Dodaj do ulubionych

Wspólna lista, czyli przepis na katastrofę

24.05.22, 10:59
krytykapolityczna.pl/kraj/wspolna-lista-czyli-przepis-na-katastrofe/
Obserwuj wątek
    • oby.watel Re: Wspólna lista, czyli przepis na katastrofę 25.05.22, 09:10
      Galopujący pożyteczny idiota akcji. Jakim bowiem trzeba być idiotą, żeby przykładać normalną miarę do nienormalnej sytuacji. Mając naprzeciw sobie zdeterminowanego, zjednoczonego przeciwnika, który nie tylko nie przestrzega reguł, ale ma w reku wszystkie atuty z możliwością skręcenia wyników włącznie przekonywać, że wystarczy się podzielić, żeby wygrać. Ale prawdę powiedziawszy taka propisowska postawa u neobolszewików nie dziwi. Nie dziwi także brak jakiejkolwiek refleksji nad tym co po zwycięskich wyborach. Każdy będzie ciągnął w swoją stronę jak przed wyborami? PiS doszło tam gdzie jest, bo szło zjednoczone, działało wspólnie. Jak sobie neobolszewicy wyobrażają sanacje państwa w wykonaniu ludzi, którzy nie są w stanie dogadać się w najprostszych sprawach? Major naprawdę jest tak durny, że nie rozumie jak działa d'Hondt? Że premiuje największych dodając im i karze maluczkich odbierając?

      Oczywiście można zrozumieć strach Kosiniaków-Kamyszów, Hołownie, Czarzastych i podobnych niewydarzonych lidarzątek. Mdleją ze strachu, że jak znajdą się na drugim miejscu na liście to ich "elektorat" oleje i nie wejdą, choć właśnie dzięki d'Hontowi wejdą nawet z dziesiątego miejsca. A elektorat może głosować na swojego ulubieńca niezależnie od tego, czy znajdzie się na osobnej czy wspólnej liście. Rozumku nie staje, żeby to pojąć? To trzeba galopem udać się po rozum do głowy.
      • oby.watel Re: Wspólna lista, czyli przepis na katastrofę 27.05.22, 13:32
        Nie tylko Wyborcza pracuje na zwycięstwo PiS-u. Ale co racja, to racja. Chałupa płonie,ale ważniejsze od wspólnego gaszenie jest ustalenia programu gaszenia. Niech każdy gaśnicowy przedstawi swoją propozycję. Żeby tylko znowu nie skończyło się jak z partyzantami, z których leśniczy poganił z lasu.
      • diabollo Re: Wspólna lista, czyli przepis na katastrofę 27.05.22, 23:35
        Tomasz Markiewka

        Spór o strategię opozycji: na razie niech partie skupią się na swoich programach

        Utworzenie wspólnego bloku opozycji w wyborach powinno być traktowane jako ostateczność, a nie wariant domyślny.

        Tomasz Markiewka – filozof i publicysta, autor książek „Gniew" (2020) i „Zmienić świat raz jeszcze" (2021).

        Sondaż Ipsos dla OKO.press, który daje Zjednoczonej Opozycji 50 proc. poparcia – przy 30 proc. dla PiS-u i 8 proc. dla Konfederacji – robi wrażenie. Wciąż nie przesądza jednak, że pomysł zjednoczenia jest dobry.

        Przede wszystkim opozycja ogólnie ma się nieźle w ostatnich sondażach – nawet gdy jest brana pod uwagę osobno, a nie jako jedna siła koalicyjna. Wcześniejszy sondaż Ipsos (10-12 maja) dawał PO, Lewicy i Polsce 2050 w sumie 48 proc. poparcia. To nie jest tak imponujące jak 50 proc., a PSL ląduje w takim wariancie pod progiem, ale pamiętajmy, że w przypadku owych 50 proc. mówimy na razie o jednym sondażu. W innym badaniu (United Surveys z 9 maja) Zjednoczona Opozycja uzyskała już „ledwie" 42 proc.

        Sprawa nie jest więc jednoznaczna. Na razie widać tyle, że opozycja ma szansę wygrać i razem, i osobno – albo w jeszcze innym wariancie, na przykład dzieląc się na dwa bloki. Po prostu PiS chwieje się pod wpływem problemów, które uderzają wprost w dobrobyt Polaków – inflacja jest najdobitniejszym przykładem.

        Nie tylko ordynacja ma znaczenie
        Dyskusje o tym, w jakim kształcie opozycja powinna iść do wyborów, skupiają się zazwyczaj na metodzie podziału mandatów D’Hondta. Istnieje jednak jeszcze inne ważne pytanie: jaka strategia byłaby lepsza w kontekście kampanii wyborczej?

        Na pozór wokół zjednoczenia można zbudować bardzo atrakcyjną narrację: łączymy siły w obronie demokracji, nie zacieramy różnic, ale na czas kampanii spychamy je w cień w imię wyższego dobra.

        Tylko że wrzucenie całej opozycji demokratycznej do jednego worka – w konsekwencji: ustawienie głównej linii sporu wokół narracji „wszyscy kontra PiS" – może być też korzystne dla rządzącej partii, która wolałaby dyskusję na temat „my kontra oni" niż dyskusję o rosnących cenach czy stanie usług publicznych.

        Polska skrajna prawica jest sprawna w łączeniu wojennej retoryki i syndromu oblężonej twierdzy. Nawet gdy walczy z mniejszościami, na przykład osobami LGBT+, to przedstawia to w taki sposób, jakby rzucił się na nią sam Stalin wraz z całą Armią Czerwoną. To jest całkowicie fałszywa, a jednocześnie bardzo atrakcyjna rama narracyjna, bo wszyscy zostaliśmy wychowani na historiach wojennych, w których „ci dobrzy" odpierają przeważające siły wroga.

        PiS tak czy inaczej będzie próbował sięgnąć po tę retorykę, by mobilizować swoich wyborców, ale umieszczenie całej demokratycznej opozycji na jednej liście ułatwi mu sprawę.

        PiS wykorzysta rozbieżności w programach partii opozycyjnych
        Partia Kaczyńskiego na pewno zechce też wykorzystać to, że ugrupowania, które wchodziłyby w skład Zjednoczonej Opozycji, różnią się w wielu kwestiach. Będzie wrzucać do kampanii wyborczej tematy, które podkreślają te różnice i mogą skłócić polityków oraz wyborców tych partii. Wystarczy poruszyć temat praw osób LGBT+, a natychmiast wśród opozycji zaczyna się spór na temat tego, czy jest to kwestia fundamentalna, bo dotyczy praw człowieka, czy może lepiej nie mówić o tym za dużo, bo zniechęca to bardziej konserwatywną część społeczeństwa.

        CDN...
        • diabollo Re: Wspólna lista, czyli przepis na katastrofę 27.05.22, 23:37
          Niby rozwiązanie jest proste: opozycja musi być dojrzała, nie może dać się sprowokować takimi wrzutkami, najlepiej niech podkreśla wspólny cel: ochronę demokracji. Problem polega na tym, że te różnice poglądów – czy to w kwestii osób LGBT+, czy w kwestii podatków lub polityki mieszkaniowej – są realne i dotyczą spraw, które leżą na sercu znacznej części wyborców opozycji. Prowadzenie całej kampanii wyborczej na haśle „Teraz najważniejsze jest odsunięcie od władzy PiS-u, a potem pomyślimy" może się więc okazać trudniejsze w wyborczej praktyce, niż jest w publicystycznej teorii. Podobnie ma się sprawa z przekonywaniem głosujących, że każda formacja zachowuje swoją tożsamość w sytuacji, gdy wszystkie znajdują się na jednej liście.

          Ani po stronie polityków, ani po stronie komentatorów politycznych nie widać nawet cienia planu, jak zjednoczona opozycja miałaby sobie radzić z tego typu problemami. Wszyscy skupiają się raczej na dodawaniu procentów poparcia niż na próbie znalezienia odpowiedzi na różnice programowe i potencjalne ogniska konfliktu. A podejście typu „Będziemy się zastanawiali nad tym na bieżąco, w trakcie kampanii" to przepis na katastrofę.

          Zagrożeniem jest polaryzacja, taka jak w USA
          Abstrahując zaś od strategii wyborczej, istnieje jeszcze jedno ryzyko związane z ustawianiem wyborów w taki sposób, że do ostatecznego starcia staną w nich dwa wielkie obozy. Przekształcenie się, choćby na chwilę, w coś, co przypomina system dwupartyjny, może pogłębić i tak już niepokojąco dużą polaryzację wyborców. Na dłuższą metę będzie to kłopot przede wszystkim dla obecnej opozycji.

          Weźmy przykład USA. Joe Biden pokonał w ostatnich wyborach Donalda Trumpa. Wspaniale! Ale polaryzacja poszła tam tak daleko, że mnóstwo wyborców tego drugiego jest gotowych uwierzyć w każde jego kłamstwo – bo jest liderem ich drużyny i bezlitośnie beszta drużynę przeciwną. Badania z maja 2021 roku pokazują, że aż 53 proc. wyborców Partii Republikańskiej jest przekonanych, że to Trump jest prawowitym prezydentem, a wybory zostały „skradzione". Co gorsza, we właśnie toczących się prawyborach do Kongresu sukcesy odnoszą ci kandydaci Republikanów, którzy podpisują się pod tą tezą.

          Wygląda na to, że Amerykanie weszli na ścieżkę, gdzie każde kolejne wybory – niezależnie od tego, kto wygrał poprzednie – stają się bitwą o ochronę demokracji przed nacjonalistycznym autorytaryzmem. Między innymi właśnie ze względu na polaryzację, która sprawia, że zarówno sam Trump, jak i twory Trumpopodobne stali się odporni na jakąkolwiek merytoryczną krytykę.

          Powinniśmy być bardzo ostrożni, żeby nie znaleźć się na podobnej ścieżce. Niezależnie od wyniku najbliższych wyborów parlamentarnych historia w Polsce się nie skończy. Demokracja, praworządność, integracja z Europą nie zostaną ani raz na zawsze uratowane, ani raz na zawsze utracone. Jeśli PiS przegra, to nie rozpłynie się w powietrzu niczym wampir przebity osinowym kołkiem. Przeciwnie – będzie największą siłą opozycyjną, bo nie rozpłyną się też jego wyborcy. Jeśli przegra opozycja, to mimo nieuniknionych głosów rozpaczy po takim rozstrzygnięciu ani ona, ani głosujący na nią ludzie nie zaakceptują ze spuszczonymi głowami, że nic się już w Polsce nie zmieni.

          Opozycja z twarzą Tuska
          Warto więc myśleć także o tym, jaki wpływ będzie miała kampania wyborcza na podziały społeczne. I czy uczynienie Donalda Tuska twarzą całej opozycji – a tak nieuchronnie się stanie przy jej zjednoczeniu – ich nie pogłębi.

          Nie znaczy to, że wynik najbliższych wyborów nie jest ważny – ma ogromne znaczenie. Już choćby dlatego, że dzisiejsza opozycja mogłaby odebrać PiS-owi część narzędzi służących Kaczyńskiemu do zwiększania polaryzacji, jak TVP.

          Nie chodzi więc nawet o to, że pomysł startu w jednym bloku opozycyjnym powinien być z góry skreślony. Rzecz w tym, że ze wszystkich wspomnianych powodów powinien być traktowany jako ostateczność, a nie wariant domyślny. Dziś partie opozycyjne powinny się skupić – każda oddzielnie – na przekonywaniu wyborców do swojego pomysłu na Polskę, a nie na układankach wyborczych.

          wyborcza.pl/7,75968,28502736,spor-o-strategie-opozycji-teraz-niech-partie-skupia-sie-na.html#S.main_topic-K.C-B.3-L.2.glowka
    • diabollo Re: Wspólna lista, czyli przepis na katastrofę 30.05.22, 15:33
      Wśród elit toczy się ożywiona dyskusja o lewicy. Chodzi o to, że sami liberałowie nie dadzą rady PiS-owi więc potrzebują listka figowego w postaci jakiejś lewicy. Jednak sprzeciwiają się, żeby lewicę odbudowywać w oparciu o gniew ludu, bo dyskutanci za dobrze pamiętają, że duża część tego właśnie jak to oni z przekąsem pisują "uciśnionego ludu" głosowała na PiS. Fakt, że ludzie zagłosowali na PiS do reszty przekonał lewicową inteligencję, że lud jest głupi, choć nie przeczy ona, że bywa on krzywdzony. Zamiast pomysłu, żeby ów lud wyrwać z objęć Kaczora i upodmiotowić politycznie będą się dalej nad nim "pochylać", głęboko w duszy nim gardząc.

      m.facebook.com/story.php?story_fbid=pfbid0387SSUVuYim2gcvZmcJZwrygLNLYL9zYdjy889EqZfTLnBGpkPXmxvccDweVApaqAl&id=1602973991
        • diabollo Re: Wspólna lista, czyli przepis na katastrofę 31.05.22, 09:25
          W Polsce tak już jest, że wyborów się nie wygrywa (jakimś sensownym programem), w Polsce rządzący czasami wybory przegrywają, jak się zaplączą o własne nogi.
          I tak w 2015 PIS nie wygrał, tylko PO przegrało bo połowa elektoratu poszła do Ryśka Petru i jego Średniowiecznej.pl proponijąc system podatków wzorowany na Rosji i Kazachstanie.
          Wyborcy PO (połowa wyborców) porzuciło PO, bo ta skrajnie konserwatywna partia ( jak na standardy europejskie) "za bardzo skręciła w lewo".

          PO hodowało PISde bardzo pracowicie, bo straszenie PISem dawało komfort rządów bezideowych i bezwynikowych, aż do czasu fuckupa z Ryśkiem Petru i wpadnięciem władzy w ręce PISu.

          A ponieważ prawica to prawica i to 80-90% elektoratu, nawalanka jest na pokaz aby rządził POPIS, czy to Kaczor, Tusk czy czcigodny Oby.watel to wszyscy mają jednego, znienawidzonego wroga: Lewicę. I POPIS będzie zawsze oskarżał lewicę za rządy i błędy POPISU.

          Kłaniam się nisko

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka