Dodaj do ulubionych

Trochę historii nieszkolnej...

30.10.21, 15:33
wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,27735923,pilsudski-i-dmowski-wspolnie-pacyfikowali-ukraincow.html#S.W-K.C-B.4-L.1.maly
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Trochę historii nieszkolnej... 31.10.21, 09:50
      Piłsudski i Dmowski wspólnie pacyfikowali Ukraińców
      Mirosław Czech

      Za rozprawą z Ukraińcami stała nie tylko sanacja Piłsudskiego, ale również endecja Dmowskiego. A w tle tych wydarzeń byli Sowieci, papież i niektórzy europejscy rabini. I to nie Putin wymyślił wspieranie ruchów skrajnie prawicowych w Europie jako taranu dla rosyjskiego imperializmu.

      „Oparta na rozkazie Piłsudskiego «pacyfikacja» Małopolski trwała 10 tygodni, od 16 września do 30 listopada 1930 r. (…). «Represje policyjne» ograniczano do rewizji w poszukiwaniu broni lub tajnych nici organizacyjnych – przeważnie w czytelniach i sklepach spółdzielczych (…); w wypadkach hardego stawiania się dokonywano «rewizji dokuczliwej» (np. w sklepach wsypywano sól do cukru lub «przez pomyłkę» polewano mąk naftą, co też było tylko naśladowaniem metod, stosowanych przez Ukraińców); bito – policyjnymi pałkami gumowymi – tylko w razie czynnego oporu (…). Przez cały czas «pacyfikacji» nie oddano ani jednego strzału, choć nieraz spotykano się ze strony Ukraińców z próbami zbrojnego oporu; karano za to tylko biciem; nie było też ani jednego wypadku śmierci, nie spalono też ani jednej ukraińskiej zagrody, ani jednego nawet stogu siana, choć Ukraińcy stosowali tę metodę jeszcze w trakcie «pacyfikacji»".

      W ten sposób pacyfikację Galicji Wschodniej przez oddziały Wojska Polskiego i policji opisał Władysław Pobóg-Malinowski w swojej klasycznej „Historii politycznej Polski. Okres 1914-1939". Wyznaczył obowiązujący do dziś standard w historiografii polskiej. Podobnie jak obowiązuje jego teza, że pacyfikacja była odpowiedzią na „akcję sabotażową" (podpalenia mienia prywatnego i państwowego, zniszczenia sieci elektrycznej) ukraińskiego podziemia – Ukraińskiej Wojskowej Organizacji [UWO] i Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów [OUN]. Tych tez nie kwestionuje też zdecydowana większość ukraińskich historyków.

      Pomimo upływu 81 lat „akcja sabotażowa" i „pacyfikacja" to tematy powracające w polsko-ukraińskich dyskusjach o przeszłości. Jako koronny dowód terroryzmu ukraińskich nacjonalistów, który doprowadził do czystki etnicznej Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej podczas II wojny światowej – to historycy polscy. Bądź jako uzasadnienie tezy o represyjnej polityce II RP, która stała się źródłem „słusznego gniewu" ukraińskiego ludu – to historycy ukraińscy.

      To obraz zafałszowany, bo przebieg wydarzeń z 1930 r. był inny, podobnie jak dłuższa była lista aktorów. Oprócz sanacyjnej władzy i ukraińskich konspiratorów, byli to Sowieci i sekundujący im polscy narodowi demokraci, a także papież, arcybiskup Cantenbury, przywódcy żydowskich wspólnot religijnych i hierarchowie greckokatoliccy z II RP. A także buntujący się przeciwko kolektywizacji w ZSRR chłopi ukraińscy, represjonowana w tym czasie ukraińska inteligencja oraz emigracyjne władze Ukraińskiej Republiki Ludowej i ukraińscy politycy z II RP.

      Opublikowane na Ukrainie i w Rosji dokumenty sowieckiej dyplomacji, Armii Czerwonej, wywiadu cywilnego i aparatu represji (OGPU/NKWD) pozwoliły odtworzyć podstawowe fakty, ułożyć je w logicznej kolejności i odsłonić w miarę spójny obraz wypadków. Wnioski, jakie można wyciągnąć na ich podstawie, zachowują aktualność również dla naszych czasów. W sposób jednak odmienny, niż piszą o tym badacze przeszłości i powtarzających ich tezy politycy.

      Jak dobrze, że Rusini palą!
      We wstępie do pierwszego tomu dokumentów o pacyfikacji Galicji Wschodniej pt. „Pacyfikacja Hałyczyny 1930 r. Dokumenty. Tom 1" (Wydawnictwo Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego, Lwów 2019) Roman Wysocki wykazał kilka kluczowych rzeczy. W związku z nasilającym się kryzysem ekonomicznym pożary wywołane podpaleniami wybuchły na terenie całego kraju, a jednak Piłsudski nakazał spacyfikować wyłącznie rejony zamieszkane przez Ukraińców.

      Powodem nasilenia się podpaleń w całym kraju była ekonomia: ceny płodów rolnych poleciały w dół, więc część właścicieli gospodarstw rolnych uznała, że wyjściem z sytuacji jest uzyskanie ubezpieczenia.
      Według ówczesnych badań w 1930 r. w centrum Polski liczba pożarów wzrosła o 15 proc. w stosunku do roku poprzedniego, na południu o 13 proc., zaś na wschodzie jedynie o 7 proc.

      Nawet dla polskiego MSW autorami zdecydowanej większości podpaleń nie byli członkowie ukraińskiego podziemia. Ministerstwo doliczyło się 180 sabotaży (gros w okresie lipiec-październik): do „na pewno" wykonanych przez UWO zaliczono 14, za „sabotaże przypuszczalnie ze strony UWO" uznano 125 przypadków, zaś w 41 przypadkach „nie stwierdzono czy to sabotażowe podpalenia". Ale już na użytek akcji międzynarodowej (po skargach wniesionych w latach 1931-32 na forum Ligi Narodów przez ukraińskie środowiska z II RP i emigracji) polskie władze nie bawiły się w takie subtelności: sabotaży „ukraińskich terrorystów" miało być 191, z czego 19 to zamachy na mienie państwowe, zaś 172 – na mienie prywatne. I te liczby powtarzają opracowania historyczne i podręczniki.

      CDN...
      • diabollo Re: Trochę historii nieszkolnej... 31.10.21, 09:53
        Wbrew ocenie Pobóg-Malinowskiego o braku ofiar śmiertelnych podczas pacyfikacji zabito od siedmiu do 35 osób, pobito kilka tysięcy, zaś aresztowano 1739 osób, w tym kilkunastu księży greckokatolickich. Bez postawienia jakichkolwiek zarzutów zwolniono 830 osób, sprawy 909 osób przekazano sądom, w więzieniu osadzono 211 osób. Na koniec marca 1931 r. skazano jedynie 28 osób, oskarżając je o przynależność do podziemia i działanie na szkodę państwa. Mizernie, jak na „wielką akcję terrorystyczną", która w opinii polskich historyków miała zatrząsnąć podstawami bezpieczeństwa II RP.

        Wysocki wykazał, że celem przeprowadzenia pacyfikacji było zwiększenie poparcie dla sanacji przed rozpisanymi na listopad wyborami parlamentarnymi. W 1930 r. Polska była pogrążona nie tylko w kryzysie gospodarczym, lecz również politycznym. W czerwcu Centrolew (koalicja lewicy i centrum) zorganizował w Krakowie Kongres Obrony Prawa i Wolności Ludu z hasłem obalenia dyktatury Piłsudskiego. Władza przeszła do kontrofensywy – na demonstracje i strajki odpowiedziano siłą, zaś 25 sierpnia Piłsudski został premierem. Kilka dni później rozwiązał parlament i nakazał uwięzić w Twierdzy Brzeskiej 12 liderów opozycji.

        O spacyfikowaniu Ukraińców zdecydowano co najmniej dwa miesiące wcześniej.

        W dniu 5 lipca płk Walery Sławek (ówczesny premier) w liście do przyjaciela wyłożył strategię władzy: BBWR ma poparcie kleru, „więc zwyciężymy".
        A „we Wschodniej Małopolsce wysunięte będzie hasło: wszyscy Polacy (nie zaś partie) poprzyjcie razem w walce z anarchią ruską. (Jak to dobrze, że ci Rusini palą!)".

        Ukraińcy, jak napisano wyżej, „palili" jednak mało – w lipcu MSW doliczyło się 6 (sic!) zdarzeń uznanych za sabotaże, w tym jednego „usiłowania sabotażu". Ale władza już wiedziała, że Ukraińcy „palą!". I że na owo „palenie" trzeba odpowiedzieć siłą, by Polaków zmobilizować do „walki z anarchią ruską". Strategia sanacji okazała się skuteczna. W Galicji Wschodniej i na Wołyniu nastąpiło „patriotyczne wzmożenie" – zawiązał się Związek Obrony Kresów Wschodnich, skupiając organizacje kombatanckie, społeczne i młodzieżowe. Nie bacząc na nienawiść do Piłsudskiego, w sukurs sanacji pospieszyła endecja – w Galicji Wschodniej obydwa ugrupowania zawarły sojusz wyborczy.

        OUN przeżywa ciężki kryzys
        Opisując wydarzenia 1930 r., historycy nie mogą się zdecydować, kto odpowiada za „akcję sabotażową" – UWO czy OUN? Na pozór to różnica niewielka, bo UWO uznawana jest za bezpośrednią poprzedniczkę OUN z jednym przywódcą – płk. Jewhenem Konowalcem. W warunkach 1930 r. była to jednak różnica zasadnicza. UWO powstała w 1920 r. i była formacją zbrojną, jej trzon stanowili weterani ukraińskich formacji wojskowych z czasu walk o niepodległość Ukrainy. OUN powołano w styczniu 1929 r. w Wiedniu (a więc na emigracji) jako ugrupowanie polityczne, z oparciem na młode pokolenie.

        OUN rodziła się z ogromnymi problemami. Pod koniec kwietnia 1930 r. w liście do sekretarza Prowidu (Kierownictwa) OUN Konowalec utyskiwał: „W OUN zaczynamy przeżywać wielki kryzys. Zajęliśmy pozycję skrajną, wypowiedzieliśmy wojnę wszystkim wokół [działającym legalnie partiom i organizacjom – red.] i rzeczywiście od wszystkich się odizolowaliśmy. Ale dzisiaj się przekonujemy, że wzięliśmy za wysoki ton. Stało się dla nas jasne, że nie mamy ludzi, którzy mieliby możliwość, zdolności intelektualne, cierpliwość i wytrzymałość utrzymania raz zajętych pozycji".

        W zamyśle Konowalca OUN miała pełnić rolę politycznej „nadbudowy" – organizacji jednoczącej Kraj (ziemie zamieszkałe przez Ukraińców w Polsce, ZSRR, Rumunii i Czechosłowacji) z emigracją w Europie, Ameryce Północnej i Południowej. W sytuacji, gdy partie polityczne uznały realia i skupiły się na uzyskaniu autonomii w krajach swojego zamieszkania, nacjonaliści mieli być formacją „rewolucyjną", propagować hasło niepodległości i zjednoczenia ziem ukraińskich w jednym państwie. OUN miała przy tym działać legalnie, we wrześniu 1930 r. (czyli już podczas pacyfikacji) Konowalec planował udział organizacji w wyborach parlamentarnych w Polsce.

        Jeżeli zatem jakaś struktura miała zaplanować i przeprowadzić „akcję sabotażową", to UWO. Ale UWO na pewno akcji ani nie zaplanowała, ani też nie przeprowadziła, bo kierownictwo i struktury krajowe były zajęte innymi sprawami. Latem 1930 r. szefem Senatu UWO (trzyosobowe kierownictwo polityczne krajowych struktur organizacji) został płk Andrij Melnyk – weteran walk o niepodległość Ukrainy i komendant UWO w latach 1923-24, więziony do 1929 r. Melnyk był szwagrem Konowalca i jego najbardziej zaufaną osobą, a po jego zabójstwie przez funkcjonariusza NKWD w maju 1938 r. objął kierowanie OUN.

        Sowiecki wywiad, dzięki rozgałęzionej agenturze, był poinformowany o działaniach i naradach UWO. W jednym z meldunków agent poinformował, że w maju w czasie jednego z zebrań Melnyk miał stwierdzić, że „odpowiedzialność za przyszłość narodu ukraińskiego spoczywa na barkach zebranej grupy UWO. Wydarzenia ostatnich dni w Polsce i ZSRR dowodzą, że wojna jest blisko. W tej wojnie UWO powinna wziąć aktywny i zorganizowany udział. UWO wspólnie z UNDO prowadzą działalność ukierunkowaną na wyzwolenie narodu ukraińskiego i w tym celu tworzą samodzielny legion ukraiński – niezależną armię ukraińską poza granicami Polski. Polska będzie związana układem, zgodnie z którym wszystkich Ukraińców służących w armii polskiej i chcących wstąpić do zagranicznego wojska ukraińskiego, Polacy powinni zwolnić z szeregów swojego wojska. Wszyscy zaś ochotnicy zostaną przepuszczeni przez terytorium Polski do miejsca formowania się legionu".

        Sowiecki wywiad niczego nie zmyślił. O groźbie rychłego wybuchu wojny i sprawie „legionu ukraińskiego opowiemy dalej. UWO rzeczywiście była ściśle związana z „sektorem legalnym" – przede wszystkim z Ukraińskim Zjednoczeniem Narodowo-Demokratycznym (UNDO), najsilniejszą ukraińską partią polityczną w II RP. UNDO powstało w 1925 r. i dysponowało silnym zapleczem parlamentarnym – po wyborach z 1928 r. w Sejmie i Senacie zasiadło jej 35 parlamentarzystów. Znamienne jest to, że polskie władze impet pacyfikacji skierowały właśnie przeciwko UNDO, jej politykom, kierowanym przez jej działaczy organizacjom, szkołom i spółdzielniom. Po rozwiązaniu Sejmu i Senatu aresztowano 21 byłych już posłów i 3 senatorów. Wśród nich Dmytra Łewyckiego – przewodniczącego partii, w Twierdzy Brzeskiej osadzono 5 ukraińskich parlamentarzystów.

        Głupi ma szczęście
        Konowalec uznał, że polskie represje i ich propagandowe uzasadnienie (odpowiedź za działania „ukraińskich terrorystów") stworzyły wrażenie siły podziemia i tym samym OUN uzyskała wspaniałą okazję do postawienia sprawy ukraińskiej na forum międzynarodowym. Po raz pierwszy od 15 marca 1923 r., gdy decyzją Rady Ambasadorów Entanty Galicja Wschodnia formalnie weszła w skład II RP. Ale warunkiem „politycznej kapitalizacji" (termin Konowalca) polskich represji było wzięcie odpowiedzialność za „akcję sabotażową" przez UWO i OUN.

        CDN...
        • diabollo Re: Trochę historii nieszkolnej... 31.10.21, 09:54
          W listopadowym (czyli wydanym ex post) numerze „Surmy" (miesięcznik UWO drukowany na Litwie) opublikowano oświadczenie Komendy Głównej UWO, w którym sabotaże określono mianem jej „drugiego aktywnego wystąpienia" („pierwsze wystąpienie" miało miejsce w 1922 r.). I nakazano zakończenie „akcji sabotażowej", ponieważ osiągnęła już zamierzony cel. Taktyka postawiona na głowie – dziwili się ukraińscy krytycy działań podziemia. UWO wszczęła „akcję sabotażową", gdy nie było dla niej powodu, lecz kiedy taki powód się znalazł w postaci polskich represji, wówczas podziemie podkuliło ogon. W czasie pacyfikacji nie doszło bowiem do żadnego aktu skierowanego przeciwko polskiemu wojsku, policji i administracji.

          Wzięcie przez UWO odpowiedzialności za „akcję sabotażową" było prezentem dla władz polskich, z czego skorzystano na forum Ligi Narodów. W uchwale LN ze stycznia 1932 r., kończącej rozpatrywanie skarg na represje II RP wobec Ukraińców, potępiono co prawda zastosowania siły przeciwko ludności cywilnej, lecz zarazem uznano, że przyczyną była „akcja rewolucyjna" podziemia ukraińskiego. Lobbując taki zapis, polska dyplomacja przypięła symboliczny order OUN jako organizacji rewolucyjnej właśnie, a nie legalistycznej, która za miskę soczewicy sprzedaje interes narodowy Ukraińców. Tak jak to czyniły – w myśl późniejszej propagandy OUN – ukraińskie partie polityczne i cały „sektor legalny" w II RP.
          W Prowidzie OUN sprawa deklaracji o wzięciu odpowiedzialności za „akcję sabotażową" wywołała ostry spór. Dmytro Andrijewśkyj, referent polityczny organizacji, pisał do Konowalca: „OUN jest organizacją rewolucyjną, lecz to nie znaczy, że musi być terrorystyczna i przyznawać się do aktów, których sama się nie dopuściła". I dowodził: „Co innego, gdyby chodziło o manifestacje z jasno wyrażoną i dla obcokrajowców oczywistą treścią narodową i polityczną. Te można by zaliczyć na poczet organizacji politycznej. Inna sprawa, gdy chodzi o podpalenia, niszczenie mienia prywatnego. Wiemy, że i to może mieć swój sens, ale dla obcych to jedynie żakeria".

          Konowalca ubodło słowo „żakeria", ale przeforsował swoje stanowisko.

          Przeważył argument, że w sytuacji, gdy Polacy uderzyli w podstawy życia narodowego Ukraińców i dążą do likwidacji UWO, nie można bawić się w subtelności.
          Tym bardziej że partie polityczne i greckokatolicki metropolita Andrzej Szeptycki z pozostałymi biskupami potępili sprawców podpaleń. A więc poniekąd zdradzili ofiary represji – podsumował.

          Szukając sprawców „akcji sabotażowej", historycy (zgodnie z legendą stworzoną przez samych nacjonalistów) wskazują na „Junactwo OUN" („Młodzież OUN"). Ale to również nieprawda. W referacie przygotowanym przez „Junactwo" na konferencję organizacji w Pradze (lipiec 1932 r.) stwierdzono bez owijania w bawełnę: „«Głupi ma szczęście». Ukraińskiej rewolucji z pomocą przyszła jeszcze większa głupota Polaków, którzy jak wiadomo z przyczyn wyborczych poszli na pacyfikację. A następnie zagranicą byli zmuszeni podarować ukraińskiej rewolucji to, czego na Ziemiach Zachodnioukraińskich [ziemie II RP zamieszkałe przez Ukraińców – red.] osiągnąć nie była w stanie: kapitał moralno-polityczny zarówno z sabotaży, jak i z pacyfikacji".

          Satysfakcja z braku mądrości innych była ślepa na jedno oko: nad głupotą ukraińską i polską pilnie czuwał „ten trzeci".

          „Nieprzewidywalny" Piłsudski, czyli prawdziwe powstanie chłopskie
          Lata 1929-30 to początek pierwszego planu pięcioletniego i „Wielkiego Przełomu" w ZSRR – budowy ogromnego przemysłu zbrojeniowego, przyspieszonej kolektywizacji rolnictwa i „likwidacji kułaka jako warstwy społecznej". Na Kremlu obawiano się wybuchu powstań chłopskich, szczególnie na Ukrainie, pamiętając o fali powstań, które rozlały się po kraju w latach 1921-22 w proteście przeciwko polityce komunizmu wojennego. W styczniu 1930 r. w wytycznych dla struktur obwodowych OGPU (Zjednoczony Główny Zarząd Polityczny – instytucjonalny następca osławionej „czerezwyczajki"-WCzKa) stwierdzono:

          „Polski faszyzm – zarówno jako instrument w rękach organizatorów bloku antysowieckiego, głównie tzw. wielkich mocarstw, jak i określona koncepcja polityczna, której zasadniczym kośćcem jest ekspansja na Wschód, urzeczywistnienie federacji polsko-litewsko-ukraińskiej, najczynniej popiera kontrrewolucję ukraińską. Jeśli petlurowców [Symon Petlura – przewodniczący Dyrektoriatu Ukraińskiej Republiki Ludowej, w 1920 r. zawarł układ z Józefem Piłsudskim – red.] należy uznać za podstawową, najsilniejszą organizację emigracyjną, to w Polsce jest ona najbardziej skoncentrowana".

          Według moskiewskiej centrali Polska przygotowuje się do okupacji Prawobrzeżnej Ukrainy: „1. „Bezpośrednie przygotowania wojskowe, szkolenie oficerów petlurowskich w polskich szkołach, ewidencjonowanie wszystkich petlurowskich kadr wojskowych, itp. 2. Przyłączenie haliczan do wspólnej z petlurowcami czynnej akcji antysowieckiej". Ta druga kwestia miała być związana ze zmianą polityki UNDO, które przyłączyło się do ugody polsko-petlurowskiej. Polacy – napisano dalej – polecili petlurowcom zorganizować „bliżej wiosny 1930 roku" powstania chłopskie. Na Ukrainę „wysłano, nielegalnie lub legalnie jako repatriantów, dziesiątki agentów i pewną ilość grup partyzanckich".

          Nie były to przysłowiowe „strachy na Sowieta". Od lutego 1930 r. Ukrainę rzeczywiście ogarnęła fala wystąpień chłopskich. „W trzech okręgach: Tulczyńskim, Szepietowskim i Mohylowskim – raportował Sergo Ordżonikidze, członek politbiura i w tym okresie „rewizor" Stalina na Ukrainie – prawdziwe powstanie chłopskie. "Powstanie stłumione siłą, z zastosowaniem karabinów maszynowych, a w niektórych miejscowościach również armat. Zabitych i rozstrzelanych 100 osób, rannych kilkaset… W innych rejonach (Korosteńskim, Winnickim, Krzyworoskim, Charkowskim, Melitopolskim) takie same bunty".

          Historycy podliczyli, że w marcu na Ukrainie miało miejsce 2945 wystąpień chłopskich, w których wzięło udział ponad 900 tys. osób. Połowa w rejonach graniczących z II RP.
          Reakcja Stalina na skalę oporu była natychmiastowa. 2 marca opublikował artykuł pt. „Zawrót głowy od sukcesów", w którym stwierdził, że kolektywizacja jest niezbędna, lecz w jej trakcie do doszło do „przegięć" nadgorliwych wykonawców i „wypaczenia linii partii". I ogłosił odwrót – chłopom zezwolono na odpuszczenie kołchozów, z czego większość z nich skorzystała. O tych działaniach propaganda sowiecka poinformowała publiczne, w pełni natomiast zatajając wszczęcie „alarmu wojennego", czyli przygotowań do odparcia nieuchronnej – jak się zdawało Stalinowi – interwencji zbrojnej. Był przekonany, że „nieprzewidywalny" Piłsudski był gotów zrealizować plan opisany przez OGPU.

          CDN...
          • diabollo Re: Trochę historii nieszkolnej... 31.10.21, 09:57
            Oleg Ken, historyk rosyjski, na podstawie dokumentów z archiwum Stalina wykazał, że na Kremlu przestraszono się nie na żarty. 11 marca politbiuro podjęło uchwałę „O Ukrainie i Białorusi" z następującym wstępem: „Na podstawie posiadanych informacji można założyć, że w przypadku poważnych wystąpień kułacko-chłopskich na prawobrzeżnej Ukrainie i Białorusi, szczególnie w związku z mającym nastąpić wysiedleniem z przygranicznych rejonów kułackich elementów polskich i kontrrewolucyjnych – władze polskie mogą pójść na interwencję". Politbiuro w 7 punktach wyłożyło plan opanowania sytuacji, z OGPU w roli głównej.

            W połowie marca zebrała się Rada Rewolucyjno-Wojskowa ZSRR (najwyższy organ planowania i politycznego zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi) w pełnym składzie. Na posiedzenie wezwano dowódców zachodniego, kijowskiego i leningradzkiego okręgu wojskowego oraz dowódcę Floty Czarnomorskiej. Zadecydowano o podjęciu przedsięwzięć, które „bez zbędnego hałasu, wykorzystując wzmocnienie potocznych działań" doprowadzą do „osiągnięcia przez jednostki wojskowe zdolności bojowej i utrzymają ją na odpowiednim poziomie przez całe lato 1930 r.". Pięć dni później komisariat obrony skierował do wymienionych okręgów wojskowych dyrektywę o wzmocnieniu zdolności obronnych w rejonach przygranicznych.

            Interwencja „czynnika decydującego"
            Nie chodziło wyłącznie o Polskę. Na przełomie 1929 i 1930 r. Stalin był przekonany, że ogólnie sytuacja międzynarodowa gwałtownie się pogorszyła, a interwencja jest tuż-tuż. We Francji prawica dążyła do zerwania stosunków dyplomatycznych z ZSRR, z kolei Niemcy – pomimo sojuszniczego układu z Rapallo z 1922 r. – ochłodziły stosunki z Sowietami. W Wielkiej Brytanii co prawda rządzili przychylni Sowietom laburzyści, lecz w przekonaniu Kremla imperium brytyjskie nigdy nie zarzuciło planów interwencji. Ale hasło do interwencji miał rzucić... papież Pius XI.

            W kwietniu 1929 r. w Związku Sowieckim wydano dekret, w którym wspólnoty religijne podporządkowano państwu, nakładając ograniczenia na duchowieństwo i sprawowanie kultu. Licznych duchownych aresztowano, masowo niszczono świątynie, zagrabiono naczynia liturgiczne, ikony i dzwony. Człowiek sowiecki miał pracować również w niedzielę. W odpowiedzi na falę represji papież wezwał wiernych do „modlitewnej wyprawy krzyżowej" i ustanowił 19 marca 1930 r. dniem modlitw za prześladowanych w Związku Sowieckim.

            Dla Stalina, byłego prawosławnego seminarzysty, termin „wyprawa krzyżowa" wybrzmiał jak najbardziej dosłownie.
            Tym bardziej że w sprawie „wyprawy" zawiązał się niespodziewany sojusz: papieża wsparł arcybiskup Canterbury, zwierzchnik Kościoła Anglii, Kościoły prawosławne i część rabinów europejskich. W prasie sowieckiej i zachodnich mediach wspierających Sowietów zawrzało, że oto zbliża się wojna przeciwko „miłującemu pokój" Krajowi Rad. Na „front antywojenny" Stalin rzucił wszystkie siły i środki.

            Od stycznia 1930 r. sowieckim posłem (ranga niżej od ambasadora) w Polsce był Władimir Antonow-Owsiejenko – jeden z przywódców bolszewickich w 1917 r., znany z brutalnego stłumienia powstania w obwodzie tambowskim w 1921 r. (użyto gazów bojowych). Jego zadaniem było ocieplenie stosunków z Polską, zneutralizowanie jej wsparcia dla emigracji ukraińskiej oraz wyłączenie II RP z przygotowań do interwencji. Antonow-Owsiejenko osiągnął sukces, o którym chyba nie myślał.

            Rozpoczął od sprawy „krucjaty modlitewnej". W rozmowie z Augustem Zaleskim, ministrem spraw zagranicznych II RP, oświadczył, że nie jest przypadkiem, że „dzień modlitw" odbędzie się 19 marca, czyli w dniu imienin Piłsudskiego. „Zatrzymałem się – relacjonował centrali – na ostatniej kwestii: łącząc manifestację z dniem imienin marszałka, [Polacy – red.] otwarcie starają się nadać jej szczególnej wagi i wysunąć marszałka na czoło antysowieckiej wyprawy krzyżowej". W odpowiedzi Zaleski stwierdził, że „do 19 marca jeszcze dużo czasu… Podejmiemy możliwe środki".

            Podjęto – Kościół katolicki przeniósł dzień modlitw z 19 na 16 marca pod pretekstem, że to niedziela, więc wiernym będzie łatwiej wziąć udział w uroczystościach. Z kolei Cerkiew prawosławna modliła się 22 marca. W raporcie podsumowującym marcową „kampanię antysowiecką" Antonow-Owsiejenko z satysfakcją stwierdził, że „wyraźnie straciła impet". I że w sprawie przeniesienia Dnia Modlitw z 19 na 16 marca Stanisław Patek (polski poseł w Moskwie) „dał do zrozumienia, że nie obyło się bez interwencji «czynnika decydującego»", czyli samego Marszałka.

            Kolejną rafą w stosunkach sowiecko-polskich był proces tzw. Związku Wyzwolenia Ukrainy, organizacji fikcyjnej; na ławie oskarżonych usadzono 45 byłych polityków i urzędników URL związanych z obozem Petlury (a więc opcją sojuszu z Polską w polityce ukraińskiej) oraz kilkunastu czołowych intelektualistów. Inkryminowano im przygotowywanie powstania zbrojnego, terroryzm i usiłowanie otrucia szefostwa partii na Ukrainie. Ostatni zarzut osobiście dopisał Stalin. W istocie było to propagandowe „przykrycie" kolektywizacji, rozprawy z „kułakami", religią i „starą" inteligencją.

            Akt oskarżenie był gotowy w grudniu 1929 r., lecz proces ruszył dopiero 9 marca. Spektakl (dosłownie, bo jego miejscem była opera w Charkowie) miał trwać dwa miesiące, skończył się jednak 19 kwietnia. Na skrócenie terminu wpłynął chwilowy odwrót od powszechnej kolektywizacji oraz rozmowy z polskimi władzami, które obawiały się antypolskiej wymowy procesu. Sowieci zapewnili jednak, że podczas rozprawy sądowej „ochronią" stosunki sowiecko-polskie.

            Słowa dotrzymali – gdy prokurator wspomniał o zaangażowaniu Henryka Józewskiego (w czasie wojny polsko-bolszewickiej z 1920 r. wiceminister w rządzie URL, od marca 1930 r. – minister spraw wewnętrznych II RP), wówczas Maksim Litwinow (zastępca komisarza spraw zagranicznych) poinformował posła Patka, że prokurator wyraził żal z tego powodu. Miał bowiem nie wiedzieć, że w 1920 r. Józewski był członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej. Litwinow skonkludował: „Patek, jak się zdaje, był zadowolony i powiedział, że natychmiast powiadomi Józewskiego o moim wyjaśnieniu".

            Roman Dmowski. Religia mężnieje w starciu z wrogiem
            Antonow-Owsiejenko informował centralę o przypisywaniu sobie przez endecję zasług w stępieniu ostrza „antysowieckiej kampanii". Mieli podstawy – Roman Dmowski i jego współpracownicy pracowali nad stępieniem ostrza, jakby chodziło o los Polski. W pierwszej połowie kwietnia Dmowski opublikował cykl artykułów, które na początku 1931 r. ukazały się w formie książkowej („Świat powojenny i Polska"). Publikacja nie cieszy się uznaniem ze względu „urojenia i obsesje" przywódcy ND (ocena prof. Romana Wapińskiego, autora biografii Dmowskiego) oraz otwarty antysemityzm.

            Stalin był jednak odmiennego zadania i nakazał przedruk artykułów Dmowskiego w „Izwiestiach" (oficjalny dziennik rządu), a następnie ich druk w formie broszury. Wstęp do niej napisał Feliks Kohn – znany działacz socjalistyczny, od 1918 r. bolszewik, a w 1920 r. członek Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski (Polrewkomu), czyli rządu polskiej republiki sowieckiej. Jak na stosunki sowieckie, bardziej niż wylewne rewerencje wobec pana Romana.

            Dmowski odsłonił kulisy spisku „międzynarodowego komiwojażera", który pod wpływem Wielkiego Kryzysu i pod jeszcze większym wrażeniem sowieckiego planu pięcioletniego postanowił uderzyć w uprzemysławiającą się Rosję. „Ten plan spędził mu sen z oczu; zamiast pola do eksploatacji, Rosja gotowa stać się niebezpiecznym współzawodnikiem (…). Komiwojażer powiedział sobie: trzeba z Sowietami skończyć!". Komiwojażerowi chodziło nie tyle o obalenie Sowietów, co „o ujarzmienie Rosji".

            „Stał się – ironizował Dmowski – cud: komiwojażer, który do tej pory drwił sobie z religji, a przedewszystkiem był wrogiem Kościoła Rzymskiego, naraz uznał autorytet Ojca Świętego, poparł jego protest – sam żyd lub bezwyznaniowiec – zaczął przemawiać w obronie prześladowanego chrześcijaństwa i wołać o pomstę na prześladowcach. Bo sumienie jego, gdy raz zostało
            • diabollo Re: Trochę historii nieszkolnej... 31.10.21, 09:59
              „Stał się – ironizował Dmowski – cud: komiwojażer, który do tej pory drwił sobie z religji, a przedewszystkiem był wrogiem Kościoła Rzymskiego, naraz uznał autorytet Ojca Świętego, poparł jego protest – sam żyd lub bezwyznaniowiec – zaczął przemawiać w obronie prześladowanego chrześcijaństwa i wołać o pomstę na prześladowcach. Bo sumienie jego, gdy raz zostało poruszone przez „piatiletkę" sowiecką, już nie zasypia".

              A przecież – ciągnął Dmowski – „religja ma to do siebie, że tam, gdzie jest potrzebą duszy ludzkiej, wytępić się nie da. Przeciwnie, w walce z wrogami mężnieje ona i pogłębia się (…).

              Jeżeli chodzi o niebezpieczeństwo dla religji, to największe dziś przedstawia Europa zachodnia, w szczególności północno-zachodnia, i Ameryka, słowem świat protestancki. Tam religja szybko wygasa.
              Tam tępienie jej także jest planowe, jest robotą zorganizowaną, prowadzoną przedewszystkiem przez masonerję. Tylko posługuje się ona innemi metodami, niż Sowiety – skuteczniejszemi. I to jest bardzo źle, że myśl katolicka tak małą zwraca na tę robotę uwagę".

              Prześladowania religii, w tym Kościołów chrześcijańskich, przez Lenina i Stalina były jednymi z najokrutniejszych w dziejach. Pod koniec lat 30. w ZSRR działała jedna świątynia katolicka (w Moskwie dla dyplomatów), eksterminowano niemal cały episkopat i kler prawosławny, zamknięto synagogi i zbory protestanckie. „Tak hartuje się stal wiary" – przywódca endecji przekonywał tych, którzy wołali, że to zbrodnia i należy przeciwko niej protestować. Dla niego jednak prawdziwym zagrożeniem dla wiary byli ci, którzy o tej zbrodni mówili.

              Komiwojażer – alarmował dalej Dmowski – miał nadzieję na głupotę Polaków: „Byle żydek międzynarodowy postanawia sobie w swojej geszefciarskiej głowie, że Polska będzie na jego komendę prowadziła wojnę. I jest przekonany, że ma dla niej niezawodną przynętę". Czyli zajęcie ziem za wschodnią granicą i uzyskanie pożyczki na „przyzwoity procent". Ale podobne miraże to zatruty owoc. Oto w kołach żydowskich na Zachodzie powstał projekt stworzenia „szerokiego pasa od Bałtyku do morza Czarnego po obu stronach Dniepru, z ludnością rolniczą żydowską, stanowiącą na początek 25% ogółu". A ponieważ plan ten łatwiej byłoby zrealizować „w zbudowanej pod protektoratem niemieckim, a przez Żydów prowadzonej, niepodległej Ukrainie, kolonizacja rolnicza żydowska miałaby o wiele lepsze widoki, niż w dzisiejszem państwie sowieckiem".

              Kolonizacja wiejska Żydów w ZSRR miała miejsce, w 1934 r. stworzono nawet Żydowski Obwód Autonomiczny w Birobidżanie na Dalekim Wschodzie, przy granicy z Chinami. Na przełomie lat 20. i 30. amerykański kapitał chciał zainwestować w pogłębienie szlaku wodnego na Prypeci, co zaniepokoiło Antonowa-Owsiejenkę. W liście do niego Borys Stomoniakow [w komisariacie spraw zagranicznych odpowiadał za stosunki z Polską] nakazał spokój: „Trudno wyobrazić sobie, żeby Ameryka, szczególnie w obecnym czasie, wybrała dla zainwestowania wielkich środków przedsięwzięcia na granicy polsko-sowieckiej".

              Wątpliwości na temat tego, o co chodzi naprawdę Amerykanom, zniknęły po II wojnie światowej. Pod koniec lat 40. Stalin rozprawił się z Żydowskim Komitetem Antyfaszystowskim (przewodniczącym był Solomon Michoels, zamordowany przez Sowietów w 1948 r.), uznając, że tak naprawdę komitet był kierownictwem „żydowskiego podziemia nacjonalistycznego". Za jego główną zbrodnię uznano postulat stworzenia na Krymie autonomicznej republiki żydowskiej, bo Amerykanie – jak napisano w akcie oskarżenia – planowali wykorzystać ją jako swój przyczółek.

              Badając korzenie państwowego antysemityzmu w ZSRR, warto czytać Dmowskiego. O niebezpieczeństwie antysowieckich knowań „światowego komiwojażera" („żydka, bezwyznaniowca i masona") alarmował Sowietów już w 1930 r.

              Utrzymać ranę otwartą
              Mariusz Wołos zauważył („O Piłsudskim, Dmowskim i zamachu majowym. Dyplomacja sowiecka wobec Polski w okresie kryzysu politycznego 1925-1926"), że w połowie lat 20. endecy byli „partnerami politycznymi" Sowietów. W 1930 r. poszli dalej: endecja spełniła rolę służebną wobec interesów Kremla, uśmierzenia lęku Stalina przed powstaniami chłopskimi i mitycznym zagrożeniem interwencją Zachodu i Polski.

              W kwietniu moskiewska centrala oceniła, że artykuły Dmowskiego „zrobiły ogromne wrażenie". Antonow-Owsiejenko wyliczał, że zainspirował narodowych demokratów również do opublikowania artykułów z żądaniem zawarcia przez II RP układu handlowego z Sowietami jako zachęty dla Piłsudskiego, by odstąpił od agresywnych planów. Latem Dmowski poszedł jeszcze dalej – w artykule „Kwestia ukraińska" (sierpień 1930) – nazwał potencjalne państwo ukraińskie „międzynarodowym domem publicznym". I przekonywał Polaków: „Właściwie od początku istnienia naszego odbudowanego państwa, nie mieliśmy żadnych dowodów na to, żeby Sowiety na serjo przedsiębrały wyprawę na Polskę w celu jej zniszczenia. Jeżeliśmy widzieli bolszewików pod Warszawą w r. 1920, była to tylko konsekwencja wyprawy kijowskiej, mającej na celu oderwanie Ukrainy od Rosji. Z powyższego rzutu oka na możliwe motywy współdziałania wojennego Sowietów z Niemcami przeciw Polsce, współdziałanie to wydaje się nam na dłuższy czas bardzo wątpliwem".

              Dmowski uchodzi za politycznego „realistę", lecz jego „realizm" w ocenie działań Sowietów wygląda jak naiwność dziecka zaślepionego miłością do bijących je rodziców. Pakt Ribbentrop-Mołotow był odnowieniem „linii Rapallo" w stosunkach niemiecko-sowieckich (obowiązywała do końca 1933 r.) i polegała na wspólnym działaniu Berlina i Moskwy, by przekreślić rezultaty konferencji pokojowej w Wersalu, której jednym z głównych beneficjentów była II RP.

              Endecy służyli Sowietom nie tylko publicystyką. Stanisław Stroński, poseł na Sejm z ramienia Związku Ludowo-Narodowego [oficjalna w tym czasie nazwa Narodowej Demokracji – red.], interpelował rząd w sprawie działań antysowieckich, uzgadniając treść wystąpienia z sowieckim poselstwem. Antonow-Owsiejenko raportował, że utrzymuje kontakty z trzema politykami endeckimi, przestrzegając zarazem moskiewską centralę, by w kontaktach z narodowymi demokratami nie kazała mu przesadzać, żeby „nie zaszkodzić sprawie".

              CDN...
              • diabollo Re: Trochę historii nieszkolnej... 31.10.21, 10:01
                Dla dyplomacji polskiej aktywność endeków była poważnym wyzwaniem. Antonow-Owsiejenko informował centralę o rozmowie z Tadeuszem Hołówką, naczelnikiem Wydziału Wschodniego MSZ, który stwierdził, że „w związku z artykułami Dmowskiego wywierano na niego nacisk, żądając, żeby Zaleski sprostował pogłoski o agresywnych planach Polski wobec nas". Hołówko uznał, że wystarczy polemika oficjalnej „Gazety Polskiej" z tezami Dmowskiego. Sowietom tego było za mało. Stomoniakow instruował posła w Warszawie, by nie wierzyć polskim władzom na słowo, „ponieważ oskarżamy je o to, że nie prowadzą jakiejkolwiek walki z elementami awanturniczymi, które popychają Polskę do wojny przeciwko ZSRR i faktycznie przykrywają działalność tych elementów".

                Przesłanie moskiewskiej instrukcji dotarło do polskich adresatów. W połowie czerwca poseł Patek „dyskretnym tonem" zapewnił Stomoniakowa, że w Polsce toczy się „walka o władzę pomiędzy Piłsudskim i Dmowskim". Ten drugi wykorzystuje hasło „walki przeciwko wojnie", co najlepiej pokazuje, że „w Polsce nikt nie chce wojny". Ale – replikował Stomoniakow – obecny polski rząd nie daje nadziei na polepszenie stosunków sowiecko-polskich. Powód – „jak powiedział bardzo znany u nas towarzysz [czyli Stalin – red.], charakteryzując politykę obecnego rządu wobec Związku Sowieckiego" – polskie władze «starają się utrzymywać ranę otwartą»". Patek zapisał sobie tę sentencję, by ją przekazać Piłsudskiemu.

                Uwagi o Piłsudskim i Dmowskim Patek wygłosił w kontekście zarzutu sowieckiego dyplomaty o wspieranie przez polskie władze idei niepodległości Ukrainy. Dla Moskwy ta właśnie idea była „otwartą raną" w relacjach z Polską. Piłsudski i Dmowski pospołu postarali się, by ową „ranę" zasklepić.

                Kunsztownie przygotowany zamach
                Dla Dmowskiego koronnym dowodem na przygotowania do wojny przeciwko Sowietom – obok „krucjaty modlitewnej" – był „kunsztownie przygotowany zamach na poselstwo sowieckie w Warszawie". Niedoszły zamach i proces zamachowca opisał w 2008 r. Włodzimierz Kalicki, który nie znał oczywiście odtajnionych w następnych latach dokumentów sowieckich służb, więc nie udało mu się odtworzyć okoliczności zdarzenia oraz cele, jakim miało służyć.

                W dniu 26 kwietnia 1930 r. w jednym z komisariatów policji państwowej zgłosił się pomocnik dozorcy domu przy ulicy Poznańskiej 17, informując, że z jego budynku wiedzie drut do sąsiedniej kamienicy (ul. Poznańska 15), w której mieści się sowieckie poselstwo. Szybko okazało się, że w przewodzie kominowym budynku poselstwa zainstalowano bombę z mechanizmem zegarowym, która na szczęście nie wybuchła. Polscy śledczy szybko wpadli na trop zamachowca, który zbiegł do Jugosławii. Okazał się nim Jan Polański – Polak o burzliwej biografii. W czasie wojny służył w armii austriackiej w stopniu kapitana, następnie został oficerem w Wojsku Polskim, lecz zdezerterował do bolszewików. W czasie wojny polsko-bolszewickiej został wzięty do niewoli, po pokoju ryskim został zwolniony i w 1923 r. awansował na attaché wojskowego ZSRR w Wiedniu. Po odesłaniu przez Austriaków do ZSRR dwukrotnie przebywał w Polsce, trafił do więzienia za szpiegostwo na rzecz Sowietów, zaś po odbyciu kary osiadł w Grodnie. Uczył języka niemieckiego i agronomii.

                Podczas rozprawy sądowej za nieudany zamach na sowieckie poselstwo Polański udawał „pobożnego wariata". Po ogłoszeniu wyroku (10 lat więzienia) wyjął spod marynarki drewniany krzyż i błogosławił nim sąd i publiczność, krzycząc: „Oby Pan Bóg strzegł was i świat cały od krwawych katów!". Odegrał przedstawienie, które miało udowodnić straszne efekty, do jakich prowadziły knowania papiestwa oraz pozostałych „sił kontrrewolucji i interwencji".

                Sowieci pilnie śledzili postępy śledztwa w sprawie zamachu, słali gniewne noty z żądaniem rzetelnego postępowania, do którego oni powinni mieć pełny dostęp. Spuścili z tonu, gdy polskim władzom udała się ekstradycja Polańskiego do Polski (lipiec 1930), zaś w prasie pojawił się przeciek, że niedoszłe wysadzenie sowieckiego było dziełem samych Sowietów. Polskie władze nie drążyły jednak sprawy niedoszłego zamachu, uznając, że tak będzie lepiej dla dobra relacji z Moskwą. I na jej korzyść zrobiły misję dobrych usług w sprawie działań ukraińskich terrorystów.

                W połowie 1935 r. obwodowe struktury OGPU w Ukraińskiej SRR otrzymały dokument wywiadu o wzmożeniu walki z OUN w związku z przygotowaniem przez jej struktury zamachów terrorystycznych w ZSRR. Organizacja nie posiadała struktur w Sowietach, więc dokument był elementem rozprawy z kolejną grupą ukraińskich komunistów (oskarżonych o nacjonalizm oraz przynależność do UWO i OUN), których ominęły czystki z lat poprzednich. Dla nas jest on ważny, bo pozwolił odtworzyć cele sowieckiej prowokacji z niedoszłym zamachem na ich przedstawicielstwo w Warszawie.

                W dyrektywie poinformowano, że w 1930 r. dwaj członkowie Prowidu OUN przygotowywali zamachy na poselstwo w Warszawie i konsulat we Lwowie. Zamach jednak „udaremniono dzięki przeprowadzonym na naszą prośbę przez Polaków aresztowaniom wśród członków OUN, u których znaleziono materiały wybuchowe" – brzmiała konkluzja.


                Informacje o aresztowaniach członków ukraińskiego podziemia potwierdzają polskie dokumenty. Wydział Bezpieczeństwa MSW II RP w Komunikacie nr 4 o przejawach działalności Ukraińskiej Organizacji Wojskowej za czas od 1 października 1929 do 1 września 1930 r. informował, że do aktów terroru tej organizacji należy dodać jeszcze „przygotowania poczynione przez U.O.W. do zamachu na konsula ZSRR we Lwowie, przerwane przez aresztowanie 18 osób, rozpoczęte zatrzymaniem w dniu 21 IV 1930 [r.] Mikołaja Łasejczuka we Lwowie, niosącego materjały wybucho-we. Wiadomości konfidencjonalne, zeznania aresztowanych i data, łącząca się z oczekiwaniem na wyrok sowiecki (ogłoszony 19 IV 1930 [r.]) w sprawie Jefremowa dowodzą, że U.O.W. miała wykonać w tym czasie w stosunku do konsula Łapczyńskiego akt terroru, a jako hasło miał służyć wyrok w procesie »Spiłki Wyzwolenia Ukrainy«, toczącym się od 9 marca w Charkowie przeciwko 45 działaczom ukraińskim".

                Gdyby zatem zamach na sowieckie poselstwo w Warszawie się powiódł, a sprawcy nie udało się schwytać, wówczas scenariusz działań Sowietów wyglądałby następująco. O zamach oskarżono by UWO i OUN („ukraińskich terrorystów"), zamachowców wymieniono by z imienia i nazwiska, wskazując, że przeciwko ZSRR zawiązali potężny spisek. Na potwierdzenie mogliby przytoczyć przyznanie się do winy członków ZWU w Charkowie (proces ZWU zakończył się tydzień przed planowanym zamachem, oskarżono ich o terroryzm), agenturalne informacje z narad kierownictwa ukraińskiego podziemia oraz kilkunastu aresztowanych członków UWO przez polską policję. Nieźle pomyślane, ale fatalnie dla Sowietów wykonane.

                CDN...
                • diabollo Re: Trochę historii nieszkolnej... 31.10.21, 10:03
                  Nieboszczyk miał iść przeciwko bolszewikom
                  Na początku 1930 r. członkowie kierownictwa OUN rzeczywiście dyskutowali o konieczności przeprowadzenia zamachów na sowieckie przedstawicielstwa w Warszawie i Lwowie jako odpowiedzi na proces ZWU w Charkowie. Konowalec ich zrugał, uważając, że szefostwo organizacji politycznej nie powinno zajmować się zamachami terrorystycznymi, bo od tego jest UWO. Zamach w Warszawie wykluczył, podobnie jak zabicie konsula Jurija Łapczyńskiego – znaczącej postaci ukraińskiego komunizmu narodowego (w 1938 r. został rozstrzelany na Kołymie jako „ukraiński nacjonalista"). UWO natomiast zamierzała zdemolować budynek konsulatu.

                  Na pomoc powstaniom chłopskim na Ukrainie chciały natomiast ruszyć emigracyjne władze URL i jej sztab wojskowy, który do 1936 r. działał przy Sztabie Głównym Wojska Polskiego. W czerwcu władze URL wystąpiły do rządu polskiego z memoriałem na temat wsparcia akcji powstańczej w USRR na wzór podjętej w listopadzie 1921 przez Armię URL tzw. drugiej wyprawy zimowej. Wówczas na Ukrainie działał Ogólnoukraiński Centralny Komitet Powstańczy, który koordynował swoje działania ze sztabem Armii URL, lecz został rozbity przez czekistów w połowie roku. Rozstrzelano 39 jego członków i dowódców oddziałów powstańczych (ogółem w 1921 r. aresztowano 6 tys. osób, nieznaną liczbę stracono). Druga wyprawa zimowa zakończyła się klęską, bo dzięki swojej agenturze sowiecki wywiad wiedział o niej niemal wszystko.

                  W przygotowaniach do planowanych działań emigracyjnych władz URL brali również Galicjanie. W połowie czerwca rozpoczął się proces członków UWO, którzy w listopadzie 1929 r. dokonali zamachu na Targi Wschodnie we Lwowie. Wezwany na świadka Kazimierz Iwachów, główny specjalista od ukraińskiej konspiracji w lwowskim Urzędzie Wojewódzkim, stwierdził, że UWO działa wyłącznie przeciwko Polsce i że obecnie przygotowuje antypolskie powstanie. Na marginesie, wypowiedź Iwachowa to kolejny dowód, że represje przeciwko galicyjskim Ukraińcom zaplanowano na wiosnę, bez jakiegokolwiek związku z „sabotażami".

                  W odpowiedzi Mykoła Hankewycz, obrońca oskarżonych i polityk socjaldemokratyczny, stwierdził, że jest dokładnie na odwrót. „Komendant UWO Konowalec – relacjonowało jego słowa „Diło" [dziennik ukraiński ukazujący się we Lwowie – red.] – po powrocie z Ameryki prowadził negocjacje z Anglią i Francją oraz przystępuje do utworzenia 4 legionów ukraińskich do walki z bolszewickimi okupantami". Czyli Hankewycz potwierdził to, o czym w maju mówił płk Melnyk – przewodniczący Senatu UWO.

                  Konowalec zaprzeczył tym rewelacjom, ale czołowi działacze UWO na pewno brali udział w przygotowaniach do akcji legionowej. Sprawa wymaga dokładnego zbadania, ale z całą pewnością można stwierdzić, że w odróżnieniu od 1921 r. (polski wywiad współdziałał w przygotowaniu do drugiej wyprawy zimowej) tym razem postąpiono inaczej: w interesie Sowietów rozprawiono się z potencjalnymi uczestnikami nowej wyprawy.

                  W dniu 30 września od kuli policjanta zginął Julian Hołowiński – komendant krajowy UWO i szef krajowych struktur OUN w Galicji Wschodniej. Został aresztowany we Lwowie, gdy wyszedł z siedziby UNDO po negocjacjach w sprawie wspólnego startu w wyborach parlamentarnych. Zawieziono go pod Bóbrkę, by uczestniczył w wizji lokalnej zamachu UWO na ambulans pocztowy sprzed dwóch miesięcy. „Zginął przy próbie ucieczki" – brzmiał komunikat policji. Został jednak z premedytacją zamordowany.

                  Osyp Nazaruk (redaktor katolickiego tygodnika „Nowa Zorja" i współpracownik stanisławowskiego biskupa Hryhorija Chomyszyna) na początku listopada zanotował w swoim dzienniku rozmowę z wojewodą lwowskim Bronisławem Nakoniecznikow-Klukowskim. Wojewoda „powiedział, że społeczeństwo ukraińskie jest straszne i że nieboszczyk Hołowiński miał pójść przeciwko bolszewikom". W części rozmowy uczestniczył Kazimierz Iwachów, o którego rozmowie z Nazarukiem Sowietom doniosło „nowo pozyskane źródło": „Defensywa [wywiad polski – red.] jest bardzo niezadowolona z działań policji, która zabiła Hołowińskiego. Z Hołowińskim bowiem osiągnięto wstępne porozumienie o jego dalszej pracy jako czołowego reprezentanta UWO w Galicji. Zgodnie z tym porozumieniem Hołowiński, być może bez konieczności odbywania procesu, powinien być zwolniony i posłany do pracy w ZSRR".

                  Pacyfikacja czy rewolucjonizacja?
                  Plany emigracyjnego centrum URL i ich galicyjskich współpracowników pozwalają zrozumieć doniosłą rolę endecji w przygotowaniach do pacyfikacji Galicji Wschodniej oraz zmobilizowania polskiej opinii do rozprawy z Ukraińcami. W lipcu na łamach „Lwowskiego Kuriera Porannego" Stanisław Grabski (czołowy działacz endecki, minister oświaty w latach 1923-25, w latach 1945-47 zastępca Bolesława Bieruta w Krajowej Radzie Narodowej) ogłosił cykl artykułów o sposobie rozwiązania kwestii narodowościowej na wschodzie II RP. Za cel wskazał uzyskanie bezwzględnej przewagi przez polską ludność dzięki górowaniu jej „siły i woli" nad ludnością niepolską.

                  Jak na zamówienie Grabskiego, 30 lipca pod Bóbrką niedaleko Lwowa, czterech członków UWO dokonało wspomnianego napadu na ambulans pocztowy. Zginął policjant, zrabowano 26 tys. złotych, zaś w wyniku odniesionych ran zmarł bojownik ukraiński. A że miał na sobie koszulę „Płastu" (skautowa organizacja ukraińska), więc w prasie polskiej – szczególnie głośno endeckiej – zażądano „spacyfikowania" Ukraińców, by raz na zawsze położyć kres ich anarchii. Z walnym udziałem Grabskiego rozpętała się prawdziwa histeria, dlatego pod koniec sierpnia „Diło" zadało pytanie: „Pacyfikacja czy rewolucjonizacja?" Iwan Kedryn-Rudnycki (znany działacz UNDO i redaktor dziennika) odpowiedział, że skutek walki z podziemiem (czyli dążenie do „uspokojenia" Ukraińców) poprzez zamykanie ukraińskich szkół, spółdzielni gospodarczych i stowarzyszeń kulturalnych będzie odwrotny do zamierzonego, bo zapędzi młodzież ukraińską do podziemia.

                  CDN...
                  • diabollo Re: Trochę historii nieszkolnej... 31.10.21, 10:04
                    I tak też się stało. Pacyfikacja spowodowała dotkliwe straty w ukraińskiej spółdzielczości, oświacie, kulturze, życiu religijnym i polityce. Pozostali na wolności politycy UNDO próbowali ratować, co się da, i wynegocjowali udział partii w wyborach. Takiej zgody nie udzielono partiom ukraińskich socjalistów (radykałom i socjaldemokratom), bo ukraińskie życie polityczne w II RP miało być ściśle reglamentowane. Rozbito UWO, którą formalnie rozwiązano dwa lata później, choć źródła wskazują, że organizacja (składająca się ze starszego pokolenia kombatantów walk niepodległościowych) mogła się odrodzić w kolejnych latach. Nie prowadziła jednak żadnych działań terrorystycznych.

                    Tak, jak przewidywał Kedryn-Rudnyćki, „akcja sabotażowa" i pacyfikacja stały się mitem założycielskim młodego pokolenia członków OUN jako ich pierwszy „czyn rewolucyjny". I jak to z mitem bywa, nikomu nie przeszkadzało (i nie przeszkadza do dzisiaj ich spadkobiercom ideowym i historykom) to, że żadnej „akcji sabotażowej" nie było. Ale w czerwcu 1934 r. OUN – działająca w podziemiu i oparta wyłącznie na młodych – postawiła swoisty stempel w tej sprawie. W Warszawie z rąk jej bojownika zginął płk Bronisław Pieracki, minister spraw wewnętrznych II RP, co miało być zemstą za pacyfikację z 1930 r.

                    W październiku 1930 r. w Moskwie dopisano inną stronę do rozgrywającego się wówczas dramatu. W kazamatach Łubianki (siedziba OGPU-NKWD-KGB) rozstrzelano gen. Jurka Tiutiunnyka – jedną z legend ukraińskich walk o niepodległość, który w 1921 r. dowodził drugą wyprawą zimową. W 1923 r. Tiutiunnyka zwabiono do Sowietów (wezwał go fikcyjny sztab powstańczy) i pod groźbą rozstrzelania przewerbowano na stronę bolszewików. Generał się pokajał, wydał książkę „Z Polakami przeciwko Ukrainie", w której opisał swoją współpracę z Polakami i oskarżył Petlurę o zdradę interesów Ukrainy. W lutym 1929 r. został aresztowany, w kwietniu przewieziono go do Moskwy, gdzie był sądzony i skazany na karę śmierci.

                    Z wykonaniem wyroku jednak czekano, bo moskiewskich czekistów szczególnie interesowały metody przygotowań do działań powstańczych z lat 1919-21. Tiutiunnyk był dla nich „ekspertem", ale też zakładnikiem na czas powszechnej kolektywizacji, rozkułaczania i walki z ukraińską inteligencją. Na Kremlu uważano, że generał pokajał się jedynie na pokaz i gdy pojawi się sposobność, wówczas zacznie organizować wojska powstańcze z pomocą sztabu URL w Polsce i Galicjan. Pod koniec 1930 r. strach Stalina przed interwencją minął, Piłsudski zajęty był rozprawą z opozycją, fingowaniem wyborów parlamentarnych i pacyfikowaniem Ukraińców. Tiutiunnyk był już niegroźny i niepotrzebny.

                    W drugiej połowie 1930 r. Stalin przestał się bać interwencji. Latem odwołano alarm wojenny, oddziały GPU uporały się z buntami i zaaresztowały ich przywódców. Najbardziej niepokornych wysiedlono całymi rodzinami na wschód Ukrainy lub na Syberię. Ze strefy przygranicznej z II RP licznie wysiedlono „polski element kontrrewolucyjny". W grudniu połączone plenum Komitetu Centralnego i Centralnej Komisji Partyjnej podjęły uchwałę o jej przyspieszeniu w kluczowych regionach produkujących zboże: Ukrainie, Kubaniu i Rosji Centralnej. W roku następnym plan zrealizowano bez oporu i poczucia zagrożenia wewnętrznego i zewnętrznego.

                    W sprawie Polaków nie damy się wykoleić
                    Pora na podsumowanie. Rudolf Pichoja, w latach 1990-96 szef Państwowej Służby Archiwalnej FR i historyk ogromnie zasłużony dla odtajniania zawartości archiwów sowieckich, stwierdził, że gdyby ujawnić wszystkie dokumenty, jakie się w nich znajdują, to historię Polski należałoby napisać na nowo. Chodzi nie tylko o dzieje Polski.

                    Ułożenie historycznych puzzli z 1930 r. unaoczniło, że był to ostatni moment, w którym Stalin cofnął się na drodze przekształcenia ZSRR w państwo totalitarne. Przeraził się wspólnego działania sił zewnętrznych oraz grup społecznych oraz narodów, które uznał za zagrożenie wewnętrzne.
                    Jądrem owego strachu była II RP i Józef Piłsudski. Na Kremlu pamiętano przegraną wojnę z Polską w 1920 r. i obawiano się, że Piłsudski trzyma „ukraińską ranę otwartą" na wszelki wypadek. Po powrocie do władzy w 1926 r. Marszałek nigdy nie planował nowej wyprawy kijowskiej i mówił o tym sowieckim dyplomatom. Ale Stalin słownym zapewnieniom nie wierzył, tym bardziej że Ukraińcy – emigranci z Naddnieprza i Galicjanie – nie zaniechali myślenia o wspieraniu ziomków znad Dniepru.

                    Dokumenty sowieckie jasno pokazują, że dla powstrzymania Stalina wystarczyło nie milczeć i głośno mówić o złu, jakie się dzieje w Sowietach. I przede wszystkim nie zasklepiać „otwartej rany ukraińskiej". Władze II RP jednak milczały, ranę zasklepiły i brutalnie rozprawiły się z Ukraińcami w Galicji Wschodniej. I jakby tego było mało, za swoje represje i zmowę z Kremlem obciążyli samych Ukraińców.

                    Milczeniem objęto nie tylko los Ukraińców. Dmowski napisał („Kwestia ukraińska"): „Możemy żałować i niewątpliwie serdecznie żałujemy naszych rodaków, którzy nawet w większych skupieniach dziś żyją w granicach Ukrainy sowieckiej, i dobra polskiego, które inni tam pozostawili, ale te uczucia nie mogą nas wykoleić z drogi, którą nam dyktuje dobro Polski jako całości, i jej przyszłości".

                    Nie wykoleiły – w dwudziestoleciu międzywojennym władze II RP nie wystosowały ani jednej noty protestacyjnej przeciwko antypolskim represjom w ZSRR. Nie uczyniły tego nawet w latach 1937-38, gdy Sowieci przeprowadzili tzw. operację polską (rozkaz nr 00485 ludowego komisarza spraw wewnętrznych z 11 sierpnia 1937 r.), w ramach której rozstrzelano 111 tys., do łagrów zesłano 30 tys. Polaków oraz osób uznanych za Polaków, a dziesiątki tysięcy deportowano z Białorusi i Ukrainy do Kazachstanu i na Syberię. Polska dyplomacja dysponowała informacjami o skali eksterminacji, a jednak milczała.

                    CDN...
                    • diabollo Re: Trochę historii nieszkolnej... 31.10.21, 10:05
                      Powód? Obawa przed tym, żeby Sowieci nie uzyskali pretekstu do ingerowania w polską politykę wobec Białorusinów i Ukraińców – jak to uzasadnił minister Józef Beck. I co było zgodne z twardym zaleceniem przywódcy ND. Prawica polska pozostaje wierna temu zaleceniu do dziś. Uchwały potępiające „Operację polską" Sejm RP podjął dwukrotnie – w 2009 i 2012 r., czyli za rządów PO-PSL. W 2017 r. organizacje społeczne i część historyków związanych z PiS postulowały przyjęcie nowej uchwały z oceną, że to było ludobójstwo. Na próżno. W gmachu Sejmu zorganizowano jedynie międzynarodową konferencję „Operacja Polska NKWD 1937-1938. Zapomniane ludobójstwo". Czyli o sprawie nie zapomnieli, ale tak, żeby nie naszkodzić stosunkom z Rosją.

                      W 2016 r. skrupułów nie miano, gdy Sejm i Senat podjęły uchwały uznające antypolską czystkę UPA na Wołyniu i w Galicji Wschodniej za zbrodnię ludobójstwa. Pomimo tego, że stosowne uchwały parlament podejmował już wcześniej, w tym w 2013 r., gdzie czystkę określono jako „noszącą znamiona ludobójstwa". Powodem podjęcia uchwał z 2016 r. miało być „przecięcie sprawy", by stosunki z Ukrainą budować „na fundamencie prawdy". Dla obecnych polskich władz w relacjach z Rosją taki fundament nie jest konieczny.

                      W książce „Droga do niewolności" Timothy Snyder postulował, żeby na historię Europy spojrzeć przez pryzmat imperiów, bo to one miały decydujący wpływ na jej historię. Uwzględniając tę perspektywę, należy stwierdzić, że zrodzona pod koniec XIX w. ideologia Narodowej Demokracji była „polską odnogą" rosyjskiego słowianofilstwa i panslawizmu w jego różnych odmianach. Ideologii ekspansji imperium rosyjskiego i zdominowania Europy, a w wersji „dojrzałej" (doktryna państwowa) głęboko antymodernizacyjnej, antywolnościowej, antyzachodniej i antysemickiej.

                      Endecja ostrze swoich działań kierowała przeciwko Żydom, Ukraińcom, Niemcom i całemu „zdeprawowanemu" Zachodowi. Nigdy przeciwko Rosji – carskiej, białej czy też czerwonej.
                      Roman Dmowski był polskim nacjonalistą z zasługami dla niepodległości II RP, ale obiektem jego nie mniejszej troski był los Rosji. W 1930 r. zachowywał się tak, jakby nadal się czuł jej politykiem – odpowiedzialnym za los Świętej Rusi (nieważne, że chwilowo była to Rosja bolszewicka) i broniącym jej przed zagrożeniami. Realnymi lub wyimaginowanym, bo strach Stalina był także strachem Dmowskiego.

                      Polityka polska będzie miała zasadnicze problemy z rozpoznaniem istoty zagrożeń, jakie pojawiły się przed państwem w ostatnich latach, gdy tych faktów nie przyjmie do wiadomości. I w dalszym ciągu będzie ulegać nakazowi uznania zasług dla „Ojców Niepodległości" z 1918 r. oraz objęcia ich działalności domniemaniem słuszności. Wrażenie, że cokolwiek czyni polska prawica, zawsze wychodzi jej zbliżenie z Rosją, nie bierze się bowiem z powietrza. Wynika wprost z lektury pism i zachowań ich przedwojennych mistrzów.

                      I ostatnia uwaga. Putin nie wymyślił wspierania ruchów skrajnie prawicowych w Europie jako taranu dla rosyjskiego imperializmu. Także w tej sprawie jest naśladowcą Stalina. W historiografii próżno jednak szukać opracowań na ten temat, co czyni ją nieprzydatną dla społeczeństwa, bo nie pozwala trzeźwo analizować rzeczywistości i na tej podstawie wnioskować o teraźniejszości i przyszłości. I ten właśnie aspekt najpełniej ilustruje polsko-ukraińska lekcja z wydarzeń 1930 roku.

                      Mirosław Czech – dziennikarz, analityk polityczny, były doradca władz Ukrainy

                      wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,27735923,pilsudski-i-dmowski-wspolnie-pacyfikowali-ukraincow.html#S.W-K.C-B.4-L.1.maly

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka