności, lepszej edukacji dla wszystkich czy sprawniejszego systemu ochrony zdrowia.

      Gadomski jednak nie ogranicza się do ataków na obóz rządzący. Krytykuje wszelkiej maści polityków, którzy „boją się mówić wyborcom prawdę, że ich los jest w ich rękach" i zamiast tego nawołują do redystrybucji, która „obiecuje rozwiązania cudowne": wszyscy dostaną więcej, a nie będą musieli więcej pracować. Cięgi zbiera zatem oczywiście lewica – „ideologiczna", „wyśmiewająca tanie państwo", nierozumiejąca gospodarki i obojętna na los przedsiębiorców.

      Szczególny protest wywołują zasiłki, które „zapewniają grupom wykluczonym z rynku pracy życie na przyzwoitym poziomie, ale nie gwarantują integracji, która oznacza szansę na awans, zwłaszcza dla dzieci. Szczodry system wręcz utrudnia awans grupom pozostającym na marginesie".

      Atak na redystrybucję nie jest zatem wyprowadzany z pozycji etycznych („to niemoralne, żeby odbierać jednym, a dawać drugim"), tylko z powodu jej rzekomej nieskuteczności w pomaganiu tym, do których jest skierowana. To dobrze, bo o ile spory aksjologiczne są z zasady trudne do rozstrzygnięcia, na pytanie: "Czy zasiłki pomagają ich beneficjentom oraz społeczeństwu jako całości", można poszukać empirycznej odpowiedzi.

      Przeciwnicy szczodrej polityki społecznej będą nią niewątpliwie zdumieni.
      Argument przeciw zasiłkom jest intuicyjny i dobrze przedstawiony w tekście "Od...podatkujcie się": ludzie otrzymujący wsparcie od państwa na poziomie pozwalającym na przeżycie są mniej zmotywowani do podjęcia byle jakiej pracy, nie wkładają wystarczającej energii w znalezienie posady, jako bezrobotni tracą umiejętności zawodowe, co kończy się ich trwałym wykluczeniem z rynku pracy.

      Pobieżny rzut oka na dane zdaje się potwierdzać "chłopski rozum" - dłuższy okres wypłacania zasiłków dla bezrobotnych faktycznie łączy się ze dłuższym okresem spędzonym na bezrobociu, zwłaszcza wśród osób szczególnie narażonych na wykluczenie: pracowników niewykwalifikowanych, samotnych matek, młodych ludzi. Wystarczy jednak wejść głębiej w przyczyny tego stanu, by zrozumieć, że przyczyną jest nie lenistwo czy niechęć do pracy, ale chęć znalezienia posady lepiej dopasowanej do kompetencji i doświadczenia.

      CDN...
      • diabollo Re: Edukacja nie uczy nawet jak działa WC 30.07.21, 07:28
        Zasiłki pomagają przedsiębiorcom
        Gadomski twierdzi, że "praca, nawet nisko płatna i wymagająca niewielkich kwalifikacji, jest pierwszym krokiem do integracji z resztą społeczeństwa. Jest szansą na podniesienie kwalifikacji, wykazanie się zdolnościami, na znalezienie pracy lepszej". Tymczasem wiele badań obnaża taką narrację jako fikcję. Ogromna część osób znajdujących się na samym dole rynku pracy zostanie tam na zawsze - źle płatna, nieatrakcyjna posada nie będzie stanowiła dla nich trampoliny, tylko wyrok.

        Długi okres wypłacania zasiłków stanowi poduszkę bezpieczeństwa, która pozwala na cierpliwe szukanie lepszej pracy i jednoczesne podnoszenie kompetencji. Pomaga to wszystkim – nie tylko osobie zainteresowanej, ale także pracodawczyni, która w rezultacie otrzymuje pracownika lepiej dopasowanego do potrzeb firmy, oraz pozostałym uczestnikom rynku pracy, bo posady odpowiadające ich kompetencjom nie są zajęte przez osoby nadmiernie wykwalifikowane. Rośnie produktywność gospodarki, firmy tracą mniej zasobów w wyniku częstego odchodzenia pracowników i przymusu wdrażania nowych.

        Dobrym przykładem takiego podejścia jest Dania wydająca niemal 2 proc. PKB na polityki wspierające rynek pracy, a więc czterokrotnie więcej niż średnia dla krajów rozwiniętych. Zasiłek dla bezrobotnych to 80 proc. poprzedniej pensji (oraz niemal 100 proc., gdy bezrobotni są rodzicami). Mimo to stopa zatrudnienia wynosi 74 proc. - osiem punktów procentowych powyżej średniej dla krajów OECD - a bezrobocie zaledwie 4,4 proc. Duńskie prawo pracy pozwala pracodawcom na stosunkowo łatwe zwalnianie pracowników, którzy jednak zachowują bezpieczeństwo finansowe dzięki zasiłkom.

        Dania nie jest zresztą żadnym magicznym wyjątkiem od reguły. Badanie przeprowadzone przez Bank Światowy w Turcji wykazało, że osoby otrzymujące zasiłek częściej wracają na rynek niż te, które zasiłku nie otrzymywały. Niedawne opracowanie ekonomistów z Georgetown University dostrzegło podobną relację na amerykańskim rynku pracy - przedłużenie zasiłku dla bezrobotnych "ma pozytywny wpływ na rynek pracy poprzez poprawienie dopasowania posady do kwalifikacji pracowników. Co ważne, korzyści te są największe dla kobiet, mniejszości oraz pracowników niewykwalifikowanych".

        Wbrew temu, co lubimy powtarzać, skomplikowana rzeczywistość społeczna (w tym gospodarcza) rzadko podlega uproszczonym „żelaznym prawom logiki". Za tym, co nimi nazywamy, zazwyczaj kryje się ideologicznie nacechowana narracja, której celem nie jest zrozumienie rzeczywistości, tylko naginanie jej do naszych przekonań.

        Łatwo jest powiedzieć „chcemy taniego państwa", „naszym celem powinno być mnożenie bogactwa, a nie jego dzielenie" albo „ludzie powinni brać odpowiedzialność za swój los, zamiast liczyć na darmowy lunch". Ale takie stwierdzenia to tanie moralizatorstwo. Na krok nie zbliżają nas do rozwiązania problemów społecznych i politycznych, z którymi musimy się mierzyć. Stać nas na więcej.

        wyborcza.pl/magazyn/7,124059,27359480,liczby-sa-bezlitosne-dla-neoliberalow-i-ich-argumentow-na.html#S.W-K.C-B.3-L.1.maly
        • diabollo Re: Edukacja nie uczy nawet jak działa WC 31.07.21, 09:23
          To tak jak tłumaczyłem swego czasu czcigodnemu Oby.watelowi menadry makroekonomii, że np. istnieje zależność i to wprost proporcjonalna długu publicznego od oszczędności sektora prywatnego, czyli im większe oszczędności sektora prywatnego, tym większy dług publiczy.
          Nie dało się.

          "Co ty pierdolisz? Osczędności to Dobro. Dług publiczny to Zło. Jak mam w kieszeni zaoszczędzoną stówę, to mogę kupić pół litra i obiad, ale nie mogę już kupić skrzynki wódki i dziesięciu obiadów".


          Kłaniam się nisko.
          • oby.watel Re: Edukacja nie uczy nawet jak działa WC 31.07.21, 12:34
            diabollo napisał:

            > To tak jak tłumaczyłem swego czasu czcigodnemu Oby.watelowi menadry makroekonom
            > ii, że np. istnieje zależność i to wprost proporcjonalna długu publicznego od o
            > szczędności sektora prywatnego, czyli im większe oszczędności sektora prywatneg
            > o, tym większy dług publiczy.
            > Nie dało się.
            >
            > "Co ty pierdolisz? Osczędności to Dobro. Dług publiczny to Zło. Jak mam w kiesz
            > eni zaoszczędzoną stówę, to mogę kupić pół litra i obiad, ale nie mogę już kupi
            > ć skrzynki wódki i dziesięciu obiadów".

            W miarę upływu czasu człowiek nabiera doświadczenia, coraz więcej wie, coraz więcej rozumie. Okazuje się, że nie każdy. Istnieją tacy, którzy z uporem "zawsze powtarzają" lub "wielokrotnie tłumaczą" te same brednie. Według nich na przykład szczepionki zabijają, a choroba nie, ziemia jest płaska, a za zmiany klimatu odpowiadają równie płaskie słońce, księżyc i i wypukłe wulkany.

            Podobno wystarczy dostatecznie długo wmawiać sobie, że czarne jest białe, żeby sadzę zacząć postrzegać jako śnieżnobiałą. Dlatego pozwól, że odpowiem tak, jak trzy lata temu (o pierdoleniu nie było mowy):

            Prezentowana przez Ciebie ekonomia polityczna socjalizmu ma się nijak do obecnej rzeczywistości. Aby istniał dług wystarczy więcej wydawać niż się zarabia, przyjacielu. Podobnie oszczędności sąsiada nie mają żadnego związku z kredytem który zaciągasz w banku.

            Nawet przedszkolak rozumie, że świat nie jest prosty, nie jest czarno-biały i to, co jest dobre w określonych okolicznościach jest szkodliwe w innych. Deficyt budżetowy to swego rodzaju kredyt inwestycyjny, który zostaje zaciągnięty na określone cele. Można oczywiście go nie brać, oszczędzać i inwestować dopiero wtedy, gdy zgromadziło się określoną kwotę, ale to znacznie wydłuży cały proces. Problem polega na tym, że jak się pieniądze wyda na przyjemności, to się nie zwrócą i nie będzie z czego zobowiązań spłacać. Skoro jednak spory odsetek społeczeństwa wierzy, że rząd ma własne pieniądze, nie pochodzące z budżetu, które może rozdawać bez obawy, że to zaburzy finanse państwa, to wiara w zbawienny wpływ zadłużania się staje się oczywista i zrozumiała. A ponieważ tę wiarę podtrzymują niedouczone albo cyniczne pismaki, więc nie dziwota, że populiści obiecujący złote góry wygrywają wybory.

            PiS z uporem debila przywołuje przykład Niemiec żeby uzasadnić skok na sądownictwo. Wybiorczy pismak miałby być gorszy? Poszukał i znalazł kraj, który pasuje do tezy i "polemizuje" aż mu się z pustego łba kurzy. Jaka wartość merytoryczna ma przykład kraju tak odmiennego kulturowo, w którym ani państwo nie dyma obywateli, ani obywatele nie oszukują państwa? Dziennikarzyna nie pokusiła się o odpowiedź na proste pytanie: dlaczego w Danii 2% PKB przeznacza się na walkę z bezrobociem, a nie rozdaje w postaci 500+? Czemu pismak nie wspomina na przykład o tym, że w Danii nie ma ustalanej odgórnie płacy minimalnej? Dlaczego nie wspomina o bezpłatnych stażach?

            (O)błędna polityka rządu, dodruk pieniądza, rozbuchane programy socjalne, podnoszenie płac pod publiczkę prowadzą do wzrostu inflacji. Inflacja to dodatkowy, ukryty podatek, który płacą wszyscy, ale najbardziej uderza w ubogich. Zbyt niewygodny temat dla pismaków?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka