Dodaj do ulubionych

Obsesja Jana Pawła Olbrzymiego

23.07.22, 09:41
Obsesja walki z cielesnością połączyła Jana Pawła II z trzema najbliższymi mu kobietami
WOLNA SOBOTA
21.07.2022, 17:24
Artur Nowak, Stanisław Obirek

Jan Paweł II do końca swoich dni karał swoje ciało. Słychać było odgłos uderzeń, gdy się biczował.
Zachowanie rzecznika, a zarazem twarzy kurii białostockiej wobec kobiety opisane przez „Gazetę Wyborczą" jest symptomatyczne. To nie przypadek, że w głowie księdza Andrzeja Dębskiego dostąpienie przez kobietę zaszczytu znalezienia się „w gabinecie metropolity białostockiego" wiąże się nie z tym, że zostanie przyjęta jak równoprawny partner, ale że zostanie przywołana jako przedmiot gwałtu.

Skąd taki Dębski ma wiedzieć, jak rozmawiać z kobietami, skoro od dekad seminaria przyuczają kandydatów do kapłaństwa, by zamiast wsłuchać się w ich potrzeby, mówili im, jak mają żyć.

– Wy jesteście, drogie siostry, matkami, żonami – jesteście także córkami; jesteście narzeczonymi; jesteście siostrami. Waszym życiowym powołaniem jest dawać ludziom życie: nowym ludziom dawać życie. – tak mówił Karol Wojtyła 12 września 1976 roku w Kalwarii Zebrzydowskiej. Dwa lata przed objęciem absolutnej władzy w Kościele. Jak zauważyła swego czasu przytomnie Justyna Melanowska, Wojtyła nie miał do powiedzenia o kobiecie nic nad to, że istnieje ona zawsze i tylko jako matka.

Rosemary Radford Ruether: Jestem w Kościele, by go zmienić
21 maja, w wieku 85 lat, zmarła Rosemary Radford Ruether, jedna z najwybitniejszych katolickich teolożek feministycznych. Zostawiła po sobie 36 książek i setki artykułów, które radykalnie zmieniły spojrzenie na teologię katolicką, a zwłaszcza na miejsce kobiet w Kościele. Dwie najgłośniejsze to „Sexism and God-Talk" o seksizmie w teologii katolickiej i „Gaia and God" – jedna z pierwszych poświęconych ekoteologii. Obie zupełnie przemilczane nad Wisłą, gdzie teologia ogranicza się do zachwytów nad dokonaniami Jana Pawła II i Benedykta XVI, produkując teksty, których nikt już nie czyta.

Na Zachodzie książki Ruether należą do obowiązkowej lektury na wydziałach teologii. Przyznano jej kilkanaście doktoratów honorowych. Jednak znacznie ważniejszy jest jej wpływ jako wykładowczyni na tysiące studentów i studentek, setki naukowców i naukowczyń, w tym również katolickich. Gdy na początku swojej drogi akademickiej, w latach 60., opublikowała artykuł „Dlaczego katolicka matka wierzy w regulację urodzeń", została wyrzucona z pracy, ze szkoły katolickiej. Wtedy przyjęła zasadę, którą polecała też innym: „jeśli chcesz zachować wolność, nie pracuj dla katolickiej instytucji". W istocie do końca zachowała nie tylko wolność, ale i bezkompromisowość. Opowiadała się za zniesieniem celibatu, kapłaństwem kobiet, domagała się większej roli dla kobiet w procesach decyzyjnych w strukturach kościelnych. Swoje poglądy opierała na solidnych studiach źródeł chrześcijańskich.

Ruether często pytano, dlaczego pozostała katoliczką, skoro tak wiele feministek zażenowanych postawą hierarchów opuściło tę wspólnotę. Odpowiadała: „Jako feministka mogę wymyślić tylko jeden powód, aby pozostać w Kościele katolickim: by spróbować go zmienić" .

W tekście napisanym po jej śmierci (27 maja) „The New York Times" wieszczy, że za jakiś czas dziedzictwo Ruether będzie stawiane w jednym rzędzie z dziełami Augustyna i Tomasza z Akwinu.

Jan Paweł II zrobił wiele, by stłumić takie głosy jak ten Rosemary Radford Ruether.

Papież zmieszany i pochmurny
Wojtyła bał się bowiem kobiet odważnych, które pozwalały sobie mieć inne zdanie na temat ich roli w świecie oraz Kościele niż jego ciasny horyzont, wykuty przez trzy opresyjne systemy: doświadczenia faszyzmu, komunizmu, wreszcie socjalizację katolicką.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Obsesja Jana Pawła Olbrzymiego 23.07.22, 09:43
      Widać było, jak stracił rezon i pewność siebie, kiedy w październiku 1979 roku, podczas pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych, przyjmowany dotąd niemal jak gwiazda popu, usłyszał od dumnej amerykańskiej zakonnicy Theresy Kane, przewodniczącej Konferencji Zakonów Żeńskich, prośbę o otwarcie wszystkich posług Kościoła dla kobiet, bo Kościół to wspólnota równych ludzi. Zabrzmiało to zuchwale, gdyż poprzedniego dnia papież powtórzył swój sprzeciw wobec wyświęcania kobiet. Przyzwyczajony do rozmówców, którzy mieli dla niego służalcze pochwały, dary i wiechy kwiatów, spochmurniał. Nie miał Kane nic do powiedzenia.

      Był też zmieszany podczas wizyty w Irlandii. Zaczęło się od tego, że zapytał męża pani prezydent Mary McAleese: „Nie wolałbyś być prezydentem Irlandii, niż poślubić prezydenta?". Kiedy prezydentka zażądała przeprosin, tłumaczył się jak dzieciak, zrzucając to na karb słabej znajomości języka angielskiego. Jak było naprawdę? Nam McAleese wyjaśniała to tak: Karol Wojtyła, pomimo politycznego talentu, był mężczyzną swoich czasów, a równość kobiet była zjawiskiem, którego po prostu nie rozumiał. No. chyba że nie stawiały one mężczyznom żadnych wymagań.

      Warto się zastanowić przy tej okazji, jakie kobiety ukształtowały myśl i antropologię Wojtyły, który z bezprzykładną zawziętością zwalczał wszelkie przejawy niezależnego myślenia w Kościele.

      Cuda i pieniądze Matki Teresy
      Chyba najbardziej znaną w świecie kobietą, z którą wiązała go specyficzna więź, była święta matka Teresa z Kalkuty. Byli sobie bliscy. Oboje się biczowali, obsesyjnie zwalczali aborcję, nigdy też nie pozwolili sobie na krytyczne refleksje na temat swojego Kościoła. Ta prosta, ale też surowa i grubiańska kobieta pasowała do jego wizji posłusznej, sterylnej seksualnie kobiety, ślepo posłusznej przełożonym. Podczas mszy beatyfikacyjnej Jan Paweł II porównał ją do „ikony Dobrego Samarytanina". Ale z tą beatyfikacją, na długo jeszcze, zanim poznaliśmy ciemną stronę Teresy, było coś nie tak. Zgodnie z kościelnym prawem błogosławionym może zostać osoba, za sprawą której miał miejsce cud. Żywym dowodem wstawiennictwa Teresy w uzdrowieniu miała być Monica Besra, która twierdziła, że w 1998 roku, po modlitwie do matki Teresy, w niedający się wytłumaczyć sposób pozbyła się pokaźnego guza żołądka. Po miesiącach debat nad tym przypadkiem Rzym uznał, że to cud.

      Mustafi, lekarz, który leczył Besrę, nie miał wątpliwości, że to żaden cud – chorej pomogły leki. Był zdumiony, że zespół watykańskich badaczy tego „nadprzyrodzonego zjawiska", który udał się do Indii, nigdy się z nim nie skontaktował.

      Głos w sprawie zabrał Christopher Hitchens. Ten chyba najbardziej znany krytyk przyszłej świętej nazwał Matkę Teresę „fanatyczką, fundamentalistką i oszustką", argumentując, że „tylko przybędzie biednych i chorych, jeśli jej przykład będzie naśladowany". Pytał, co Teresa zrobiła z pieniędzmi, które otrzymała od możnych tego świata.

      Ale dla kościoła matka Teresa była maskotką, której wizerunek doskonale się sprzedawał. Też była jak gwiazda popu. W nastawionym na konsumpcję społeczeństwie zachodnioeuropejskim, w USA, była awangardą, radykalną apostołką miłości.

      Jak zaczęła się ta błyskotliwa kariera? Podobno dzięki BBC. Kiedy na przełomie 1967 i 1968 roku dziennikarz Malcolm Muggeridge, przybywający wówczas w Kalkucie, postanowił nagrać o niej film, Teresa była nieznana. Muggeridge chciał zrobić zdjęcia w miejscu, gdzie przebywali umierający. Było tam kiepskie światło i realizator obrazu zaproponował, żeby kręcić na nowoczesnych, czułych taśmach Kodaka. I wtedy Muggeridge oświadczył, że to nie film Kodaka, ale „boskie światło", którym emanowała matka Teresa, umożliwiło nakręcenie zdjęć. Muggeridge doskonale znał opinię operatora, ale włączył ten „cud" do swojego filmu. Kariera Teresy odpaliła. Nagle organizację, której przewodziła, dosłownie zalały czeki.

      Trzej uczeni z kanadyjskich uniwersytetów: Serge Larivée, Genevieve Chénard i Carole Sénéchal, którzy wzięli na warsztat mit matki Teresy z Kalkuty, ustalili, że tylko 5 proc. procent wszystkich pieniędzy, która zebrała, poszło na opiekę. Cała reszta została przeznaczona na budowę domów dla sióstr misjonarek albo przejęta przez Watykan. Matka Teresa dysponowała majątkiem wynoszącym ponad 100 milionów dolarów. Wobec takiego bogactwa nic nie tłumaczy faktu, że misjonarki nie miały leków przeciwbólowych dla chorych albo jednorazowych strzykawek.

      Z książki „Grzech pierworodny" z 2017 roku autorstwa zaprawionego w śledztwach dotyczących ciemnych stron kościoła Gianluigiego Nuzziego wynika, że Teresa była największym klientem Banku Watykańskiego – oficjalnie znanego jako Instytut Dzieł Religii. Nuzzi stawia tezę, że gdyby Teresa wycofała swoje środki z tej skompromitowanej instytucji, bank stałby się niewypłacalny.

      Według profesora Larivée matka Teresa uważała, że świat zyskuje na cierpieniu i że jest coś pięknego w cierpieniu ubogich, gdyż przypomina mękę Chrystusa. Podczas licznych powodzi w Indiach lub po eksplozji fabryki pestycydów w Bhopalu nie szczędziła modlitwy i medalików Matki Boskiej; zabrakło jednak z jej strony pomocy pieniężnej.

      Misjonarki Miłości - sekta bez dotyku
      Blisko ćwierć wieku po śmierci Teresy, w 2021 roku, Michelle Goldberg ukazała na łamach „The New York Times" jeszcze inną perspektywę jej działalności. Przyrównała strukturę stworzonego przez Teresę zakonu do sekty. Inspiracją do tej analizy był między innymi podcast „The Turning: The Sisters Who Left". Jedna z byłych sióstr, Mary Johnson, wspominała w podcaście o przemożnej kontroli zakonu nad jednostką. Wspominała, że siostry wychodziły na zewnątrz zawsze dwójkami. „Nigdy nie pozwolono nam po prostu wyjść i coś zrobić". W zakonie panowała swego rodzaju sterylność – byłe siostry opowiadają, że jakikolwiek fizyczny kontakt lub przyjaźń były zakazane. Bliskich można było odwiedzać raz na dziesięć lat. Według Johnson matka Teresa polecała zakonnicom, by dzieci, którymi się opiekują, dotykały tylko jeśli jest to niezbędne. Jednocześnie oczekiwano od sióstr, że będą się regularnie biczować.

      Była zakonnica misjonarek miłosierdzia Colette Livermore nie otrzymała zgody na odwiedzenie w szpitalu umierającego brata. Pomimo zakazu chciała wrócić do domu, nie miała jednak pieniędzy na podróż. Ogolona na łyso nie miała nawet zwykłego, świeckiego ubraniu. Czas w zakonie wspomina jako pranie mózgu.

      Teresa była zafiksowana na ukrzyżowaniu Chrystusa. Był to dla niej swoisty katalizator świętości. Kiedy pierwszy raz wzięła do rąk sznur do biczowania, była przerażona, ale i podekscytowana, wyobrażając sobie, że podjęła wyzwanie pokonania egoizmu i stania się osobą świętą.

      Australijska feministka Germaine Greer stwierdziła, że Teresa to „religijna imperialistka", która żerowała na najsłabszych w imię zbieranie dusz dla Jezusa. W ośrodkach prowadzonych przez Teresę dochodziło do chrztów wbrew woli umierających pacjentów. Według Susan Shields, byłej członkini misjonarek miłosierdzia, siostry miały zapytać każdą osobę zagrożoną śmiercią, czy chce „biletu do nieba". Odpowiedź twierdząca miała oznaczać zgodę na chrzest. Tylko dlaczego siostry udawały, że jedynie chłodzą głowę pacjentów mokrą szmatką? Chrzczono hindusów i muzułmanów.

      W głośnym eseju „White Women in Racialized Spaces" historyk Vijay Prashad powiedział o matce Teresie, że jest kwintesencją wizerunku białej kobiety w koloniach, pracującej nad ratowaniem ciemnych ciał przed własnymi pokusami i niepowodzeniami. Jak zauważył, międzynarodowe media zdominowane przez Euro-Amerykanów ciągle jeszcze utrzymują kolonialne przekonanie, że biali ludzie są szczególnie obdarzeni zdolnością do wywoływania zmian społecznych.

      Jest jeszcze jedna historia o świętej z Kalkuty. Związki jezuity Donalda McGuire'a z matką Teresą datuje się na rok 1981. Poznali się za sprawą innego wysoko postawionego jezuity Johna Hardona, doradcy ówczesnego kardynała Ratzingera. Zauroczył ją jego konserwatyzm. McGuire został spowiednikiem i kierownikiem duchowym z
      • diabollo Re: Obsesja Jana Pawła Olbrzymiego 23.07.22, 09:45
        Związki jezuity Donalda McGuire'a z matką Teresą datuje się na rok 1981. Poznali się za sprawą innego wysoko postawionego jezuity Johna Hardona, doradcy ówczesnego kardynała Ratzingera. Zauroczył ją jego konserwatyzm. McGuire został spowiednikiem i kierownikiem duchowym zakonu matki Teresy. Ale w 2006 roku McGuire'a postawiono przed sądem, oskarżając o czyny pedofilskie sprzed trzech dekad. Został skazany na 25 lat więzienia. Jego przestępcza kariera mogła zostać zatrzymana wcześniej, kiedy w 1993 roku oskarżono go o „niewłaściwe zachowanie wobec 16-letniego chłopca" i wysłano na leczenie psychiatryczne. Ale dostał wsparcie. Zachował się list matki Teresy która wywodziła, że jakkolwiek udostępnianie dziecku pornografii i wspólne prysznice z chłopcem były „wysoce nieroztropne", to nie widzi przeszkód, by jego praca zakonna była kontynuowana. Święta matka wydaje się znacznie mniej zaniepokojona potrzebą ochrony dzieci przed pedofilskim duchowieństwem niż zachowaniem „czystości i reputacji" Kościoła i kapłaństwa. Odnajdujemy te same motywacje w argumentacji Jana Pawła II, który robił wszystko, by przestępstwa notorycznych pedofilów w sutannach nie ujrzały światła dziennego.

        Znamienny jest passus zawarty w liście: „ostrożnie musimy strzec czystości i reputacji kapłaństwa". Jak oświadczył wiele lat później ówczesny prowincjał McGuire’ego, to właśnie ten list zdecydował, że pozwolił oskarżonemu wrócić do pracy. Ta „pomyłka" sporo jezuitów z prowincji chicagowskiej kosztowała. Musieli ofiarom wypłacić odszkodowanie w wysokości blisko 20 milionów dolarów.

        Faustyna, obsesja grzechu nieczystości
        Inną bliską papieżowi kobietą była święta Faustyna. Gdyby nie jego wysiłki, być może mało kto by o niej dziś pamiętał.

        Objawienia siostry Faustyny badała w latach 50. komisja polskich biskupów i nie uznała ich za nadprzyrodzone. No ale Karol Wojtyła był zdeterminowany, żeby tę postać promować. Jeszcze jako biskup krakowski odwiedzał klasztor w Łagiewnikach, interweniował w Stolicy Apostolskiej, dowodząc, że dekret Świętego Oficjum zakazujący kultu Bożego Miłosierdzia nie powinien obowiązywać. Ale dopiero 30 czerwca 1978 roku Kongregacja Doktryny Wiary wydała notyfikację odwołującą zakaz szerzenia nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego.

        Co takiego w Faustynie zobaczył Wojtyła?

        Dla profesora Jerzego Strojnowskiego sprawa była jasna: Ta kobieta była dotknięta zaburzeniami psychicznymi. Najbardziej ewidentne ich objawy to omamy, halucynacje wzrokowe i słuchowe. Zwracał uwagę na jej poczucie wybraństwa i nadzwyczajnej misji. O tak: twierdziła, że przemawiał do niej sam Bóg, mało tego, była przekonana, że to właśnie ją wyznaczył do misji. Co to za misja?: „Przygotujesz świat na ostateczne przyjście Moje". Ale to nie wszystko. Faustyna twierdziła, że za jej sprawą cichnie burza. Potem było zaraz gorzej, jak w podręczniku psychiatrii. Bolesny upadek, istna sinusoida. Przychodził smutek. Faustyna odczuwała pustkę, „zaczyna się ściemniać w duszy mojej", i beznadzieję, „jestem przez Boga odrzucona". Te momenty były naprawdę trudne. Tak je wspominała: „zaczęły mnie ogarniać lęki prawdziwie śmiertelne (...), rozpacz".

        Kościół z opinią profesora Jerzego Strojnowskiego ma problem. Trudno odmówić mu kompetencji, nie sposób posądzić o walkę z Kościołem. Nie dość, że profesor medycyny, to jeszcze filozof. Szykanowany przez SB za działalność w AK, z Krakowa przeniósł się do Lublina. Ojciec dziewięciorga dzieci, przez wiele lat był profesorem w Wyższym Seminarium Duchownym w Lublinie, gdzie wykładał psychologię pastoralną.

        W sprawie najbliższej Janowi Pawłowi II świętej Strojnowski był nieubłagany, chłodny i precyzyjny. Pisał: można przypuszczać, że gdyby siostry Faustyny, jeszcze jako dziecko, nie uczono na lekcjach religii, że świętość polega na wyzbyciu się popędu seksualnego, nie uważałaby siebie za „tak bardzo skłonną do złego", nie musiałaby „prowadzić nieustannej walki" i być może nie doświadczałaby patologicznych skrupułów.

        CDN...
        • diabollo Re: Obsesja Jana Pawła Olbrzymiego 23.07.22, 09:46
          Profesorowi wiele dały do myślenia jej obsesje związane z „grzechem nieczystości". Wybijają się na pierwszy plan. Jej drogą do świętości ma być „sterylność seksualna". „Ponad dziewiczość nie widzę nic wielkiego, jest to kwiat wyjęty z Serca Bożego".

          Z biografii Ewy Czaczkowskiej wiemy, że przyszła święta urodziła się w biedzie. Ukończywszy trzy klasy szkoły podstawowej, ciężko pracowała z rodzeństwem na gospodarstwie. W domu rządził bezwzględny i wymagający ojciec, który nie stronił od bicia. Wyśpiewywał od świtu godzinki.

          Wanda Półtawska, ekspertka od seksu
          Wypowiadając się na temat encykliki „Humanae vitae", stwierdziliśmy, że „Paweł VI, opowiadając się wówczas za głosem mniejszości w Kościele, był pod wpływem Wojtyły, którego z kolei teorie seksualności wywodziły się z przekonań jego przyjaciółki Wandy Półtawskiej. Jej wyobrażenia o seksualności powinny być rozpatrywane w kategoriach patologii, a nie propozycji etycznej czy edukacyjnej. To ona miała decydujący wpływ na Karola Wojtyłę i w konsekwencji na ograniczanie praw kobiet".

          Wielu z naszych znajomych domagało się od nas szerszego omówienia tej skrótowej opinii, szczególne kontrowersje budzi użyta przez nas kategoria patologii. Nie cofamy się ani o krok. Te mocne słowa należą się Półtawskiej. I nie krępuje nas gorset peanów na jej cześć, z odznaczeniem Orla Białego włącznie. Nie oślepia też jej biografia odbijająca się blaskiem Jana Pawła II. To właśnie za sprawą encykliki o zasadach moralnych w dziedzinie przekazywania życia ludzkiego z 25 lipca 1968 roku miliony wiernych na zachód od Odry zatrzasnęło za sobą na zawsze drzwi kościoła. Nie mamy też wątpliwości, że to właśnie tego 25 lipca Kościół zdradził aggiornamento, a więc obietnicę uczynienia jego nauczania ludzkim, co było kamieniem węgielnym Soboru Watykańskiego II. Nauczanie Kościoła w tej encyklice zredukowało rolę kobiet do funkcji rozrodczych, stygmatyzując poczuciem winy seksualny wymiar życia ludzkiego. Wymiaru tego nie można bagatelizować, skoro leży u podstaw piramidy Maslowa jako potrzeba fundamentalna.

          Żeby zrozumieć rolę Wandy Półtawskiej w tym nieszczęściu, trzeba sięgnąć do początków długiej, trwającej do końca życia Karola Wojtyły, jej przyjaźni z papieżem. Bodaj najbardziej szczegółowym, choć pewnie dość subiektywnym, zapisem relacji Wojtyły z Półtawską jest wydany w 2009 roku opasły tom „Beskidzkie rekolekcje. Dzieje przyjaźni księdza Karola Wojtyły z rodziną Półtawskich". Podtytuł jest na wyrost, gdyż mowa jest w tym tekście głównie o w istotnie niezwykłym związku Półtawskiej z Wojtyłą.

          Jan Paweł II w Wigilię 1978 roku pisał do Półtawskiej: „byłaś i nadal pozostajesz moim 'ekspertem’ osobistym [podkreślenie KW] od dziedziny »Humanae Vitae«. Tak było od dwudziestu z górą lat, i to należy nadal utrzymać. W kontekst owego 'eksperta' wchodzą różne sprawy, którymi de facto się zajmowałaś i na których się znasz, problem etyczny regulacji poczęć, wychowanie młodzieży do miłości’, medycyna pastoralna. (…) Funkcja zaś mojego eksperta polegałaby na śledzeniu i referowaniu tego, co się dzieje w tej dziedzinie w świecie i w Polsce".

          W „Humanae vitae" wbrew opinii większości ekspertów, z którymi papież się konsultował, Paweł VI w sposób zdecydowany odrzucił jakąkolwiek sztuczną antykoncepcję.

          Kościoły opustoszały. Już 30 lipca 1968 roku „New York Times" opublikował apel podpisany przez ponad 200 teologów pod znamiennym tytułem „Przeciw encyklice »Humanae vitae«". Nauczanie Pawła VI, który poddał się sugestii grupy krakowskiej, odrzuciły episkopaty Belgii i Niemiec. Protesty episkopatów rozlały się po całej Europie Zachodniej.

          Co połączyło papieża i Półtawską? Wyjątkowa niechęć wobec cielesności, a zwłaszcza wszelkich form seksualnych zachowań, których bezpośrednim celem nie byłaby prokreacja. To znamienne, że Jan Paweł II do końca swoich dni karał swoje ciało. Jak wyjawiła włoskiej prasie siostra Tobiana Sobótka: – Okazyjnie poddawał się cielesnej pokucie. Słyszeliśmy to; w Castel Gandolfo byliśmy w sąsiednim pokoju. Słychać było odgłos uderzeń, gdy się biczował. Robił to, gdy jeszcze był w stanie sam się poruszać. Nie wiemy, czy zanim skierował swoje kroki ku kapłaństwu, poznał radość seksualnego wymiaru życia. Jest taka anegdota o Wojtyle, że jako student polonistyki stronił od rozrywek i życia towarzyskiego. Któregoś dnia na drzwiach jego pokoju w bursie studenckiej koledzy umieścili „wizytówkę": „Karol Wojtyła – początkujący święty".

          Ich więź cementował też pewien mit. Wojtyła głosił teorię, zgodnie z którą pewni ludzie doświadczają dobra, ponieważ inni ludzie umożliwiają to dobro przez swoje cierpienie. Był przekonany, co wyznał księdzu Adamowi Bonieckiemu, że ważne wydarzenia z jego życia mają związek z cierpieniem jego bliskich. I tak miał nie cierpieć podczas wojny, bo cierpiała za niego w obozie koncentracyjnym jego przyjaciółka Wanda Półtawska. To ciekawe, biorąc pod uwagę, że z Półtawską spotkali się po wojnie.

          CDN...
          • diabollo Re: Obsesja Jana Pawła Olbrzymiego 23.07.22, 09:47
            Doświadczali wreszcie tego samego lęku. W jednym z wywiadów Półtawska podkreślała ich niezgodę na współczesność oraz wespół odczuwalną traumę: „Proszę pamiętać, że nasze pokolenie (jesteśmy niemal z tego samego roku) obserwowało na przestrzeni lat degradację rodziny w świecie, a w Polsce w szczególności. Za naszego życia zaczęło się od zalegalizowania przez państwo rozwodów (czego wcześniej nie było), następnie aborcji, później zezwolono na antykoncepcję, eutanazję, zapłodnienie in vitro".

            To porażające, co po dziś dzień opowiada Półtawska o kobietach, które wchodząc w relacje intymne przed małżeństwem, mają „nieszczęśliwie" tkwić „w grzechu śmiertelnym". Kiedy stygmatyzuje „dzieci nieślubne" grzmiąc, że związki przedmałżeńskie to rozsadnik chorób wenerycznych. Czystość małżeńska to według Półtawskiej „najważniejszy okres w życiu", a nieznane w jej młodości słowo „sex" zniszczyło tajemnicę, bo „nagość ma być darem dla jej męża, który ją zobaczy i zachwyci się". Słychać w niej gorycz i niezrozumienie świata. Mówi Półtawska w trakcie jednego z wykładów: „Jest zbrutalizowanie świata. Poniżenie godności człowieka, godności kobiety, która się daje poniżać, która wręcz domaga się tego poniżenia. Jest traktowana jak laleczka".

            Być może należałoby mówić nie tyle o patologii takiego myślenia, ile o skrajnym rygoryzmie. Jednak gdy taka postawa staje się ideologią potężnej instytucji o globalnym zasięgu, jaką z całą pewnością jest rzymski katolicyzm, to łatwo zbliżyć się do rozwiązań sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem. Nie chodzi przy tym tylko o problem teoretyczny, ale o praktyczne konsekwencje narzucanych przez autorytet papieża koncepcji seksualności, która jest całkowicie oderwana od codziennego doświadczenia większości ludzi, w tym również katolików.

            Na koniec wróćmy do jeszcze raz do Rosemary Radford Ruether. W swojej książce „Catholic Does Not Equal the Vatican: A Vision for Progressive Catholicism" (Katolik nie równa się Watykanowi: wizja postępowego katolicyzmu) obwiniła wprost papieża Jana Pawła II za kondycję współczesnego Kościoła. To on – pisze – zatrzymał postęp, będący dziedzictwem nauczania II Soboru Watykańskiego w dziedzinie ekumenizmu, otwarcia się na naukę i sprawiedliwości społecznej. Ta książka to apel o Kościół wielokulturowy, wprawdzie omylny, ale wolny od seksizmu i demokratyczny. I oddany biednym i uciskanym.

            wyborcza.pl/magazyn/7,124059,28704241,trzy-kobiety-jpii.html#S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka