Dodaj do ulubionych

Masoni i koszczuj katolicki

16.11.21, 11:56
wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,27683662,pozegnanie-z-masoneria-krewni-i-znajomi-tajemnego-krolika.html#S.W-K.C-B.5-L.1.maly
Obserwuj wątek
    • uff.o Re: Masoni i koszczuj katolicki 20.11.21, 09:40
      artykuł jest niedostępny. A jako że kiedyś wykupiłem subskrypcję ale artykuły były wciąż niedostępne, nawet po wielokrotnym zgłaszaniu problemu i byłem wciąż kasowany, dopiero kiedy zlikwidowałem kartę płatniczą to wampiry gazetowe dały mi spokój, więc raczej nie podejmę następnej próby. Tak czy owak, masoni, mistycy, cykliści, weganie etc. wszystko to cacy. Ale, jak to przypomniał ostatnio Chomsky, to jest cała masa anonimowych jednostek, aktywistów, biorących udział w różnych protestach, akcjach wywierających oddolny nacisk na polityków. A zatem jednostka i jej jakość to nie jest jakiś odosobniony prywatny rytuał nie mający wpływu na kierunek polityki czy ekonomii całego kraju, lub jakiś byt istniejący w oderwaniu od rzeczywistości, również społecznej. Według Chomsky'ego wszystkie progresywne zmiany dokonane w poltyce Stanów na przestrzeni historii tego kraju, zostały wprowadzone tylko dzięki oddolnemu naciskowi aktywnych, anonimowych jednostek. Analogicznie mówił C.G. Jung o wszelkich innowacjach intelektualnych, naukowych, cywilizacyjnych, że zostały osiągnięte, odkryte przez umysły wysoce irracjonalne. Tylko takie potrafią zaprzeczać ustalonym normom, kanonom, i wierzyć w coś co z racjonalnego punktu widzenia wydaje się absurdalne i nieprawdopodobne. Dlatego też Einstein twierdził iż rozum bez wiary jest bezpłodny. Kręci się wokół własnego ogona. Dlatego też po prorokach przychodzą klechy, i wszystko kostnieje, i trzeba od nowa rozbijać by móc stworzyć coś nowego, lepszego. Kultura masowa, tak samo jak instytucjonalna religia, ekonomia, technologia czy nacjonalizm jest realnym narzędziem manipulowania masami i trzymania ich na poziomie umysłowego zniewolenia i omamienia. Wyjściem z tej sytuacji jest być może bezustanny proces indywidualizacji. Bezustanne kształtowanie unikalności jakościowej jednostek, które właśnie dzięki swojejej odrębności, nieprzewidywalności, mogą stawić opór zarówno płytkiemu rozumowaniu (również komunikacji), jak i technologicznej manipulacji, która staje się coraz większym zagrożeniem dla jakości życia, i jego przetrwania.
    • diabollo Re: Masoni i koszczuj katolicki 27.11.21, 10:57
      Mieli wywołać rewolucję francuską i otruć Mozarta. "Chowajcie córki! Nadchodzą masoni!"
      Katarzyna Wężyk

      W skali globalnej jej rola polegała na stworzeniu sieci znajomości dla wpływowych reprezentantów klasy średniej. W USA nieomal stała się religią państwową

      ekst pochodzi z dwumiesięcznika "Książki. Magazyn do Czytania". O czym jeszcze piszemy w wydaniu 5/2021 czytajcie tutaj.

      To miał być wielki dzień dla Kościoła i jego wiernych synów i córek. W kwietniowe popołudnie 1896 roku sala paryskiego Towarzystwa Geograficznego pękała w szwach: przyszli księża i wolnomyśliciele, dziennikarze i zwykli ciekawscy. Ci, którzy nie zmieścili się w środku, tłoczyli się na ulicy. Było na co czekać: po raz pierwszy na żywo o najpodlejszych – i najbardziej pikantnych – grzechach masonerii miała opowiedzieć ich naoczna świadkini, ba, uczestniczka, z Bożą pomocą nawrócona na prawdziwą wiarę.

      Brzydkie myśli i nikczemne czyny
      Kościół bardzo takich świadectw potrzebował. Dziewiętnaste stulecie, wiek postępu, pary i kapitału, nie był dla niego łaskawy. Stary porządek poważnie naruszyła rewolucja francuska, a potem było już tylko gorzej: postępująca sekularyzacja i demokratyzacja, swobody obywatelskie, ruch robotniczy, Marks ośmielający się nazwać religię opium dla mas – świat w szybkim tempie zmierzał w stronę otchłani i trudno było nie doszukiwać się w tym macek diabła. Zwłaszcza po tym, jak papież utracił resztki władzy świeckiej: w 1870 roku, tym samym, w którym Kościół ogłosił dogmat o nieomylności Ojca Świętego, Rzym stał się stolicą Włoch, a papieskie państwo skurczyło się do niezbyt imponujących rozmiarów Watykanu.

      I ktoś musiał za tym stać. Sami z siebie ludzie przecież nie odrzuciliby autorytetu jedynej prawdziwej wiary ani nie podważyliby odwiecznej hierarchii, w której każdy znał swoje miejsce. A już na pewno nie dla wywrotowych idei w rodzaju wolności słowa, czyli de facto wolności bluźnierstwa bez konsekwencji, czy – już doprawdy śmiesznej – równości. Bo czy robotnik może być równy papieżowi, kobieta mężczyźnie, a czarny białemu?

      Inni szatani musieli być w tym czynni. I Watykan dokładnie wiedział jacy.

      W 1884 roku Leon XIII przystąpił do kontrofensywy. Jego wymierzona w masonów encyklika „Humanum genus" jest podręcznikowym wręcz przykładem spiskowej teorii. Za odczarowanie świata – twierdził papież – odpowiada tajne stowarzyszenie, które umieszcza swoich ludzi na wszystkich szczeblach władzy i z ukrycia pociąga za sznurki. Aby odeprzeć tę „straszną zarazę", należało ujawnić ich diabelskie sekrety – „zedrzeć z masonerii maskę" i ukazać ich „zdemoralizowane myśli i nikczemne czyny".

      Chowajcie swoje córki! Nadchodzą masoni!
      Léo Taxil, syn marnotrawny z insiderską wiedzą o szatańskich knowaniach, obiecał zrobić dokładnie to. Taxil w poprzednim życiu był profesjonalnym antyklerykałem, autorem takich pamfletów jak „Sekretne miłości Piusa IX" czy „Rozpustny spowiednik", które w wieku 26 lat zapewniły mu ekskomunikę oraz liczne grono czytelników. Szesnaście lat później, w lipcu 1885 roku, pojawił się w redakcji katolickiego dziennika „L’Univers" i z pokorą ogłosił, że się nawrócił. Impulsem miała być antymasońska encyklika – za grzechy żałuje, obiecuje poprawę, a w ramach zadośćuczynienia zdradzi światu mroczne i ohydne sekrety masonerii, które poznał podczas swojego stażu w loży.

      Obietnicy dotrzymał. Niezmordowanie – i z równą subtelnością oraz wyczuciem rynku co w poprzednim wcieleniu – ujawniał moralną zgniliznę dawnych towarzyszy. Jego największym hitem były książki o tzw. lożach adopcyjnych, które dopuszczały kobiety. Nic dziwnego – już we wstępie obiecał, że mimo obrzydzenia wyjawi, co naprawdę się w nich działo. W telegraficznym skrócie: babilońska rozpusta. „Francuskie matki! Chowajcie swoje córki! Nadchodzą masoni!", ostrzegł. Czytelnicy mogli się jednak cokolwiek rozczarować, prawdziwe obscena pojawiły się dopiero w ostatnim rozdziale, napisanym – by chronić niewinne dusze przed zepsuciem – po łacinie.

      CDN...
      • diabollo Re: Masoni i koszczuj katolicki 27.11.21, 10:58
        Tego błędu Taxil nie popełnił w kolejnym dziele, „Czy w masonerii są kobiety?". Opisał w niej najbardziej sekretny z sekretnych Zakon Palladiański, którego członkowie i członkinie oddawali się kultowi Baphometa, diabła o koźlej głowie, a także, zgadliście, babilońskiej rozpuście.

        Niegodziwym rytuałom – wbicie sztyletu w hostię, naplucie do kielicha mszalnego – przewodniczyły kobiety, z których najgorsza była „zagorzała lesbijka" Sophia-Sapho.
        Najbardziej kręciło ją świętokradztwo: w ramach inicjacji zmuszała inne „siostry" do stosunku z opłatkiem w pochwie. Można sobie wyobrazić moralne oburzenie katolickich wydawców firmujących te pornograficzne bezeceństwa. Ale czego się nie robi, by pokonać szatana.

        Zasługi Taxila w walce z masonerią były tak wielkie, że załatwiły mu natychmiastową audiencję u Leona XIII, europejską sławę oraz naśladowców. Niejaki doktor Bataille w kolejnej demaskatorskiej cegle „Diabeł w XIX wieku" przedstawił jeszcze bardziej fantastyczne relacje: miał zwiedzić jaskinie na Gibraltarze, gdzie Ryt Palladiański miał prowadzić własne, opalane ogniem piekielnym fabryki produkujące trucizny, i charlestońską siedzibę loży, której nie powstydziłby się czarny charakter z „Bonda". Znajdowało się w niej urządzenie do komunikacji z lożami na całym świecie składające się z plującej ogniem srebrnej ropuchy, mikrofonu, słuchawki i siedmiu złotych posążków. Spotkana w Charlestonie Sophia-Sapho mimochodem poinformowała zaś doktora, że będzie prababką Antychrysta, który ma się urodzić 29 września 1962 roku. Przy tej rewelacji bladły nawet grające na pianinie uskrzydlone krokodyle, które też miały nawiedzać palladiańskie loże.

        „Diana to ja"
        Antymasoński bank rozbiła jednak dopiero Diana Vaughan, jedna z bohaterek książki wspomnianego doktora Bataille’a. W 1893 roku katolickie gazety poinformowały, że w Rycie Palladiańskim dokonał się rozłam: mistrzyni Diana, prywatnie narzeczona diabła Asmodeusa i posiadaczka magicznego ogona lwa, opuściła lożę. A kilka miesięcy później nawróciła się – jak napisała „Civiltà Cattolica", łaska Boża skruszyła „serce jednego z najbardziej zatwardziałych wrogów Boga i Jego Chrystusa" – i sama zaczęła zdradzać masońskie sekrety. Nie na wszystkich jednak spłynęła łaska Pana – sceptycy zaczęli się czepiać szczegółów: czemu cytowany przez nią list od demona ma błędy gramatyczne? Dlaczego Diana nigdy nie pokazuje się publicznie? Czy aby na pewno istnieje?

        W końcu panna Vaughn poinformowała, że odpowie na wszystkie pytania na konferencji prasowej w Paryżu. Ale zamiast niej w siedzibie Towarzystwa Geograficznego pojawił się Léo Taxil i ogłosił, że „masoński spisek", który przez ostatnie dwanaście lat demaskował, to blaga. Bezczelne i hucpiarskie kłamstwo, którym karmił katolicką hierarchię i naiwnych wiernych, a ci łykali najdziksze bzdury i prosili o więcej.

        Taxil zmyślił wszystko: Ryt Palladiański, perwersyjne rytuały, kult szatana, zdeprawowane lesbijki, a nawet, kto by pomyślał, latające krokodyle.
        Doktor Bataille był jego starym znajomym, który użyczył nazwiska do książki („Po prostu drwiłem sobie z katolików", przyznał później), a Diana Vaughn – sekretarką fabrykanta, która zgodziła się grać tę komedię. „Diana to ja", ogłosił dumnie.

        Taxil trochę jednak przesadził w cynicznym triumfalizmie i kopaniu leżącego: został wybuczany nie tylko przez zdruzgotanych katolików, ale też część bardziej wolnomyślicielskiej publiczności, a do wyjścia musiała eskortować go policja. Kościół na aferę zareagował dostojnym milczeniem. A Taxil resztę życia spędził, żyjąc wygodnie z oszczędności i wznowień wcześniejszych, antyklerykalnych dzieł.

        Pod karą podcięcia mi gardła
        Afera Taxila to widowiskowy, ale bynajmniej nie jedyny przykład spiskowych teorii, które przez stulecia narosły wokół wolnomularstwa. Masoneria jest bowiem prototypem tajnej a złowieszczej organizacji, która z ukrycia rządzi światem; iluminaci, Klub Bilderberg, Nowy Światowy Porządek czy pedofilska klika z siedzibą w pizzerii to tylko kolejne jej wcielenia. To masoni mieli wywołać rewolucję francuską i rosyjską oraz amerykańską wojnę o niepodległość, wprowadzić w USA podatek dochodowy, otruć Mozarta, kryć Kubę Rozpruwacza, sfałszować lądowanie na Księżycu, współpracować z reptilianami, a także ukrywać przed globalną populacją, że Ziemia tak naprawdę jest płaska.

        W książce „Masoni. Architekci nowoczesnego świata" ekspert od sycylijskiej mafii John Dickie śledzi cztery stulecia ewolucji masonerii – od dworskiej gildii, przez oplatającą cały glob sieć networkingową, po siwy relikt patriarchatu. Globalnego spisku nie znajduje, ale jego teoretyków i owszem.

        Masońska legenda, ta czarna i ta biała, sięga dosłownie zarania dziejów. Ta druga głosiła, że pierwszym masonem był Adam, a jego następcami Noe, Mojżesz i architekci świątyni Salomona. Bardziej konserwatywni wolnomularze rodowód organizacji wywodzą od budowniczych katedr. Tymczasem, jak pisze Dickie, „początki masonerii wcale nie sięgają średniowiecza – należy ich raczej upatrywać w okresie, kiedy średniowieczny świat rozpadał się już na kawałki i rodziła się nowoczesność".

        CDN...
        • diabollo Re: Masoni i koszczuj katolicki 27.11.21, 10:59
          Pierwsze loże powstały w Edynburgu, przy dworze późniejszego Jakuba I Stuarta, króla Anglii i Szkocji, na przełomie XVI i XVII wieku.
          Założył je królewski architekt William Schaw. Nową organizację kamieniarzy od zwykłych cechów odróżniała okultystyczna ideologia – geometria była w niej wiedzą tajemną, Boga nazywano Wielkim Architektem, a niektórym słowom przypisano magiczną moc – i rozbudowane w kolejnych wiekach rytuały inicjacyjne.

          Te ostatnie Dickie opisuje ze szczegółami; pojawiają się w nich przepaski na oczy, obnażenie piersi i kolana oraz przysięga na dowolnie wybraną świętą księgę, że nowy członek nie zdradzi sekretów loży „pod karą podcięcia gardła, wyrwania języka oraz zakopania ciała na brzegu morza przy najniższym poziomie wody, w odległości jednego kabla od brzegu, gdzie fale odpływają i przypływają dwukrotnie w regularnych odstępach w ciągu dwudziestu czterech godzin".

          Brzmi to wszystko cokolwiek pretensjonalnie i nieszczególnie poważnie – dorośli mężczyźni bawiący się w zaklęcia i sekretne uściski dłoni. Autor przestrzega jednak przed wyśmiewaniem masońskich inicjacji. Ludzie potrzebują rytuałów – rytuały organizują nam życie od kolebki aż po grób – a czym właściwie różni się składanie stóp w kształt kielni od polewania czoła noworodka czy karmienia wiernych opłatkami, które mają być ciałem Boga?

          Pierwsza Wielka Loża powstała 24 czerwca 1717 roku w londyńskim pubie Gęś i Ruszt. Od tej daty mówimy o masonerii we współczesnym kształcie: luźnej organizacji męskich klubów, które ezoterycznymi rytuałami i szczytnymi ideałami w rodzaju braterstwa, tolerancji religijnej, egalitaryzmu, demokracji i kosmopolityzmu uwznioślały główny cel swojego istnienia, czyli, no cóż, prozaiczny networking.

          Wolnomularstwo, pisze Dickie, było miejscem, w którym ambitni mężczyźni z klasy średniej „mogli czuć się swobodnie, poszerzać sieci kontaktów oraz znajdować wpływowych przyjaciół", co z kolei przełożyło się na ich sukces: „jeśli dziś możemy stwierdzić, że żyjemy w świecie zdominowanym przez mężczyzn z klasy średniej, to w dużej mierze jest to zasługa – oraz wina – masonerii".

          Skarb narodów
          Ten model, w połączeniu z atrakcyjną aurą tajemnicy i ekskluzywności, okazał się strzałem w dziesiątkę: wolnomularstwo szybko wypączkowało ze szkockich wzgórz i londyńskich mgieł najpierw na całą Europę, potem świat. Masoneria, pisze Dickie, „to jeden z najbardziej rozchwytywanych kulturowych towarów eksportowych Wielkiej Brytanii, porównywalny ze sportami takimi jak tenis, piłka nożna czy golf". Wolnomularze budowali brytyjskie imperium – lub, jak to ujął jeden ze słynnych masonów, Rudyard Kipling – nieśli prymitywnym ludom kaganek oświaty (nie mylić z kagańcem!) i chrześcijańskie wartości w ramach „brzemienia białego człowieka". Czasem w lożach integrowali się z miejscowymi, dla których była to szkoła zachodniej polityki i administracji. Wykorzystywali ją później do wybicia się na niepodległość: dwie piąte liderów Indyjskiego Kongresu Narodowego przed I wojną światową należało do wolnomularstwa.

          Tego eksportowego sukcesu przyszło Brytyjczykom pożałować najbardziej w koloniach amerykańskich. Masonami było dziewięciu sygnatariuszy Deklaracji Niepodległości, 13 wśród składających swoje podpisy na konstytucji, no i sam generał Waszyngton, który wojnę o niepodległość dla Amerykanów wygrał, a potem został prezydentem Stanów Zjednoczonych.

          W pierwszych latach nowej republiki masoneria święciła swoje największe triumfy, co później stało się pożywką zarówno dla amatorów spiskowych teorii, jak i autorów spiskowych thrillerów. To masońska symbolika towarzyszyła wmurowaniu przez Czcigodnego Mistrza Waszyngtona kamienia węgielnego pod Kapitol – siedzibę Kongresu, którą Thomas Jefferson nazwał „pierwszą świątynią pod wezwaniem niezależności narodu".

          Nie bez powodu w trakcie uroczystości wykorzystano kielnie i węgielnice – nowa republika, eksperyment na skalę światową, potrzebowała zupełnie nowych rytuałów, dzięki którym także w sferze symbolicznej odcinała się od monarchii i jej sojuszu tronu z ołtarzem. Wolnomularstwo miało takowe na podorędziu.
          Państwo potrzebowało też spoiwa w postaci republikańskich cnót, a masoneria reklamowała się jako ich kuźnia. Wreszcie, wolnomularska tolerancja świetnie sprawdzała się w kraju, w którym obok siebie żyli purytanie i katolicy, menonici i Żydzi, kwakrzy i prezbiterianie. W okresie formacyjnym USA masoneria odgrywała rolę obywatelskiej religii i rozwijała się szybciej niż w jakimkolwiek innym czasie i miejscu: na początku XIX wieku na każdych dwudziestu białych Amerykanów przypadał jeden mason.

          CDN...
          • diabollo Re: Masoni i koszczuj katolicki 27.11.21, 11:01
            Pasmo sukcesów przerwała w 1826 roku śmierć Williama Morgana, byłego masona, który zapowiadał, że zdradzi sekrety loży. Byli bracia doprowadzili do aresztowania go za dług w wysokości dwóch dolarów, a z aresztu odebrało go dwóch mężczyzn, wepchnęło do powozu i odjechało w nieznane. Morgan miał krzyczeć: „Mordercy!". Jego ciała nigdy nie odnaleziono, ale poszukiwaniami i procesem podejrzanych żyła cała Ameryka.

            Odkrycie „masońskiego spisku" doprowadziło do powstania pierwszej partii trzeciej w historii Stanów Zjednoczonych – Partii Antymasońskiej – a także masowego opuszczania lóż przez niedawnych entuzjastów. Wolnomularstwo w USA odrodziło się w połowie XIX wieku, a w czasie wojny secesyjnej służyło obu stronom: loże południowców przekonywały o wyższości białej rasy, a pierwsze czarne loże wykorzystały masońską ideę braterstwa, by domagać się równego traktowania. Po wojnie z kolei wolnomularską manierę męskich rytuałów i barokowych tytułów do granic parodii doprowadziło inne tajne stowarzyszenie, Ku Klux Klan.

            Masoneria zapuściła korzenie także w przedrewolucyjnej Francji – masonem był doktor Joseph Guillotin, wynalazca nowej, bardziej humanitarnej metody egzekucji, oraz Wolter, do końca wobec jej rytuałów sceptyczny – ale, przekonuje Dickie, za wybuch rewolucji bynajmniej nie odpowiada. Wręcz przeciwnie: jakobini nieprzychylnie patrzyli na tajne stowarzyszenia i w efekcie również na francuskich masonach przetestowali wynalazek pana Guillotina. Masoneria przyczyniła się za to do zjednoczenia Włoch, bo to na jej modelu własną siatkę wzorowali karbonariusze. A potem mafia.

            Żydzi, masoni i cykliści
            Od początku największym wrogiem wolnomularstwa był Kościół katolicki. Już w 1738 roku papież Klemens XII hurtem obłożył masonów ekskomuniką i zlecił inkwizycji śledztwo w jej sprawie. W XIX wieku antymasońska fobia wśród watykańskiej hierarchii dorównywała antykatolickiej fobii w wyższych sferach Wielkiej Brytanii i USA. Podsycał ją strach. Masoneria była wówczas „masowym ruchem klasy średniej, który idealnie wpasował się do życia coraz bardziej demokratycznych i kapitalistycznych państw narodowych" – czyli, po prostu, konkurencją dla rządu dusz. Jeszcze zresztą w 1982 roku, kiedy Watykan miał naprawdę większe zmartwienia niż malejące grono fanów kielni i cyrkla, kardynał Ratzinger, wówczas prefekt Kongregacji Nauki Wiary, przypomniał, że przynależność do masonerii jest nadal zakazana, a „wierni, którzy dołączają do masońskich organizacji, są w stanie grzechu ciężkiego i nie mogą przystępować do komunii świętej".

            Ale antymasonizm miał też głębsze i mroczniejsze dno: „dużo starszą i bardziej niebezpieczną nienawiść religijną", konkretnie, oczywiście, antysemityzm. Jak wiadomo, wszystkiemu, co złe, winni są Żydzi i masoni (a także cykliści), a na przełomie XIX i XX wieku obie grupy były w oczach ultrakatolickiej prawicy równie podejrzane. Jedni i drudzy wszak nienawidzili Kościoła, odprawiali w sekrecie niezrozumiałe rytuały, stosowali te same symbole (w masonerii poczesne miejsce zajmowała na przykład świątynia Salomona – przypadek?), no i jednocześnie zarządzali międzynarodowymi finansami oraz dążyli do wprowadzenia globalnego komunizmu.

            Antymasońska paranoja świetnie się też wpasowała w autorytarne i totalitarne reżimy lat trzydziestych ubiegłego wieku. Benito Mussolini uznał wolnomularstwo za niekompatybilne z faszyzmem i zdelegalizował je we Włoszech. Hitler także uważał masonerię za organizację szkodliwą – instrument żydowskiego spisku, tubę zgniłego liberalizmu oraz pacyfizmu – ale znacznie lepiej od Mussoliniego potrafił sterować nastrojami społecznymi. Uznał, że nienawiść rozproszona jest mniej skuteczna i należy ją skupić na jednym celu: Żydach. Masoni, jeśli byli likwidowani, to raczej za inne zbrodnie: socjalizm, pacyfizm, homoseksualizm, ale przede wszystkim żydowskie pochodzenie. Wielu niemieckich wolnomularzy zresztą bez większych oporów poparło nazizm.

            Największe prześladowania spotkały masonów we frankistowskiej Hiszpanii. W czasie wojny domowej listy członków lóż publikowała katolicka prasa, a złapani trafiali do obozów koncentracyjnych albo pod ścianę. Generalissimus Franco powołał też Trybunał Specjalny do spraw Represji Masonerii i Komunizmu; masoni, którzy nie wyrzekli się organizacji i nie wydali kolegów, mogli spędzić w więzieniu nawet trzydzieści lat. Jeden ze śledczych, przytłoczony ogromem pracy, stwierdził: „Hitler jest szczęściarzem! Jeśli trzeba nadać lub odebrać komuś obywatelstwo, wystarczy to ocenić po haczykowatym nosie czy judaistycznych obrzędach. Nie to co my! My musimy polegać na wyznaniach masonów, które nigdy nie są szczere".

            Wrogo do wolnomularstwa, tego burżuazyjnego przeżytku, odnosiły się też państwa komunistyczne, a także część państw islamskich, dla których loże były przyczółkami zachodniego imperializmu i/lub Izraela.
            Po drugiej wojnie światowej europejska masoneria się odrodziła, ale nigdy nie odzyskała dawnych wpływów. Dziś jest organizacją zdecydowanie retro, co widać po średniej wieku około sześciu milionów jej obecnych członków na całym świecie: dominują siwe głowy. Nawet w kategorii złowieszczej tajnej organizacji pociągającej z ukrycia za sznurki wypadła z pierwszej dziesiątki czarnych charakterów amatorów teorii spiskowych.

            Masoneria jak Watykan
            Dickie swoją opowieść o masonach opatrzył podtytułem „architekci współczesnego świata", ale chyba trochę na wyrost. W jej szeregach, owszem, bywali ludzie, którzy zmienili historię: Waszyngton, Theodore i Franklin Rooseveltowie (w sumie 14 prezydentów USA), Winston Churchill, Giuseppe Garibaldi i Simón Bolivar – ale pogłoski o jej mackach oplatających świat są mocno przesadzone. Tajemniczość masonerii, przekonuje, nie służy ukrywaniu jej władzy i wpływów. Jest po prostu chwytem marketingowym. Jej przedstawiciel przyznał to już w XVIII wieku pod groźbą tortur inkwizycji: „Tajemnice, rzecz jasna, wzbudzały ciekawość, dzięki czemu do tej społeczności pragnęło wstąpić wiele osób".

            CDN...
            • diabollo Re: Masoni i koszczuj katolicki 27.11.21, 11:03
              Masoneria, wyjąwszy może decentralizację, ma za to wiele wspólnego ze swoim arcywrogiem, Kościołem Katolickim. Podobieństwo dostrzegali zresztą sami przedstawiciele Watykanu. Ojciec Antonio Bresciani, autor dziewiętnastowiecznych antymasońskich bestsellerów (seks, przemoc, anarchia, czarne msze i przebierające się za mężczyzn zabójczynie), pisał, że masoneria jest negatywem Kościoła.

              „Diabeł zaaranżował hierarchię, kapłanów, grupę wiernych, relikty, kalendarz, święta, codzienne praktyki, wyznawców, własną świątynię, własnych misjonarzy, religijne przysięgi, bezbożne zakony, kongregacje, biblię, dogmaty, nauki, rady, kolegia, liturgię, rytuały i język liturgiczny. Wszystko. Ale ma to znaczenie i cele diametralnie inne od tych obowiązujących w Bożym Kościele".
              Faktycznie, jednym z celów masonerii zawsze była sekularyzacja – i dlatego Watykan z taką pasją od początku ją zwalczał – ale podobieństw jest więcej niż różnic. I masoneria, i Kościół są hierarchicznymi męskimi organizacjami, które na sztandarach mają duchowe oświecenie i samodoskonalenie, ale swoim członkom oferują też bardziej prozaiczne benefity: karierę i wpływy. Lubują się w rozbudowanych, pompatycznych rytuałach. No i wymagają wiary w Istotę Najwyższą.

              Obie organizacje wciąż wykluczają też połowę ludzkości, tłumacząc to uświęconą tradycją albo seksistowskimi stereotypami (kobiety w lożach miały rozpraszać mężczyzn, zachęcać do rozpusty oraz nie być w stanie dochować sekretu). Jeśli kobiety do masonerii wpuszczano, to tylko do podrzędnych i niesamodzielnych lóż, i to głównie po to, żeby dać odpór kościelnym oskarżeniom o sodomię. „Większość masońskich ugrupowań wyznacza kobietom role, które są stereotypowo seksistowskie. Posłuszne żony. Symbole męskiego poważania. Dobrotliwe anioły. Wdowy, którym trzeba okazać życzliwość. Obserwatorki męskich przebieranek. To mężczyźni mają monopol na władzę w masonerii jako instytucji, a w takim zakresie, w jakim masoneria ma wpływy w społeczeństwie, mężczyźni zmonopolizowali również ten obszar".

              Masoneria, podobnie jak Kościół, w kwestii równouprawnienia okazała się wyjątkowo odporna na zmianę. Nawet dziś zasadniczo wzbrania się przed przyjęciem kobiet – no, chyba że są to kobiety, którym przy urodzeniu przypisano płeć męską. W 2018 roku największa brytyjska loża ogłosiła, że bracia, którzy wstąpili jako mężczyźni, nie zostaną wyrzuceni po tranzycji płciowej. Byłaby to bowiem „bezprawna dyskryminacja".

              Większa tolerancja dla transpłciowości niż braku chromosomu Y ma zresztą w masonerii długą tradycję. W połowie XVIII wieku głośny był przypadek masona Chevaliera d’Éon, w młodości żołnierza, prawnika, awanturnika i szpiega, który miał zwyczaj okazjonalnego noszenia damskich ubrań. W średnim wieku d’Eon ogłosiła, że jest kobietą – a jej rodzima loża nie tylko jej nie wyrzuciła, ale wręcz przyjęła z otwartymi ramionami, w końcu dalej była jednym z braci. Płeć d’Éon pozostała obiektem domysłów i spekulacji aż do jej śmierci, kiedy to sekcja wykazała, że posiadała męskie narządy płciowe.

              Zarówno wokół masonerii, jak i Kościoła krążyły najdziksze mity: jeszcze w latach 60. kandydat na prezydenta USA musiał się wyborcom tłumaczyć ze swojego katolicyzmu, a masoneria w wielu, zwłaszcza katolickich krajach do dziś jest wręcz synonimem spisku. Obie instytucje stały się głównymi bohaterkami robiących swego czasu dużo szumu bestsellerów Dana Browna, mistrza recyklingu spiskowych teorii w formie thrillera.

              Przypadek? Nie sądzę...

              "Masoni. Architekci nowoczesnego świata", John Dickie, przeł. Aleksandra Ożarowska, Czarna Owca, Warszawa, PREMIERA: 10 listopada

              A VIRGINIA WOOLF NA TO:
              Iluzje są tym dla duszy, czym atmosfera dla planety. Prawdą jest, że ludzie mają w sobie tyle dobroci, tyle wiary, tyle miłosierdzia, ile im potrzeba, żeby zwiększyć rozkosz chwili

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka