Dodaj do ulubionych

Klub Jagielloński - bractwo siurkowe?

05.10.21, 08:35

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,100865,27647332,patriarchat-jest-szkodliwy-dla-wszystkich-i-dla-kobiet-i-dla.html?_ga=2.108200322.1865888625.1633330907-2069617137.1593408692#S.main_topic-K.P-B.3-L.3.glowka
Obserwuj wątek
    • oby.watel Re: Klub Jagielloński - bractwo siurkowe? 05.10.21, 14:55
      A kto wie jak to jest u kobiet wyzwolonych,a zwłaszcza lesbijek? Przecież w takim związku obie kobiety mają "więcej pracy" To się w statystykach liczy podwójnie? A związek chłopski? Tam żadna kobieta nie jest wyzyskiwana pod żadnym względem. Nie znam całego felietonu, ale odnoszę wrażenie, że jest tak rzetelny jak raport, który omawia. Prawdziwym bowiem źródłem problemów kobiet i nierówności jest chrześcijaństwo zbudowane wokół patriarchatu. Bozia jest chłopem i mimo, że ma synów, to nie ma żony, bo ich albo stwarza, albo płodzi z duchem świętym albo sam ze sobą.

      Oczywiście z Biblię można czytać i interpretować jak się chce, pomijać niewygodne fragmenty jak to czynią Świadkowie Jehowy i Kościół, ale to nie rozwiązuje problemu, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto odczyta tak, jak jest napisane. Poza tym panie wyzwolone ewidentnie przeginają pałę i domagają się już nie tyle równych praw ile przywilejów.
    • diabollo Re: Klub Jagielloński - bractwo siurkowe? 05.10.21, 19:50
      Kobiety można obwinić nawet za lenistwo mężczyzn. Bo jak baba nauczycielka ma im dawać przykład?

      Jak wynika z raportu "Przemilczane nierówności. O problemach mężczyzn w Polsce", to kiepska edukacja jest przyczyną współczesnych męskich problemów. Ale odpowiedzialnością za lenistwo i braki w wykształceniu chłopców autorzy raportu obwiniają emancypację, koedukację, a przede wszystkim sfeminizowanie zawodu nauczyciela

      Dlaczego ministrowie zdrowia zajmują się chorymi, choć przecież zdrowi też mają swoje problemy? Dlaczego polityka socjalna zajmuje się biedakami, choć i bogaci bywają nieszczęśliwi? Dlaczego ruchy i organizacje kobiece zajmują się dyskryminacją kobiet, choć dyskryminowanymi bywają i mężczyźni? Otóż dlatego, że to chorzy, biedni i kobiety mają znacznie więcej problemów niż zdrowi, bogaci oraz mężczyźni. Jak podają statystyki, kobiety mniej zarabiają, mają mniej praw i możliwości, są obciążone większą, a do tego nieodpłatną pracą domową, są znacznie częściej ofiarami przemocy oraz stereotypów, mają znacznie mniejszą reprezentację polityczną i znikomy wpływ opiniotwórczy. W kluczowych sprawach dla całych społeczności to nie one podejmują decyzje (polityczne, ekonomiczne), nie one dzierżą władzę i nie do nich należy 90 proc. światowego bogactwa. Przez setki lat kobiety pozbawione były jakichkolwiek praw i wolności, nie mogły się uczyć, pracować, pisać, cieszyć seksem. Gdy w XIX wieku zaczęły walczyć o swoje prawa, wyśmiewano je, wyszydzano, wsadzano do więzień. A gdy zdobyły ich część – okazało się, że stanowią zagrożenie dla mężczyzn, nad których losem troskliwie pochyla się Klub Jagielloński w wydanym właśnie raporcie „Przemilczane nierówności. O problemach mężczyzn w Polsce".

      Jego autor Michał Gulczyński ubolewa przede wszystkim nad edukacją, która jest przyczyną innych męskich problemów. Chłopcy znacznie gorzej się uczą, częściej spóźniają się na lekcje, wagarują, powtarzają klasy, nie umieją czytać ze zrozumieniem, rzadziej kończą licea i studia, rzadziej korzystają z międzynarodowej współpracy edukacyjnej. Są po prostu gorsi. Zdawać by się mogło, że konserwatyści powinni ich ganić za lenistwo, brak ambicji i wytrwałości oraz polecać znane od wieków konserwatywne metody zaradzenia złu („Rózeczką duch święty dziateczki bić radzi, rózeczka bynajmniej zdrowiu nie zawadzi"). Ale nie, dzisiejsi konserwatyści są bardziej nowocześni. Pragną zawrócić czas.

      Bo kto ponosi odpowiedzialność za lenistwo chłopców? Emancypacja, koedukacja, a przede wszystkim sfeminizowanie zawodu nauczyciela.
      Chłopcy nie mają męskich wzorców (przecież baba - nauczycielka - autorytetem być nie może), no i zapewne nabawiają się kompleksów, gdy widzą, że dziewczynki są lepsze. W raporcie nie ma słowa o tym, że sfeminizowanie zawodu nie jest wynikiem agresji kobiet na rynkach pracy, tylko niskich wynagrodzeń (podobnie jest w przypadku pielęgniarek, choć autor nie pisze, że sfeminizowanie tego zawodu powoduje więcej chorób u mężczyzn, a kierowany tą samą logiką mógłby). Wystarczy zwiększyć pensje nauczycielek (i pielęgniarek), a zawody te zaroją się od mężczyzn, zgodnie z regułą: tam gdzie władza, pieniądze i prestiż są mężczyźni, tam gdzie tych wartości brak – są kobiety.

      CDN...
      • diabollo Re: Klub Jagielloński - bractwo siurkowe? 05.10.21, 19:51
        Mężczyźni – ubolewa autor raportu – z powodu braku wykształcenia (i męskich wzorców) trafią do gorzej płatnych zawodów, częściej ich udziałem jest też bezrobocie. Mężczyźni – jak się okazuje – mniej zarabiają (???) i nie jest prawdą, że zajmują wyższe stanowiska, bo „w niektórych zawodach kobiety mogą być bardziej atrakcyjne dla pracodawców ze względu na chęć lub wymóg osiągnięcia wyznaczonych celów związanych z liczbowym stosunkiem reprezentantów obu płci". Pomysł dyskryminacji pozytywnej czy wymóg kwot prowadzą więc do jawnej dyskryminacji mężczyzn, a przede wszystkim „budzą w nich poczucie niesprawiedliwości", którego – jak się można domyślić - nie mieli, gdy podporządkowane i zależne od nich kobiety pozbawione były praw. I nie mają dziś, gdy widzą przemoc wobec kobiet oraz na przykład to, że większość politycznych decyzji dotyczących wszystkich obywateli i obywatelek podejmuje garstka mężczyzn (tych samych). Wszelako zajmowanie się płciowymi proporcjami władzy w zarządach czy polityce jest – według autora - problemem elitarnym i można go omijać.

        Mężczyźni znacznie częściej niż kobiety chorują, krócej żyją, skuteczniej popełniają samobójstwa, częściej bywają bezdomni. Prawda. Kobiety żyją dłużej, bardziej dbają o własne zdrowie (skuteczniej poddawały się obostrzeniom pandemicznym), mniej piją i rzadziej oddają się hazardowi. Można więc zadać pytanie, dlaczego nie rządzą? Lepiej przecież oddać nasz los w ręce tych, którzy czytają ze zrozumieniem, są lepiej wykształceni i mają mniej szkodliwych nałogów, niż tym, którzy nie posiadają wszystkich tych cech? Ale do takich refleksji autorowi raportu daleko. Coraz gorzej – według niego – wygląda sytuacja mężczyzn na rynku matrymonialnym. Kobiety są bardziej wykształcone, więc niechętnie wychodzą za mąż za nieuków, poza tym chętniej migrują ze wsi do miast, z Polski za granice, zwiększając tym samym swoje matrymonialne szanse. Mężczyźni tego nie robią. Prócz chorób cierpią więc na samotność. Stąd ruch inceli. Jeśli założą rodzinę, to jest ona niestabilna, bo kobiety przestały wypełniać swoje tradycyjne role. Poza tym – co jest już moją interpretacją - chcą nie tylko mężów, ale partnerów, a w Polsce liczba tych ostatnich jest zatrważająco niska przy ogólnej liczbie mężczyzn. Zwiększa się więc częstotliwość rozwodów, których domagają się kobiety. Autor słowem nie wspomina, że jest to często spowodowane zdradami mężczyzn, ich przemocą lub alkoholizmem, choć przyznaje, że to mężczyźni posiadają dzieci z wieloma partnerkami. Męskiej poligamii autor nie komentuje, zapewne by nie podpaść Jackowi Kurskiemu.

        Po rozwodzie ojcowie pragną się zajmować potomstwem, ale nie zawsze mogą, bo sądy są sfeminizowane, a więc… stronnicze. Jeśli wprowadzi się kwoty, to obecność mężczyzn przyczyni się do większej… bezstronności sądów.
        Trzeba przyznać, że ta odważna teza dotycząca stronniczości kobiet i bezstronności mężczyzn w sądownictwie rodzinnym może stać się użyteczna w reformatorskich planach ministra Ziobry. Wszak PiS korzysta z rad Klubu Jagiellońskiego. Obecność ojca jest ważna głównie z powodu pozytywnego wpływu na edukację synów (niekoniecznie dziewcząt). A o tę edukację należy zadbać, bo wyżej opisane zmiany „podważają spójność społeczną i znajdują odbicie w polaryzacji politycznej młodzieży" oraz „pogłębianiu się liberalnych poglądów gospodarczych". Autor nie zna albo woli przemilczeć badania, zgodnie z którymi owa polaryzacja polityczna polega na tym, że kobiety są bardziej nowoczesne, otwarte, proeuropejskie, prodemokratyczne i proekologiczne, natomiast „liberalne" poglądy młodych mężczyzn mają charakter radykalno-prymitywny na wzór takich męskich „autorytetów" jak Korwin czy Braun.

        Co więc robić? W rekomendacjach autor zaleca skupić się na edukacji mężczyzn w posegregowanych płciowo szkołach, dostarczyć im męskich wzorców (nauczyciele, ojcowie), nauczyć ich czytać ze zrozumieniem oraz dbać o własne zdrowie (zamiast edukacji seksualnej „nauka o zdrowiu", w ramach seksu mężczyźni sobie wszak poradzą). Czy celem tych rekomendacji jest przywrócenie patriarchalnego świata czy większy egalitaryzm społeczny? Bo jeśli to drugie, to warto w badaniach nad smutnym losem mężczyzn uwzględnić historię smutnego losu i teraźniejszości milionów kobiet.

        Fajnie by było, gdybyśmy razem, kobiety i mężczyźni, spróbowali sobie odpowiedzieć na pytania, kim dziś jesteśmy i dokąd zmierzamy, wiedząc, że czas nie płynie wstecz i że jesteśmy na siebie skazani, wzajem niezbędni, a bywa, że i razem szczęśliwi. I oby Klub Jagielloński wreszcie zrozumiał, że patriarchat jest szkodliwy dla wszystkich. I dla kobiet, i dla mężczyzn.

        www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/7,100865,27647332,patriarchat-jest-szkodliwy-dla-wszystkich-i-dla-kobiet-i-dla.html?_ga=2.108200322.1865888625.1633330907-2069617137.1593408692#S.main_topic-K.P-B.3-L.3.glowka

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka