Dodaj do ulubionych

HiT pana ministra od Oświecania Narodu

23.10.21, 03:58
Historycy skaczą z radości
Nikogo zatem nie zdziwiło, gdy kolega historyk cieszył się jak dziecko. „Nareszcie – mówił – wyrobię się z materiałem. Nigdy nie miałem czasu na najnowszą historię, a teraz będę miał do tego specjalny przedmiot. Więc jak tu się nie cieszyć?”. Ktoś zwrócił mu uwagę, że będzie musiał tłumaczyć dzieciom, iż Wałęsa był agentem Bolkiem, a komunizm obalili bracia Kaczyńscy, ale kolega nie traktował tego poważnie. „Dam radę. Najważniejsze są dodatkowe godziny”.


www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/2140350,1,historyk-bedzie-pomagierem-wladzy-po-to-jest-nowy-przedmiot.read?src=mt

(mam nadzieje, że jest dostępne w całości, bo zabawne; jeśli nie jest - dajcie znać i wkleje...)
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: HiT pana ministra od Oświecania Narodu 23.10.21, 09:23
      Dzięki, czcigodny Walmarcie.
      Niestety nie widać całego artykułu.
      Ta prymitywna propaganda historyczno-katolicko-faszystowska akurat w dłuższym okresie może okazać się pozytywna jako odtrutka na te miazmaty nacjonalistyczne i faszystwoskie, które dzisiaj polityczne hulają i są wręcz politycznymi samograjami. PISda może kraść zupełnie bez precendensu, ale "obrona polskich granic" przed "islamem" daje im licencję na niespotykaną kradzież i korupcję.

      Katoprawicowy reżim jest strasznie głupi, ale okazał się i tak mądrzejszy od naszej lybelalnej yntelygencji że zdobył rząd dusz większości ludu, a nasza lybelalna ynteligecja ten rząd dusz straciła i ciągle nie rozumie dlaczego?
      I nierozumie, że ma to coś wspólnego z jej dogmatyzmem i wiarą w świętego Jana-Pawła-Balcerowicza-Olbrzymiego. Że nie rozumie historii Zachodu, np. że to nie Reagan i Thatcher potęgę Zachodu zbudowali, tylko że oni ten Zachód zrujnowali.

      Kłaniam się nisko.
        • walmart.ca Re: HiT pana ministra od Oświecania Narodu 23.10.21, 11:50
          Nauczanie historii i teraźniejszości (HiT) będzie polegało na zakładaniu nastolatkom klapek na oczy. Macie nie widzieć i nie rozumieć, co się dzieje w tym kraju. Macie nie pojmować, co władza z nami wyrabia.
          Kiedy Przemysław Czarnek zapowiedział wprowadzenie do szkół ponadpodstawowych nowego przedmiotu – historii i teraźniejszości – nieliczni nauczyciele puknęli się w głowę. Większość pozazdrościła historykom. Każdemu przedmiotowcowi przydałby się taki prezent od ministra. Szczególnie w klasie maturalnej.

          Polonista chciałby mieć „literaturę i teraźniejszość”, geograf „geografię i teraźniejszość”, a biolog – „biologię i teraźniejszość. Podobnie chemik, fizyk czy matematyk. Nie wyrabiamy się z realizacją podstawy programowej, dlatego każdą godzinę przyjmiemy z wdzięcznością. Nauczyciele nie będą więc zaglądać Czarnkowi w zęby, gdy zechce nam coś dać. Bierzemy, dziękujemy i prosimy o więcej takich prezentów.

          Historycy skaczą z radości
          Nikogo zatem nie zdziwiło, gdy kolega historyk cieszył się jak dziecko. „Nareszcie – mówił – wyrobię się z materiałem. Nigdy nie miałem czasu na najnowszą historię, a teraz będę miał do tego specjalny przedmiot. Więc jak tu się nie cieszyć?”. Ktoś zwrócił mu uwagę, że będzie musiał tłumaczyć dzieciom, iż Wałęsa był agentem Bolkiem, a komunizm obalili bracia Kaczyńscy, ale kolega nie traktował tego poważnie. „Dam radę. Najważniejsze są dodatkowe godziny”.

          W pełni rozumiem historyka. Sam też na lekcjach języka polskiego nie wyrabiam się z podstawą programową. Na szczęście mam dodatkowy przedmiot: filozofię. Tak prowadzę lekcje filozofii, aby pomóc uczniom lepiej przygotować się do matury z polskiego. Gdybym nie miał tego przedmiotu, byłoby mi bardzo trudno zdążyć. Nawet nie chcę myśleć, jak to jest nie mieć przedmiotu pomocniczego. I tak właśnie rozumują historycy: prezent Czarnka będzie przedmiotem pomocniczym do nauczania historii. Nikt nie bierze pod uwagę, iż może być odwrotnie.

          Szkoła jako instytucja pomocnicza
          Pisowscy działacze nie ukrywają, że PiS potrzebuje szkoły, aby wygrywać wybory. Młodzież nie zna najnowszej historii, zatem nie wie, kto stał tam, gdzie stało ZOMO, kto miał dziadka w Wermachcie, kto naprawdę skakał przez płot i obalał komunizm. Z powodu braku tej wiedzy młodzież nie rozumie programu PiS, ulega lewackiej ideologii i niewłaściwie głosuje. Dlatego szkołę czeka reforma wszystkiego. Historykom tylko się wydaje, że Czarnek daje im dodatkowe narzędzie – nowy przedmiot – aby lepiej przygotować uczniów do matury z historii. Tu nie chodzi o maturę.

          Szkoła jest traktowana przez PiS jako instytucja pomocnicza do wpajania ideologii pisowskiej. Historyk będzie pomagierem władzy, dlatego dostaje nowy przedmiot i więcej godzin. Ta zmiana nie służy rozwijaniu kompetencji uczniów, które przydałyby im się we współczesnym świecie. Raczej im te kompetencje odbiera. Nauczanie historii i teraźniejszości będzie polegało na zakładaniu nastolatkom klapek na oczy. Macie nie widzieć i nie rozumieć, co się dzieje w tym kraju. Macie nie pojmować, co władza z nami wyrabia. Historycy powinni zrozumieć, że nowy przedmiot nie jest prezentem, lecz zjadliwą trucizną, którą PiS każe im podać młodzieży. Nauczyciele przed czymś takim raczej powinni uczniów chronić.

          ZNP ostrzega przed Czarnkiem
          Zarząd Główny ZNP opublikował nagranie, w którym ostrzega nauczycieli, aby nie ufali Czarnkowi. Gdy minister coś daje, trzeba się temu bardzo uważnie przyjrzeć. Należy obejrzeć Czarnkowi nie tylko zęby, ale prześwietlić go od stóp do głów, wręcz zajrzeć pod ogon, bo na pewno w tej propozycji kryje się coś złego i zdradliwego. Gdy zatem minister jednym nauczycielom daje, to przecież innym musi zabrać. I właśnie o to zapytałem kolegę historyka: „Komu Czarnek odbierze godziny, aby dać je historykom? Jakiego przedmiotu jest za dużo?”.

          Kolega odpowiedział, że w ogóle tak nie myśli. Nikomu minister nie będzie odbierał. Po prostu dorzuci do planu lekcji dodatkowe dwie godziny w tygodniu od pierwszej do ostatniej klasy. Problem w tym, że już teraz uczniowie mają 36–38 lekcji w tygodniu. Gdy wróci obowiązkowa religia lub etyka i dojdzie nowy przedmiot, uczniowie będą mieć 40 obowiązkowych godzin, po osiem lekcji dziennie. A przecież to nie jest koniec nauki, są jeszcze zajęcia dodatkowe, np. koła zainteresowań, oraz prace domowe. Nauka uczniom zajmuje więcej niż osiem godzin dziennie. Minister będzie musiał jakiś przedmiot usunąć albo dwóm–trzem odjąć po godzinie, inaczej historia i teraźniejszość nie zmieści się w planie.
          • walmart.ca Re: HiT pana ministra od Oświecania Narodu 23.10.21, 11:51
            PiS stawia na przedmioty narodowe
            Jeśli historyk albo polonista chce zdenerwować matematyka, fizyka czy chemika, zabiera uczniów na całodniowe wydarzenie patriotyczne. Matematyk, fizyk i chemik protestują, ale z każdym rokiem pisowskiej władzy coraz ciszej. Co bowiem dzieciom po znajomości twierdzenia Pitagorasa, praw Newtona albo wiązań atomowych, gdy mają szansę wzmocnić swój patriotyzm na wykładzie o żołnierzach wyklętych? Co po sukcesach matematycznych, gdy dziecko nie kocha Boga i ojczyzny? Już dziś nauczyciele przedmiotów ścisłych są bezradni, gdy tracą godziny z powodu coraz to nowych akcji patriotycznych. Obawiam się, że pies z kulawą nogą nie ujmie się za matematykami, fizykami czy chemikami, gdy minister zabierze im po godzinie i da historykom.

            Oczywiście w dużych miastach mogą być protesty, ale w małych miejscowościach wszyscy będą zadowoleni. I dyrektor szkoły: bo historyka łatwiej znaleźć niż matematyka. I uczniowie: bo nauka patriotyzmu przychodzi łatwiej niż matematyki. I rodzice: bo dzieci będą miały więcej dobrych ocen. Zresztą nawet w Łodzi, gdy zwróciłem uwagę, że historia i teraźniejszość zostanie wprowadzona kosztem przedmiotów niepatriotycznych (matematyki, fizyki, chemii, a nawet biologii), usłyszałem, że to typowo lewackie gadanie. Młodzież nie zna historii swojego kraju, więc nowy przedmiot jest bardzo potrzebny. Z matematyki i tak wszyscy chodzą na korepetycje.

            Historia i teraźniejszość – nie tylko dla uczniów
            Pamiętam czasy, kiedy lekcja wychowawcza w liceum odbywała się co drugi tydzień (lata 90. XX). Po upadku PRL nastroje w szkołach były takie, aby nie wychowywać. Nauczyciele mają uczyć, a wychowanie to sprawa domu. Spodziewano się, że niebawem będzie tylko jedna lekcja wychowawcza w miesiącu, wyłącznie w celach organizacyjnych, a nie wychowawczych.

            Celem ówczesnych zmian miało być całkowite usunięcie ze szkół średnich wychowania, zatem także lekcji z wychowawcą. Teraz jest inaczej. Wychowanie narodu obecna władza uznaje za obowiązek państwa. Odpowiednio przygotowani nauczyciele będą wychowywać nie tylko uczniów, ale być może także rodziców. Bo niektórzy rodzice zdaniem PiS są niewychowani w sprawach najważniejszych, czyli narodowych. Dlatego kurator musi ich kontrolować, oceniać, czy chcą właściwej nauki dla swoich dzieci.

            Już teraz w statutach szkół można zobaczyć rozdział „Obowiązki rodziców”, a w nim kuriozalne zapisy, że rodzic musi to czy tamto. Być może w takim statucie znajdzie się niebawem zapis, że rodzic też musi znać najnowszą historię Polski, aby właściwie rozumieć teraźniejszość. Czy nie tylko uczniów, ale także rodziców czeka reedukacja? Historia i teraźniejszość może się okazać przedmiotem obowiązkowym dla wszystkich: dzieci i dorosłych. I to byłby ten „hit”, o którym mówi Czarnek.

            www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/2140350,1,historyk-bedzie-pomagierem-wladzy-po-to-jest-nowy-przedmiot.read?src=mt

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka